główne PUNKTY

1

Spór o reformę edukacji jest w istocie pytaniem ustrojowym: czy szkoła w III RP ma być narzędziem państwowej polityki czy przestrzenią realizacji konstytucyjnej wolności rodziców i wspólnot.

2

Rodzina ma pierwszeństwo wychowawcze wobec państwa, a jej rola jest zakorzeniona w Konstytucji i prawie naturalnym.

3

Wolność nauczania ma umocowanie konstytucyjne i międzynarodowe, a szkoły wyznaniowe powinny mieć realną autonomię programową.

4

Postulowana autonomia szkół nie może być anarchią – szkoły powinny działać w ramach konstytucyjnego rdzenia wartości i dziedzictwa narodowego.

5

Przywrócenie wolności nauczania wymaga zarówno zmian wewnętrznych, jak i odzyskania suwerenności edukacyjnej.


Poniższy tekst stanowi zapis wystąpienia adwokata Jerzego Kwaśniewskiego, prezesa Instytutu Ordo Iuris, które zostało wygłoszone podczas konferencji zatytułowanej „Chrześcijańska antropologia a współczesne koncepcje wychowawcze”. Wydarzenie zorganizowało Opactwo Benedyktynów w Tyńcu we współpracy z Fundacją Chronić Dobro oraz tynieckimi oblatami.

LINK do wystąpienia

Wprowadzenie: pytanie o szkołę w III Rzeczypospolitej

Pytanie fundamentalne dotyczące szkoły w III Rzeczypospolitej w XXI wieku. Pytanie bardzo aktualne, bo kiedy to samo pytanie, w bardzo podobnej formie, było mi zadawane przez środowisko Ruchu Obrony Szkoły czy Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły w czasie konferencji w sali kolumnowej Sejmu RP półtora roku temu, byliśmy zawieszeni w pewnej abstrakcji.

Dzisiaj ta reforma już się dzieje na naszych oczach, nazywana może bardziej trzeźwo deformą systemu edukacji w wykonaniu pani minister Nowackiej. Ze złych wiadomości – właśnie dzisiaj Sejm przegłosował „Reformę26. Kompas Jutra”. Ale jednocześnie dzieje się coś innego, jednocześnie zaczyna się potężny impuls konstytucyjny, czyli potężny moment konstytucyjny. Debaty na temat zmiany Konstytucji toczą się w Polsce jak nigdy od 1997 roku, a to jest niezbędne. Bez rozmowy o zmianach konstytucyjnych, o zmianach ustrojowych, nie będziemy mogli jednocześnie porozmawiać o głębokiej reformie systemu edukacji. I kiedy mówimy o niezależności szkoły, to ja od razu powiem, jaka będzie teza mojego wystąpienia – Odzyskajmy wolność nauczania. I będę chciał Państwa przekonać, że ta wolność nauczania jest wartością konstytucyjną w dzisiaj obowiązującej ustawie zasadniczej, że wolność nauczania jest wartością w systemie praw człowieka, jaki dzisiaj obowiązuje również Rzeczpospolitą Polską. Wolność nauczania jest także elementem prawa, który jest najgłębiej zanurzony w prawie naturalnym, czyli w funkcji rodziny, a następnie w funkcji wszystkich kolejnych wspólnot, które ta rodzina tworzy, łącznie z narodem jako rodziną rodzin.

Rodzina jako fundament ustroju i edukacji

Zacznę zatem od rodziny. To są pewne truizmy, ale dostrzeżmy to, że system prawa międzynarodowego uznaje (nie konstytuuje, ale uznaje) funkcję rodziny jako pierwotną wobec państwa. Już w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, w art. 16, czytamy, że „rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa oraz jest uprawniona do ochrony ze strony społeczeństwa i państwa”. Rodzina jest zatem już wcześniej, rodzina jest fundamentem. To rodzina tworzy razem z innymi rodzinami naród, państwo i wszystkie wspólnoty wyższego rzędu, wszystkie ciała pośredniczące. Gdzie zatem w naszej Konstytucji odnajdujemy definicję rodziny? Nie w prawach i wolnościach obywatelskich. Rodzina czy stworzenie rodziny to nie jest prawo obywateli. Rodzina jest elementem ustroju Rzeczypospolitej, bo definicja rodziny znajduje się w pierwszym rozdziale Konstytucji w art. 18. A jaki tytuł nosi pierwszy rozdział? „Rzeczpospolita”. Tam widzimy, że Rzeczpospolita to taka struktura, w której mamy gminy, powiaty, województwa, są też tam związki zawodowe, są pewne inne instytucje, które kreują Rzeczpospolitą. I co wśród tych instytucji odnajdujemy? Odnajdujemy rodzinę. Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo, są pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej – art. 18. A zatem ta rodzina, macierzyństwo, rodzicielstwo i małżeństwo są elementem ustroju Rzeczypospolitej. Dlaczego? Bo one są pierwotne. Rzeczpospolita z nich wyrasta. A to jest ważne, żeby dodać do tego, że państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny – to jest art. 71. I cały konglomerat tych norm – od systemu praw człowieka można byłoby wchodzić głębiej, bo to, co w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka czytałem, potem znajduje się we wszystkich paktach i we wszystkich konwencjach międzynarodowych – ale to, co jest też w polskiej Konstytucji, to jest zupełny fundament. Od tego zaczynamy, jeżeli mówimy o edukacji.

