główne PUNKTY

1


Premier ogłosił utworzenie Centrum Walki z Dezinformacją, które ma koordynować działania państwa w infosferze, także we współpracy z organizacjami pozarządowymi. Sam cel ochrony obywateli przed manipulacją jest uzasadniony.

2


Problem pojawia się wtedy, gdy walka z dezinformacją przestaje polegać na wykrywaniu fałszywych treści, a zaczyna obejmować rozstrzyganie, które narracje społeczne, polityczne czy światopoglądowe są niewiarygodne.

3


NASK, przygotowujący także materiały edukacyjne dla szkół, w raporcie o dezinformacji dotyczącej osób LGBTQ+ uznał za dezinformację hasło „Istnieją tylko dwie płcie”, objaśniając to zgodnie z ideologią gender.

4


Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających przewiduje sankcje za „bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym”. Tak nieostre pojęcia grożą arbitralnym karaniem za legalne poglądy.

5

Krytyczne myślenie nie polega na przyjęciu państwowej listy twierdzeń prawdziwych i fałszywych, lecz na samodzielnym sprawdzaniu źródeł, danych i kontekstu – także wtedy, gdy wynik jest niewygodny dla władzy.

 


Premier ogłosił utworzenie państwowego Centrum Walki z Dezinformacją. Jak informują media, prace nad jego powołaniem są na finiszu, a nowa instytucja będzie powołana w najbliższych dniach. CWD ma koordynować działania państwa w infosferze, także w kooperacji z organizacjami pozarządowymi. W jego działaniach uczestniczyć mają przedstawiciele administracji, służb i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.

Sam cel trudno kwestionować. Dezinformacja, zwłaszcza wykorzystywana przez państwa prowadzące wrogie Polsce działania, stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Państwo powinno więc chronić obywateli przed manipulacją.

Problem pojawia się jednak w momencie, w którym walka z dezinformacją przestaje oznaczać wykrywanie fałszywych treści, a zaczyna obejmować rozstrzyganie, które narracje społeczne, polityczne czy światopoglądowe należy uznać za niewiarygodne. Granica między ochroną obywatela a kształtowaniem przez państwo obrazu rzeczywistości może być bardzo cienka.

Nie mamy niestety do czynienia wyłącznie z teoretycznym problemem. Niepokojące mechanizmy można obserwować już dziś w działalności NASK – państwowego instytutu zajmującego się m.in. bezpieczeństwem informacyjnym, który przygotowuje także materiały wykorzystywane w edukacji.

Pytanie brzmi więc nie tylko: jak walczyć z dezinformacją? Równie ważne jest inne – w jakim zakresie państwomoże decydować, które treści mają charakter dezinformacyjny i czy przypadkiem nie grozi nam, że jako dezinformacja stygmatyzowane będą poglądy niewygodne dla rządu i tworzących go partii politycznych.

Od weryfikacji do interpretacji

W programach edukacyjnych dotyczących dezinformacji można znaleźć wiele elementów, których sens trudno podważyć. NASK przygotowuje scenariusze lekcji uczących m.in. odróżniania faktów od opinii, sprawdzania źródeł i rozpoznawania manipulacji. W jednym ze scenariuszy dla uczniów szkół ponadpodstawowych – Algorytmy i bańki informacyjne – czy internet pokazuje nam prawdę? – uczniowie mają porównywać wyniki wyszukiwania i oceniać m.in. autorstwo, profil stron, wiarygodność źródła, język komunikatu i sposób finansowania.

To dobry kierunek. Człowiek, który potrafi samodzielnie sprawdzić źródło, porównać informacje i rozpoznać manipulację, jest mniej podatny na dezinformację niezależnie od tego, skąd ona pochodzi.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy obok metody weryfikacji pojawia się również gotowe rozstrzygnięcie. Uczeń może bowiem otrzymać nie tylko narzędzia pozwalające odpowiedzieć na pytanie „czy to jest prawda?”, ale także wskazówkę, jakie stanowisko należy uznać za dezinformację. To zasadnicza różnica.

W pierwszym przypadku szkoła uczy samodzielności intelektualnej. W drugim zaczyna pełnić funkcję pośrednika między państwową instytucją a przekonaniami ucznia. Wtedy narzędzie mające rozwijać krytyczne myślenie może zostać wykorzystane do kształtowania określonego sposobu myślenia.

Wiele wskazuje, że obóz rządzący intensywnie pracuje nad tym, by do uczniów, ale także do nauczycieli, trafiał sformatowany politycznie i ideologicznie przekaz w sprawach, które powinny pozostać w domenie wolnej i demokratycznej debaty publicznej.

NASK i granica dezinformacji

NASK nie tylko tworzy schematy lekcji, ale także wypracowuje treści tworzące rodzaj państwowej doktryny w różnych ważnych publicznie sprawach. Przykładem może być tzw. dezinformacja klimatyczna. Instytut przygotował poradnik, w którym opisuje m.in. mieszanie pogody z klimatem, manipulowanie danymi i wykresami, wykorzystywanie emocji czy wyrwanych z kontekstu wypowiedzi ekspertów.

Wskazywanie takich mechanizmów może być pożyteczne. Co więcej, część opisanych przez NASK sposobów manipulacji jest oczywista: pojedyncze zdarzenie pogodowe nie obala wieloletnich danych dotyczących klimatu, a prawdziwa liczba może zostać wykorzystana do stworzenia fałszywego obrazu rzeczywistości, jeśli zostanie wyrwana z kontekstu.

Ale właśnie tutaj pojawia się istotne pytanie o zakres kompetencji państwowej instytucji. Czym innym jest wskazanie, że ktoś posługuje się fałszywą liczbą, zmanipulowanym wykresem czy nieprawdziwym cytatem. Czym innym zaś jest kwalifikowanie całych narracji politycznych czy światopoglądowych jako dezinformacyjnych.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia z weryfikacją konkretnego twierdzenia. W drugim państwowa instytucja zaczyna jednostronnie uczestniczyć w trwającym sporze o politykę klimatyczną polskiego państwa.

To rozróżnienie powinno mieć znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy materiały dotyczące dezinformacji trafiają do szkół. Podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” zakłada m.in., że uczeń ma „rozpoznawać dezinformację dotyczącą zmian klimatu oraz ich wpływu na zdrowie” i wskazywać „wiarygodne i rzetelne źródła informacji”, a nie otrzymywać gotowe odpowiedzi.

„Istnieją tylko dwie płcie”

Najbardziej wyrazisty przykład tego problemu znajduje się jednak w innym materiale NASK – raporcie „Dezinformacja dotycząca osób LGBTQ+. Analiza zjawiska”.

Raport jako dezinformację oznaczył hasło „Istnieją tylko dwie płcie”, objaśniając taką kategoryzację w sposób koherentny z wykładem ideologii gender. Czy, biorąc pod uwagę obecną rolę i znaczenie NASK, można uznać, że ideologia gender stała się oficjalną doktryną społeczną polskiego państwa.

Tak pisze bowiem państwowy instytut:
„Dezinformacja:
Istnieją tylko dwie płcie

Prawda:
Współczesne badania naukowe uznają, że jest to dużo bardziej złożona kwestia

Jak mogła powstać teza?
Teza, że istnieją tylko dwie płcie, mogła powstać na podstawie tradycyjnych przekonań biologicznych, które opierały się na binarnym podziale płci wynikającym z obecności chromosomów XX (kobieta) i XY (mężczyzna). Ponadto w wielu społeczeństwach kulturowe i społeczne normy utrzymywały wyraźny podział ról płciowych, co prowadziło do przyjęcia prostego podziału na dwie płcie. W edukacji biologicznej oraz systemach prawnych również stosowano klasyfikację opartą na tej binarności, traktując ją jako naturalną i wystarczającą.”

Czy możemy się spodziewać, że uczniowie w szkołach będą upominani przez nauczycieli za głoszenie oczywistych faktów? Czy chrześcijanie wypowiadający się krytycznie na temat teorii gender będą oskarżani o uczestnictwo we wrogich Polsce sieciach informacyjnych? Takie pomysły pojawiały się już u autorów tworzących ideowy kontekst rządu Donalda Tuska.

Klementyna Suchanow w książce „To jest wojna” zbudowała narrację, wedle której ruchy broniące wartości życia, rodziny, katolickiej tradycji społecznej są elementem zewnętrznie sterowanej, transnarodowej sieci organizacji religijno-konserwatywnych, finansowo i ideologicznie powiązanych z Rosją.

W tym ujęciu to, co w Polsce jest rdzenną tradycją i znajduje swój wyraz choćby w społecznym sprzeciwie wobec aborcji czy permisywnej edukacji seksualnej, zostało zinterpretowane jako narzędzie w rękach obcych, autorytarnych interesów, dążących do osłabienia praw kobiet i demokratycznych instytucji w Europie.

Dla kogo „środki ograniczające”?

Trzeba zwrócić także uwagę, że Sejm proceduje rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających, który przewiduje sankcje za „bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym”. Pojęcia te są tak nieostre, że trudno nie widzieć w nich otwieranej przez rząd możliwości arbitralnego karania za legalne, ale niewygodne poglądy. I właśnie m.in. NASK tworzy doktrynalne podstawy pod tego rodzaju ewentualne przyszłe działania.

Jednym z nowych rozwiązań ma być przesłanka FIMI (skrót od angielskiego sformułowania oznaczającego zagraniczną manipulację informacją i ingerencję w środowisko informacyjne), pozwalająca na wpisanie na listę sankcyjną za bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym wymierzonej w bezpieczeństwo narodowe.

Im większe kompetencje państwa w zakresie przeciwdziałania dezinformacji, tym ważniejsze staje się więc, aby kryteria były jasne i możliwe do niezależnego zweryfikowania. Inaczej może powstać mechanizm, w którym najpierw państwowa instytucja określa, jakie przekazy są niewiarygodne, następnie podobne klasyfikacje trafiają do edukacji, a równolegle rozwijane są instrumenty prawne służące przeciwdziałaniu obcej ingerencji w infosferze.

W przypadku edukacji, na nauczycieli może być wywierana presja, by stygmatyzowali określone argumenty i stanowiska przynajmniej jako gorsze lub nawet podejrzane.

Koordynacja działań

Na tym tle inaczej można też spojrzeć na debatę trwającą w sprawie „edukacji zdrowotnej”. Spór został w dużej mierze skoncentrowany wokół modułu poświęconego „zdrowiu seksualnemu” i kwestiom płciowości. Tymczasem problem jest szerszy.

Część tematyki związanej z seksualnością pozostaje obecna również w obowiązkowych modułach programu. W obszarach takich jak „wartości i postawy”, „zdrowie społeczne”, „zdrowie psychiczne” czy „zdrowie środowiskowe” znajdują się treści, które relatywizują sposób rozumienia rodziny, małżeństwa, macierzyństwa czy seksualności. Analizy dotyczące programu zwracają uwagę również na obecność w podstawie programowej języka związanego z ideologią gender i środowiskami LGBT, który, choć jest nie do zaakceptowania przez znaczną część społeczeństwa, jest przyjmowany jako nowa norma.

Widzimy tu zatem pewnego rodzaju koordynację pomiędzy działaniami rządu w zakresie dezinformacji, NASK w obszarze wypracowywania nowej państwowej doktryny społecznej i systemu edukacji. Jeśli państwo uczy rozpoznawania dezinformacji i samo definiuje część sporów światopoglądowych w kategoriach dezinformacji, szkoła – siłą rzeczy – staje się jednym z miejsc oddziaływania na społeczeństwo, które można określić mianem przemocy symbolicznej. W konsekwencji powtarzane zapewnienia, że uczniowie będą się uczyć „krytycznego myślenia” są fikcją.

Krytyczne myślenie nie polega bowiem na przyjęciu państwowej listy twierdzeń prawdziwych i fałszywych. Polega na umiejętności sprawdzania argumentów, źródeł, danych i kontekstu – także wtedy, gdy wynik takiej analizy jest niewygodny dla instytucji publicznych.

Od informacji do sankcji

Walka z dezinformacją jest potrzebna. Polska, podobnie jak inne państwa, musi być zdolna do reagowania na rzeczywistą propagandę, manipulację i obcą ingerencję. Nie oznacza to jednak, że państwo powinno otrzymać monopol na definiowanie tego, co obywatele mają uznać za wiarygodne.

Najlepszą ochroną przed dezinformacją nie jest przecież obywatel, który nauczył się ufać państwowemu arbitrowi. Jest nią obywatel, który potrafi sam sprawdzić źródło, porównać dane, odróżnić fakt od opinii i zakwestionować również informację pochodzącą od instytucji publicznej. Dziś można mieć jednak uzasadnione obawy, czy rządząca centrolewica rzeczywiście myśli o dobru obywateli i bezpieczeństwie państwa. Można mieć obawy, że z pomocą instytucji tego państwa po prostu prowadzi grę we własnym partykularnym interesie.

Zobacz też:

Źródło zdjęcia okładkowego: iStock

Wesprzyj nas

Czytaj więcej

Walka rządu z dezinformacją wygląda jak krok do rozprawy z demokracją
29 września 2026

Walka rządu z dezinformacją wygląda jak krok do rozprawy z demokracją

Planowane Centrum Walki z Dezinformacją, materiały NASK i rządowy projekt…

Prezydent podpisał ustawę ograniczającą wolność słowa – to nie koniec walki
29 września 2026

Prezydent podpisał ustawę ograniczającą wolność słowa – to nie koniec walki

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wdrażającą unijny akt o usługach…

Nie żyje pani Izabela z Torunia. Nie możemy o niej zapomnieć!
23 września 2026

Nie żyje pani Izabela z Torunia. Nie możemy o niej zapomnieć!

Zmarła pani Izabela Majewska – emerytka z Torunia skazana w…

Targi surogacyjne odwołane, ale walka z handlem dziećmi trwa
22 września 2026

Targi surogacyjne odwołane, ale walka z handlem dziećmi trwa

Sejm przyjął ustawę nakładającą na polski rząd bezwzględny obowiązek wykonywania…