1
Według zapowiedzi Barbary Nowackiej, Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, aby edukacja zdrowotna była od przyszłego roku szkolnego przedmiotem obowiązkowym, z wyłączeniem z obligatoryjnego zakresu zagadnień dotyczących „wychowania seksualnego”.
2
Takie wyłączenie może się okazać pozorne, ponieważ brak jest spójnej definicji „wychowania seksualnego”, które resort edukacji i rodzice mogą rozumieć zupełnie inaczej. Ponadto obecnie o omawianiu treści fakultatywnych decyduje nauczyciel, a nie rodzice.
3
Program edukacji zdrowotnej zrównuje małżeństwo ze związkami nieformalnymi, przedstawia rozwód i rozpad rodziny jako „normalną zmianę”, a macierzyństwo ukazuje głównie w kontekście zagrożenia dla zdrowia psychicznego.
4
Obecne w podstawie programowej elementy ideologii gender i treści zbieżne z postulatami ruchu LGBT są prezentowane nie tyle w kategoriach wychowania seksualnego, co praw człowieka i walki z dyskryminacją. Treści ideologiczne pojawiają się też w obszarach dotyczących zmian klimatu i „mowy nienawiści”.
5
Wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej w obecnym kształcie, nawet z wyłączeniem niektórych treści odnoszących się do „wychowania seksualnego”, będzie prowadziło do naruszenia naturalnego i gwarantowanego konstytucyjnie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Iluzoryczna fakultatywność
W styczniu minister edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała w wywiadzie medialnym, że MEN rozważa wprowadzenie od września obowiązkowej edukacji zdrowotnej, przy jednoczesnym wyłączeniu z zakresu obowiązkowego zagadnień dotyczących tzw. wychowania seksualnego. Tego rodzaju deklaracja mogłaby na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie kompromisu uwzględniającego obawy rodziców dotyczące ingerencji państwa w sferę wychowania. Analiza projektu podstawy programowej edukacji zdrowotnej prowadzi jednak do wniosku, że proponowane rozwiązanie ma charakter pozorny, bowiem kwestie dotyczące seksualności to nie jedyne, które budzą sprzeciw rodziców, a i one mogą być w różny sposób interpretowane.
Pierwszy problem jaki się zarysowuje dotyczy rozumienia pojęcia „wychowanie seksualne”. Widać to na przykładzie działu „zdrowie seksualne”, dla klas IV-VI szkoły podstawowej pojawia się zapis w brzmieniu: „[uczeń] wymienia stereotypy płciowe oraz wyjaśnia ich wpływ na funkcjonowanie człowieka”. Program nauczania, opublikowany na stronie MEN, rozwija ten punkt sugerując następujące pytania: Czy chłopcy i dziewczynki muszą zachowywać się inaczej? Czy zainteresowania zależą od płci? Czy chłopiec może bawić się lalkami?
Pojawia się pytanie – czy tego rodzaju zapis zostanie potraktowany jako odnoszący się „wychowania seksualnego”? Bardzo możliwe, że nie, zatem treści te byłyby obowiązkowe dla wszystkich uczniów. Podobne pytanie zadać można w kontekście omawiania z uczniami w kl. VII-VIII obecnych w podstawie programowej tematów związanych z „orientacja seksualną” i „tożsamością płciową”. Dziś zagadnienia te prezentowane nie tyle w kategoriach wychowania seksualnego, co praw człowieka i przeciwdziałania dyskryminacji, co widać choćby na przykładzie działań Komisji Europejskiej.
Można zatem przewidywać, że znaczna część treści kontrowersyjnych zostanie włączona do obowiązkowego programu edukacji zdrowotnej, a jako fakultatywne oznaczone zostaną jedynie te elementy, które w sposób najbardziej oczywisty i bezpośredni dotyczą aktywności seksualnej.
Co więcej, już dziś niektóre treści, w podstawie programowej edukacji zdrowotnej oznaczone są jako fakultatywne. Jednocześnie jednak w rozporządzeniu ministra edukacji czytamy, że „decyzję o ich zrealizowaniu oraz zakresie, w jakim będą zrealizowane, podejmuje nauczyciel na podstawie oceny dostępnego czasu, umiejętności uczniów i ich zainteresowania danym zagadnieniem”.
