główne PUNKTY
1
Współczesny kryzys psychiczny młodych ludzi ma charakter antropologiczny, a nie jedynie organizacyjny czy terapeutyczny. Jego źródłem jest oderwanie wychowania od pełnej prawdy o człowieku, który z natury jest istotą transcendentną, otwartą na Boga i tylko w relacji z Nim zdolną do osiągnięcia autentycznego sensu istnienia.
2
Psychologia i psychiatria, które abstrahują od tej prawdy, mogą co najwyżej łagodzić objawy cierpienia, nie są jednak w stanie dotrzeć do jego przyczyn, gdyż operują na radykalnie zredukowanym obrazie człowieka.
3
Liczne badania empiryczne potwierdzają, że religijność jest istotnym czynnikiem ochronnym dla zdrowia psychicznego, korelującym z niższymi wskaźnikami depresji, lęku i myśli samobójczych oraz wyższym poczuciem sensu życia i odpornością psychiczną.
4
Zastępowanie wymiaru religijnego programami psychologicznymi, warsztatami uważności i zajęciami „wellbeingowymi” oznacza oferowanie narzędzi tam, gdzie potrzebny jest fundament – to jest pełna i nieredukowalna prawda o człowieku.

Kryzys psychiczny młodych ludzi i fałszywe diagnozy
Polska szkoła przeżywa głęboki kryzys. Nie jest to jednak tylko kryzys programowy w sensie doboru lektur czy metod dydaktycznych – to kryzys antropologiczny. Młodzi ludzie coraz częściej zmagają się z depresją, lękiem, poczuciem bezsensowności istnienia, myślami samobójczymi[1]. Odpowiedzią instytucjonalną jest mnożenie godzin z psychologiem szkolnym, wprowadzanie programów „dobrostanu”, a jednocześnie – jak w przypadku decyzji minister edukacji Barbary Nowackiej – ograniczanie wymiaru lekcji religii do jednej godziny tygodniowo i deprecjonowanie ich roli wśród innych przedmiotów szkolnych. Tymczasem zarówno klasyczna antropologia filozoficzna, jak i – co znamienne – coraz liczniejsze badania empiryczne, wskazują, że ta droga prowadzi dokładnie w przeciwnym kierunku od zamierzonego.
Celem niniejszego tekstu nie jest bezkrytyczne fetyszyzowanie badań statystycznych jako ostatecznego kryterium prawdy o człowieku – byłoby to kapitulacją przed tym samym pozytywistycznym redukcjonizmem, który stanowi część problemu. Celem jest wykazanie, że nawet na poziomie empirycznym, który jest dziś szczególnie ceniony w debacie publicznej, potwierdzają się intuicje klasycznej, realistycznej antropologii: człowiek jest istotą transcendentną i tylko zakorzenienie w religii może mu zapewnić autentyczny sens istnienia oraz psychiczną odporność na wyzwania życia.
Klasyczna antropologia realistyczna – człowiek jako animal rationale et religiosum
Zanim sięgniemy po dane empiryczne, należy osadzić problem w należytych ramach filozoficznych. Klasyczna antropologia realistyczna, wywodząca się od Arystotelesa i rozwinięta przez Tomasza z Akwinu, ujmuje człowieka jako jedność substancjalną ciała i duszy – compositum humanum. Dusza nie jest dla tej tradycji fantazmatem religijnym ani metaforą poetycką, lecz zasadą życia, formą ciała, tym, co sprawia, że człowiek jest człowiekiem, a nie jedynie bardziej złożonym organizmem biologicznym. Jak pisał Akwinata, anima est forma corporis – dusza jest formą ciała, a zatem wszelka teoria człowieka, która abstrahuje od duszy, nie opisuje człowieka, lecz jakąś jego karykaturę.
Ta perspektywa ma bezpośrednie konsekwencje dla rozumienia zdrowia psychicznego. Psychika – psyche – to po grecku właśnie dusza. Psychologia, która wyrzeka się duszy, staje się – jak celnie zauważył Viktor Frankl – nauką o cieniu bez badania tego, co cień rzuca. Frankl wykazał na podstawie doświadczenia granicznego, że człowiek może przetrwać niemal wszystko, jeśli ma dla czego żyć. Brak sensu – a nie brak komfortu czy brak narzędzi terapeutycznych – jest według niego pierwotną przyczyną cierpienia psychicznego w świecie zachodnim. Nazwał ten stan „egzystencjalną próżnią” i wskazał, że wypełnić ją może jedynie odniesienie do wartości transcendentnych, ostatecznie – do Boga.
Podobnie Karol Wojtyła w „Osobie i czynie” oraz późniejszych pracach antropologicznych podkreślał, że człowiek jest osobą, czyli bytem, który nie zamyka się w immanencji, lecz ze swej natury jest skierowany ku transcendencji. Samostanowienie, które jest istotą osoby, nie może być realizowane w oderwaniu od prawdy o człowieku – a ta prawda ma wymiar ostatecznie teologiczny. Wychowanie, które ignoruje ten wymiar, nie jest wychowaniem neutralnym: jest wychowaniem okaleczonym, amputującym człowiekowi najważniejszy organ orientacji egzystencjalnej.
Czego uczą badania?
Jak wspomniano, badania empiryczne nie są ostatecznym sędzią w kwestiach dotyczących natury ludzkiej. Mogą jednak dostarczyć użytecznych wskazówek, a ich zbieżność z wnioskami klasycznej antropologii jest – przynajmniej heurystycznie – znacząca.
Portal niedziela.pl[2] przytacza wyniki badań wskazujące, że wiara religijna pełni funkcję czynnika ochronnego dla zdrowia psychicznego młodzieży. Osoby wierzące i praktykujące wykazują niższe wskaźniki depresji, lęku oraz zachowań ryzykownych, a wyższe poczucie sensu życia, nadziei i odporności psychicznej. Co istotne, efekt ten nie jest jedynie pochodną przynależności do grupy społecznej – a więc samego faktu posiadania wspólnoty – lecz wiąże się specyficznie z treścią przekonań religijnych, a przede wszystkim z osobistą relacją z Bogiem.
Wyniki te wpisują się w szerszy nurt badań międzynarodowych. Psychiatra i profesor Uniwersytetu Harvarda Tyler Van der Weele, jeden z czołowych światowych badaczy związków religijności i zdrowia, opublikował liczne analizy wykazujące, że regularne uczestnictwo w praktykach religijnych koreluje z niższą śmiertelnością, niższymi wskaźnikami depresji i myśli samobójczych, wyższą satysfakcją z życia oraz lepszymi relacjami społecznymi. W artykule opublikowanym w „JAMA Internal Medicine” (2016), wraz z współpracownikami wykazał, że kobiety uczęszczające na nabożeństwa religijne co najmniej raz w tygodniu miały o 26% niższe ryzyko śmierci w porównaniu z niepraktykującymi – i to po kontroli licznych zmiennych zakłócających. W odniesieniu do zdrowia psychicznego wyniki są jeszcze bardziej wyraźne.
Badania Lissy Rankin, a przede wszystkim prace Harolda Koenigsa z Duke University – autora monumentalnego „Handbook of Religion and Health” – gromadzą tysiące studiów z ostatnich dekad, wskazujących na systematyczny związek religijności z lepszym zdrowiem psychicznym i fizycznym. Koenig zastrzega, że korelacja nie jest tożsama z przyczynowością i że mechanizmy tych zależności są złożone. Niemniej ich kierunek i konsekwencja są trudne do zakwestionowania.
W kontekście polskim warto przywołać prace Centrum Badania Opinii Społecznej oraz analizy socjologów religii takich jak ks. prof. Janusz Mariański, który od dekad dokumentuje związek między religijnością a poczuciem sensu życia wśród polskiej młodzieży. Jego prace pokazują, że erozja praktyk religijnych idzie w parze z narastającą anomią i egzystencjalnym zagubieniem młodego pokolenia.
Dlaczego współczesna psychologia i psychiatria nie wystarczą
Nie chodzi o to, by deprecjonować psychologię czy psychiatrię jako takie. Są to dyscypliny, które mogą przynosić realną pomoc w konkretnych przypadkach zaburzeń i cierpień. Problem pojawia się wtedy, gdy pretendują one do roli całościowej odpowiedzi na ludzkie pytania egzystencjalne, a jednocześnie opierają się na antropologii, która jest – mówiąc wprost – fałszywa lub przynajmniej radykalnie niekompletna.
Nurt psychologii wywodzący się z behawioryzmu Watsona i Skinnera redukuje człowieka do układu bodźców i reakcji. Freudowska psychoanaliza widzi w religii „zbiorową nerwicę obsesyjną” i projekcję nieuświadomionych lęków. Nurt poznawczo-behawioralny (CBT), dziś dominujący w praktyce klinicznej, jest skądinąd przydatny jako technika, ale nie posiada własnej antropologii – pracuje na poziomie „myśli automatycznych” i schematów poznawczych, nie dotykając pytania o sens, cel i przeznaczenie człowieka. Pozytywna psychologia Seligmana zrobiła krok w dobrym kierunku, wprowadzając pojęcie flourishing (rozkwitu), jednak pozbawiona zakorzenienia metafizycznego pozostaje zbiorem technik optymalizacji dobrostanu, a nie drogą do prawdziwego szczęścia w sensie Arystotelesowskiej eudajmonii.
Fundamentalny problem polega na tym, że człowiek pytający „po co żyć?” nie potrzebuje techniki radzenia sobie ze stresem – potrzebuje odpowiedzi. A odpowiedź na pytanie o ostateczny sens może dać tylko religia, bo tylko religia odwołuje się do rzeczywistości przekraczającej doczesny porządek. Jak pisał Pascal w „Myślach”: „W człowieku jest próżnia w kształcie Boga, której żadne stworzenie nie może wypełnić; może ją wypełnić jedynie Bóg sam”. Tę intuicję wiele wieków wcześniej potwierdzał św. Augustyn pisząc: „”iespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. A św. Tomasz mówił o tym, że człowiek ze swej natury jest capax Dei – zdolny do Boga, otwarty na Boga, a w pewnym sensie stworzony dla Boga.
Psychologia oderwana od tej prawdy może co najwyżej łagodzić objawy. Nie może leczyć choroby, bo nie rozpoznaje jej przyczyny.
Szkoła bez Boga – szkoła bez człowieka
Na tym tle decyzja minister Nowackiej o sprowadzeniu lekcji religii do rangi marginalnego przedmiotu jawi się nie tylko jako atak na prawa rodziców i wolność wyznania, lecz przede wszystkim jako akt antropologicznej nieodpowiedzialności. Szkoła, która eliminuje lub marginalizuje wymiar religijny, nie staje się neutralna – staje się szkołą opartą na ukrytym założeniu, że człowiek jest wyłącznie istotą biologiczno-społeczną, że pytania transcendentne są prywatną fantazją, a sens życia można konstruować wedle własnego uznania.
To założenie jest fałszywe. I nie jest fałszywe tylko z punktu widzenia wiary – jest fałszywe z punktu widzenia filozofii, które nie akceptuje tezy, że można arbitralnie redukować człowieka do tego, co mierzalne. Jest też fałszywe z punktu widzenia tych samych badań empirycznych, które środowiska laickie tak chętnie przytaczają jako ostateczny argument w sporach światopoglądowych.
Szkoła, która ogranicza religię, a w zamian proponuje więcej godzin z psychologiem, zajęcia z „uważności”, warsztaty z rozpoznawania emocji i programy „wellbeingowe”, nie rozwiązuje problemu – odracza go i pogłębia. Oferuje narzędzia tam, gdzie potrzebny jest fundament. Uczy radzenia sobie z życiem tam, gdzie potrzebne jest rozumienie życia.
Co więcej, sama „uważność” w wydaniu sekularnym jest de facto wyjałowionym z treści zapożyczeniem z tradycji religijnych, np. z kontemplacyjnej chrześcijańskiej. Gdy pozbawi się ją metafizycznego kontekstu, staje się techniką relaksacyjną, która może być przydatna, ale nie odpowiada na pytanie, ku czemu mamy być uważni i Kto może nam dać prawdziwy spokój ducha.
Zakorzenienie religijne jako warunek zdrowia integralnego
Klasyczna tradycja filozoficzna i teologiczna wskazuje, że człowiek jest zdrowy integralnie wtedy, gdy żyje zgodnie ze swoją naturą, w którą wpisana jest relacja do Boga. Nie jest to przymus zewnętrzny, lecz wewnętrzna struktura osoby ludzkiej. Tak jak ryba jest „zdrowa”, gdy żyje w wodzie, a nie na lądzie, tak człowiek jest „zdrowy” – w pełnym sensie tego słowa – gdy żyje w relacji z Bogiem, który jest źródłem jego istnienia i celem jego dążenia.