Pierwszeństwo rodziców w wychowaniu – konstytucyjny model

W czyje ręce powierzona jest edukacja? Nie w ręce szkoły, nie w ręce nauczyciela, ale przez Stwórcę jest powierzona rodzicom. Dlaczego mówię, że przez Stwórcę? Bo to ma znaczenie konstytucyjne. Dlaczego Konstytucja uznaje pierwszeństwo rodziny, pierwszeństwo wychowawcze? Dlatego, że Konstytucja uznaje zastaną sytuację. Ustrojodawca przychodzi do takiego narodu i do takiego społeczeństwa, w którym wychowanie i edukacja spoczęły już w rękach rodziny, bo tam pierwotnie spoczywają. I ustrojodawca, który jest ustrojodawcą nierewolucyjnym, tylko racjonalnym, mówi: rozpoznajemy tę prawdę. Rodzina ma pierwszeństwo wychowawcze i to jest art. 48 naszego ustroju, naszej Konstytucji – „rodzice mają prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”. I to trzeba uzupełnić o art. 53 ust. 3 – „rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnego ze swoimi przekonaniami”. Do tego dodajemy oczywiście prawo do prowadzenia szkół wyznaniowych.

A zatem cały ten ustrój kształcenia jest ustrojem, w którym pierwotnie wychowanie, edukacja i kształcenie są powierzone rodzicom. Następnie rodzice mogą (i to Konstytucja rozpoznaje) złożyć, delegować to zadanie w ręce wspólnot wyższego rzędu, np. wspólnoty szkolnej. I teraz, jeżeli tak rozpoznamy tę strukturę, to czym jest rząd, który próbuje nam narzucić edukację? Czym jest rząd, który mówi: ja zdecyduję, jakie zajęcia obowiązkowo będą oferowane waszym dzieciom. Ja zdecyduję, jak będą kształtowane w obszarze rozwoju psychoseksualnego. Ja zdecyduję, jak będą wychowywane. Ja zdecyduję, jaki model antropologiczny będzie fundamentem kształcenia i wychowania dzieci w Polsce. Taki rząd jest bezprawnym uzurpatorem, który łamie Konstytucję, który łamie system praw człowieka i który narusza prawo naturalne.

I pamiętam też takie rozmowy w Narodowej Radzie Rozwoju, u Pana Prezydenta, chyba jeszcze w zeszłym roku, czy na początku tego roku, kiedy rząd zaczął te gwałtowne ataki na religię i na katechezę szkolną, i padało pytanie, czy to jest niekonstytucyjne. Ja wtedy od razu mówiłem: tak, to jest oczywiście niekonstytucyjne. Skąd się bowiem bierze ta wrażliwość Konstytucji na nasze prawo do wychowywania dzieci? Ponieważ Konstytucja szanuje nasze pragnienie zbawienia naszych dzieci. My chcemy dla naszych dzieci zbawienia. I jako katolicy pragniemy ich religijnego wykształcenia. I możemy im je dać sami, albo możemy powierzyć nasze dzieci szkole. I Konstytucja, w katolickim państwie, rozpoznaje to pragnienie rodziców. Nie tylko zresztą katolików. Rozpoznaje to pragnienie i mówi: tak, skoro tego pragniecie, macie to prawo, ono jest naturalne.

Wolność nauczania a Konkordat i hierarchia źródeł prawa

I dlatego zapewnia nie tylko wolność nauczania, to jest art. 73, ale dostrzega chociażby w Konkordacie, jasną zasadę: „Kościół katolicki ma prawo zakładać i prowadzić placówki oświatowe i wychowawcze, w tym przedszkola oraz szkoły wszystkich rodzajów, zgodnie z przepisami prawa kanonicznego i na zasadach określonych przez odpowiednie ustawy”, ale również zapewnia, że szkoły publiczne będą organizować katechezę w szkołach. Organizować. Takie pojęcie się pojawia w Konkordacie. A jaka jest rola Konkordatu? Konkordat jako ratyfikowana umowa międzynarodowa jest ponad jakąkolwiek ustawą w Polsce. Tak wygląda konstytucyjna hierarchia źródeł prawa. Mamy Konstytucję, ratyfikowane przez Sejm umowy międzynarodowe, ustawy, rozporządzenia, jako źródła powszechnie obowiązującego prawa. A zatem Konkordat jest źródłem uprawnień dla nas jako rodziców, dla nas jako organizatorów szkół katolickich, dla nas, czyli całego społeczeństwa i dla nas, jeżeli pełnimy jakiekolwiek funkcje publiczne i mamy zarządzać tym systemem, jest dla nas wszystkich obowiązujący. Więc z jednej strony rząd jest zobowiązany do tego, żeby zapewnić w szkołach publicznych, że będą tam zorganizowane lekcje religii. Nie, że pozwoli się Kościołowi, żeby sobie je zorganizował. Nie. To państwo w szkołach publicznych ma zorganizować lekcje religii, jedynie powierzyć program nauczania i wybór nauczycieli Kościołowi. Ale cały ciężar, włącznie z finansowaniem, leży po stronie państwa i to jest zasada konkordatowa, wywodzona wprost z normy konstytucyjnej. Ale dalej patrząc, państwo mówi: Kościół katolicki ma prawo zakładać i prowadzić placówki oświatowe. A co to znaczy, jeżeli do tego dodamy jeszcze wszystkie normy prawa międzynarodowego czy konstytucyjnego, gdzie mówimy o wolności nauczania? Co to znaczy prowadzić, ale realizować program narzucony przez rząd? To nie jest jeszcze wolność nauczania. Jaka jest funkcja tego prawa do prowadzenia swoich szkół?

Centralizacja programu nauczania – problem monopolu państwa

Funkcja jest taka, że w tych szkołach będziemy realizować nasz program, ponieważ to rodzice decydują, gdzie posyłają dzieci. Państwo rozpoznaje wolność rodziców w delegowaniu tej misji edukacyjnej na szkołę, ale następnie państwo też rozpoznaje, że żeby to było możliwe, ta szkoła musi być autonomiczna. Musi istnieć wolność nauczania w rozumieniu o wiele szerszym, w rozumieniu dotyczącym także kształtowania programu szkoły. A tego dzisiaj nie mamy. I w pewnym sensie godzimy się, już od bardzo wielu lat, na powolny rozkład wolności nauczania. Z roku na rok, bez względu na to, kto rządzi, następuje coraz większa centralizacja programu nauczania w Polsce.

Coraz większa część programu nauczania jest ściśle określona na poziomie rządowym. Co więcej, nawet nie na poziomie ustawy, tylko na poziomie rozporządzeń. W związku z czym nie mamy nawet debaty sejmowej, kiedy półtora roku temu, dwa lata temu, rząd zaczął cięcie programowe pod szumnym hasłem odciążenia podstawy programowej, gdzie najpierw troszeczkę odciążono, a potem dodano parę przedmiotów, na które zrobiono w ten sposób miejsce, czy wtedy, kiedy wycinano klasyków z polskiej historii literatury, kiedy ograniczano program historii, ale także, dla przykładu, pamiętam, że w programie biologii, w pierwotnych propozycjach cięć zabrakło informacji o tym, że w fotosyntezie potrzebny jest dwutlenek węgla. Tam było więcej takich zabawnych kwiatków. Ja czytając to zastanawiałem się, czy to naprawdę była pomyłka, czy jednak coś za tym stało.

Ale nie jesteśmy w stanie zrealizować tej wolności szkolnej i autonomii naszych szkół, jeżeli pozwolimy na to, żeby rząd utrzymał monopol programowy. Bo wtedy bez względu na to, czy my będziemy w szkole wyznaniowej, w szkole katolickiej czy będziemy w szkole prywatnej, społecznej, publicznej (z samorządowym organem założycielskim czy prywatnym), czy będziemy w edukacji domowej, zawsze będziemy poddani wymogom programowym państwa, a na straży tego, że będziemy realizować te wymogi programowe w większym stopniu niż egzaminy roczne w wypadku edukacji domowej, stać będą egzaminy ósmoklasisty warunkujące wejście do liceów, a jeszcze bardziej matura stanowiąca jednocześnie przepustkę na studia wyższe. I jedne i drugie oczywiście ujęte w formie testów, w formie standaryzacji, w formie, która wymusza pewnego rodzaju specyficzne podejście do procesu nauczania.

Co w takim razie powinniśmy postulować w to miejsce? W to miejsce powinniśmy postulować wolność nauczania, która powinna zostać przywrócona. Wolność nauczania, która oznaczałaby realną autonomię szkoły, autonomię programową. I wtedy możemy sobie zadać pytanie: dobrze, ale czy autonomia programowa oznacza całkowitą wolną amerykankę? Czy to oznacza, że każda szkoła będzie mogła sobie uczyć, czego jej się żywnie podoba?

Autonomia programowa – czy oznacza dowolność?

Nie. Przyjrzyjmy się Konstytucji. Zobaczmy, jaki jest model w Konstytucji z 1997 roku (pamiętajmy, to nie jest wymarzone dziecko katolików, którzy dzisiaj upominają się o tą wolność nauczania). „My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku”. I dalej jest: „ustanawiamy tę Konstytucję”.

O Preambule często się mówi z pewną pogardą, że to nie jest źródło normatywne, ale Preambuła jest co najmniej filtrem interpretacyjnym, co najmniej daje wytyczne do tego, jak odczytywać cały akt. Już w tej Preambule czytamy, że odrzuciliśmy relatywizm – istnieją wartości obiektywne: prawda, sprawiedliwość, dobro i piękno. I uznajemy, że one nie są tylko i wyłącznie zawieszone w Objawieniu, tylko że możemy je rozeznać zdrowym rozumem ludzkim. Możemy do nich dotrzeć, bez względu na to, czy podzielamy wiarę, czy nie. One istnieją. A więc skoro Konstytucja je rozpoznaje i czyni je punktem odniesienia w pierwszych zdaniach, to one muszą być fundamentem edukacji i kształcenia. Prawda, sprawiedliwość, dobro i piękno. I rząd próbuje teraz mówić jeszcze o wychowaniu obywatelskim, edukacji obywatelskiej, która jest narzucana szkołom. Edukacji obywatelskiej, którą można sprowadzić tak naprawdę do trzech pojęć: partycypacja, klimatyzm, Europa czy inkluzja, klimatyzm, Europa.

Tymczasem, jaką my mamy zasadę edukacji obywatelskiej w Konstytucji? Dobro wspólne: Polska. Dobro wspólne, które jest tak podstawowym pojęciem z punktu widzenia edukacji obywatelskiej, że właściwie każdy Europejczyk żyjący w cywilizacji zachodniej i łacińskiej powinien być uczony czym jest dobro wspólne, że to nie jest suma dóbr indywidualnych, że jest to stworzenie przez wspólnotę optymalnych warunków aktualizacji pełnego potencjału człowieka we wspólnocie, poprzez wspólnotę. Nie bez powodu też art. 1. Konstytucji mówi o tym, że Rzeczpospolita jest dobrym wspólnym wszystkich jej obywateli. To nie jest tylko stwierdzenie, że to jest własność wspólna, jak to czasami zresztą bywa odczytywane przez konstytucjonalistów. Całkowicie świadomie jest to nawiązanie do tradycji politycznej Christianitas. Ale to nie wszystko.

W dalszej części Preambuły, którą już przeczytałem, widzimy jedyną konstytucyjną wytyczną. Jedyną dotyczącą treści nauczania. W całej Konstytucji nie mamy nic więcej na temat treści nauczania, poza tym jednym zdaniem w Preambule. Do czego jesteśmy zobowiązani? „Zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku Rzeczypospolitej”. Cała Konstytucja Rzeczypospolitej zawiera tylko to jedno zdanie dotyczące treści nauczania. Więc jeżeli Pani Minister Nowacka wykreśla klasyków z kanonu lektur, usuwa podstawowe informacje o formacyjnych wydarzeniach historycznych dla kształcenia patriotycznego, to jak to się ma do jedynego zobowiązania, które na niej ciąży jako na ministrze konstytucyjnym tego rządu? Skoro jest zobowiązana, aby przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne i Konstytucja jeszcze podpowiada, żeby nie było wątpliwości, co jest cenne – kultura zakorzeniona w chrześcijańskim dziedzictwie narodu.

To jest fundament edukacji, więc jeżeli my mówimy o wolności nauczania i mówimy o wierności Konstytucji, to musimy pamiętać, że ta wolność nauczania musi jeszcze zawierać w sobie rdzeń wspólny. Czyli, oczywiście, każda szkoła powinna być autonomiczna w kształceniu. Szkoły katolickie powinny mieć przywrócone prawo wolności nauczania, gdzie mogłyby ustanowić swoją własną podstawę programową. Ale bez względu na to, czy jesteś szkołą katolicką, czy szkołą innego związku wyznaniowego, szkołą laicką, szkołą, która będzie afirmować nawet ateizm, spoczywa na tobie obowiązek konstytucyjny przekazania przyszłym pokoleniom wszystkiego, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku, z wdzięcznością za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie narodu. Bo to jest prawda, a prawda jest obiektywna. I nasze dzieci, kolejne pokolenia Polaków, mają do tej prawdy po prostu prawo. Wszystkie inne normy konstytucyjne są wyłącznie wykonawcze wobec tych zasad. Art. 5 mówi o tym, że Rzeczpospolita Polska strzeże dziedzictwa narodowego. To już jest tylko kwestia wykonawcza. A art. 72 mówi o tym, że każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dzieci przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją. Już chyba nie ulega wątpliwości po samej Preambule, że nie wolno dzieci w tej szkole demoralizować, ale jeszcze art. 72 nam przypomina, że każdy ma prawo żądać ochrony dziecka przed demoralizacją.

Demoralizacja i spór o antropologię w edukacji

I tu prosta odpowiedź, jak ocenić rząd, który demoralizację czyni obligatoryjną. Bo wprowadza do programu nauczania przedmiot, który zbudowany jest na wytycznych WHO, w których to wytycznych pojawia się przywołanie praw seksualnych i reprodukcyjnych napisanych przez Planned Parenthood, gdzie w normie czwartej tychże praw czytamy, że człowiek to jednostka uprawniona do czerpania przyjemności z własnej seksualności. Czyli, jak jest zdefiniowany człowiek? Człowiek jest zdefiniowany przez czerpanie przyjemności z własnej seksualności i to jest jego podstawowe prawo – jedyne. Mówiliśmy o pewnych błędach antropologicznych, ale już dalej nie da się pójść w takim zdefiniowaniu człowieka.

A zatem, jeżeli mówimy o autonomii szkół, to mówimy o postulacie, który jest postulatem ustrojowym, ja bym powiedział, ten postulat wynika z już obowiązującej Konstytucji, tyle tylko, że od 1997 roku nie był realizowany. Nie realizowano takiego formatu autonomii szkół i wolności nauczania, w których poza ściśle zdefiniowanym konstytucyjnie trzonem edukacyjnym, gdzie mamy obronę tysiącletniego dorobku, dziedzictwa zakorzenionego w chrześcijańskiej spuściźnie narodu, wszystko inne jest oddane wspólnocie szkolnej. I oczywiście gmina jako organ założycielski może w swoich szkołach ustanowić jakiś program, Kościół, w szkołach katolickich może zaproponować pewien program, stowarzyszenia prowadzące szkoły mogą zaproponować pewien program, a rodzicom powinna być dana wolność w wyborze pomiędzy tymi szkołami. Dopiero wtedy jest wolność, bo dopiero wtedy my mamy pomiędzy czym wybierać. Na straży tego stoi także Konkordat, o czym wspomniałem. I znowu, normy Konkordatu są, w mojej głębokiej ocenie, do dzisiaj niezrealizowane. Bo, co z tego, że Konkordat daje Kościołowi katolickiemu prawo zakładania i prowadzenia placówek oświatowych i wychowawczych, w tym przedszkoli, szkół, wszystkich rodzajów, skoro nie daje mu prawa wyposażenia tych placówek w program katolicki, bo taka placówka musi realizować program narzucony przez minister Nowacką. To oczywiście jest w sposób jednoznaczny sprzeczny z zasadami konstytucyjnymi. Ale co się dzieje dzisiaj?

Reforma 26 i „profil absolwenta” – nowy model człowieka

Otóż w dniu przegłosowania „Reformy26. Kompas Jutra” warto spojrzeć, czym jest ta reforma i trzeba ją czytać łącznie z reformami wykonywanymi w systemie edukacji od dwóch lat, a szerzej z reformami, które sięgają jeszcze dalej, jeszcze głębiej. które realizują pewien model przekształcenia systemu oświaty. Takim symbolicznym elementem charakterystycznym jest tzw. profil absolwenta i absolwentki. I to już jest taki idealizm w działaniu, czyli tworzymy pewnego człowieka, którego chcemy mieć. Najpierw sobie opiszemy człowieka, a teraz tego człowieka chcemy wykuć. Nie pracujemy z człowiekiem. My sobie go wymyśliliśmy. Dr Górecki, z którym rozmawiałem, który był dzisiaj cytowany i bardzo wiele razy w ostatnich tygodniach wypowiadał się na te tematy, zwraca uwagę, że w dokumencie tym są takie pojęcia jak: prawda, sprawiedliwość, solidarność i dobro. Tyle, że prawda jest tam tylko i wyłącznie komentowana w kontekście walki z fake newsami i pseudonaukowymi mitami.

Ale, co to znaczy, gdyby głębiej się temu przyjrzeć? Oznacza to, że istnieje jakiś publiczny weryfikator, który nam mówi, co jest prawdą, że prawda sięga tylko tak dalece, jak dalece dajemy komuś prawo do jej ustalenia. To nie jest poszukiwanie prawdy. To jest wyposażenie jakiegoś niezależnego rządowego podmiotu do ustalenia prawdy i do ustalenia tego, czym jest fałsz. Zresztą dzisiaj też przegłosowano ustawę, która otwiera drogę do cenzurowania Internetu w oparciu o decyzję urzędnika rządowego, który będzie decydował, co jest prawdą, co jest fałszem, to jest wszystko spójne. Sprawiedliwość, o której jest mowa w dokumentach towarzyszących profilowi absolwenta, jest zdefiniowana jako równość dostępu do zasobów edukacyjnych. Solidarność to kultura pracy zespołowej, przy zróżnicowanych potrzebach edukacyjnych, czyli, innymi słowy, edukacja włączająca. A dobro, o którym mowa, jest zdefiniowane jako życzliwe otwarcie na drugiego człowieka i całą rzeczywistość, wykazywanie zrozumienia dla innych i gotowość wczucia się w cudzą sytuację i niesienia pomocy oraz niewyrządzania krzywdy.

To oczywiście jest otwarcie na relatywizm. To jest otwarcie na kształtowanie tzw. dobrostanu, który zresztą przywołany jest w dokumentach towarzyszących „Reformie26. Kompasowi Jutra”, jako podstawowa, fundamentalna wartość edukacji, czyli zadbanie o dobrostan ucznia. To charakterystyczne, że w uzasadnieniu tej reformy czytamy wprost stwierdzenie, że edukacja w Polsce, w świetle standardów międzynarodowych, jest na wysokim poziomie. I że to nie dbanie o podniesienie standardu edukacji uzasadnia przeprowadzenie reformy. Reforma ma być uzasadniona zadbaniem o wyższy poziom dobrostanu uczniów. Czyli szkoła ma stać się przestrzenią dbania o dobrostan. Niepokojące w tym jest jeszcze jedno. My mówimy teraz o wolności nauczania i o postulacie wolności nauczania szkół.

Wzmocnienie nadzoru zamiast wolności

Tymczasem w „Reformie26” zdejmuje się z kuratoriów obowiązek opiniowania arkuszy organizacyjnych, ale doskonale wiemy, że to nie był poważny problem, bo doświadczeni dyrektorzy wiedzieli, że przed końcem roku szkolnego przedstawia się arkusze, potem się je modyfikuje zależnie od praktyki potrzebnej w szkole. Ale dlaczego ten obowiązek jest zdjęty? Bo to zajmowało znaczną część czasu pracy kuratorów. A teraz kuratorom daje się nowy instrument do ręki, możliwość tworzenia własnych narzędzi nadzoru pedagogicznego i publikowania ich na platformie. Czyli ten wolny czas w kuratoriach ma zostać poświęcony na intensyfikację ewaluacji zewnętrznej i na intensyfikację nadzoru nad szkołami. W imię wolności, o której bardzo dużo się mówi w czasie tej reformy, tak naprawdę prowadzimy do zacieśnienia instrumentów nadzoru i kontroli. Zupełnie na marginesie, takie rzeczy jak likwidacja kanonu lektur w klasach 1-6, w klasach 7-8, jeżeli dobrze pamiętam, trzy fragmenty, trzech lektur mają być jako obowiązkowe, cała reszta ma być wybierana właściwie dowolnie, bez żadnego kanonu dla uczniów.

Wyzwanie ustrojowe: przywrócenie wolności nauczania

Co w takim razie trzeba zrobić? Po pierwsze, z tą reformą trzeba będzie się uporać. Ja gorąco liczę na to, że Pan Prezydent zawetuje tę ustawę. Ale to jest tylko jeden krok. Kolejnym krokiem jest zawalczenie o wolność nauczania wszystkich szkół. A to jest już wyzwanie niezwykle poważne, bo to jest wyzwanie, które oznacza tak naprawdę reformę całego systemu edukacji w duchu konstytucyjnym, ale jednak reformę, w której każda szkoła czy każda grupa szkół musiałaby podjąć wysiłek przygotowania własnego programu. To jest niezwykle poważne wyzwanie na lata. Jest ostatnia przeszkoda, o której muszę powiedzieć – tą przeszkodą jest Unia Europejska. Bo mówimy cały czas o tym wszystkim tak, jakbyśmy byli oderwani, zawieszeni w systemie konstytucyjnym, ustawowym, być może w systemie praw człowieka. Tymczasem Polska w przeciągu ostatnich 25 lat oddała swoją suwerenność edukacyjną poza traktatowo.

Bo traktaty o Unii Europejskiej nie zawierają takiego obowiązku, żebyśmy przekazali naszą suwerenność w obszarze edukacji Unii Europejskiej. Powstanie w ostatnich latach, z ostatecznymi decyzjami w latach 2017-2018 Europejskiego Obszaru Edukacyjnego, który właśnie teraz wchodzi w życie, czyli powstanie ustandaryzowania całego procesu edukacji, ustandaryzowania systemu egzaminacyjnego, zmierzające do ustandaryzowania całego systemu edukacji aż do edukacji wyższej. To jest efekt postępujących decyzji kolejnych rządów, bez jednego wyjątku, wszystkich rządów w Polsce. Każdy z tych rządów wyprzedawał suwerenność w obszarze edukacji w zamian za dotacje. W zamian za miliardy w systemach dofinansowania, w tym miliardy na edukację włączającą w ostatnich latach, za miliardy w ramach systemu Erasmus godzono się na kolejne odcinanie samodzielności decydowania polskiego rządu o polskiej edukacji.

Jeżeli my mówimy o chęci wybicia się na niezależność, czyli stworzenia dobrego systemu edukacji, który, po pierwsze, pozwoli naszym dzieciom kształtować się na ludzi, jak dzisiaj mówiliśmy, ale też osiągać efekty tego nauczania, które będą dawały im istotną przewagę w konkurencji z coraz bardziej sypiącym się systemem oświaty i edukacji na Zachodzie, to musimy wybić się również na suwerenność edukacyjną. To nie jest tylko i wyłącznie kwestia decyzji polskiego rządu.

Postulat: suwerenność i konstytucyjna reforma systemu

To jest kwestia postawienia jasnego „Nie pozwalam” w relacjach z Unią Europejską. I doskonale zdajemy sobie sprawę i rząd, który przyjdzie, musi sobie zdawać z tego sprawę, że to będzie oznaczało prawdopodobnie miliardy mniej na system edukacji, ponieważ Unia Europejska nie pozwoli na ten poziom samodzielności.

Oczywiście przy kolejnych państwach, które zdają sobie z tego sprawę, jak Węgry, które już częściowo opuściły ten system, może się okazać, że po prostu powstanie druga grupa państw w ramach Unii Europejskiej, które stworzą alternatywny, bardziej elastyczny system. Ale wiemy doskonale, że to, co robią polskie rządy, to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości był gotów wprowadzić najbardziej radykalne rozwiązania edukacji włączającej i taki projekt ustawy został w ostatnim momencie zatrzymany, to były efekty właśnie tych miliardów, które miały płynąć do Polski z Unii Europejskiej na reformę systemu. Przed nami zatem jasny postulat – przywrócenie wolności nauczania zgodnie z modelem konstytucyjnym, przywrócenie suwerenności edukacyjnej i powstrzymanie reformy, która jest teraz w toku, a która szkołę niszczy.