Oznacza to, że to nauczyciel – a nie rodzic – decyduje, czy dane treści fakultatywne zostaną zrealizowane w klasie. Rodzic, który nie wypisał dziecka z edukacji zdrowotnej, co, zgodnie z obecnym rozporządzeniem ministra edukacji mógł uczynić do 25 września1, nie ma wiążącego wpływu na tę decyzję i nie może skutecznie zabezpieczyć swojego dziecka przed kontaktem z treściami, które uzna za niewłaściwe. Fakultatywność jest zatem pozorna – treści są dobrowolne z punktu widzenia nauczyciela, ale nie z punktu widzenia rodzica czy ucznia.
Nie tylko wychowanie seksualne
Co istotne, nie tylko treści nawiązujące bezpośrednio do ludzkiej seksualności zawarte w podstawie programowej „edukacji zdrowotnej” w istotny sposób wkraczają w obszar wychowania, zarezerwowany w pierwszej kolejności dla rodziców. Podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” dotyczy nie tylko wiedzy medycznej czy biologicznej, ale wywiera wpływ na kształtowanie światopoglądu, systemu wartości i postaw wobec fundamentalnych zagadnień życia społecznego.
Już na poziomie ogólnym zauważyć należy, że program edukacji zdrowotnej ukazuje zdrowie jako wartość nadrzędną w różnych kręgach kulturowych. Takie ujęcie nie jest jednak aksjologicznie neutralne i może budzić wątpliwości z perspektywy wielu systemów wartości, w tym tradycji chrześcijańskiej, dla której istnieją wartości ważniejsze od zdrowia – takie jak życie wieczne, niezbywalna godność osoby ludzkiej czy poświęcenie dla innych. Wpajanie przez państwo hierarchii wartości, w której to zdrowie zajmuje pozycję nadrzędną, stanowi ingerencję w obszar wychowania, gdzie decydujący głos powinni mieć rodzice.
Ingerencja w sferę wychowawczą widoczna jest w szczegółowych wymaganiach. W dziale poświęconym „zdrowiu społecznemu”, w klasach IV-VI szkoły podstawowej, uczniowie mają uczyć się m.in. o „prawach i obowiązkach dziecka i rodziców”. Co symptomatyczne, w pierwotnej wersji projektu podstawy programowej mowa była jedynie o obowiązkach rodziców i prawach dziecka, co wskazuje na kierunek myślenia twórców programu – nie chodzi tu o przedstawienie rodziny jako wspólnoty opartej na wzajemnych więziach, zaufaniu i odpowiedzialności, ale o podkreślenie obowiązków rodziców i związanych z tym praw i roszczeń dzieci wobec nich.
Jednocześnie, podkreśla się, że zajęcia mają być prowadzone „w nurcie pedagogiki pozytywnej”, eksponuje budowanie „pozytywnej samooceny”, utrzymanie „dobrostanu”, „równowagi między obowiązkami a czasem wolnym”. Cele te same w sobie mogą wydawać się neutralne i pożądane. Problem pojawia się jednak, gdy są one realizowane w oderwaniu od kontekstu rodzinnego, rodzicielskiego autorytetu, natomiast w połączeniu z nauką o obowiązkach rodziców względem dzieci. Takie zestawienie może wzmagać wspomniane postawy roszczeniowe i pretensjonalne, a także podważać autorytet rodziców. Dziecko uczy się, że ma prawo do „dobrostanu” rozumianego według standardów przyjętych przez twórców programu, a rodzice mają obowiązek ten „dobrostan” i dobre samopoczucie zapewnić – niezależnie od tego, że ich własne metody wychowawcze mogą w określonych sytuacjach nie prowadzić do zadowolenia młodego człowieka.
Normalizacja niestabilności rodzinnej
Jeszcze bardziej kontrowersyjny charakter ma zapis w dziale „zdrowie społeczne” dla klas IV-VI szkoły podstawowej, zgodnie z którym uczeń „opisuje zmiany mogące występować w rodzinach, w tym separację, rozwód, wejście rodziców w nowe związki, adopcję, rodzicielstwo zastępcze, pojawienie się rodzeństwa, chorobę i śmierć, a także wymienia sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach”.
Znamienne jest tu potraktowanie „jednym tchem” zjawisk o radykalnie odmiennym charakterze moralnym i społecznym. Rozwód i separacja – będące załamaniem się więzi małżeńskiej i najczęściej traumatycznym doświadczeniem dla dzieci – są przedstawione obok pojawienia się rodzeństwa czy choroby jako zwykłe „zmiany mogące występować w rodzinach”, bez wskazania pożądanego modelu rodziny opartej na trwałym małżeństwie. Małżeństwo zostaje zrównane ze związkiem nieformalnym, wierność z decyzją o rozstaniu. Co więcej, jednym z celów takiego zapisu jest, by uczeń „przejawiał akceptację i szacunek wobec siebie i innych” – co można odczytywać jako afirmację tego rodzaju zjawisk. Dziecko otrzymuje przekaz, że rozwód rodziców i znalezienie sobie przez nich nowych partnerów życiowych to „normalna zmiana”, wobec której nie powinno protestować czy wyrażać sprzeciwu.
Podobny przekaz jest obecny w podstawie programowej dla szkół ponadpodstawowych, gdzie czytamy, że uczeń „z szacunkiem formułuje komunikaty dotyczące decyzji innych osób związane z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym dotyczące decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji, rozwodzie, rozstaniu, rodzicielstwie, rodzicielstwie adopcyjnym i zastępczym, wielodzietności, bezdzietności, a także rozumie potencjalne skutki wymienionych sytuacji życiowych”.
Tego rodzaju podejście ma potencjalnie dalekosiężne konsekwencje wychowawcze. Młody człowiek, który otrzymuje w szkole przekaz o „normalności” rozpadu rodziny, może za kilkanaście lat wchodzić w dorosłe życie i budować własne związki z przekonaniem, że rozstanie małżonków jest równie akceptowalnym wyborem jak pozostanie razem. Brak w programie zachęty do wierności małżeńskiej, podkreślenia wartości trwałości zobowiązania, zwłaszcza wobec dzieci, dla których rozstanie rodziców stanowi traumę – może w przyszłości generować wzrost liczby rozwodów, spadek liczby trwałych związków, pogłębienie kryzysu demograficznego i wzrost liczby rozbitych rodzin.
Na marginesie należy wskazać na poważny błąd metodyczny polegający na traktowaniu wszystkich uczniów (również tych z rodzin stabilnych) jako grupy doświadczającej lub potencjalnie doświadczającej rozwodu rodziców. Nie jest to właściwe działanie profilaktyczne. Taki przekaz powinien być – jeśli w ogóle – kierowany wyłącznie do dzieci, które rzeczywiście doświadczyły rozstania rodziców i potrzebują wsparcia w radzeniu sobie z tą sytuacją, a nie stanowić element obowiązkowego programu dla wszystkich.
Macierzyństwo zagrożeniem dla zdrowia psychicznego?
Kolejnym przykładem ideologicznego nacechowania programu jest sposób prezentacji zagadnień związanych z macierzyństwem. W dziale poświęconym zdrowiu psychicznemu w podstawie programowej szkół ponadpodstawowych, jako przykłady zaburzeń depresyjnych wymienione są dwa: depresja w ciąży i depresja poporodowa. Takie ukierunkowanie, bez wskazania na pozytywne aspekty macierzyństwa, może kreować w świadomości młodych ludzi – zwłaszcza dziewcząt – skojarzenie macierzyństwa przede wszystkim z zagrożeniem dla zdrowia psychicznego. Dodatkowo nastolatki mają uczyć się m.in. o przebiegu porodu z wykorzystaniem kleszczy lub próżniociągu, co również nie napawa optymizmem na myśl o ewentualnym macierzyństwie.
Powyższe przykłady połączone z osadzeniem seksualności w kontekście zdrowia i przyjemności, a nie rodziny i prokreacji, oraz traktowaniem decyzji o wielodzietności i bezdzietności (niezależnie od powodu) jako tak samo wartościowych, mogą wywierać wpływ na przyszłe decyzje dotyczące macierzyństwa i pogłębiać kryzys demograficzny, który w Polsce jest aktualnie jednym z najpoważniejszych na świecie.
Ideologia klimatyczna w programie edukacji zdrowotnej
Edukacja zdrowotna zawiera również dział dotyczący „zdrowia środowiskowego”, gdzie w podstawie programowej dla szkół ponadpodstawowych znajduje się m.in. następujący zapis: „[uczeń] rozpoznaje dezinformację dotyczącą zmian klimatu oraz ich wpływu na zdrowie i rozpoznaje wiarygodne i rzetelne źródła informacji na ten temat”.
Tego rodzaju sformułowanie ma charakter ideologiczny i polityczny, a nie edukacyjny. Program zakłada z góry istnienie jedynie słusznej narracji na temat zmian klimatu, a wszelkie odmienne stanowiska etykietuje jako „dezinformację”. Uczniowie mają zostać wyposażeni w narzędzia do „rozpoznawania dezinformacji” – co w praktyce oznacza kształtowanie określonej postawy ideologicznej i eliminowanie krytycznego myślenia wobec dominującej narracji.
Włączenie do programu edukacji zdrowotnej treści o charakterze ideologicznym, związanych ze zmianami klimatu, ich przyczynami i wpływem na zdrowie, stanowi próbę wykorzystania edukacji zdrowotnej jako narzędzia do kształtowania określonych postaw politycznych i ideologicznych, co wykracza daleko poza uzasadniony zakres edukacji w tym obszarze.
„Mowa nienawiści” i ograniczanie wolności słowa
W dziale dotyczącym internetu i profilaktyki uzależnień uczniowie mają analizować m.in. zagadnienie „mowy nienawiści”. Pojęcie to, choć popularnie używane w debacie publicznej, nie ma precyzyjnej definicji prawnej w polskim systemie prawnym i jest przedmiotem sporów interpretacyjnych.
Jak wskazywał w swojej opinii Instytut Ordo Iuris, w kontekście niedawnej próby wprowadzenia do polskiego prawa karnego materialnego konceptu „mowy nienawiści”, zabieg ten miał służyć osiągnięciu określonych celów politycznych i społecznych, zbieżnych z celami ruchu LGBT. Wiązałoby się to nieuchronnie z naruszeniem gwarantowanej konstytucyjnie wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 30 września 2025 r. (sygn. akt Kp 3/25). Czego nie udało się dokonać na gruncie ustawy karnej, próbuje zatem się obecnie wprowadzić do szkolnych programów nauczania jako materię obowiązkową, w drodze rozporządzenia ministra edukacji.
Wprowadzenie do programu szkolnego niejasnego pojęcia „mowy nienawiści” może prowadzić do sytuacji, w której uczniowie będą uczyć się etykietowania jako „mowy nienawiści” wypowiedzi wyrażających stanowiska ideowe odmienne od prezentowanych przez twórców podstawy programowej. W kontekście edukacji zdrowotnej szczególnie problematyczne może być wykorzystanie pojęcia „mowy nienawiści” do delegitymizowania krytyki ideologii gender, aborcji czy postulatów ruchu LGBT. Uczniowie mogą zostać wychowani w przekonaniu, że wyrażanie określonych poglądów religijnych czy ideowych stanowi „mowę nienawiści” i powinno być eliminowane z debaty publicznej.
Dyskryminacja i „ludzka różnorodność”
W dziale I podstawy programowej edukacji zdrowotnej dla szkół ponadpodstawowych jako wymaganie szczegółowe wskazano wykluczanie wszelkich form dyskryminacji ze względu na „ludzką różnorodność”. Pojęcie to, podobnie jak „mowa nienawiści”, jest dziś wykorzystywane w sposób ideologiczny. Idea różnorodności może być łatwo wykorzystana do promowania koncepcji społeczeństwa „multikulturowego”, ale także do podważania utrwalonych norm społecznych i obyczajowych, także w tak codziennych sprawach jak strój, czy szerzej – wygląd zewnętrzny. Nadmienić w tym miejscu wypada, że obecnie procedowany jest projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (numer z wykazu prac legislacyjnych: UD222), który przewiduje uniemożliwienie szkołom sprecyzowania jakie standardy powinien spełniać strój oraz wygląd ucznia (np. poprzez zakaz stosowania mocnego makijażu, malowania włosów, noszenia kolczyków lub innych widocznych ozdób piercingowych w miejscach innych niż płatki uszu).
W efekcie pojęcie to zaczyna pełnić rolę argumentu, którym usprawiedliwia się daleko idące zmiany kulturowe, abstrahujące od roli norm społecznych w procesie wychowania, a niekiedy także od biologicznych i psychologicznych uwarunkowań ludzkiej natury.
Odwoływanie się do bliżej niesprecyzowanej „ludzkiej różnorodności” może prowadzić do sytuacji, w której krytyka określonych zachowań czy stylów życia, nawet uzasadniona względami moralnymi czy religijnymi, zostanie uznana za niedopuszczalną dyskryminację.
Tego rodzaju podejście jest szczególnie problematyczne w kontekście postulatów ruchu LGBT, gdzie rozróżnienie między orientacją seksualną (jako cechą osoby) a zachowaniami i żądaniami politycznymi (jako przedmiotem oceny moralnej i społecznej) jest często zacierane. Uczniowie mogą być przekonywani, że jakakolwiek krytyka postulatów tych środowisk jest przejawem niedopuszczalnej dyskryminacji.
Konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami
Przedstawiona wyżej analiza zawartości projektu podstawy programowej edukacji zdrowotnej prowadzi do wniosku, że w ramach tego przedmiotu nie mamy do czynienia ze zwykłym przekazywaniem wiedzy medycznej czy biologicznej, która sama w sobie nie jest światopoglądowo nacechowana.
Wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej – nawet przy formalnym wyłączeniu z zakresu obowiązkowego „wychowania seksualnego” – będzie skutkowało naruszeniem art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, według którego rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, w tym również, co podkreślono w art. 53 ust. 3 ustawy zasadniczej, w obszarze norm moralnych i religijnych.
Prawo rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami obejmuje nie tylko prawo do przekazywania dzieciom określonych treści, ale także prawo do ochrony dzieci przed wpływem treści sprzecznych z przekonaniami rodziców. „Utrudnia to narzucanie dzieciom wbrew woli rodziców wzorców wychowawczych, kształtowanie ich postaw, osobowości i przekonań (Winczorek, Komentarz, 2008, s. 116 oraz G. Kowalski, Założenia prawa rodzinnego, s. 58)”2.
Należy jednak podkreślić, że bez względu na prawne gwarancje prawo to ma charakter przyrodzony. Nie jest ono nadane przez państwo, ale stanowi wyraz naturalnego prawa rodziców wynikającego z faktu zrodzenia dziecka3.
Wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która – jak wykazano powyżej – oddziałuje na oceny moralne i postawy życiowe uczniów w kwestiach fundamentalnych, takich jak: hierarchia wartości, model rodziny, wartość trwałości małżeństwa czy stosunek do macierzyństwa, a wykraczających poza treści dotyczące stricte „wychowania seksualnego”, stanowiłoby jaskrawą i niedopuszczalną ingerencję w prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
r.pr. Marek Puzio – starszy analityk Instytutu Ordo Iuris.
1 Zob. § 6 ust. 3 rozporządzenia Ministra Edukacji z dnia 7 kwietnia 2025 r. (Dz.U. z 2025 r. poz. 467) w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji zawartych w podstawie programowej kształcenia ogólnego.
2 W. Borysiak, komentarz do art. 48 [w:] Konstytucja RP. Tom I. Komentarz do art. 1–86, red. M. Safjan, L. Bosek Warszawa, 2016, Nb 61.
3 Zob. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11 października 2011 r., K 16/10.
Źródło zdjęcia okładkowego: Adobe Stock