Zakorzenienie religijne daje młodemu człowiekowi to, czego żadna technika terapeutyczna dać nie może:
Po pierwsze – sens. Religia odpowiada na pytanie, dlaczego warto żyć, czemu służy cierpienie, co jest ostatecznym celem ludzkich dążeń.
Po drugie – tożsamość. Młody człowiek zakorzeniony w tradycji religijnej wie, kim jest: dzieckiem Bożym, bytem powołanym do miłości i nieśmiertelności. Ta tożsamość jest odporna na kulturowe mody i naciski rówieśnicze, bo nie pochodzi z zewnątrz, lecz z prawdy o człowieku i otaczającym go świecie.
Po trzecie – wspólnotę. Parafia, wspólnota wiary, jest wspólnotą opartą nie na wspólnocie interesów, lecz na wspólnocie ostatecznego powołania. Daje poczucie przynależności, które jest odporne na rozpad, bo nie zależy od koniunktury.
Po czwarte – nadzieję. Nadzieja teologalna – cnota wlana – jest jakościowo inna niż optymizm psychologiczny. Nie jest oceną prawdopodobieństwa pomyślnego scenariusza, lecz pewnym oczekiwaniem dobra ostatecznego, które nie może być odebrane przez żadne okoliczności zewnętrzne. Człowiek z nadzieją jest odporny na ostateczną rozpacz.
Po piąte – moralność. Religia daje klarowne kryterium etyczne, które pozwala unikać zachowań destrukcyjnych – nadużywania substancji psychoaktywnych, ryzykownych zachowań seksualnych, agresji – które są jednymi z głównych czynników ryzyka dla zdrowia psychicznego młodych ludzi.
Potrzeba odważnej prawdy
Polska szkoła potrzebuje dziś nie mniej, lecz więcej rzetelnej edukacji religijnej – takiej, która nie jest katechezą sprowadzoną do mechanicznego przyswajania formuł, lecz wprowadzeniem w pełną prawdę o człowieku: o jego godności, powołaniu, grzechu i odkupieniu. Potrzebuje pedagogów, którzy nie boją się mówić dzieciom, że są stworzone na obraz i podobieństwo Boże, że ich życie ma niepowtarzalny sens i cel, że cierpienie nie jest ostatnim słowem.
Decyzje polityczne ograniczające obecność religii w szkole – motywowane ideologią laicyzmu, a nie troską o dobro uczniów – są krokiem w złym kierunku. Nie zaradzą epidemii depresji wśród młodzieży, bo nie dotykają jej źródła. Nie zastąpi tego żaden program psychologiczny, żadna godzina z „coachem”, żaden arkusz ćwiczeń z uważności.
Człowiek jest istotą religijną nie dlatego, że tak zadekretowały Kościoły ani że tak wykazują badania. Jest nią dlatego, że taka jest jego natura – wypisana przez Stwórcę w jego sercu i potwierdzona przez filozofię w jego strukturze ontycznej. Szkoła, która to ignoruje, nie wychowuje – okalecza. I żadne narzędzia psychologiczne, oderwane od pełni prawdy o człowieku, nie naprawią szkód, które sama wyrządza.
Dr Artur Górecki – dyrektor Centrum Edukacyjnego Ordo Iuris
Przeczytaj też:
- Obowiązkowa religia lub etyka: projekt Ordo Iuris z poparciem większości społeczeństwa. Czas na parlamentarzystów!
- Szkoła pod okupacją. Reformy MEN pod kierownictwem Barbary Nowackiej
- O utracie poczucia sensu edukacji (acedia) i konieczności powrotu do rzeczywistości
[1] Por. https://ordoiuris.pl/cywilizacja/o-utracie-poczucia-sensu-edukacji-acedia-i-koniecznosci-powrotu-do-rzeczywistosci/, dostęp: 22.04.2026.
[2] Zob. https://www.niedziela.pl/artykul/122193/Badania-Wiara-czynnikiem-chroniacym-zdrowie-psychiczne-mlodziezy, dostęp: 22.04.2026.
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock







