główne PUNKTY
1
Bugajski nie był agentem ABW. Przed sądem sam zaprzeczył, że był formalnym współpracownikiem służb – przyznał jedynie rolę nieformalnego „eksperta i konsultanta”, co Suchanow przemilczała w podcaście. Nic dziwnego – w przeszłości sama przedstawiała go jako „agenta ABW”.
2
Brak dowodów na finansowanie przez ABW. Suchanow sugeruje stałe dofinansowanie Ordo Iuris przez ABW, a zeznania powołanego przez nią świadka mówią o wpłatach o łącznej wartości „od kilku do kilkunastu tysięcy złotych” bez wskazania konkretnych dat wpłat ani bezpośredniego związku z funduszami ABW – przy budżecie Ordo Iuris liczonym w milionach. Jedno my wiemy na pewno: pod własnym nazwiskiem Bugajski wpłacił na Ordo Iuris tylko kilka drobnych kwot.
3
Bugajski pod przysięgą zaprzeczył finansowaniu Ordo Iuris z Rosji. Wprost zeznał: „nic mi nie wiadomo na temat uzyskiwania finansów z Rosji” – ten fragment nie pojawił się w podcaście Suchanow. Nic dziwnego – zaprzecza to jej wieloletniej narracji nt. Instytut Ordo Iuris, a Bugajski to przecież jej źródło „z ABW”.
4
Osoby „powiązanie z Ordo Iuris”, z którymi miały spotykać się funkcjonariusze ABW oraz sam Bugajski, to pojęcie bez treści. Według zeznań Bugajskiego obejmuje ono osoby znające kogoś związanego z Instytutem – definicja tak szeroka, że może dotyczyć wielu Polaków.
5
Wiarygodność świadka jest podważona. „Gazeta Wyborcza” niedawno ujawniła, że prokuratura wskazała Bugajskiego jako twórcę sfabrykowanych stenogramów w sprawie lubińskiej oraz że ABW potwierdziła, że nigdy nie był jej funkcjonariuszem ani formalnym współpracownikiem czy nawet konsultantem. A mimo to Suchanow tworzy własny pierwszy podcast na YouTube, bazując na jego zeznaniach. To wiele mówi o jej dotychczasowej twórczości.

7 kwietnia 2026 roku Klementyna Suchanow opublikowała na YouTubie swój debiut w nowym medium – podcast zatytułowany „Suchanow vs Ordo Iuris: Czy ABW finansowało Ordo Iuris?“. Byłem na rozprawie, o której pani Suchanow opowiada w tym podcaście. Miałem zatem okazję usłyszeć i nagrać (za zgodą sądu) zeznania Łukasza Bugajskiego na żywo i zachęcam do zapoznania się z relacją, którą opublikowałem na tej stronie 6 marca 2026 r. Łukasz Bugajski to wieloletnie źródło „z ABW”, na które pani Suchanow lubi się powoływać.
W procesie, jaki Instytut Ordo Iuris wytoczył Klementynie Suchanow o naruszenie dóbr osobistych – w tym o rozpowszechnianie twierdzenia, że Ordo Iuris to organizacja finansowana z Rosji – sąd przesłuchał go pod koniec lutego w charakterze świadka pozwanej.
Spieszę teraz ze stosownym uzupełnieniem, bo podcast pani Suchanow jest – jak łatwo przewidzieć – niezwykle selektywnym zestawieniem wybranych fragmentów zeznań tego pana. Takim zestawieniem, z którego znikły akurat te momenty, w których narracja pani Suchanow zderza się ze ścianą faktów.

Suchanow vs Ordo Iuris: Czy ABW finansowało Ordo Iuris?
Zanim przejdę do meritum, wypada zasygnalizować pewien kontekst, który pani Suchanow skrzętnie pomija, a który bardzo rzutuje na wiarygodność jej głównego świadka. 25 marca 2026 roku „Gazeta Wyborcza” – nie jest to akurat pismo, które można posądzić o życzliwość wobec Ordo Iuris – opublikowała szczegółowy materiał opisujący, w jaki sposób Łukasz Bugajski przez lata fabrykował fałszywe stenogramy rzekomych rozmów, służące kompromitowaniu prezydenta Lubina. Prokuratura w Legnicy, po zbadaniu ponad tysiąca stron sfałszowanych dokumentów, umorzyła 12 lutego 2026 roku śledztwo z lakonicznym uzasadnieniem: „czynu nie popełniono” – bo opisywane w stenogramach zbrodnie po prostu nigdy nie miały miejsca, a sami rzekomi rozmówcy w chwilach, kiedy mieli te rozmowy prowadzić, logowali się swoimi telefonami w zupełnie innych miejscach. Jak pisze red. Wojciech Czuchnowski na łamach „Wyborczej”, Prokuratura jednoznacznie wskazała Bugajskiego jako „mózg operacji” preparowania tych materiałów. Przy tym, jak pisze Czuchnowski, ABW potwierdziła śledczym, że Bugajski nie był ani jej współpracownikiem, ani konsultantem i nigdy nie był formalnie powiązany ze służbami specjalnymi.
Pani Suchanow w swoim podcaście sama przyznaje, że „toczy się wokół niego spór, czy jest sygnalistą, jak sam siebie przedstawia, czy jest oszustem”. Zna zatem przynajmniej część tych ustaleń. A mimo to decyduje się na zbudowanie swojego debiutu na YouTubie wokół zeznań tego człowieka. Jest to wybór, który wymaga co najmniej odwagi.
Bugajski przyznaje: nie był agentem ABW
Pani Suchanow otwiera swój podcast efektownym ujęciem: w grudniu 2024 roku poznała człowieka, który „przedstawiał się jako były funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego we Wrocławiu”. Coś, co brzmi jak wstęp thrillera szpiegowskiego. Problem polega na tym, że przed sądem ta fasada pęka już po chwili. Gdy pełnomocnik jednej ze stron próbuje użyć wobec Bugajskiego słowa „współpracownik”, ten natychmiast protestuje (a było to na prawie miesiąc przed publikacją „Wyborczej”):
„Ja wysoki sądzie w żadnym momencie nie odpowiedziałem na pytanie, w jakim charakterze była ta współpraca, kooperacja się odbywała, to też protestuję przeciwko temu, żeby pan mecenas tutaj, żeby to trafiło do protokołu i nazywał mnie współpracownikiem, gdyż podkreślam, żebym jakiś fakt sformalizowanej współpracy… [tu jedno słowo jest słabo słyszalne], ja nie udzieliłem żadnej szczegółowej odpowiedzi, która ten charakter by opisywała.”
Kiedy prawnik dopytuje się go wprost o charakter tej współpracy, Bugajski zasłania się ryzykiem odpowiedzialności karnej za ujawnienie informacji tajnych. A przecież sama pani Suchanow, która pana Bugajskiego wezwała właśnie na świadka, cytowała wcześniej jego wypowiedzi w swoich mediach, jako źródło informacji na temat Ordo Iuris, nazywając go wprost „byłym agentem ABW”.

Co ciekawe, na sali sądowej dochodzi do dość osobliwego momentu, w którym pada wprost pytanie: jaki był jego status? Odpowiedź jest wymowna:
„Mówię o funkcjonariuszach, którzy zarządzali tym operatywnie. Ja zajmuję się tylko i wyłącznie tym w charakterze pewnego rodzaju eksperta i konsultanta, który rozumie sposób funkcjonowania tychże środowisk i również jestem za tym merytorycznym elementem szerszego działania, natomiast osoby, o których mówię, tak, to byli etatowi funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy byli odpowiedzialni nie dość, że za realizowanie tych zadań, to również za nadzorowanie realizacji tych zadań, kierowanie, kreowanie kierunków tych zadań i ich rozliczanie.”
Innymi słowy: etatowi funkcjonariusze ABW to tamci, nie on. On miał być tylko „ekspertem i konsultantem”. To fragment, którego pani Suchanow wolała nie cytować w swoim podcaście, bo nieco kłóci się z klimatem szpiegowskiej sensacji, którą próbuje stworzyć wokół zeznań swojego świadka.
Wpłaty na Ordo Iuris: kilkanaście tysięcy złotych ze środków ABW?
Pani Suchanow z wyraźną satysfakcją przytacza ten fragment zeznania Bugajskiego, w którym mówi o wpłatach na rzecz Ordo Iuris – „od kilku do kilkunastu tysięcy złotych”, realizowanych wielokrotnie, przez niego i przez inne osoby. W podcaście pada sugestywne pytanie retoryczne: „Ile z tych środków pochodziło z funduszu operacyjnego ABW?” A następnie – jeszcze bardziej sugestywne – czy Ordo Iuris i teraz może otrzymywać pieniądze z ABW, skoro w 2024 roku osiągnęło ponad 12 milionów złotych przychodów.
To istne arcydzieło insynuacji. Przytoczmy jednak, co Bugajski zeznał w sądzie, gdy zapytano go wprost o kwestię tych rzekomo „nieprywatnych środków”:
„Ja w żadnym momencie nie powiedziałem, że środki pochodziły z ABW. Ja wyraziłem, że były przekazywane i były w dyspozycji funkcjonariuszy ABW i były środkami nieprywatnymi.”
A co do wpłat, zapytany przez pełnomocnika strony powodowej: „Mówił pan, że dokonywał pan wpłat na rzecz Ordo Iuris Pan na przestrzeni kilku miesięcy. Które to były miesiące?”, Łukasz Bugajski zeznaje:
„Odpowiadałem już na to pytanie. Nie jestem w stanie podać, które to były miesiące. Natomiast takie sytuacje miały miejsce.”
Kiedy zaś próbuje się doprecyzować, jak mogła być łączna suma tych wpłat, odpowiada:
„Mówiłem, od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.”
Kilkanaście tysięcy złotych, rozłożone na bliżej nieokreśloną liczbę osób, przez bliżej nieokreśloną liczbę miesięcy. Przy budżecie Ordo Iuris liczonym wówczas w milionach złotych. I na tej podstawie pani Suchanow próbuje wmawiać swoim widzom, że ABW finansowało, a może finansuje nadal Instytut Ordo Iuris.
W rzeczywistości, aby otrzymać certyfikat „Przyjaciela Ordo Iuris” z podpisem prezesa Instytutu — który Klementyna Suchanow tak „wnikliwie” analizuje w swoim materiale, porównując go z tym samym podpisem w KRS — wystarczy wypełnić formularz online i zadeklarować comiesięczne wsparcie, nawet niewielką kwotą. Innymi słowy, Łukasz Bugajski mógł wpłacić trzy–cztery razy po 50 czy 100 zł, a następnie zaprzestać wpłat, a mimo to posługiwać się tym „dyplomem”.
Oczywiście nie ujawniamy takich danych, choć sprawdziłem to i mogę powiedzieć, że nawet gdyby pieniądze pochodziły z jego prywatnych środków, na pewno nie zrujnowało go finansowe wsparcie, którego udzielił w tamtym czasie naszemu Instytutowi.
Ponadto, nawet gdyby współpracujący z nim funkcjonariusze ABW mieli równocześnie wpłacić podobne lub wyższe kwoty, nie sposób byłoby tego zweryfikować. Tylko jaką korzyść ABW miałoby odnieść z takich przelewów? Nawet gdyby jakaś skoordynowana grupa darczyńców faktycznie przekazała kilka czy kilkanaście tysięcy złotych, rozłożonych na bliżej nieokreśloną liczbę przelewów przez okres kilku czy kilkunastu miesięcy, trudno zakładać, że dawałoby to jakikolwiek wpływ na organizację dysponującą rocznym budżetem liczonym w milionach złotych.
Tego pani Suchanow nie wyjaśnia. Zamiast tego, manipulując relacjami swojego wieloletniego źródła „z ABW” na temat Ordo Iuris, próbuje sugerować, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego od lat finansuje Instytut Ordo Iuris. Innymi słowy, mamy nową wersję narracji Suchanow o rzekomym finansowaniu z Rosji – tym razem już nie z Rosji, lecz z ABW, i to rzekomo również teraz – w czasach rządu wysoce nieprzychylnego Instytutowi Ordo Iuris.
Zachęcam czytelników do zapoznania się ze sprawozdaniami finansowymi Instytutu, publikowanymi co roku w zakresie przekraczającym wymogi prawne, oraz z wywiadem wyjaśniającym, skąd Ordo Iuris pozyskuje środki na działalność.
Spotkania przy wódeczce: kto konkretnie?
Podcast pani Suchanow sugeruje też, że istniały jakieś „dziwnie bliskie relacje” między funkcjonariuszami ABW a ludźmi z Ordo Iuris – relacje, które „budzą poważne wątpliwości”. W tym miejscu warto przywołać, co zeznał Bugajski, gdy zapytano go o szczegóły tych rzekomych towarzyskich spotkań. Pytanie brzmiało, czy rzeczone kontakty odbywały się w „kręgu wąskim” czy na otwartych wykładach. Bugajski odpowiedział:
„Ja mogę tylko powiedzieć o spotkaniach, w których uczestniczyli funkcjonariusze ABW i potwierdzam, że nie odbywały się one w szerszym gronie, nie w salkach ani na wykładach.”
Kiedy zaś zapytano go wprost, czy „przedstawiciele Instytutu” wiedzieli, z kim rozmawiają, odpowiedź była znamiennie rozmyta:
„Ja nie mówiłem o przedstawicielach Instytutu, mówiłem o osobach z Instytutem powiązanych i faktycznie wskazywałem, że osoby z Instytutem powiązane, przynajmniej w kilku przypadkach, miały pewną wiedzę dotyczącą tego, że rozmawiają, utrzymują kontakty z funkcjonariuszami ABW.”
A kto to jest „osoba z Instytutem powiązana”? Odpowiedź Bugajskiego jest oryginałem w swoim rodzaju:
„Przez osobę powiązaną z Instytutem Ordo Iuris w tym kontekście, uznaję, wówczas uznałem, uznawaliśmy w szerszym gronie, osoby, których działalność, czy też relacje jakie utrzymują, czy też pośrednie kontakty z osobami, które są aktywne w tym Instytucie, można nazwać powiedzmy powiązanymi. Niekoniecznie, Panie Mecenasie, może inaczej: nie rozumieliśmy osoby powiązanej z Instytutem jako osoby, która by legitymowała się tym, że jest w Kręgu Przyjaciół albo była zapisana w pozycji siedemnastej na jakiejś tam liście powiązanej z Ordo Iuris. Chodzi tutaj bardziej o kwestie relacyjne i osobowe.”
Innymi słowy: za osobę „powiązaną z Ordo Iuris” można uznać kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś, kto ma jakiś kontakt z Instytutem. Przy takich kryteriach „powiązania z Ordo Iuris” ma pewnie co najmniej kilkaset tysięcy albo i kilka milionów Polaków. Nic dziwnego, że pani Suchanow woli nie cytować tej definicji.
„Narracja zbieżna z rosyjską” – czyli co konkretnie?
Pani Suchanow przywiązuje dużą wagę do tego fragmentu zeznania Bugajskiego, w którym mówi on o tym, że raportował ABW o „zbieżnościach narracji” Ordo Iuris z narracją rosyjską. Brzmi poważnie. Problem pojawia się wtedy, kiedy Bugajski jest proszony o sprecyzowanie, o jakich konkretnie zbieżnościach mowa. Oto jego odpowiedź – w całości, nie w wersji selekcjonowanej przez panią Suchanow:
„Ordo Iuris jest pierwszą sprofesjonalizowaną organizacją działającą na obszarze Rzeczypospolitej, która nie dość, że powtarza tę narrację ultrakonserwatywną, ale jednocześnie podawaną w takiej przystępnej formie, co jest też możliwe dzięki temu, jak ta organizacja wygląda, jest skonstruowana i przez kogo jest reprezentowana. Robi to masowo, tworzy też szereg organizacji zależnych, stosunków zależności, prowadzi działalność lobbingową, niejako w mojej ocenie, utrzymuje szereg kontaktów prywatnie, z osobami życia publicznego, które mają wpływ na realia, które mamy tutaj wokół siebie i też na stanowienie prawa, prowadzi kampanie informacyjne, które w mojej ocenie, i kampanie społeczne, które w mojej ocenie nie służą prezentowaniu swoich idei, co bardziej mają na celu zgłębianie, pogłębianie polaryzacji społecznej.
Co więcej, w mojej ocenie też ta organizacja poza tym, co już powiedziałem i porównując to do innych organizacji, realizuje to w sposób stały i niezakłócony, regularnie, rok do roku, zwiększając swoje możliwości oddziaływania.”
Oczywiście każdy ma prawo do swojej oceny. Ale Bugajski opisuje tutaj po prostu działalność organizacji pozarządowej, która skutecznie prowadzi lobbing na rzecz wartości konserwatywnych – coś, co równie dobrze można powiedzieć o dziesiątkach innych fundacji po różnych stronach sceny ideologicznej. „Zbieżność narracji” jako zarzut jest wyjątkowo pojemna – bo każdy, kto podziela jakiekolwiek poglądy z kimkolwiek, może zostać oskarżony o „zbieżność”. Choć na przykład Ordo Iuris broni życia od poczęcia – a w Rosji jak wiadomo aborcja jest dostępna na życzenie i to nie jest kwestionowane przez rosyjską władze, a to jest akurat bardziej zgodne z narracją pani Suchanow niż z narracją Ordo Iuris. Rzekoma zbieżność narracji, jak widać, nie dotyczy wszystkich istotnych dla polskiego instytutu obszarów.
Kluczowy fragment, którego pani Suchanow nie przytoczyła
Na koniec zostawiłem najważniejszy wątek. Przez lata – między innymi w tweecie przytoczonym wyżej, w którym pani Suchanow z pełnym przekonaniem udostępniała słowa Bugajskiego – narracja brzmiała: nie jest żadną tajemnicą, że Ordo Iuris „jest organizacją finansowaną z pieniędzy rosyjskich”.
Tymczasem ten sam Bugajski, pod przysięgą, przed sądem, zeznał co następuje. Na pytanie pełnomocnika Ordo Iuris: „Panu coś wiadomo o tym, żeby Instytut uzyskiwał jakieś pieniądze pochodzące z Rosji, albo od osób w jakiś sposób z Rosją powiązanych?” – Bugajski odpowiedział: „Ja nic takiego dzisiaj nie powiedziałem. Nic mi nie wiadomo na temat uzyskiwania finansów z Rosji.” Dopytany: „Czy Instytut uzyskiwał jakieś środki pochodzące z Rosji?” – odpowiedział: „Nie mam takiej wiedzy.”
Ten fragment w podcaście pani Suchanow się nie pojawia. Nie będę udawać, że jestem tym zaskoczony.
Mam jednak do pani Suchanow pytanie, które wydaje mi się zasadne. Skoro w swoim podcaście decyduje się cytować i traktować jako wiarygodne zeznania Bugajskiego – tego samego człowieka, którego – jak napisał „Gazeta Wyborcza” – prokuratura wskazała jako twórcę sfabrykowanych stenogramów w sprawie lubińskiej, a sama GW opisała jako osobę, która przez lata okłamywała redakcje trzech ogólnopolskich mediów – to dlaczego wiarygodność ta rozciąga się wyłącznie na te fragmenty zeznania, które pasują do narracji pani Suchanow? Dlaczego nie rozciąga się na ten fragment, w którym Bugajski mówi wprost: „Nic mi nie wiadomo na temat uzyskiwania finansów z Rosji”?
Jeśli Bugajski jest wiarygodnym świadkiem – a pani Suchanow wyraźnie takie założenie przyjmuje – to jest wiarygodny całościowo, łącznie z tym kluczowym zdaniem: „Nic mi nie wiadomo na temat uzyskiwania finansów z Rosji.” Jeśli zaś jest zawodowym fabrykatorem fałszywek, to na jakiej podstawie pani Suchanow wciąż buduje na jego relacjach cokolwiek?
Choć z drugiej strony pani Suchanow twierdzi w swoim podcaście już nie, że Ordo Iuris miałoby być finansowane z Rosji, ale, że: „był taki kierunek ze strony Federacji Rosyjskiej, jednego z oligarchów, w stronę europejskich, zachodnich organizacji fundamentalistycznych, w tym Ordo Iuris, które pośrednio, owszem, dostało pieniądze ze strony niebezpiecznego rosyjskiego oligarchy”.
Czyli odgrzewa własny stary kotlet związany z udziałem w jednej konferencji, organizowanej dziesięć lat temu w Warszawie przez Instytut Ordo Iuris, hiszpańskiej organizacji CitizenGo, która to organizacja miała – według Suchanow – otrzymać jakieś pieniądze od jednego rosyjskiego oligarchy.
CitizenGo jest konserwatywnym odpowiednikiem lewicowych portali petycyjnych, które jest finansowane z tysięcy darowizn w wielu krajach świata. W 2016 roku CitizenGo owszem opłaciło, jednorazowo, jeden z pakietów sponsorskich owej konferencji międzynarodowej w Warszawie. Instytut Ordo Iuris był koordynatorem tego wydarzenia, którego koszty z oczywistych względów ponosili różni partnerzy. Poza tą jedną sytuacją, CitizenGo nigdy nie wysyłało pieniędzy do Ordo Iuris i tu właśnie kryje się jedna ze stałych manipulacji pani Suchanow.
Na koniec swoich wywodów, Pani Suchanow żali się (nie po raz pierwszy), że prokuratura nie traktuje jej doniesień poważnie. Trudno się temu dziwić. Rzetelny dziennikarz śledczy opiera swoje materiały na dokumentach, dowodach i weryfikacji źródeł. Osoba podająca się za dziennikarza śledczego, a w istocie skrajnie lewicowa działaczka aborcyjna zwalczająca organizację prolife, woli snuć teorie o tajemniczym parasolu ochronnym ze strony władzy, której — podobnie jak w przypadku wyżej cytowanej „Gazety Wyborczej” — nie można przecież posądzać o sympatię do Instytutu Ordo Iuris. Pozostaje nam tylko pogratulować pani Suchanow takiego debiutu na YouTube.
Olivier Bault — dyrektor ds. komunikacji Instytutu Ordo Iuris
Przeczytaj też:

Źródło zdjęcia okładkowego: YouTube