Jedna rzecz, która jest po prostu obietnicą ze strony Instytutu Ordo Iuris dla tych szkół, które już dzisiaj chcą wprowadzać te elementy niezależności. Państwo macie takie prawo konstytucyjne. Ono jest konstytucyjne, ono wam bezpośrednio przysługuje. W szczególności mówię o szkołach katolickich, bo tutaj to prawo jest jeszcze umocnione Konkordatem. I jeżeli w waszych szkołach odrzucicie demoralizujące programy, które będą wprowadzane obligatoryjnie, rząd oczywiście tego nie daruje i rozpocznie prześladowania tych szkół. A my oczywiście będziemy stali po waszej stronie i będziemy, do sądów czy do Trybunału Konstytucyjnego, po waszej stronie cały czas iść, tak że tutaj macie z naszej strony pełną gwarancję wsparcia prawnego. Ale to nie będzie łatwa droga.

Bo jeżeli w przyszłym roku, zgodnie z zapowiedziami rządu, edukacja zdrowotna stanie się obligatoryjna za karę za to, że większość rodziców ją odrzuciło we wrześniu 2025 r., to będzie to oznaczało, że szkoły, które nie będą chciały edukacji zdrowotnej wprowadzić, będą się spotykały z kontrolą i będą się spotykały z bardzo poważnymi ryzykami prawnymi ze strony kuratoriów i ze strony ministerstwa. Będziemy po waszej stronie. Ale jeżeli będziecie chcieli wprowadzać odstępstwa od programu narzuconego przez rząd, również będziemy stali po waszej stronie, a to dlatego, że Konkordat w szczególności szkołom wyznaniowym daje jeszcze jedno prawo: „w realizowaniu minimum programowego przedmiotów obowiązkowych i wystawianiu druków urzędowych szkoły podlegają prawu polskiemu”. Tam jest mowa o minimum programowym.

Jeżeli dzisiaj nie ma minimum programowego, a „Reforma.26” likwiduje minimum programowe, jakkolwiek niedefiniowane, to będziemy stali po Państwa stronie, żeby wykazać, że macie realną wolność nauczania już dzisiaj. Zaczynamy czas chaosu i to nie jest pozytywny wniosek. Zaczynamy czas chaosu, w którym szkoły będą jednym z kolejnych obszarów wojny o nasze dzieci. Mam nadzieję, że ten chaos nie potrwa długo i mam nadzieję, że nasze wsparcie dla państwa pozwoli nam, możliwie szybko, znowu cieszyć się realną wolnością nauczania w naszych szkołach.

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris.

Przeczytaj też:

Źródło zdjęcia okładkowego: Ordo Iuris

Wesprzyj nas

Czytaj więcej

Odzyskajmy wolność nauczania. Konstytucyjny spór o przyszłość polskiej szkoły
19 lutego 2026

Odzyskajmy wolność nauczania. Konstytucyjny spór o przyszłość polskiej szkoły

W cieniu „Reformy 26” powraca fundamentalne pytanie o to, kto…

Zmęczeni seksem. Co się stało z rewolucją seksualną?
16 stycznia 2026

Zmęczeni seksem. Co się stało z rewolucją seksualną?

Przekonanie współczesności: że można wybierać np. tylko przyjemność, tylko intymność…

Wielka feminizacja Zachodu u źródeł wokeizmu – jak temu zaradzić?
31 grudnia 2025

Wielka feminizacja Zachodu u źródeł wokeizmu – jak temu zaradzić?

„Wokeizm nie jest ani nową ideologią, ani pochodną marksizmu, ani…

Równość – nie identyczność. Między ideologią a rzeczywistością: co dane mówią o sytuacji kobiet i mężczyzn?
31 października 2025

Równość – nie identyczność. Między ideologią a rzeczywistością: co dane mówią o sytuacji kobiet i mężczyzn?

Społeczeństwo to złożony system, w którym kobiety i mężczyźni pełnią…

Dlaczego najlepszym prezentem, jaki możesz dać swojemu dziecku, jest rodzeństwo?
24 października 2025

Dlaczego najlepszym prezentem, jaki możesz dać swojemu dziecku, jest rodzeństwo?

Coraz więcej badań wskazuje, że dzieci wychowywane z rodzeństwem rozwijają…

Pozorna równość, realna destrukcja. O konsekwencjach instytucjonalizacji związków nieformalnych
17 października 2025

Pozorna równość, realna destrukcja. O konsekwencjach instytucjonalizacji związków nieformalnych

Ustawa jest pierwszym krokiem na drodze do stopniowego wprowadzenia w…