główne PUNKTY
1
Afera w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie młody lekarz związany z Koalicją Obywatelską wystawiał placówce faktury na ogromne kwoty, to zdaniem Katarzyny Gęsiak zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów z wydatkowaniem publicznych pieniędzy w ochronie zdrowia.
2
Przeogromne stawki wypłacane w ramach kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia sprawiają, że brakuje środków na badania diagnostyczne, co godzi w gwarantowany w art. 68 Konstytucji RP równy dostęp do świadczeń.
3
NFZ karze finansowo szpitale odmawiające wykonywania aborcji, nie badając powodów odmowy, a ciężar sankcji ponoszą ostatecznie pacjenci zadłużonych placówek.
4
Państwo przeznacza pół miliarda złotych rocznie na procedurę in vitro, która narusza prawo do życia i godność człowieka, a niepłodności nie leczy.
5
Aborcje wykonywane na podstawie zaświadczeń od psychiatrów nie mają potwierdzenia w aktualnej wiedzy medycznej i oznaczają de facto dopuszczalność aborcji do dziewiątego miesiąca ciąży.

Katarzyna Gęsiak, radca prawny i dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Instytutu Ordo Iuris, w rozmowie z Olivierem Bault, dyrektorem ds. komunikacji Instytutu, analizuje kryzys polskiej służby zdrowia – od afery w warszawskim Szpitalu Południowym, przez kary nakładane na szpitale za odmowę wykonywania aborcji, po publiczne finansowanie procedury in vitro.
Wierzchołek góry lodowej
Punktem wyjścia rozmowy jest afera w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie młody lekarz związany z Koalicją Obywatelską Dawid Kacprzyk wystawiał placówce faktury na ogromne kwoty, a politycy tego ugrupowania byli według doniesień medialnych przyjmowani poza kolejnością, w specjalnie przeznaczonym dla nich pokoju. Katarzyna Gęsiak pytała niedawno na platformie X, ilu takich „Kacprzyków” i ile takich „szpitali południowych” funkcjonuje w Polsce od lat – i ile zadłużonych placówek można by stosunkowo prostymi metodami wyciągnąć z tego stanu. W rozmowie oceniła, że ujawnione nieprawidłowości to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a problemów z wydatkowaniem pieniędzy publicznych przeznaczonych na ochronę zdrowia jest zdecydowanie więcej. Zastrzegła zarazem, że zdecydowana większość lekarzy znakomicie wykonuje swoją pracę, często za zbyt małe wynagrodzenie.
„Śmiem powiedzieć, że jest to chyba jedyny sektor, w którym coraz więcej się dorzuca i coraz więcej brakuje” – powiedziała Katarzyna Gęsiak o polskiej służbie zdrowia. Powołała się przy tym na wypowiedź doktora Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero, od której cała sprawa wypłynęła: wiele zadłużonych szpitali można wyprowadzić na prostą bardziej racjonalnym wydatkowaniem pieniędzy.
Stawki lekarzy a dostęp pacjentów do leczenia
Zdaniem prawnika wydatki na wynagrodzenia w ochronie zdrowia zaczęły rosnąć na dużą skalę w 2020 r., wraz z pandemią COVID-19, a później opinia publiczna przestała ten proces śledzić. Gęsiak podkreśliła, że nie chodzi o stawki ustalane w prywatnych gabinetach, które są umową między lekarzem a pacjentem, lecz o pieniądze publiczne wypłacane w ramach kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tam stawki bywają „przeogromne” – niekiedy wskutek nieuczciwości, czego przykładem jest sprawa doktora Kacprzyka, ale także z powodu konstrukcji kontraktów i deficytu specjalistów, których szpitale muszą przyciągać wysokimi stawkami godzinowymi. Skutek odczuwają pacjenci: brakuje pieniędzy na badania diagnostyczne, więc lekarze po prostu nie wystawiają skierowań. Rozmówcy przypomnieli, że art. 68 Konstytucji RP gwarantuje obywatelom – niezależnie od ich sytuacji materialnej – równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. W ocenie Gęsiak uregulowanie kwestii wynagrodzeń leży również w interesie samorządu lekarskiego, bo obecna sytuacja jest fatalna wizerunkowo dla całego środowiska.
Kary za odmowę aborcji uderzają w pacjentów
Następnie rozmowa dotyczyła wytycznych aborcyjnych Ministerstwa Zdrowia i rozporządzenia, na podstawie którego NFZ karze finansowo szpitale odmawiające wykonywania aborcji. „Nikogo nie interesuje, z jakiego powodu tej aborcji odmówiono. To, że jej wykonanie wiązałoby się z zagrożeniem zdrowia czy nawet życia kobiety, nikogo w tym postępowaniu nie interesuje” – mówiła dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki, przywołując przypadek jednego z pierwszych ukaranych szpitali, którego personel powoływał się na przesłanki medyczne. Kary są potrącane bezpośrednio z kontraktów, a szpital może dochodzić sprawiedliwości jedynie przed sądem cywilnym, co oznacza perspektywę wieloletniego procesu. Ostatecznie ciężar sankcji ponoszą pacjenci, dla których zadłużona placówka może sfinansować mniej świadczeń. Rozmówcy wskazali na hipokryzję władzy, która deklaruje troskę o godność kobiet, a jednocześnie dopuszcza likwidację porodówek, zmuszając rodzące do dojazdów po kilkadziesiąt kilometrów.
Pół miliarda złotych rocznie na in vitro
Osobnym wątkiem rozmowy było publiczne finansowanie procedury in vitro, na którą państwo przeznacza pół miliarda złotych rocznie, gdy brakuje pieniędzy na diagnostykę i leczenie. W ocenie Gęsiak procedura ta w obecnym kształcie narusza prawo do życia i godność człowieka: „Istota ludzka jest tam traktowana jako produkt, który się selekcjonuje”. Powołując się na relację lekarza, który ze względów etycznych odszedł z kliniki, przypomniała, że z in vitro wiąże się także aborcja selektywna: gdy prawidłowo rozwija się więcej zarodków, słabsze są eliminowane. Zwróciła też uwagę, że wbrew nazwie ustawy o leczeniu niepłodności in vitro niepłodności nie leczy, a jedynie omija problem. Kolejną kwestią etyczną są zamrożone zarodki nadmiarowe – Instytut prowadzi obecnie dwie sprawy, w których kobiety chcą urodzić poczęte in vitro dziecko, na co po rozwodzie nie zgadzają się ich byli mężowie. „Człowiek nienarodzony w obecnych czasach stał się towarem, stał się produktem” – oceniła prawnik, wskazując, że dopełnieniem tej logiki jest surogacja. Olivier Bault dodał, że na poziomie Unii Europejskiej omawiany jest projekt regulacji nakazującej państwom członkowskim uznawanie filiacji dzieci urodzonych przez matki zastępcze za granicą, czemu Polska się obecnie nie sprzeciwia.
Aborcja na zaświadczenie od psychiatry
W końcowej części rozmowy poruszono kwestię aborcji wykonywanych na podstawie zaświadczenia od psychiatry. Gęsiak zaznaczyła, że stan psychiczny jest trudno weryfikowalny obiektywnie, a zaburzenia psychiczne w ciąży – jak każde inne – można i należy leczyć. „Żadnym środkiem terapeutycznym nie jest aborcja i to też mówią psychiatrzy. Nie ma żadnych badań potwierdzających, że to jest środek terapeutyczny na problemy psychiczne” – podkreśliła. Wskazała na niekonsekwencję ustawodawcy, który w uchwalonej 3 lipca nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta postanowił zwalczać „dezinformację medyczną” i „praktyki pseudomedyczne”, a jednocześnie toleruje w szpitalach procedurę niemającą potwierdzenia w aktualnej wiedzy medycznej. Ponieważ polskie prawo nie przewiduje tu ograniczenia czasowego, oznacza de facto dopuszczalność aborcji do dziewiątego miesiąca ciąży – rozmówcy przywołali głośną sprawę Felka, dziecka uśmierconego w dziewiątym miesiącu ciąży z powodu diagnozy łamliwości kości. Zdaniem Baulta skala łamania prawa w tej dziedzinie – od wytycznych aborcyjnych po działającą naprzeciwko Sejmu „klinikę aborcyjną” – szokuje bardziej niż afera w Szpitalu Południowym. „W przypadku aborcji to jest po prostu czarna plama na naszej służbie zdrowia” – podsumowała Katarzyna Gęsiak.
Wywiad dostępny w całości w materiale wideo powyżej.
Zobacz też:
- Drastycznie rośnie liczba dzieci uśmierconych w polskich szpitalach. Główny powód – aborcja z „przyczyn psychicznych”
- Aborcje z „przesłanki psychiatrycznej” to obejście prawa. Każde zaburzenie psychiczne w ciąży można leczyć
- Szpitale wobec nielegalnych wytycznych aborcyjnych. Ordo Iuris prezentuje nowy poradnik
- Magdalena Majkowska: zabójstwo, nie aborcja – sprawa Felka uśmierconego w Oleśnicy
- Kobieta nie chciała dalszego zamrażania nienarodzonego dziecka. Sąd pozwolił na przeniesienie go do jej organizmu
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock





