główne PUNKTY

1

Zbrodnia w Jedwabnem jest częścią ludobójstwa dokonanego na Polakach w latach 1939–1945 na poziomie fizycznym, biologicznym i kulturowym – zbrodni, dla której do dziś, mimo jej ogromu, nie przyjęto jednego wspólnego imienia.

2

Ofiarom ludobójstwa przysługuje prawo do prawdy: do poznania ich tożsamości, upamiętnienia nazwisk oraz wskazania i nazwania sprawców zgodnie z faktami, a nie z polityczną narracją.

3

Pojęcie ludobójstwa stworzył Polak – prawnik Rafał Lemkin, twórca Konwencji ONZ z 1948 roku – którego polski rodowód i historię próbuje się dziś fałszować.

4

Ograniczanie ekshumacji w Jedwabnem i na Wołyniu uniemożliwia identyfikację ofiar, wskazanie sprawców i godne, zgodne z prawdą upamiętnienie zbrodni ludobójstwa.

5

Autor wzywa do przezwyciężenia „polityki wstydu” i odzyskania dumy z polskiej tożsamości, kultury i wiary jako warunku ostatecznego wyleczenia narodu z traumy ludobójstwa.

 


Tekst na podstawie przemówienia wygłoszonego podczas obchodów 85. rocznicy zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.

Spotkanie w Jedwabnem i toczona tu walka o prawdę znaczą więcej, niż może się wydawać uczestnikom rocznicowych obchodów. Zmagania o prawdę będą bowiem ważyć na pamięci pokoleń, które dopiero nadejdą. Warto unieść wzrok znad samej rocznicy i zapytać szerzej: co oznacza Jedwabne, czym jest walka o prawdę i co znaczy prawda w życiu narodów.

Zbrodnia bez nazwy

Jedwabne jest cząstką zbrodni tak ogromnej, że do dziś nie umiemy jej nazwać. Tak dalece pozbawiono nas pamięci, że dla zbrodni dokonywanej na narodzie polskim od roku 1939 do co najmniej 1945 nie przyjęliśmy nawet jednego, wspólnego imienia. A była to zbrodnia o celu jawnym i wszystkim znanym. Chodziło o to, by wytępić naród polski na każdym poziomie istnienia: fizycznym, biologicznym, w pamięci i w kulturze. Wymazać go z mapy świata. O Jedwabnem trzeba mówić właśnie w tej perspektywie.

Zbrodniarze zamordowali polskich obywateli. Nie pochowano ich; do dziś leżą w dołach śmierci. Zginęli, bo byli obywatelami najechanego państwa. W II Rzeczypospolitej głosowali w polskich wyborach, stawali przed polskimi sądami, sprawowali polskie urzędy, płacili w Polsce podatki, posyłali dzieci do polskich szkół, mówili po polsku. Zginęli jako Polacy. A dziś próbuje się odebrać im polskość, wznieść mur między nimi a resztą narodu. Nie pozwolimy odrzeć ich z godności. O tę godność dzisiaj w tym miejscu walczymy.

Prawo do prawdy

O tych ofiarach nie mówi dziś prawie nikt. Upolityczniono je; ciała rzucone byle jak do dołów śmierci stały się polityczną amunicją. A przecież to ludzie z imienia i nazwiska, często z dokumentami, które polskim obywatelom wystawił polski rząd. To my mamy się o nich upominać.

Wśród praw ofiar ludobójstwa jedno z pierwszych miejsc zajmuje prawo do prawdy. Każda ofiara ma, także pośmiertnie, prawo do tego, by ci, którzy przetrwali, znali prawdę o zbrodni; by umieli nazwać zamordowanych po imieniu; by pamiętano ich nazwiska. I by znani byli sprawcy. Głoszenie prawdy o tożsamości katów jest bowiem także formą upamiętnienia ofiar. Kto kłamie o sprawcach, ten odziera ofiary z godności: na zwłokach leżących w dołach śmierci uprawia politykę i zamyka drogę do prawdy.

Polak, który nazwał ludobójstwo

Dlaczego mówię o ludobójstwie? Bo my, Polacy, mamy szczególny tytuł, by upominać się o godność jego ofiar. Nie tylko dlatego, że ta wielka zbrodnia, z rąk Niemców, Rosjan i Ukraińców, w ciągu kilku tragicznych lat wojny dotknęła polski naród i polskich obywateli: katolików i Żydów. Również dlatego, że to Polak stworzył samo pojęcie ludobójstwa. Polski prawnik nazwał ludobójstwo ludobójstwem. Mało kto dziś w Polsce o tym wie; i tę historię nam odebrano.

Rafał Lemkin, prokurator Sądu Okręgowego w Warszawie, potem warszawski adwokat, polski Żyd, już w latach trzydziestych wołał, że nie wolno zapominać o mordowanych gdzieś w świecie. Przypominał los Ormian, wyrżniętych niespełna dwadzieścia lat wcześniej w Turcji, o których nikt się nie upomniał. Świat milczał. Lemkin domagał się instrumentów prawnych, które pozwolą karać ludobójców i mordujące państwa: na konferencji prawa karnego w Madrycie w 1933 roku proponował uznanie „zbrodni barbarzyństwa”, masowej eksterminacji, oraz „zbrodni wandalizmu”, niszczenia dorobku kultury narodu. Wyśmiano go. Po co komu takie prawo międzynarodowe?

A jednak to on, uchodząc z okupowanej Polski przez Litwę do Szwecji, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych, dokąd dotarł w 1941 roku, by wkrótce zostać doradcą amerykańskiego rządu, opowiedział światu, co dzieje się w okupowanej Polsce. Na podstawie doniesień o losie Polaków pod niemiecką okupacją ukuł pojęcie ludobójstwa – genocide. Gdy 9 grudnia 1948 roku ONZ przyjmowała Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, tę samą, na podstawie której sądzono później zbrodniarzy z Rwandy i Kambodży, przyjmowała konwencję napisaną przez Polaka. Lemkin do końca podkreślał swoją polskość. Świat o nim zapomniał: umierał w 1959 roku w Nowym Jorku w ubóstwie i zapomnieniu.

Historia Lemkina sama padła ofiarą pośmiertnego zakłamania. Ten polski Żyd pełnił wysoki urząd prokuratorski w stolicy II Rzeczypospolitej – to świadectwo, że żydowskich obywateli traktowano na równi z pozostałymi. Następnie prowadził dobrze prosperującą kancelarię przy ulicy Kredytowej w Warszawie. Był prawnikiem tej miary i tego zaufania, że rząd sanacyjny powierzał mu reprezentowanie Polski na międzynarodowych konferencjach prawniczych. Tymczasem w anglojęzycznych biografiach czytamy dziś, że był ofiarą antysemityzmu w II Rzeczypospolitej i że we wrześniu 1939 roku uciekał nie przed Niemcami, lecz przed Polakami. Z jego wspomnień wiemy, jak było naprawdę: ocalał, bo po polskich i litewskich wsiach podawali go sobie z rąk do rąk chłopi, od osady do osady, aż przedostał się do Szwecji. Kłamstwo sięga więc każdego poziomu; na każdym poziomie zamazuje się osiągnięcia Polaków. Walcząc o pamięć Rafała Lemkina, Polaka dumnego ze swojej polskości, przypominamy o godności ofiar ludobójstwa.

Jedwabne i Wołyń

W Jedwabnem mówimy o ofiarach niemieckich nazistów i o kłamstwie wspartym na zakazie dociekania prawdy – na zakazie ekshumacji. W tym samym czasie ogranicza się ekshumacje na Wołyniu, gdzie ludobójstwa na polskiej ludności dokonali ukraińscy nacjonaliści, a Ukraina prowadzi politykę kłamstwa. I znów widać, jak starannie to kłamstwo zbudowano na prowokacji. Stronie polskiej przypisuje się dziś wszczęcie „awantury o Wołyń”, choć jej ostatni epizod zaczął się od nadania ukraińskiej jednostce specjalnej imienia „bohaterów” UPA, winnych ludobójstwa na Żydach i polskich katolikach. Prowokacja celowa i przestudiowana: ma uderzyć w polską pamięć i raz jeszcze stać się narzędziem kłamstwa.

Walcząc o prawdę, walczymy o godność ofiar. Walczymy oczywiście i o dobre imię Polski, bo te ofiary były Polakami. Mają prawo, byśmy poznali ich tożsamość, a nie poznamy jej bez ekshumacji i rzetelnych badań. Mają prawo, by je zidentyfikować, by wszystkie możliwe do ustalenia imiona wypisać na filarach pomnika; by wskazać sprawców i nazwać ich zgodnie z prawdą. Dopiero gdy ciała zostaną wydobyte i godnie pochowane, gdy ofiary odzyskają imiona, a sprawcy zostaną nazwani, będzie można mówić o rozliczeniu. Inaczej trwać będziemy w zawieszeniu.

Prawo do prawdy płynie z wierności wobec własnych obywateli. Nie tylko moralność, ale także prawo, każe widzieć te ofiary i pamięć o nich pod opieką Rzeczypospolitej i naszej wspólnoty narodowej.

Jest skandalem, że rocznicowych obchodów nie można dzisiaj dopełnić na miejscu zbrodni, że nie można pomodlić się nad grobem polskich obywateli. Grobu zresztą nie ma. Jest miejsce kaźni: ogrodzone, obstawione, zabezpieczone przed nami.

Trzy oblicza ludobójstwa

Zbrodnia ludobójstwa w ujęciu Lemkina ma trzy oblicza. Pierwsze to wyniszczenie fizyczne, tak tępiono Polaków w czasie wojny. Drugie to powstrzymanie biologicznego rozwoju narodu: przymusowe aborcje, sterylizacja, stworzenie takich warunków życia, by dzieci przestały się rodzić, by zniechęcić naród do wydawania ich na świat. Ten zamach na przyszłe pokolenia konwencja z 1948 roku wprost uznaje za ludobójstwo. Trzecie oblicze to zniszczenie kultury, bez zabijania ludzi. Genocide znaczy dosłownie: zabicie rodzaju. Lemkin nazywał tę postać zbrodni wandalizmem i zabiegał, by niszczenie kultury narodu wpisać do konwencji; z jej ostatecznego tekstu zapis ten wykreślono, lecz w zamierzeniu twórcy pojęcia „ludobójstwa” pozostał nieodłączną częścią zbrodni. Bo jeżeli ktoś skutecznie wynarodowi wspólnotę, wypłucze ją z tożsamości, zburzy pomniki jej kultury, to lud zniknie, choćby biologicznie jeszcze trwał.

Polska przeszła w ostatnim stuleciu wszystkie stadia ludobójstwa: fizyczne wyniszczenie, biologiczne dławienie kolejnych pokoleń, wreszcie zamach na tożsamość, kulturę i wiarę.

Wyjść z traumy

I trzeba powiedzieć wprost: z tego procesu jeszcze nie wyszliśmy. Wciąż zbieramy owoce ludobójczej polityki. Wciąż dźwigamy skutki polityki antynatalistycznej, powstrzymującej rodzenie się kolejnych Polaków. Wciąż zmagamy się z polityką wstydu. Wstydu za własną kulturę, historię, wiarę, za własną tożsamość. Dopiero gdy zdamy sobie z tego sprawę, zrozumiemy, że godność trzeba przywrócić i ofiarom, i nam samym: aż do tej chwili oczyszczenia, w której na nowo rozkwitnie w narodzie duma z tego, że przyprowadzamy na świat kolejne pokolenia. Wtedy powiemy: wyszliśmy ze schematów niewolników, przestaliśmy być narodem skolonizowanym, bo chcemy naszych dzieci, chcemy wielkości naszego narodu i jesteśmy z niego dumni.

Musimy wreszcie być dumni z naszej tożsamości, z naszej kultury i z naszej wiary; nosić je jawnie, z podniesioną głową. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że wyleczyliśmy się z traumy ludobójstwa. Że jesteśmy narodem wolnym, który się rozwija i którego nie kształtują już zbrodnie niemieckich, rosyjskich i ukraińskich oprawców, przez dziesięciolecia, jedni po drugich, niszczących nas fizycznie, biologicznie i kulturowo.

Jedwabne jest ważnym miejscem tego odrodzenia. Tu walczymy o naszą pamięć i naszą kulturę, tu poprzez prawdę możemy wyleczyć się z traumy. I tu zarazem upominamy się o naszych obywateli, wymordowanych na sąsiedniej działce, którym po osiemdziesięciu pięciu latach wciąż odmawia się godnego pochówku, pamięci o imionach i prawdy o tożsamości ich katów.

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Zobacz też:

Wesprzyj nas

Czytaj więcej

Walczmy o godność polskich ofiar ludobójstwa
14 lipca 2026

Walczmy o godność polskich ofiar ludobójstwa

Podczas obchodów 85. rocznicy zbrodni w Jedwabnem Jerzy Kwaśniewski przypomniał,…

Sąd Najwyższy uchylił bezprawne zarządzenie Ministra Żurka o odsunięciu sędziego Piebiaka od czynności służbowych
10 lipca 2026

Sąd Najwyższy uchylił bezprawne zarządzenie Ministra Żurka o odsunięciu sędziego Piebiaka od czynności służbowych

Sąd Najwyższy uchylił bezprawne zarządzenie ministra Żurka o odsunięciu sędziego…

Genewska pułapka: dlaczego Polska musi odpowiedzieć za rezolucję ONZ, którą sama współtworzyła
2 lipca 2026

Genewska pułapka: dlaczego Polska musi odpowiedzieć za rezolucję ONZ, którą sama współtworzyła

Nowa rezolucja ONZ w sprawie małżeństw dzieci, współtworzona przez Polskę,…

Młoda matka w ciąży stanęła przed sądem. Wkrótce każdy z nas może paść ofiarą cenzury
2 lipca 2026

Młoda matka w ciąży stanęła przed sądem. Wkrótce każdy z nas może paść ofiarą cenzury

W najbliższych dniach zakończą się konsultacje wytycznych dotyczących praktycznego stosowania…