główne PUNKTY
1
Rada Praw Człowieka ONZ zakończyła prace nad rezolucją dotyczącą praw kobiet i dziewcząt w „sytuacjach humanitarnych”, przyjętą bez głosowania, czyli bez formalnego sprzeciwu żadnego państwa.
2
Dokument po raz pierwszy w historii negocjowanego tekstu ONZ posługuje się pojęciem „przemocy rozrodczej”, obejmującym m.in. wymuszoną aborcję, wymuszoną ciążę i przymusową sterylizację.
3
Przyjęcie dokumentu może skutkować stosowaniem szerokiej wykładni tego terminu. Podobny mechanizm rozszerzania znaczenia obserwowano wcześniej przy pojęciu „zdrowia i praw reprodukcyjnych i seksualnych”.
4
Rozszerzająca wykładnia rodzi ryzyko dla suwerenności państw w kształtowaniu własnej polityki rodzinnej i zdrowotnej, co wykraczałoby poza pierwotny, humanitarny kontekst rezolucji.

Konsensus bez głosowania, spór o słowa
Rada Praw Człowieka ONZ zakończyła prace nad rezolucją „Promowanie, ochrona i poszanowanie pełnego korzystania przez kobiety i dziewczęta z praw człowieka w sytuacjach humanitarnych”. Dokument formalnie dotyczy ochrony praw kobiet i dziewcząt w „sytuacjach humanitarnych”, a więc w trakcie klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i przymusowych przesiedleń. Rezolucja została przyjęta bez głosowania, co w praktyce dyplomatycznej Rady oznacza, że żadne państwo członkowskie nie zdecydowało się formalnie zablokować tekstu – nie znaczy to jednak automatycznie powszechnej zgody co do każdego jego elementu, a jedynie brak woli otwartej konfrontacji.
Tym, co czyni ten dokument wykraczającym poza rutynowe, coroczne rezolucje tematyczne przyjmowane przez Radę w czerwcowym cyklu poświęconym prawom kobiet, jest jedno sformułowanie w preambule. Jak zwraca uwagę International Planned Parenthood Federation (IPPF) – organizacja od dekad lobbująca na rzecz zwiększenia prawnej możliwości wykonywania aborcji – jest to pierwszy przypadek, w którym negocjowany (a więc uzgodniony przez państwa członkowskie, a nie tylko przez ekspertów czy sprawozdawców) dokument wyjściowy ONZ posłużył się terminem „przemoc rozrodcza” jako odrębną, nazwaną kategorią przemocy ze względu na płeć.
Co dokładnie mówi tekst?
Preambuła rezolucji wyraża głębokie zaniepokojenie tym, że kobiety i dziewczęta w „sytuacjach humanitarnych” są nieproporcjonalnie dotknięte przemocą seksualną i przemocą ze względu na płeć, w tym przemocą seksualną związaną z konfliktem, handlem ludźmi, wyzyskiem seksualnym i niewolnictwem seksualnym, a także (co sformułowano po raz pierwszy) – „przemocą rozrodczą, taką jak wymuszenie lub odmowa antykoncepcji, wymuszona ciąża, wymuszona aborcja i wymuszona sterylizacja, również gdy są one działaniami podejmowanymi w zamiarze zniszczenia grupy”.
Ostatni fragment tego zdania nawiązuje do art. II Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 r., który definiuje ludobójstwo jako działanie podjęte „w zamiarze zniszczenia w całości lub części” grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej. Rezolucja umieszcza więc „przemoc rozrodczą” w kontekście najcięższych zbrodni prawa międzynarodowego – co koresponduje z ustaleniami Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanego Terytorium Palestyńskiego (która w marcu 2025 r. dokumentowała „przemoc seksualną i rozrodczą” związaną z konfliktem w Strefie Gazy), a także z przeglądem realizacji Deklaracji Pekińskiej przygotowanym przez Sekretarza Generalnego ONZ w 2025 r., który wskazywał na podwyższony poziom „przemocy rozrodczej” w Gazie, Sudanie, Jemenie, Syrii i na Ukrainie.
Amerykańska publicystka Carrie N. Baker w tekście dla „Ms. Magazine” interpretuje dokument znacznie szerzej, niż wynika to z jego literalnego brzmienia – sugerując, że ONZ nazwała w ten sposób również krajowe ograniczenia dostępu do aborcji, obowiązujące w wielu państwach demokratycznych w czasie pokoju, „przymusowym rodzeniem” (ang. forced birth). Sam tekst rezolucji mówi jednak wyłącznie o wymuszonej aborcji i wymuszonej ciąży w kontekście „sytuacji humanitarnych” i konfliktów zbrojnych – nie o odmowie wykonania aborcji na żądanie w ramach legalnego, demokratycznie ustanowionego porządku prawnego państwa. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie prawne, choć – jak pokazuje praktyka funkcjonowania podobnych terminów w systemie ONZ – bywa ono z czasem zacierane.
Mechanizm, który już znamy
Historia prawa międzynarodowego i praw człowieka zna precedensy takiego „pełzania” terminologii z wąskiego kontekstu humanitarnego do szerokiego kontekstu polityki wewnętrznej państw. Warto przypomnieć, że samo pojęcie „zdrowia i praw reprodukcyjnych i seksualnych” (ang. sexual and reproductive health and rights, SRHR) narodziło się na Międzynarodowej Konferencji na temat Ludności i Rozwoju w Kairze w 1994 r. jako termin opisowy, niewiążący prawnie – dziś jest rutynowo powoływane przez organy traktatowe ONZ, specjalnych sprawozdawców i Parlament Europejski jako podstawa domagania się od państw członkowskich zwiększenia prawnej możliwości przeprowadzania aborcji, mimo że żaden traktat międzynarodowy dotyczący praw człowieka nie ustanawia tzw. prawa do aborcji wprost.
Można przewidywać podobny proces dla „przemocy rozrodczej”. Termin ten, zdefiniowany szerzej przez Fundusz Ludnościowy ONZ (UNFPA) jako intencjonalne działania lub zaniechania naruszające „autonomię rozrodczą”, obejmuje – w ujęciu UNFPA i UN Women (podmiot ONZ mający działać na rzecz praw kobiet) – również „ataki na placówki opieki zdrowia reprodukcyjnego”.
Z perspektywy ochrony suwerenności państw w kształtowaniu własnej polityki rodzinnej i zdrowotnej, umieszczenie terminu „przemoc rozrodcza” w oficjalnym, uzgodnionym dokumencie ONZ rodzi ryzyko rozszerzającej wykładni. Termin powstały w kontekście zbrodni wojennych i zbrodni ludobójstwa (przymusowe ciąże w obozach, przymusowa sterylizacja mniejszości) może z czasem, poprzez kolejne raporty i komentarze ogólne organów traktatowych, zostać rozciągnięty na kwestie pozostające poza intencjami projektodawców.
Planned Parenthood zadowolone
Dr Diana Pulido z Planned Parenthood Humanitarian oceniła przyjęcie dokumentu jako „ważny krok naprzód dla kobiet i dziewcząt w kryzysach humanitarnych”, podkreślając, że nazwanie zjawiska pozwala wreszcie dostrzec „odrębną i niszczącą formę krzywdy, która zbyt często pozostawała nierozpoznana”. Zwolennicy rezolucji – w tym UNFPA – argumentują, że bez odrębnej nazwy dla „przemocy rozrodczej”, ofiary wymuszonych ciąż czy przymusowej sterylizacji (zjawisk bezspornie potępianych również przez prawo międzynarodowe humanitarne i Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego) pozostają bez adekwatnego języka prawnego do opisania wyrządzonej im krzywdy.
Ochrona kobiet i dziewcząt przed przemocą seksualną i rozrodczą w strefach konfliktów zbrojnych i sytuacjach humanitarnych stanowi jeden z najbardziej bezspornych i pilnych obowiązków społeczności międzynarodowej. Potwierdzają to udokumentowane przypadki z Gazy, Sudanu, Ukrainy czy Mjanmy. Niepokoi jednak używanie do tego celu ideologicznych sformułowań, które mogą być szeroko interpretowane. Skutkiem tego mogą być próby wymuszania na państwach realizacji postulatów sprzecznych z ich porządkiem prawnym.
Julia Książek – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
Zobacz też:
- Rada Praw Człowieka ONZ: 26 państw Unii Europejskiej skrytykowało raport ws. ochrony macierzyństwa. Włochy jedynym państwem UE, które nie przyłączyło się do stanowiska
- Rada Praw Człowieka ONZ: kolejna sesja pod znakiem ideologii i jeden ważny sukces
- Nie udało się rozszerzyć zakresu „praw seksualnych i reprodukcyjnych”. Fiasko obrad Komisji ONZ
- Rada Praw Człowieka ONZ forsuje aborcję pod pretekstem ochrony zdrowia matek
- ONZ-owski spór o płeć
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock





