Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Komentarze

Komentarze

Wolności obywatelskie

20.06.2024

Spór o wolne niedziele, czyli o tym, komu służy państwo polskie

· Na ostatnim posiedzeniu Sejmu miało miejsce pierwsze czytanie projektu ustawy Polski 2050, który dotyczy ograniczenia prawa pracowników handlu do niedzielnego wypoczynku.

· Za jego opracowanie oraz prezentację odpowiada poseł Ryszard Petru.

· Projekt przewiduje powrót do dwóch niedziel handlowych każdego miesiąca oraz zawiera przepis mający gwarantować osobom świadczącym pracę w te dni wynagrodzenie w podwójnej wysokości.

· Pracodawcy mają zostać również zobowiązani do zapewnienia pracownikom innego dnia wolnego od pracy w okresie 6 dni kalendarzowych poprzedzających lub następujących po takiej niedzieli.

· Spór wokół wolnych niedziel rodzi pytania o to, czy państwo polskie powinno się opowiadać po stronie pracowników i rodzin czy interesów zagranicznych korporacji.

 

Przyspieszenie prac nad ustawą opracowaną przez posłów partii Szymona Hołowni wiąże się zapewne z koniecznością podkreślenia własnej podmiotowości w ramach koalicji rządzącej. Co więcej, stanowi też wyraz sympatii Polski 2050 dla wielkiego biznesu. Pierwszym jego przejawem była ustawa wiatrakowa Pauliny Henning-Kloski. Kolejnym jest właśnie „lex Petru”. I nad tą kwestią należałoby się bliżej zastanowić. Ustawa o częściowym powrocie do niedziel handlowych stanowi bowiem doskonałą egzemplifikację szerszego zjawiska, jakim jest zmiana faktycznej roli państwa w stosunku do otaczającej je rzeczywistości. Otóż państwo polskie z podmiotu służebnego wobec obywatela staje się podmiotem służącym dobru wielkich, zagranicznych korporacji biznesowych.

 

Fałszywa perspektywa

 

Spór wokół niedziel handlowych na pierwszy rzut oka wydaje się klasycznym przykładem konfliktu wartości. Z jednej strony mamy bowiem swobodę działalności gospodarczej, z drugiej natomiast – prawa pracownicze. Takie postawienie problemu ma oczywiście swoje poważne uzasadnienie, niemniej nie jest to główny powód, dla którego kwestia ta budzi tak duże zainteresowanie społeczne. Jaką wartość ma dla lewicowo-liberalnych elit drobny przedsiębiorca pokazał Rafał Trzaskowski po pożarze hali targowej przy ul. Marywilskiej w Warszawie. Jednorazowa zapomoga w kwocie 2 tys. zł to najlepszy dowód na to, że ochrona kupców i niewielkich sklepików nie jest bynajmniej priorytetem dla rządzącej koalicji.

 

Kwestia niedziel handlowych budzi ogromne społeczne emocje nie z uwagi na drobny biznes. Polaków, a co za tym idzie również polityków liczących na zbicie kapitału wyborczego, problem ten interesuje głównie z uwagi na przekonanie o tym, że „nowoczesna elita” niedzielę powinna spędzać w galerii handlowej. Sednem ma być zatem umożliwienie Polakom zachowania określonego „stylu życia”, którego istotnym komponentem są wspólne wypady na niedzielne zakupy w wielkich centrach handlowych. Widać to wyraźnie w wystąpieniach polityków Polski 2050 i Koalicji Obywatelskiej.

 

Przedstawiając uzasadnienie projektu, Ryszard Petru stwierdził: „dzisiejsza debata o uwolnieniu handlu w niedziele jest czymś więcej niż tylko dyskusją o zakupach w niedziele. To debata o tym, jakim krajem ma być Polska – czy krajem wolności, świeckim państwem, państwem zaufania, wzrostu gospodarczego i dobrobytu, czy też krajem zakazów, kar, krajem promującym kombinowanie, krajem, w którym w imię ideologii ogranicza się możliwości zarobkowe i wolność Polaków. To debata o tym, jak głęboko państwo powinno regulować nasze życie i czy ma mówić nam, jak mamy żyć, jak pracować, jak spędzać czas”. W podobnym tonie wypowiadał się jeszcze w 2022 r. Adam Szłapka: „pomysłodawcom wprowadzanego stopniowo od 2018 r. zakazu handlu w niedzielę wcale nie chodziło o dobro pracowników. Tutaj chodziło przede wszystkim o to, żeby narzucić pewien rodzaj stylu życia. Żeby narzucić Polakom, że niedziela jest takim dniem, gdzie nie mogą robić zakupów.”

 

Pogląd wygłaszany przez obydwu polityków ma oczywiście racjonalne podstawy. Logicznym następstwem ukształtowanej w latach 90-tych mentalności „dzikiego” kapitalizmu jest przekonanie o konieczności istnienia równie „dzikiego” konsumpcjonizmu. Takiego, który realizowany jest bez oglądania się na solidarność społeczną, bez przykrej konieczności myślenia o uszczerbku, jakiego doznaje życie rodzinne pracowników branży handlowej spędzających niedzielne popołudnie w pracy, której wykonywanie nie jest wcale konieczne przez 7 dni w tygodniu.

 

Atak na Kościół i walka wewnątrz koalicji

 

W wypowiedzi Ryszarda Petru charakterystyczny jest jednocześnie agresywnie antyklerykalny ton. Oczywiście prawdą jest, że prawo do niedzielnego wypoczynku może być rozpatrywane z perspektywy stricte wyznaniowej. Z całą pewnością ułatwia ono chrześcijanom praktykowanie własnej religii. Jednak nawet w nauczaniu społecznym Kościoła podkreśla się, że prawo do niedzielnego wypoczynku ma szerszy wymiar. Św. Jan Paweł w encyklice Laborem exercens wspomina o niedzieli tylko raz, w kontekście znaczenia świadczeń społecznych dla ludzi pracy: „inną dziedziną świadczeń jest ta, która wiąże się z prawem do wypoczynku — przede wszystkim chodzi tutaj o regularny wypoczynek tygodniowy, obejmujący przynajmniej niedzielę, a prócz tego o dłuższy wypoczynek, czyli tak zwany urlop raz w roku, ewentualnie kilka razy w roku przez krótsze okresy”.

 

W podobnym duchu wypowiedział się także niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny. W Niemczech prawo do niedzielnego wypoczynku gwarantowane jest w Ustawie Zasadniczej. W wyroku z 1 grudnia 2009 r., Trybunał wskazał, że ochrona wolnych od pracy w handlu niedziel zapewnia podstawy dla ludzkiej rekreacji oraz służy podtrzymywaniu współżycia społecznego i porządku publicznego, stanowiąc zarazem gwarancję dla licznych praw podstawowych. Trybunał podkreślił też, że w perspektywie historycznej niedziele wolne od pracy w placówkach handlowych zakorzenione były nie tylko w tradycji chrześcijańskiej, ale również w idei ochrony wolności ludzkiej oraz równości przedstawicieli wszystkich klas społecznych.

 

Umieszczanie całego sporu o wolne od pracy w handlu niedziele w kontekście religijnym ma jednak bardzo konkretny cel polityczny. Pozwala politykom liberalnym przyciągnąć elektorat partii lewicowych, które właśnie ze względów społecznych są niechętne propozycjom Petru. Tymczasem wyborcy lewicy – przynajmniej częściowo – nie cechują się tradycyjną dla ruchów socjalistycznych wrażliwością społeczną. Zdecydowanie ważniejsze są dla nich antyklerykalne resentymenty. Zarówno dla młodych progresistów, jak i większości „sierot po nieboszczce-komunie” nienawiść do miejscowego księdza proboszcza jest silniejsza niż troska o los prostego człowieka pracy.

 

Państwo w służbie wielkiego biznesu

 

Konflikt wokół prawa do niedzielnego wypoczynku stanowi również znakomity przykład dla zobrazowania szerszego zjawiska. W klasycznej tradycji republikańskiej państwo postrzegane jest jako dobro wspólne. Pouczał o tym Cyceron w dialogu De republica, w którym tłumaczył, że Rzeczpospolita „to wspólna sprawa, o którą dbamy pospołu, nie jako bezładna gromada, tylko liczne zgromadzenie, jednoczone uznawaniem prawa i pożytków z życia we wspólnocie” (przekład I. Żółtowskiej – Cyceron, O państwie. O prawach, Kęty 2018, s. 26). Św. Tomasz z Akwinu wskazywał z kolei, że celem prawa jest dobro wspólne, nie zaś dobro partykularne. Także art. 1 polskiej Konstytucji z 1997 r. stanowi, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

 

Instytucje państwa wyłaniane są zatem po to, by służyć dobru wspólnemu obywateli. Tymczasem coraz wyraźniej widać, że służą one wielkim korporacjom, potężnemu, często ponadnarodowemu biznesowi, który w dodatku jest sprofilowany w określony ideologicznie sposób. Także „lex Petru” służy przede wszystkim ochronie interesów sieci dyskontów i galerii handlowych. Co bardzo charakterystyczne, zwrócono na to uwagę w opinii Polskiej Izby Handlu. Po przytoczeniu szeregu szczegółowych danych autorzy opinii w następujący sposób odnieśli się do projektu ustawy opracowanego przez Ryszarda Petru: „wejście w życie projektowanej regulacji doprowadzi do strat po stronie polskich konsumentów i polskich drobnych handlowców, przy jednoczesnym wsparciu dużych zagranicznych dyskontów”. Jeżeli ktoś poszukując realnych motywów dla „reaktywowania” sporu o wolne niedziele zada sobie pytanie qui bono, odpowiedź znajdzie właśnie w cytowanym powyżej zdaniu.

 

Projektowane regulacje stanowią zatem jedynie przykład szerszego zjawiska. W klasycznym ujęciu państwo i politycy mają służyć obywatelom. Obecnie jest to jednak tylko teoria. W praktyce bowiem współczesne państwa stawiają interesy ponadnarodowych korporacji ponad dobro obywateli. Politycy lekceważą powierzoną im pieczę nad wspólnotą polityczną. W polskich warunkach proces ten ma również pewne swoiste symptomy. Jeżeli bowiem przyjrzymy się liście największych sieci handlowych w naszym kraju, to bez problemu odkryjemy, że sieć dyskontów o polskim kapitale (Dino) zajmuje dopiero 5 miejsce. Wyprzedzają je sieci z Portugalii, Niemiec oraz Francji.

 

Powrót do dyskusji nad kwestią niedziel handlowych, w obliczu realnych i coraz bardziej niepokojących zagrożeń dla polskiej granicy wschodniej jest zaskakujący. Racjonalne byłoby odłożenie takiej debaty ad calendas graecas lub (by pozostać w konwencji odpowiadającej posłowi-sprawozdawcy) do święta „sześciu króli”. Czy bowiem rzeczywiście otworzenie galerii handlowych i dyskontów w co drugą niedzielę w miesiącu jest realną potrzebą dla polskiego społeczeństwa, państwa i gospodarki? A może to właśnie wielkie sieci handlowe będą głównymi beneficjentami zmian, które lansowane są przez Polskę 2050?

 

 

Dr Bartosz Zalewski – radca prawny, współpracownik Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Działalność Instytutu

18.06.2024

UJAWNIAMY! „Tajemnice Ordo Iuris”

· Po wyborach 2023 roku Instytut Ordo Iuris zajął w wielu obszarach debaty publicznej miejsce głównego krytyka radykalnych rządowych posunięć zagrażających ładowi konstytucyjnemu, uderzających w prawne gwarancje ochrony życia, rodziny, wolności i suwerenności.

· Nowa rola Instytutu Ordo Iuris prowokuje kolejne fale ataków ze strony liberalnych polityków oraz związanych z nimi mediów i lewicowych aktywistów.

· Dlatego postanowiliśmy ustosunkować się do tez propagowanych przez lewicowych działaczy, podając konkretne fakty.

· Odpowiedzi udziela osobiście prezes Instytutu Ordo Iuris, mec. Jerzy Kwaśniewski.

· Wystarczy kliknąć na wybraną tezę poniżej, aby poznać całą prawdę.

 

  1. „Instytut Ordo Iuris jest zakazany w kilku krajach Unii Europejskiej!”
  2. „Ordo Iuris jest członkiem tajnej fundamentalistycznej grupy lobbystycznej Agenda Europe!”
  3. „Ordo Iuris ma związki z globalną sektą o brazylijskich korzeniach, jest finansowane przez kalifornijskich winiarzy i przez książąt Hitlera!”
  4. „Ordo Iuris dostaje pieniądze z Kremla!”
  5. „Ordo Iuris ma kontakty z Konstantym Małofiejewem lub Władimirem Jakuninem, oligarchami Putina! A Konstantin Małofiejew finansował organizację Citizen Go, która wysyłała pieniądze do Ordo Iuris!”
  6. „Instytut Ordo Iuris był szarą eminencją rządów PiS i korzystał ze wsparcia tej władzy!”
  7. „Ordo Iuris współpracuje ze Światowym Kongresem Rodzin, który jest agenturą Kremla!”
  8. „Ordo Iuris wprowadziło do polskiej debaty publicznej konserwatywne postulaty na zlecenie Władimira Putina!”
  9. „Ordo Iuris nie krytykuje agresji rosyjskiej na Ukrainie!”
  10. „Ordo Iuris na zlecenie Kremla atakuje Unię Europejską!”
  11. „Założycielem Ordo Iuris jest fundamentalistyczne Stowarzyszenie im. ks. Piotra Skargi!”
  12. „Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, które wspierało założenie Instytutu Ordo Iuris, jest brazylijską sektą!”

 

1. „Instytut Ordo Iuris jest zakazany w kilku krajach Unii Europejskiej!”

Instytut Ordo Iuris nie jest nigdzie zakazany. Co więcej, jako jedyna polska organizacja uczestniczy w pracach tak wielu międzynarodowych organizacji i organów praw człowieka, stojąc po stronie ładu naturalnego, ochrony życia, rodziny, podstawowych wolności i znaczenia suwerennych państw narodowych.

Skutecznie odpieramy przy tym niezliczone ataki największych światowych lobbystów aborcji, ideologii gender i walki z chrześcijaństwem. Nasi oponenci, zamiast przystąpić do otwartej debaty, raz po raz żądają od międzynarodowych organizacji lub ich organów wykluczenia Instytutu Ordo Iuris.

W 2020 roku koalicja organizacji aborcyjnych żądała od ONZ usunięcia Instytutu Ordo Iuris z listy organizacji konsultowanych przez organ ONZ – Radę Gospodarczą i Społeczną. W 2021 szeroka lista socjalistycznych i komunistycznych eurodeputowanych żądała usunięcia naszego przedstawiciela z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. W 2022 koalicja polityków europejskiej lewicy wnosiła o usunięcie Instytutu Ordo Iuris z Rejestru Przejrzystości UE, obejmującego podmioty prowadzące działalność rzeczniczą przy organach Unii.

Próba skasowania naszej obecności w międzynarodowych organach miała miejsce również w ubiegłym roku, gdy do Komisji Europejskiej trafił list Międzynarodowej Unii Lesbijek i Gejów, Planned Parenthood i ich sojuszników, żądający natychmiastowego usunięcia przedstawicieli Ordo Iuris z komitetów monitorujących wydatkowanie unijnych funduszy w Polsce.

Ostatni raz o skuteczne zablokowanie naszej działalności w Parlamencie Europejskim zwróciła się grupa eurodeputowanych lewicowej frakcji Renew Europe. Tym razem znaleźliśmy się w doskonałym gronie zasłużonych organizacji konserwatywnych, bowiem żądanie obejmowało także międzynarodowe, prawnicze European Center for Law and Justice, Alliance Defending Freedom, działającą na rzecz obrony życia i bioetyki Fondation Jérôme Lejeune, a nawet World Youth Alliance.

O skali paniki naszych oponentów, spowodowanej skuteczną działalnością Ordo Iuris jako środka eksperckiego i zaplecza sił konserwatywnych świadczą, wydane z inspiracji środowisk proaborcyjnych, dwie rezolucje Parlamentu Europejskiego (2020/2876[RSP] i 2021/2925[RSP]), zawierające identyczne stwierdzenia, że „fundamentalistyczna organizacja Ordo Iuris, ściśle związana z koalicją rządzącą, jest siłą napędową kampanii podważających prawa człowieka i równość płci w Polsce, a obejmuje to próby wprowadzenia zakazu aborcji oraz nawoływanie do wycofania się Polski z konwencji stambulskiej i do tworzenia »stref wolnych od LGBTI«”. Obie rezolucje wydano w reakcji na wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł o niezgodności z ustawą zasadniczą przepisów zezwalających na aborcję dziecka w przypadku jego ciężkiej choroby lub niepełnosprawności.

Wypada dodać, że w rzeczywistości ani nie jesteśmy „fundamentalistyczni”, ani nie byliśmy „ściśle związani z koalicją rządzącą”, a prawa człowieka umacniamy. Do tego, w odróżnieniu od lewicy wierzymy w równość płci (i wiemy, kim jest kobieta…), a na dodatek w Polsce nikt nigdy nie tworzył „stref wolnych od LGBT”. Co ciekawe, gdy złożyliśmy skargę o stwierdzenie nieważności fałszywych i zniesławiających rezolucji, Parlament Europejski przyjął przed TSUE zabawną linię obrony, którą zresztą chcieliśmy sprowokować. Otóż, nie wolno nam pozywać Parlamentu Europejskiego za rezolucje, bo jak twierdzi sam Parlament Europejski, nie mają one żadnego znaczenia.

Za każdym razem ze starć tych wychodziliśmy zwycięsko, a ataki nie spowodowały żadnych trwałych szkód w naszej aktywności międzynarodowej.

Nasi eksperci wypowiadali się w tym czasie na forum organów i agend ONZ oraz w komitetach powoływanych przez UE, opracowywali ekspertyzy na prośbę Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komisji Weneckiej, występowali na konferencjach praw człowieka OBWE i wydawali artykuły naukowe i monografie w krajowych i zagranicznych czasopismach i wydawnictwach prawniczych.

Formułowane przez nas stanowiska i opinie, wywodzone z norm międzynarodowego systemu praw człowieka, międzynarodowych standardów prawnych oraz ludzkiej przyrodzonej godności i zasad prawa naturalnego docierają do organów międzynarodowych i są przywoływane w orzecznictwie międzynarodowych trybunałów praw człowieka i sądów konstytucyjnych. Dla jednych stanowią wyznacznik obiektywnego, osadzonego w długiej tradycji prawa naturalnego i praw człowieka, nieskażonego ideologią woke podejścia do prawa, a dla innych przedstawiają sobą ważny głos w pluralistycznej dyskusji prawnej, akademickiej i społecznej.

           

2. „Ordo Iuris jest członkiem tajnej fundamentalistycznej grupy lobbystycznej Agenda Europe!”

Nigdy nie istniała żadna organizacja Agenda Europe. To nazwa zwykłego internetowego forum, a właściwie nawet zwykłej listy korespondencyjnej, o której rozpisywała się część lewicowych mediów. W praktyce na listę mógł zapisać się przedstawiciel każdego szeroko rozumianego środowiska konserwatywnego (i nie tylko) z Europy.

Lista nie miała charakteru ani fundamentalistycznego, ani radykalnego, bo też z perspektywy konserwatystów polskich, zakładający ją chadecy niemieccy i austriaccy nie są w najmniejszym stopniu radykalni.

Lista mailingowa Agenda Europe funkcjonowała przez kilka lat. Poglądy na niej reprezentowane nie były spójne, a lista nigdy nie miała ambicji formułowania wspólnych stanowisk subskrybentów. Co więcej, z opublikowanych przez prasę materiałów można łatwo odczytać, z jak poważną kontrą spotykały się różne poglądy, w tym próby formułowania prorosyjskich ocen, które tak szeroko komentowała ta grupa lewicowych mediów.

Kilka razy odbyły się spotkania części subskrybentów listy. Spotkania miały charakter otwarty, a na spotkanie, które organizował Instytut Ordo Iuris w Warszawie w 2016 roku, mógł zapisać się każdy – nawet polski aktywista LGBT Bart Staszewski. Opublikował potem nagrania wykonane podczas konferencji, które nie zawierały zresztą nic sensacyjnego.

 

3. „Ordo Iuris ma związki z globalną sektą o brazylijskich korzeniach, jest finansowane przez kalifornijskich winiarzy i przez książąt Hitlera!”

Ordo Iuris nie jest powiązane i nigdy nie było finansowane przez jakąkolwiek sektę czy ruch religijny. O związkach Ordo Iuris z katolickim ruchem TFP pisał T. Piątek w cyklu artykułów w 2017 roku, przy okazji powielając stek nieprawdziwych zarzutów pod adresem zupełnie zwyczajnego ruchu świeckich katolików (więcej o TFP w ostatnim punkcie tego kompendium), twierdząc między innymi, że członkowie TFP mieliby spędzać czas w chlewikach, kwicząc i krzycząc „jestem świnią!”.

Ordo Iuris nigdy nie było finansowane przez podmioty zagraniczne, nigdy przez podmioty z Kalifornii, nigdy też przez producentów win (a szkoda…). O rzekomych związkach Ordo Iuris z kalifornijskimi winiarzami pisał T. Piątek w cyklu artykułów w 2017 roku. Malowniczo opisywał przy tym postać producenta wina, który w winnicach Kalifornii postawił ogromny zamek naśladujący średniowieczną warownię. Fascynujące wnioski o powiązaniu polskiego think tanku z kalifornijskim milionerem T. Piątek wywiódł z jednego faktu – prezes Ordo Iuris pełnił do 2017 roku funkcję prezesa zarządu największego polskiego branżowego związku pracodawców sektora winiarskiego – Polskiej Rady Winiarstwa.

Ordo Iuris nigdy nie było finansowane przez podmioty zagraniczne, nigdy przez podmioty z Niemiec, nigdy też przez „książąt Hitlera” czy, ogólniej, niemiecką arystokrację. O rzekomych związkach Ordo Iuris z niemiecką arystokracją, która w czasie II wojny światowej ubiegała się o nadanie ziem na podbijanych ziemiach wschodnich, pisał T. Piątek we wspomnianej serii artykułów z 2017 roku. Wystarczającą przesłanką do tego, by triumfalnie obwieścić brunatne korzenie Instytutu był fakt, że wspieraną przez Ordo Iuris inicjatywę obywatelską „Stop aborcji!” pochwalił w mediach społecznościowych książę Paul von Oldenburg.

Po kilkuletnim sporze sądowym, cały cykl artykułów T. Piątka został usunięty ze stron wpływowego lewicowego portalu „wyborcza.pl”, gdzie zastąpiło je oświadczenie „Agora S.A. usunęła opublikowany uprzednio pod tym adresem artykuł jako naruszający wedle powodów dobra osobiste (…) Fundacji Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris”. Pomimo tego, na absurdalne ustalenia autora powoływali się liczni politycy i działacze lewicowi, pragnący podważyć wiarygodność Instytutu Ordo Iuris, w tym R. Sikorski, P. Rabiej czy K. Suchanow.

 

4. „Ordo Iuris dostaje pieniądze z Kremla!”

Żadnych pieniędzy nie dostaliśmy od Kremla i żadnych pieniędzy nie dostaliśmy z jakiegokolwiek źródła rosyjskiego, rządowego czy prywatnego (czy jeszcze pozornie prywatnego, jak fundusze oligarchów). Nie dostaliśmy też żadnych pieniędzy z żadnego źródła publicznego w ogóle. Ani od rządów niemieckiego, francuskiego, włoskiego, czeskiego czy węgierskiego, ani od rządu polskiego.

Instytut Ordo Iuris nie korzysta z żadnych środków publicznych. Jest utrzymywany wyłącznie przez około 20 tys. polskich darczyńców, którzy śledzą naszą działalność i finansowo włączają się we wspólną misję. Wystarczy powiedzieć, że nasz newsletter, opisujący to, co robimy, otrzymują co pięć dni setki tysięcy osób. Spośród naszych darczyńców, Przyjaciele Ordo Iuris, którzy wpłacają co miesiąc wybraną przez nich kwotę do naszego budżetu, to ponad 4,2 tys. osób.

Dane te są transparentne, ponieważ ujawniamy je co roku w naszych sprawozdaniach finansowych dostępnych na naszej stronie internetowej – oprócz tego, że są składane zgodnie z prawem do odpowiednich urzędów.

Nasz budżet roczny w niewiększym stopniu niż 2-3% pochodzi z darowizn z zagranicy. Sądząc po nazwiskach tych zagranicznych darczyńców mamy do czynienia z Polonią, głównie z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Nie ma wśród naszych darczyńców nie tylko rządów, ale też nie ma wśród nich fundacji partyjnych czy zagranicznych, wielkich międzynarodowych filantropów i milionerów, czy jeszcze spółek Skarbu Państwa. I nie ma spośród nich żadnego podmiotu czy osoby, które byłyby w jakikolwiek sposób powiązane z rządem Federacji Rosyjskiej.

To oczywiście zupełnie inny model finansowania niż ten stosowany przez organizacje lewicowe, nawykłe do publicznych grantów krajowych i zagranicznych lub przelewów od międzynarodowych filantropów jak George Soros.

 

5. „Ordo Iuris ma kontakty z Konstantym Małofiejewem lub Władimirem Jakuninem, oligarchami Putina! A Konstantin Małofiejew finansował organizację Citizen Go, która wysyłała pieniądze do Ordo Iuris!”

O Konstantynie Małofiejewie czy Władimirze Jakuninie wiem tylko tyle, ile przeczytałem w artykułach proaborcyjnej działaczki K. Suchanow lub skompromitowanego pomawianiem liderów polskiej prawicy o agenturalność T. Piątka, gdzie straszono czytelników rzekomym wpływem Małofiejewa i Jakunina na europejską scenę konserwatywną. Ani ja, ani nikt w Ordo Iuris, ani nawet inni znani mi przedstawiciele konserwatywnej strony w Polsce, nie spotkali tych ludzi i nie współpracowali z nimi w jakikolwiek sposób.

Swoją drogą, Instytut Ordo Iuris nigdy nie miał kontaktów z jakimikolwiek politykami, biznesmenami czy działaczami społecznymi z Rosji. W odróżnieniu od K. Suchanow, która Moskwę odwiedzała na zaproszenie kremlowskich organizacji feministycznych, czy L. Millera i A. Michnika, zapraszanych przez Władimira Putina na spotkania Klubu Wałdajskiego.

Natomiast odnośnie do organizacji CitizenGo, trzeba podkreślić, że jest finansowana z tysięcy darowizn w wielu krajach świata. Jest konserwatywnym odpowiednikiem lewicowych portali petycyjnych. W 2016 roku CitizenGo opłaciło, jednorazowo, jeden z pakietów sponsorskich konferencji międzynarodowej w Warszawie. Instytut Ordo Iuris był koordynatorem tego wydarzenia, którego koszty z oczywistych względów ponosili różni partnerzy. Poza tą jedną sytuacją, CitizenGo nigdy nie wysyłało pieniędzy do Ordo Iuris.

Fałszywe zarzuty o powiązania z „dygnitarzami Putina” pierwszy sformułował T. Piątek w cyklu artykułów z 2017 roku (patrz wyżej pytanie o przeróżnych rzekomych związkach Ordo Iuris wg. T. Piątka). Po kilkuletnim sporze sądowym, artykuły zostały usunięte ze stron wpływowego lewicowego portalu „wyborcza.pl”, gdzie zastąpiło je oświadczenie: „Agora S.A. usunęła opublikowany uprzednio pod tym adresem artykuł jako naruszający wedle powodów dobra osobiste (…) Fundacji Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris”.

 

6. „Instytut Ordo Iuris był szarą eminencją rządów PiS i korzystał ze wsparcia tej władzy!”

Nie przedmiotem zarzutu, ale powodem do dumy powinien być fakt, że były prezes Ordo Iuris Aleksander Stępkowski został powołany przez Prezydenta RP w skład Sądu Najwyższego, a kilka lat wcześniej pełnił funkcję wiceministra Spraw Zagranicznych, którą to funkcję pełnił także nasz były ekspert Paweł Jabłoński oraz aktualny współpracownik dr Jarosław Lindenberg. Podobnie bawi mnie czynienie nam zarzutu z tego, że dyrektor naszego Centrum Bioetyki prof. Błażej Kmieciak został przewodniczącym tzw. komisji ds. pedofilii, a inni eksperci współpracowali z Ministerstwem Edukacji i Nauki, Ministerstwem Rodziny, Ministerstwem Sprawiedliwości, Trybunałem Konstytucyjnym, Rzecznikiem Praw Obywatelskich, byli ambasadorami lub pełnili inne funkcje publiczne.

Wszystko to świadczy wyłącznie o tym, że z Instytutem współpracują ludzie niezwykle cenieni i gotowi do wytężonej pracy na rzecz dobra wspólnego. Każdy z nich własną pracą, dorobkiem zawodowym i naukowym dał się poznać jako wybitny ekspert w swojej dziedzinie i postanowił przenieść się z trzeciego sektora do organów władzy publicznej.

Jednak tak naprawdę relacja pomiędzy Ordo Iuris a rządami Zjednoczonej Prawicy czy PiS była bardzo typowa dla relacji pomiędzy niezależnym, konserwatywnym think-tankiem, a rządem konserwatywnym. Naszą misją było wpływać na ten rząd, żeby podejmował dobre inicjatywy i realizował działania polityczne w kierunkach, które w naszej ocenie najlepiej służyły obronie życia, rodziny, wolności i suwerenności. Częściej rodziło to spory z rządem niż współpracę, bo żaden rząd nie lubi nacisków, a my dla wpływania na władzę wykorzystujemy przede wszystkim nacisk społeczny.

To całkowicie naturalny proces rozwoju think-tanku: jego przedstawiciele przepływają pomiędzy środowiskiem społecznym a władzą publiczną. Z kolei, gdy władza się zmienia, eksperci pracujący w organach władzy publicznej przepływają do think-tanku po to, aby kontynuować swoją pracę i przygotowywać politykę dla kolejnego, przyjaznego czy gotowego do współpracy rządu.

 

7. „Ordo Iuris współpracuje ze Światowym Kongresem Rodzin, który jest agenturą Kremla!”

Kongres jest instytucją blisko dwudziestoletnią, zasłużoną, która łączy różne środowiska prorodzinne z całego świata. Jest to organizacja amerykańska. Mniej więcej co roku Światowy Kongres Rodzin organizuje szczyty polityki rodzinnej, gromadząc najwyższych przedstawicieli państw, będących zainteresowanymi polityką rodzinną, ekspertów, którzy politykę prorodzinną rządzącym suflują i ją opracowują, oraz wszystkich zainteresowanych.

Jest to instytucja szanowana i była goszczona w wielu państwach europejskich. W 2007 roku Światowy Kongres Rodzin odbył się w Polsce na zaproszenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i marszałka Sejmu Marka Jurka.

Z organizatorami Światowego Kongresu Rodzin poznaliśmy się dopiero w roku 2021, a w 2022 roku po raz pierwszy przedstawicielka Instytutu Ordo Iuris była obecna na Światowym Kongresie Rodzin w Meksyku.

 

8. „Ordo Iuris wprowadziło do polskiej debaty publicznej konserwatywne postulaty na zlecenie Władimira Putina!”

Tematyka ochrony życia poczętego, rodziny, małżeństwa, praw rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z przekonaniami, wolności słowa czy wolności kultu religijnego – to kwestie ważne dla odczytania praw człowieka od dekad, o czym niech świadczy szerokie orzecznictwo w tej sprawie międzynarodowych trybunałów i sądów krajowych. Wystarczy też przypomnieć gorące spory o aborcję na początku lat 90., zmiany ustawodawcze (ustawa z 1993 r.) i orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 1997 r. czy wyrok z 2015 r. w sprawie lekarskiej klauzuli sumienia. Od czasów przemian ustrojowych 1989 r. istniały partie, które miały w programie pełną ochronę życia poczętego. Środowiska i organizacje społeczne działające przeciw aborcji istniały zresztą już w czasach PRL.

W najmniejszym stopniu nie są to tematy „rosyjskie”. Co więcej, dla polskich konserwatystów, podobnie jak innych prawicowych środowisk Europy Środkowej, oczywisty jest fałsz konserwatywnej pozy Putina. Mając za sobą długie doświadczenie z rosyjskim imperializmem i dominacją, wiemy, że Rosja instrumentalnie traktuje konserwatywne deklaracje – podobnie jak niegdyś ZSRR instrumentalnie kreował się na rzecznika praw człowieka, praw obywatelskich i samostanowienia ludów (co nie dotyczyło oczywiście narodów uciskanych przez Moskwę).

 

9. „Ordo Iuris nie krytykuje agresji rosyjskiej na Ukrainie!”

Ordo Iuris krytykuje wielokrotnie i systematycznie agresję rosyjską. Co więcej, Instytut Ordo Iuris nie tylko jako pierwszy po wybuchu wojny napisał opinię w 2022 roku o tym, że mamy do czynienia ze zbrodniami wojennymi ze strony Rosjan, ale jako pierwszy powołał program monitoringu zbrodni rosyjskich we współpracy z ukraińskimi partnerami (prawnikami i dziennikarzami).

Przekazaliśmy potem zgromadzone na Ukrainie dowody zbrodni, w tym wywiady z ofiarami, zdjęcia z miejsc zbrodni, do Prokuratury Krajowej w Polsce i za jej pośrednictwem do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze.

Jeszcze w 2022 roku wydaliśmy monografię, znów po raz pierwszy w Polsce opisującą mechanizmy finansowania odbudowy powojennej kraju w kontekście Ukrainy. Książka ta zawierała propozycje, w jaki sposób Polska powinna lobbować wewnątrz Unii Europejskiej o stworzenie stałych mechanizmów finansowania odbudowy Ukrainy, po to, żeby zbudować również stałe, realne, obopólnie korzystne więzi gospodarcze pomiędzy państwami Europy, ze szczególnym zadaniem dla Polski, a odbudowywaną Ukrainą.

To są wszystko działania ewidentnie na korzyść ukraińskiej strony. Nasze relacje z ukraińskimi konserwatystami są bardzo dobre. Wojna nam to utrudniła, ale mieliśmy zamiar w 2022 roku powołać biuro Instytutu Ordo Iuris w Kijowie.

 

10. „Ordo Iuris na zlecenie Kremla atakuje Unię Europejską!”

Stanowisko Instytutu Ordo Iuris względem Unii Europejskiej wspiera europejską współpracę międzynarodową. Unia Europejska, która realizowałaby dalej plan Altiero Spinellego, czyli powstanie scentralizowanego państwa Europa, będzie Unią Europejską, której realnie grozi rozpad. Bo taki scentralizowany system, który ma zniszczyć narody, zniszczyć granice, zacierać różnice pomiędzy narodami europejskimi, wygeneruje opór i stanie się nieefektywny. Będzie powieleniem nieefektywności Związku Sowieckiego. Taka Europa nie będzie w stanie funkcjonować i nie będzie w niej rozkwitać współpraca pomiędzy państwami europejskimi.

Dlatego krytyka tej propozycji i krytyka dalszej centralizacji Unii Europejskiej jest jedyną drogą uzdrowienia współpracy państw europejskich. Trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek linii wspólnego interesu z Federacją Rosyjską. Jest to interes narodowy Polski, żeby Unia Europejska nie zamazała polskich granic i nie odebrała polskiemu narodowi głosu decydującego w sprawach go dotyczących.

 

11. „Założycielem Ordo Iuris jest fundamentalistyczne Stowarzyszenie im. ks. Piotra Skargi!”

Założycielami Instytutu Ordo Iuris była grupka prawników, którzy w 2012 roku wymyślili powstanie Centrum Prawnego Ordo Iuris, jak to się wtedy nazywało. Początkowo była to struktura nieformalna, której wsparcia udzieliło Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi i funkcjonująca przy nim Fundacja imienia ks. Piotra Skargi. Stowarzyszenie jest konserwatywną organizacją katolicką, która od 25 lat skutecznie angażuje się w promocję tradycyjnej pobożności katolickiej i organizację kampanii społecznych. W dzisiejszych czasach bycie katolikiem wystarcza, aby być nazwanym „fundamentalistą”.

Stowarzyszenie przez kilka lat pozostawało też największym darczyńcą Instytutu, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. W tym czasie wspierało nas, założycieli Instytutu Ordo Iuris, w budowie organizacji społecznej, bazującej na wzorcach ze świata anglosaskiego, gdzie buduje się stałą relację pomiędzy grupą ekspertów, zespołem organizacji, a sympatykami, którzy jednocześnie stają się darczyńcami instytucji.

To jest właśnie ten model fundraisingowy, który gwarantuje naszą niezależność dzięki budowie szerokiej bazy sympatyków. To jest coś, czego prawie nikt w Polsce czy w Europie nie robi. W Europie organizacje społeczne w ten sposób nie funkcjonują, bo organizacje pozarządowe z reguły są finansowane przez rządy za pomocą różnych funduszy i systemów dotacyjnych, państwowych i unijnych. My natomiast wdrażaliśmy anglosaską metodę, opartą na maksymalnie rozproszonych i tylko prywatnych darczyńcach. Jej uczyliśmy się właśnie od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi.

 

12. „Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, które wspierało założenie Instytutu Ordo Iuris, jest brazylijską sektą!”

Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi jest organizacją świeckich katolików. Jego powstanie było zainspirowane pracami katolickiego filozofa Plinio Corrêa de Oliveira, twórcy brazylijskiego ruchu Tradição, Familia e Propriedade (TFP), czyli Tradycja, Rodzina i Własność. Ruchy wpisujące się w tego ducha katolickiej odbudowy działają w różnych krajach, nie są jednak w żaden sposób scentralizowane. Do dzisiaj ściśle współpracują także z konserwatywnymi hierarchami Kościoła w wielu miejscach świata. Polski ruch TFP, czyli Stowarzyszenie Księdza Piotra Skargi, nie jest w najmniejszym stopniu zależny od innych środowisk inspirowanych tą samą myślą Plinio Corrêi de Oliveiry.

Lewicowy aktywiści przywołują czasem spór ruchu TFP z częścią biskupów katolickiego episkopatu Brazylii. Jednak miało to miejsce w czasie poparcia episkopatu dla teologii wyzwolenia. Pontyfikat Jana Pawła II pokazał, że członkowie TFP mieli w tej sprawie rację, stojąc po stronie tradycyjnej teologii katolickiej.

Inspiracje leżące u podstaw działalności Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi nie są żadną tajemnicą choćby dlatego, że w każdym numerze wydawanego przez to środowisko dwumiesięcznika „Polonia Christiana” znajduje się przedruk z pism Plinio Corrêi de Oliveiry.

Czytaj Więcej

17.06.2024

Cios w solidarnościowe fundamenty ustroju – projekt Ryszarda Petru o ograniczeniu wolnych niedziel

· Dogmatyczni liberałowie chcieliby cofnięcia debaty publicznej o całą dekadę.

· Projekt Ryszarda Petru o częściowej likwidacji wolnych niedziel został złożony w Sejmie dokładnie w dziesiątą rocznicę niechlubnego odrzucenia pierwszego obywatelskiego projektu ustawy w sprawie wolnych niedziel przez ówczesną większość sejmową: Platformę Obywatelską, Ruch Palikota, Lewicę i część Polskiego Stronnictwa Ludowego.

· Wolne niedziele zagwarantowano dopiero w 2018 r.

· Po 6 latach niedziel co do zasady uwolnionych od handlu widzimy, że nie jest to ustawa doskonała, ale dostrzeżone wady należy naprawić, a luki uszczelnić – nie uchylać natomiast przysługującego polskim pracownikom prawa do niedzielnego wypoczynku.

· Pamiętajmy, że – zgodnie z preambułą Konstytucji RP – fundamentami naszego ustroju oprócz prawa do wolności są także przyrodzona godność człowieka i obowiązek solidarności z innymi.

 

 

KO i PL2050 za, PiS i Lewica przeciw. Los wolnych niedziel w rękach PSL i Konfederacji

 

21 marca 2024 r. grupa posłów należących do klubu Polska 2050 – Trzecia Droga, na czele z Ryszardem Petru jako reprezentantem wnioskodawców, złożyła w Sejmie projekt ustawy o zmianie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni oraz ustawy – Kodeks pracy (druk nr 384). Całość projektu liczy zaledwie trzy artykuły i sprowadza się do nowelizacji ustawy z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni poprzez zmiany w artykule 7 oraz dodanie po nim artykułu 7a, a także dostosowania do nich artykułu 15111Kodeksu pracy poprzez dodanie do niego § 5. W dotychczasowym brzmieniu, od 2018 r. artykuł 7 ustanawia wyjątki od domyślnego zakazu handlu w niedzielę:

 

 1) kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia (od 2023 r.: dwie niedziele przed niedzielą przypadającą na dzień 24 grudnia);

2) niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy;

3) ostatnią niedzielę przypadającą w styczniu, kwietniu, czerwcu i sierpniu (chyba, że w dany dzień przypada święto).

 

Zmiany postulowane przez Ryszarda Petru zakładają, że niedzielami handlowymi stałyby się odtąd każda pierwsza i trzecia niedziela miesiąca, pierwsza niedziela grudnia i dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia (z wyjątkiem 24 grudnia), a także – jeżeli Wielkanoc przypada w pierwszą albo trzecią niedzielę miesiąca – również niedziela poprzedzająca. W zamian za to, pracownikom miałoby przysługiwać w te niedziele wynagrodzenie w podwójnej wysokości, a pracodawca miałby obowiązek zapewnić pracownikowi dzień wolny od pracy w ciągu 6 dni przed lub po niedzieli handlowej.

 

12 czerwca swoje stanowisko w tej sprawie wyraziła Komisja Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, która wezwała do głosowania przeciwko projektowi, wskazując między innymi, że „nie można podporządkować wymienionych praw i dóbr interesom rynku i wielkich korporacji, rozpatrywać zagadnienia wyłącznie w kategoriach ekonomicznych (200% wynagrodzenia za pracę w dzień wolny), dodatkowo w sytuacji, gdy praca w niedziele i święta, dla wielu osób będzie mieć charakter konieczny”. 13 czerwca w debacie sejmowej przedstawiciele klubów Prawa i Sprawiedliwości i Lewicy oraz koła Kukiz’15 (łącznie 209 posłów) wniosły o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu, a przedstawiciele klubów Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Konfederacji (łącznie 223 posłów) – o kontynuowanie prac nad projektem. Swój sprzeciw wobec projektu wyraziła także minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

 

Głosowanie nad odrzuceniem projektu albo skierowaniem go do komisji będzie miało miejsce na kolejnym posiedzeniu Sejmu w dniach 26-28 czerwca, gdy zostanie on już uzupełniony o nowych posłów, wstępujących w miejsce poprzedników wybranych do Parlamentu Europejskiego. Jego wynik nie jest przesądzony, jako że nawet w 2018 r. przy głosowaniu obecnie obowiązującej ustawy posłowie PSL byli za albo się wstrzymali, podobnie jak wstrzymała się nawet część posłów PO. Natomiast istotną liczebnie grupę w Konfederacji stanowią posłowie Ruchu Narodowego, którego lider Krzysztof Bosak w 2020 r. zasłynął stwierdzeniem, że „zagwarantowanie niedziel wolnych od pracy to nie socjalizm, tylko bardziej cywilizowana forma kapitalizmu”.

 

Dekada obywatelskich starań o niedziele wolne od handlu – z pomocą Ordo Iuris

 

Co ciekawe, projekt ustawy Ryszarda Petru został złożony w Sejmie dokładnie 10 lat od głosowania nad pierwszym projektem obywatelskim w tej sprawie. Obywatelski projekt ustawy „Wolna Niedziela” o zmianie ustawy – Kodeks pracy (druk nr 2113 Sejmu VII kadencji) został złożony w Sejmie 19 września 2013 r., a pełnomocnikiem komitetu inicjatywy był Krzysztof Steckiewicz, przedstawiciel Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług. W głosowaniu z 21 marca 2014 r. za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu opowiedziało się 262 posłów reprezentujących Platformę Obywatelską, Twój Ruch, ponad połowa Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz większość Sojuszu Lewicy Demokratycznej, podczas gdy wsparcie wyraziło 159 posłów należących do klubu Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski oraz części PSL. Ostatecznie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni została uchwalona w 2018 r. jako kolejny projekt obywatelski, wniesiony pod obrady w dniu 22 września 2016 r. (druk nr 870 Sejmu VIII kadencji) z poparciem 518 tysięcy Polaków, a sam komitet inicjatywy uchwałodawczej został zarejestrowany jeszcze wcześniej – 23 maja 2016 r. Przewodniczącym tego komitetu był Alfred Bujara – przewodniczący Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

 

Instytut Ordo Iuris od samego początku wypowiadał się pozytywnie o przedłożonym projekcie. Już 6 września 2016 r. opublikował komunikat, w którym przypomniał, że „podobne rozwiązania są standardem w państwach zachodniej Europy, a ich przyjęcie może mieć pozytywny wpływ na gospodarkę”. W dniu wniesienia projektu pod obrady opublikowana została natomiast analiza Instytutu Ordo Iuris, w której wskazano, że „założenia przedstawionego projektu stanowią realizację dyrektyw konstytucyjnych obligujących władze publiczne do otoczenia rodziny szczególną ochroną i opieką (art. 18 Konstytucji RP) oraz obligujących Rzeczpospolitą Polską do ochrony pracy, a państwo do nadzoru nad warunkami wykonywania pracy (art. 24 Konstytucji RP). Gwarancje wolnej niedzieli odgrywają w kontekście tych zasad konstytucyjnych niebagatelną rolę i uwzględnia je w swoim ustawodawstwie szereg państw europejskich”. 31 października 2016 r. Instytut Ordo Iuris przedstawił z kolei omówienie przepisów regulujących niedziele wolne od handlu w orzecznictwie niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.

 

Już kilka miesięcy po wejściu ustawy w życie, 17 maja 2018 r., do Trybunału Konstytucyjnego wpłynął wniosek Konfederacji Lewiatan o stwierdzenie niezgodności tej ustawy z Konstytucją RP. Instytut Ordo Iuris złożył w tej sprawie w marcu 2021 r. opinię amici curiae, wskazując między innymi, że „wolne niedziele są elementem solidarności partnerów społecznych, o której mowa w art. 20 ustawy zasadniczej”, a „założenie, że wolne niedziele godzą w wolność gospodarczą prowadziłoby do wniosku, że wolność gospodarcza ma prymat względem solidarności partnerów społecznych. Oznaczałoby to dekompozycję całego systemu aksjologicznego, który wywodzić należy z zasady społecznej gospodarki rynkowej, która straciłaby swój wymiar «społeczny», stając się koncepcją radykalnie liberalną”. Trybunał wyrokiem z dnia 27 lipca 2021 r. (sygn. akt K 10/18) orzekł o zgodności art. 3 pkt 7 (a także art. 18) ustawy z Konstytucją RP, umarzając postępowanie co do art. 5 i art. 6 ustawy ze względu na niedopuszczalność wydania wyroku w tym zakresie.

 

Wolne niedziele urzeczywistnieniem solidarnościowego fundamentu ustrojowego

 

17 sierpnia 2023 r. Instytut Ordo Iuris w ramach cyklu „Gdy piłują chrześcijan” opublikował esej pt. „«Prawo do niedzielnego wypoczynku» czy też «zakaz handlu w niedzielę»?”. Przypomniano w nim, że „tradycja wolnych niedziel jest bowiem dobrze ugruntowana w tradycji i kulturze europejskiej. Swoimi korzeniami sięga ona prawa rzymskiego, bowiem pierwsze regulacje ustanawiające niedzielę dniem wolnym od pracy pochodzą z IV w. po Chrystusie”. Już „w IV w. prawo państwowe Cesarstwa Rzymskiego uznało podział czasu na tygodnie, stanowiąc, że w «dniu słońca» sędziowie, mieszkańcy miast oraz członkowie różnych cechów rzemieślniczych mieli nie pracować” – wskazywał papież Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini z 31 maja 1998 r. (cytowanym przez projektodawcę w uzasadnieniu ustawy z 2018 r.). Zaznaczał on zarazem, że „związek między dniem Pańskim a dniem odpoczynku całego społeczeństwa jest istotny i znaczący nie tylko z punktu widzenia ściśle chrześcijańskiego”, a „świąteczny odpoczynek jest prawem człowieka pracy, które państwo powinno gwarantować”.

 

W eseju Ordo Iuris z 2023 r. omówiono przepisy ograniczające niedzielny handel w Niemczech i we Francji. W odniesieniu do zachodniego sąsiada Polski wskazano, że „ustawa niemiecka wydaje się regulować zagadnienia związane z niedzielami wolnymi dla pracowników handlu w sposób o wiele bardziej precyzyjny niż ustawa polska”, a niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł, że „w perspektywie historycznej niedziele wolne od pracy w placówkach handlowych zakorzenione były nie tylko w tradycji chrześcijańskiej, ale również w idei ochrony wolności ludzkiej oraz równości przedstawicieli wszystkich klas społecznych”. We Francji natomiast „ustawa z 1906 r. pozbawiona jest wymiaru religijnego, co jedynie potwierdza tezę o uniwersalnym charakterze wolnej niedzieli, która jest dobrem istotnym tak dla chrześcijan, jak i dla osób bezwyznaniowych”.

 

Preambuła Konstytucji RP zakończona jest apelem: „wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej”. Prawo do wolności, na które tak chętnie powołuje się Ryszard Petru i inni zwolennicy zlikwidowania wolnych niedziel, nie jest zatem jedynym, a zaledwie jednym z trzech równorzędnych fundamentów polskiego ustroju.

 

W swoim komentarzu do preambuły Bogusław Banaszak pisze, że apel ten stanowi odwołanie do porządku prawa naturalnego, które zostało „uznane przez Konstytucję za źródło prawa, ale o randze podkonstytucyjnej”, którego zasady „mają być uwzględniane w trakcie stosowania postanowień konstytucyjnych i w trakcie ich wykładni”. Sam natomiast obowiązek solidarności oznacza, że „państwo powinno więc tak funkcjonować, aby w procesie stosowania Konstytucji każdy miał rzeczywistą możliwość udziału w realizacji praw i wolności i aby udział ten był sprawiedliwy dla wszystkich. Oznacza to oparcie ewentualnych interwencji państwa na pomocy udzielanej potrzebującym, a nie wszystkim, włącznie z tymi, którzy sami są w stanie zapewnić realizację własnych praw i potrzeb. Zasada solidarności stanowi ponadto odrzucenie idei walki klas”.

 

Chociaż zatem artykuł 66 ust. 2 Konstytucji RP powierza kompetencję określania konkretnych dni jako wolnych od pracy ustawodawcy zwykłemu („pracownik ma prawo do określonych w ustawie dni wolnych od pracy i corocznych płatnych urlopów”), to jednak preambuła nakłada na organy (stosujące także ten przepis ustawy zasadniczej) obowiązek opierania się w procesie jego wykładni na solidarnościowy fundament naszego ustroju.

 

Trybunał Konstytucyjny słusznie stwierdził w wyroku z 2 października 2012 r. (sygn. akt K 27/11), że „funkcja niedzieli, w kręgu kultury chrześcijańskiej, nie była zasadniczo tożsama z rolą dnia wolnego od pracy. Wedle tradycji chrześcijańskiej istnieje odwieczny rytm dni roboczych i świąt, przy czym za święta uznawane były także niedziele, przez co niedzieli było bliżej do świąt chrześcijańskich niż do dni wolnych od pracy, jednakże przemiany społeczne, kulturowe i cywilizacyjne doprowadziły do stopniowego traktowania niedzieli jako dnia wolnego pracy”. Biorąc zatem pod uwagę, że zdecydowana większość społeczeństwa zatrudniona poza sektorem handlu korzysta właśnie z niedzieli jako dnia wolnego od pracy, to solidarnie powinna ona przyznać mniejszości możność korzystania z tego dnia wolnego właśnie w niedzielę. W tym właśnie solidarnościowym duchu należy więc stwierdzić, że ustawa o ograniczeniu handlu powinna zostać uszczelniona, a nie osłabiona, jak chcieliby tego dogmatyczni liberałowie.

 

 

Adw. Nikodem Bernaciak – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Działalność Instytutu

14.06.2024

Czy zostaniemy zmuszeni do ograniczenia działalności?

Od kilku miesięcy nie ustają ataki na życie, rodzinę, wolność, polską edukację, chrześcijańskie dziedzictwo i suwerenność. Walka na tak wielu frontach wymaga od Ordo Iuris niezwykłej mobilizacji i zatrudniania – najlepszych w swoim fachu – prawników i analityków oraz wspomagania się pracą zewnętrznych ekspertów – bioetyków, ekonomistów, lekarzy, socjologów. Tymczasem, niezbędne koszty przekraczają nasz budżet i nieuchronnie wyczerpują nasze rezerwy, zmuszając nas do rozważenia, który z tak ważnych frontów walki o Polskę i normalność mamy porzucić…

 

Rząd Tuska uderza w obrońców życia i rodziny

Gdy doszło do zmiany władzy w Polsce, wiedziałem, że czeka nas ogromne wyzwanie. Nie przewidywałem jednak, że zakres pracy, jaki na nas spadnie, do tego stopnia przekraczać będzie wszystko, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.

Jest nam tym trudniej, że – poprzez „czarne listy” ministra Sienkiewicza, zastraszanie i aresztowania – rząd uderzył w organizacje społeczne, które ze wsparciem środków publicznych w ostatnich latach zdejmowały z nas część ciężaru walki na niektórych, cywilizacyjnych frontach.

Wciąż docierają do nas informacje, że w dokumentach Funduszu Sprawiedliwości, Narodowego Instytutu Wolności i innych publicznych funduszy, urzędnicy Adama Bodnara i Donalda Tuska ze szczególną gorliwością poszukiwali… przelewów dla Ordo Iuris. Proszę sobie wyobrazić, że rządzący do tego stopnia nie mogli uwierzyć, że naszą krajową i międzynarodową skuteczność osiągnęliśmy bez publicznego grosza!

My jednak – z całą świadomością – od początku rezygnujemy ze środków publicznych, aby zapewnić Ordo Iuris prawdziwą niezależność, możliwą jedynie dzięki trwałej relacji wiarygodności i zaufania z naszymi Przyjaciółmi i Darczyńcami.

W efekcie, gdy wielu naszych partnerów musiało ograniczyć lub zakończyć działalność przez utratę finansowania, w wielu kluczowych sprawach na placu boju pozostali wyłącznie prawnicy i eksperci Ordo Iuris.

Z czego mamy zrezygnować?

Setki precedensowych procesów, setki analiz w sprawie obrony życia, rodziny, wolności słowa, własności, suwerenności narodowej. Powstrzymanie aborcyjnych projektów ustaw, zatrzymanie usuwania krzyży, zablokowanie zmian w programie edukacji i wdrożenia wulgarnych treści do szkół. Coraz bardziej angażujące prace w międzynarodowych organizacjach, przez które próbuje narzucić się nam zabijanie dzieci, eutanazję, cenzurę, ograniczenie prawa własności i wolności indywidualnej. A to wszystko tylko część zadań, z których nikt już nas w Polsce nie wyręczy!

Stoimy wobec bardzo poważnego wyboru. Chociaż podjęliśmy już decyzje o cięciach kosztów, to brak istotnego wzrostu przychodów spowoduje konieczność dalszego ograniczenia prac Ordo Iuris.

Czy mamy wycofać się z projektów obrony życia, rodziny, suwerenności? Czy możemy pozostawić bez odpowiedzi prośby o pomoc rodziców, którzy wskutek urzędniczych błędów mają stracić dzieci? A może zrezygnować z monitoringu i analiz reform WHO lub zmian traktatowych w UE? Odstąpić od obrony krzyża? Pozostawić sprawę bezpieczeństwa granic? Odpuścić groźbę wdrażania genderowej edukacji w szkołach…

Żadna z takich decyzji nie przyjdzie nam łatwo.

Wspólnie zbudowaliśmy niezwykłą skuteczność Ordo Iuris

Przez lata zbudowaliśmy – ze wspaniałym zespołem Ordo Iuris oraz naszymi Darczyńcami – wyjątkową instytucję, która potrafi zarządzać powierzonymi nam środkami z nadzwyczajną skutecznością.

Dysponując budżetem wielokrotnie mniejszym niż lewicowe organizacje czy rzecznicy ideologii gender albo polityczne grupy LGBT, potrafiliśmy wpłynąć na sytuację w Polsce, w Europie i na świecie.

Od lat byliśmy też gwałtownie atakowani przez globalnych potentatów o budżetach idących w setki milionów dolarów. Za każdym razem wychodziliśmy z tych batalii obronną ręką, pokazując, że z Polski wychodzi na świat donośny głos obrońców życia, rodziny, wolności i znaczenia suwerennych państw narodowych.

Tornado zadań i wielki ciężar odpowiedzialności

To do nas zgłaszają się pracownicy, zwalniani z pracy za wierność wyznawanym poglądom, ofiary przemocy ze strony aktywistów LGBT, ocenzurowani dziennikarze i naukowcy. Naszego wsparcia oczekują lekarze i farmaceuci odmawiający udziału w aborcji, rodziny rozdzielane wskutek bezpodstawnych decyzji urzędników, nauczyciele i zrozpaczeni rodzice nastolatków nakłanianych do okaleczania ciała w ramach „zmiany płci”. Do nas trafiają wreszcie publicyści, dziennikarze i politycy, pozbawieni zaplecza, lecz poszukujący merytorycznych ekspertyz, odpowiadających na bezprawie nowego rządu.

To nasi prawnicy wzięli na siebie ciężar sądowych batalii z bluźniercami, wyszydzającymi i opluwającymi nasze świętości, aborcjonistami, zarabiającymi na zabójczych pigułkach poronnych.

Nasi eksperci podjęli się obrony rolników, zatrzymanych przez policję za udział w legalnych demonstracjach oraz wsparcia dla organizatorów Marszu Niepodległości, którym nowe władze chcą zakazać manifestowania w Warszawie w najbliższe Święto Niepodległości.

To nasi prawnicy koordynowali skuteczną akcją sprzeciwu wobec ataku na polską szkołę, akcję masowych telefonów do posłów przed głosowaniem projektów aborcyjnych w Sejmie oraz akcję zalania warszawskiego urzędu skargami na zarządzenie ograniczające wolność wyznania warszawskich urzędników poprzez zakaz umieszczania symboli religijnych na ich biurkach lub w pokojach pracy.

To my przygotowaliśmy pierwszy w Polsce projekt, zakazujący tranzycyjnego okaleczania nieletnich, poradniki dla katolików, matek w trudnej ciąży, świadków i pokrzywdzonych bezprawnymi protestami aktywistów klimatycznych.

To my ujawniamy sprzeczność z prawem inicjatyw takich jak wdrażanie radykalnej cenzury ideologicznej w ramach walki z „mową nienawiści”, zrównywanie praw małżeństw i jednopłciowych konkubinatów, likwidacja religii w szkołach, zakazywanie krzyży w urzędach.

To na nas spoczywa ciężar bieżącego monitorowania, analizowania, nagłaśniania i obrony życia, rodziny, wolności i polskiej suwerenności na forum Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Światowej Organizacji Zdrowia, Rady Europy i interweniowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

To nasi eksperci przygotowali jedyną w Polsce, szczegółową analizę projektu zmian w unijnych traktatach, które grożą nam całkowitą likwidacją suwerenności Polski.

A to wszystko to tylko część tego, co ostatnio robimy…

Prosimy o finansowe wsparcie działalności Instytutu Ordo Iuris

Dziś już wiemy, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować tak na dłuższą metę. Stoimy więc przed trudnym dylematem – albo zatrudnimy kolejnych, rzetelnych, profesjonalnych, uczciwych, ambitnych i zaangażowanych prawników i ekspertów, albo… będziemy musieli ograniczyć lub całkowicie odpuścić nasze zaangażowanie w kluczowych obszarach naszej codziennej pracy, tak ważnej dla przyszłości naszej Ojczyzny.

Po wyborach do Europarlamentu, na forum unijnym przyspieszy zapewne proces centralizacji Unii Europejskiej, a Polska będzie go wspierać głosami europosłów Donalda Tuska. A to oznacza, że nasza praca będzie absolutnie niezbędna dla obrony naszej niepodległości, którą możemy utracić na rzecz Brukseli.

Jednak w tym okresie próby, chcielibyśmy poprosić wszystkich naszych sympatyków o rozważenie udzielenia choćby jednorazowego wsparcia dla Instytutu Ordo Iuris. Wiem, że w całej Polsce są setki tysięcy Polaków, którzy cenią i szanują Instytut Ordo Iuris oraz uważają naszą działalność za niezbędną. Jednocześnie zaledwie kilka tysięcy osób regularnie wspiera naszą działalność.

Gdyby każda z osób, popierających i podziwiających naszą pracę, zdecydowała się na wsparcie jej choćby drobnym, regularnym datkiem, moglibyśmy ze spokojem patrzeć w przyszłość i planować przyszłe aktywności bez obaw o ich finansowanie.

Z góry dziękuję za wszelkie udzielone nam wsparcie.

 

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

11.06.2024

Traktat WHO przepadł… na razie

Na początku czerwca w Genewie zakończyły się obrady 77. Światowego Zgromadzenia Zdrowia, w trakcie którego miało dojść do podpisania traktatu antypandemicznego WHO. Dzięki konsekwencji i nieustępliwości obrońców wolności i suwerenności, udało się doprowadzić do zerwania negocjacji i tymczasowego wstrzymania całej inicjatywy. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że nie udało się osiągnąć porozumienia.

 

Chcieli odebrać nam decyzyjność 

Eksperci Instytutu Ordo Iuris już w 2021 roku – jako pierwsi w Polsce – zwracali uwagę na to, że w cieniu trwającej wówczas pandemii dochodzi do stopniowego przenoszenia decyzyjności w prowadzeniu polityki zdrowotnej z poziomu rządów krajowych na niewybieralne i niedemokratyczne globalne gremia. W pierwszej części naszej monografii naukowej, pisaliśmy wówczas o tym, że ten proces jest wielkim zagrożeniem dla wolności i suwerenności państw na całym świecie.

Nasze przewidywania szybko się sprawdziły i przybrały postać bardzo konkretnego projektu – traktatu antypandemicznego Światowej Organizacji Zdrowia, który miał być wiążącym aktem prawa międzynarodowego.

Niewybieralni w żadnych demokratycznych procedurach eksperci mieliby tym samym władzę narzucania konkretnych obostrzeń sanitarnych, lockdownów, przymusu szczepień, ograniczania debaty publicznej i naukowej, zamykania kościołów, szkół i miejsc pracy i podejmowania wielu innych działań, kluczowych dla praw i wolności obywateli i mających bardzo realny, wymierny, konkretny wpływ na sytuacje gospodarczą państwa i nasze codzienne życie.

Sukces obrońców suwerenności

Od samego początku alarmowaliśmy, że przyjęcie traktatu zgodnego z pierwotnymi założeniami będzie bardzo poważnym ciosem w polską suwerenność oraz prawa i wolności obywatelskie.

Uczestniczyliśmy w organizowanych przez WHO konsultacjach projektu, w trakcie których podkreślaliśmy konieczność zachowania suwerenności państw w sferze ochrony zdrowia oraz wartość wolnej debaty naukowej w poszukiwaniu skutecznych rozwiązań kryzysów zdrowotnych. Przygotowywaliśmy analizy kolejnych projektów oraz specjalne memoranda, które trafiały zarówno do przedstawicieli polskiego rządu, jak i do globalnych i europejskich decydentów. Uruchomiliśmy także międzynarodową petycję „Zablokujmy traktat WHO”, którą podpisało ponad 40 tys. osób.

Dzięki nagłośnieniu zakusów WHO doszło do poddania powszechnej krytyce pomysłu oddania ekspertom WHO prawa do decydowania o całej polityce sanitarnej – z pominięciem rządów! Gdy prace nad traktatem zostaną przywrócone, nie będzie w nim już ograniczenia suwerenności narodowej w zakresie polityki zdrowotnej, czy w zakresie wolności słowa (proponowano bowiem globalne przepisy cenzurujące „dezinformację” na temat polityki sanitarnej WHO).

To nie koniec batalii

Napotkawszy opór, Światowa Organizacja Zdrowia dała na razie za wygraną w sprawie traktatu, ale… wiele szkodliwych pomysłów spróbowano przemycić w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych”.

Nasi eksperci już rozpoczęli szczegółową analizę prawną projektu. Mamy jednak podstawy zakładać, że również w finalnej wersji dokumentu nie będzie ataków na naszą wolność, prywatność i suwerenność, bo z ostatnich znanych nam wersji negocjowanego dokumentu, usunięto już najgroźniejsze założenia. 

W maju opublikowano projekt Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych, w którym nie było zaproponowanych wcześniej przepisów mówiących o tym, że rekomendacje pandemiczne mają charakter wiążący i innych postanowień ograniczających kompetencję rządów krajowych. Nadal znajdowały się w nim jednak zapisy o zwalczaniu „dezinformacji”, które mogą skutkować w przyszłości cenzurowaniem internetu i badań naukowych.

Obroniliśmy naszą prywatność

Poważnym zagrożeniem dla wolności słowa był też przyjmowany w Parlamencie Europejskim projekt rozporządzenia, które pod pozorem walki z wykorzystywaniem seksualnym nieletnich, wprowadzało radykalną inwigilację internetu.

Projekt zakładał zlikwidowanie resztek naszej prywatności w internecie i wprowadzenie całkowitej, radykalnej inwigilacji. Rozporządzenie uderzało bowiem w ostatnie internetowe komunikatory, zapewniające prywatność swoimi użytkownikom poprzez zmuszenie ich administratorów do inwigilowania swoich użytkowników i traktowania ich jako potencjalnych przestępców, a każdą wiadomość i plik wysłany drogą internetową jako potencjalne naruszenie prawa, które powinno zostać zbadane przez organy ścigania. Autorzy dokumentu chcieli, by wszystkie wiadomości – zarówno prywatne rozmowy, jak i wiadomości wysyłane między pracownikami czy korespondencja handlowa między przedsiębiorcami, stanowiąca tajemnicę handlową – podlegały weryfikacji i ocenie oraz mogły być udostępniane w każdej chwili odpowiednim służbom. Przyjęcie i wprowadzenie w życie postanowień projektu rozporządzenia – mimo szczytnego celu, jakim jest walka z wykorzystywaniem seksualnym dzieci – doprowadziłoby do podważenia fundamentów demokratycznego porządku prawnego, w tym podstawowych praw i wolności obywatelskich.

W związku z tym, nie dziwi szeroka krytyka, jaka spadła na projekt rozporządzenia ze strony wielu różnych środowisk. Omawiana regulacja była również przedmiotem analizy prawników Instytutu Ordo Iuris, którzy zwrócili uwagę na nieproporcjonalność zaproponowanych środków oraz sprzeczność jej postanowień z Konstytucją RP, prawem Unii Europejskiej, jak i prawem międzynarodowym – w tym z szeregiem przepisów Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz Międzynarodowego Paktu Praw Politycznych.

Uruchomiliśmy także internetową petycję do Przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, w której podkreślaliśmy, że szczytny cel walki z przestępczością nie może stanowić legitymizacji dla wprowadzenia rozwiązań o charakterze inwigilacyjnym, podważających najważniejsze prawa i wolności obywatelskie oraz fundamenty demokratycznego porządku.

Ostatecznie Komisja Europejska zaakceptowała nowy projekt Parlamentu Europejskiego, z którego usunięto wspomniany atak na prywatność użytkowników internetowych komunikatorów.

Ataki na naszą wolność nie ustaną

Wciąż pozostajemy czujni i gotowi do interweniowania wszędzie tam, gdzie nasza wolność i prywatność będzie zagrożona.

Takim zagrożeniem jest między innymi przeanalizowany przez naszych ekspertów raport na temat „mowy nienawiści”, przygotowany przez Komitet Sterujący ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, Różnorodności i Włączenia Społecznego Rady Europy. W dokumencie pojawia się postulat objęcia konsekwencjami prawnymi dotyczącymi „mowy nienawiści” wiadomości wysyłanych za pomocą prywatnej poczty elektronicznej.

Z kolei polski rząd opublikował projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Projekt przekazuje prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej kompetencje między innymi do przyznawania statusu zaufanego podmiotu sygnalizującego, którego zgłoszenia dotyczące nielegalnych treści w internecie mają być rozpatrywane priorytetowo przez dostawców. Prezes UKE będzie mógł też przyznawać status zweryfikowanego badacza uprawniającego do dostępu do niektórych danych posiadanych przez dostawców platform internetowych lub wyszukiwarek.

Nasi eksperci przygotowali analizę projektu, w której zwracają uwagę na to, że wdrożenie zmian może pociągnąć za sobą działania cenzorskie na platformach społecznościowych. Kluczowe będzie to, w jaki sposób certyfikaty w przedmiotowym zakresie będą wydawane przez prezesa UKE. Biorąc pod uwagę dotychczasowe działania rządu Donalda Tuska, istnieje spore ryzyko, że tego typu status będą otrzymywać w większość organizacje o określonym profilu ideologicznym, co będzie prowadzić do cenzurowania opinii „niepoprawnych politycznie” i niezgodnych z agendą tych organizacji.

To tylko niewielki wycinek wyników naszych analiz i bieżących prac. Każda z tych spraw – suwerenność narodowa w Unii Europejskiej, prawo do prowadzenia własnej polityki zdrowotnej, wolność od cenzury – jest przedmiotem nieustannych ataków na forum międzynarodowym.

Dzięki ujawnieniu tych prac i dzięki budowie międzynarodowych koalicji możemy mieć realny wpływ na przyszłość naszej Ojczyzny.

 

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej
Wolność Sumienia

10.06.2024

Zdort: Trzaskowski i „dziwnieseksualni”. O co chodzi prezydentowi Warszawy?

· Zrównanie homoseksualistów z niepełnosprawnymi to na pozór rozsądny pomysł, ale kryje się za nim niebezpieczeństwo.

· Czy geje powinni być obsługiwani w pierwszej kolejności wraz z interesantami na wózkach?

· Wymyślne językowe formy seksualne i genderowe z normami języka polskiego wspólnego nie mają nic.

· Zarządzenie w sprawie tolerancji to tylko kolejna demonstracja ideologiczna, deklaracja: jaki ja jestem poprawny i słuszny.

 

Pisałem już na naszym portalu o aspektach wolności religijnej, rozważając motywacje Rafała Trzaskowskiego, który wydał zarządzenie w sprawie standardów urzędniczych dotyczących tolerancji. Ale jest też inny aspekt tego zarządzenia: już nie stricte religijny, ale bezpośrednio kulturowy, w inny sposób zmieniający nasz świat, nasze obyczaje, nasz język, naszą codzienność. Warto się tym też zająć.

 

Otóż w dokumencie prezydenta Warszawy poświęcono mnóstwo miejsca „równemu traktowaniu” osób, które w felietonistyczny sposób nazwałby „dziwnieseksualnymi” – od angielskiego słowa „Queer”, kryjącego się pod zbiorczą litera „Q” skrótu LGBTIQ. Chodzi o różnorakich obywateli, którzy mają inne, czasem całkiem wydumane i rzadko spotykane,  preferencje seksualne, niż pozostali obywatele. To bardzo niewielki odsetek interesantów urzędu, nawet w naszej nowoczesnej stolicy, gdzie dziwaków nie brakuje. Jednak prezydent Warszawy, jak się wydaje, do takiego marginalnego zjawiska, przywiązuje ogromną wagę, skoro pozwolił sobie na wydanie zarządzenia w sposób nadzwyczajny podkreślający jego znaczenie. Trochę to dziwi, trochę szokuje, trochę po prostu bawi.

 

Najważniejszy jest tu pewien aspekt, naprawdę interesujący. Otóż w zarządzeniu dotyczącym tolerancji nastąpiło zrównanie naturalnych cech człowieka, fizycznych i psychicznych, z osobistymi wyborami życiowymi i to wyborami drogi atypowej. Czyli na przykład postuluje się takie same – nadzwyczajne – podejście do niepełnosprawnych na wózkach, jak do osób seksualnych inaczej. Co, jak mi się wydaje, dla tych fizycznie niepełnosprawnych, jest mocno uwłaczające i poniżające. I po prostu nieuczciwe oraz niesprawiedliwe.

 

Choć na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że to pomysł rozsądny. Z tradycyjnego punktu widzenia postawienie w tym samym rzędzie inwalidy i geja ma sens, i konserwatyści powinni się tylko cieszyć. Homoseksualista też nie jest normalny i wymaga specjalnej troski i opieki – powiedziałoby się jeszcze parę lat temu. Czyli Trzaskowski dał wyraz zdrowemu rozsądkowi.

 

Jednak będzie to krótka radość konserwatysty, bo dziś chodzi nie o wskazanie ułomności seksualnych odmieńców, ale o ich dowartościowanie. Chodzi o to, by pewne przywileje, które z całkiem racjonalnych powodów otrzymują osoby starsze lub ciepiące na jakąś przypadłość, nie z własnej winy niesamodzielne, potrzebujące wsparcia, rozciągnąć na osoby które całkiem dobrze się mają, tylko wybrały odmienny od normalnego styl życia. Tu tkwi główne niebezpieczeństwo.

 

Kluczowym określeniem w zarządzeniu Trzaskowskiego jest „znoszenie barier”. O ile w sprawach inwalidów, którzy nie mogą wejść po schodach do gabinetu urzędnika na pięterku, oczywiste jest, że wymagają wsparcia i pomocy, to na pytanie czy zamożny warszawski gej lub mulitiamorysta ma w stolicy Polski w 2024 roku do pokonania jakieś bariery, łatwo odpowiedzieć. Nic takiego nie istnieje. Czy można sobie wyobrazić, że ktoś nie dopuszcza takiego osobnika do wydziału komunikacji? Nie chce zarejestrować mu nowego mercedesa, który właśnie sobie kupił w samochodowym salonie?

 

Jest to tak wydumane i absurdalne, że może budzić tylko jedno podejrzenie: nie chodzi o to, aby ów osobnik miał takie same prawą jak inni, ale aby był potraktowany lepiej i obsłużony sprawniej (przerażony standardami Trzaskowskiego urzędnik, może uznać, że jeśli tego typu tęczowy klient będzie czekał tyle samo, co zwykły heteryk, to uzna to za dyskryminację). Być może od razu należałoby w urzędach w automatach wydających numerki dodać specjalną literkę, która klientów z uprzywilejowanej grupy LGBT+ dopuszcza do obsługi poza kolejnością.

 

Urząd miejski zapowiedział specjalne szkolenia językowe dla pracowników, tak, aby zwracali się do „dziwnych” interesantów w odpowiedni sposób – czyli tak, jak owi klienci sobie zażyczą. Pracownik, który zobaczy, że interesant z wyglądu odbiega od „stereotypowych wyobrażeń związanych z płcią zapisaną w oficjalnych dokumentach” ma obowiązek zwracania się do niego „taką formą imienia czy zaimków określających płeć, jakie sama zasygnalizuje. Jeśli nie jesteś pewny/a, jak się do niej zwracać, najlepiej wprost grzecznie zapytaj o to na początku rozmowy, np. «Jak mogę się do Pani/Pana zwracać?»”.

 

Co więcej, gdy do biura urzędnika wkracza osoba niebinarna (cokolwiek to znaczy), powinien on przyjąć do wiadomości, że może ona, mówiąc czy pisząc o sobie, „«używać zaimków lub czasowników w liczbie mnogiej lub formie bezosobowej, np. «przyszłom», «przyszliśmy», a na piśmie także z iksem – «przyszłxm»”.

 

To jest cytat ze wspomnianego zarządzenia, a nie mój wymysł. Choć, patrząc na to zdroworozsądkowo, po lekturze takich zaleceń, należałoby do autora dokumentu wezwać karetkę pogotowia…

 

Szacunek dla interesanta to naprawdę ważna sprawa. Uprzejmość i kultura także – nie będę ukrywał, że kiedy zmęczona urzędniczka w moim dzielnicowym ratuszu wzniesie się ponad wielogodzinne kłopoty z klientami, uśmiechnie, powie miłe słowo, to zawsze działa, odpowiem tym samym wdzięczny za załatwienie sprawy, bo kontakty z biurokracją nigdy do najmilszych nie należą. Ale też zmuszanie pani w okienku, żeby domyślała się, jakiej formy zaimka obywatel oczekuje, skłanianie jej do używania form, których polszczyzna nie zna (i znać nie powinna), należy do kategorii sadyzmu, znęcania się nad człowiekiem. To jest utrudnianie normalnej pracy, ze szkodą dla obywateli.

 

Można sobie wyobrazić różne językowe wymyślne formy seksualne, genderowe, których odmieńcy chcą używać, tyle, że wiele z nich z normami języka polskiego wspólnego nie ma nic. A, jak mi się zdaje, od urzędnika państwa polskiego powinniśmy wymagać językowej poprawności, i sposobu wysławiania się, który będzie zrozumiały dla każdego, a nie tylko ideologicznej nowomowy stosowanej przez skrajne mniejszości i ekstremę psująca polszczyznę ze względu na swoje widzimisię.

 

Można sobie wyobrazić, że przyjdzie do ratusza osoba niebinarna, i powie „mów mi «aktywiszcze»” (to nie jest wymyślona forma, kto nie zna, niech sobie wygoogla). I urzędnik będzie zmuszony zapytać: – Czy aktywiszcze życzy sobie specjalną, krótką, tablicę rejestracyjną do swojego sprowadzonego z Ameryki Pontiaka, czy może aktywiszczu wystarczy normalna długa tablica? – już się cieszę na słuchanie takich dialogów, gdy będę stał w kolejce w moim wolskim urzędzie na rogu Żelaznej i Alei Solidarności. I nawet nie śmiem zapytać, co będą sobie myśleli nasi współmieszkańcy pochodzący z Ukrainy, których bardzo wielu w kolejce ostatnio tam spotkałem. Jeśli zadadzą sobie pytanie, do jakiego obcego świata trafili, to będzie pewnie najłagodniejsza reakcja.

 

Pytanie główne jednak brzmi: skąd nasze warszawskie „prezydyniszcze” wpadło na pomysł takiego zarządzenia? Co „je” do tego skłoniło? Czyżby w strukturach ratusza tkwił jakiś kret, dywersant, który po 6 latach „królowania” Trzaskowskiego zatrudnia przy Placu Bankowym rasistów, homofobów i klerykałów, których trzeba pouczać, nawracać, dokształcać?

 

Trudno w to uwierzyć, że ktoś taki by się uchował – więc zarządzenie mera Warszawy to tylko kolejna demonstracja ideologiczna, deklaracja: jaki ja jestem poprawny i słuszny. Przerażająca normalsów.

 

Co zabawne najwyraźniej w urzędzie miejskim po wspomnianych 6 latach brakowało fachowców od tolerancji, bo Trzaskowski musiał zamówić projekt swojego słynnego zarządzenia „na zewnątrz”, w fundacji, która specjalnie po to, by zainkasować za to 130 tysięcy złotych, miesiąc przed ogłoszeniem konkursu zmieniła nazwę i statut, aby móc wykonać tę pracę.

 

Równocześnie do zarządu fundacji dołączyła pani, która od wcześniej pełniła w warszawskim ratuszu funkcję pełnomocniczki do spraw kobiet, co oznacza, że miasto miało jednak od dawna pracowników wyspecjalizowanych w dziedzinie ideologizacji przepisów. Tyle, że ich „outsourcingowało”, żeby wytransferować grubą kasę na zewnątrz.

 

 

 

Dominik Zdort jest dziennikarzem i publicystą, senior research fellow w projekcie „Ordo Iuris Cywilizacja” Instytutu Ordo Iuris. Pracował m.in. w „Życiu Warszawy”, „Rzeczpospolitej” i „Newsweeku”, był współautorem audycji w RDC i radiowej „Dwójce”, a ostatnio szefem magazynu weekendowego „Rzeczpospolitej” Plus Minus oraz internetowego Tygodnika TVP.

 

Czytaj Więcej