1
Na gruncie polskiego prawa aborcja jest nielegalna. Posłużenie się „abortomatem” do pomocy w przerywaniu ciąży nie zmienia kwalifikacji czynu i nie znosi odpowiedzialności karnej z art. 152 § 2 Kodeksu karnego.
2
Środki poronne oferowane w „abortomacie” nie są dopuszczone do obrotu w Polsce, a więc ich dystrybucja jest nielegalna.
3
Osobiste poglądy lekarza na temat aborcji nie zwalniają z obowiązku przestrzegania przepisów ustawy i Kodeksu Etyki Zawodowej.
4
Wytyczne byłej minister zdrowia Izabeli Leszczyny nie są prawem i nie zwalniają lekarzy z odpowiedzialności prawnej i zawodowej. Lekarze nie są zobowiązani do ich stosowania.

Pod koniec września w „przychodni” aborcyjnej „Abotak” (w której świadczy się nielegalną pomoc w aborcji), zlokalizowanej przy ul. Wiejskiej w Warszawie, stanął „paczkomat” przeznaczony do dystrybucji tabletek poronnych („abortomat”), których sprzedaż w Polsce jest nielegalna. W mediach społecznościowych momentalnie pojawiły się liczne skrajnie odmienne komentarze na ten temat, z których jeden szczególnie zwrócił moją uwagę. Mowa o materiale wideo autorstwa lek. Jakuba Kosikowskiego, opublikowanym w niedzielę (4 października) na Kanale Zero. W materiale tym autor na wstępie odcina się od kwestii etycznych dotyczących aborcji, co może wywoływać niemałe zdziwienie, po czym prezentuje własny pogląd na kwestie tak medyczne, jak i prawne związane z nową formą dystrybucji pigułek poronnych. Przekaz, jaki płynie z wypowiedzi, nie oddaje jednak obowiązującego stanu prawnego i może być mylący dla odbiorców.
Przerywanie ciąży to wyjątek od konstytucyjnej zasady ochrony życia ludzkiego
W błąd wprowadza stwierdzenie, że przesłanki przerywania ciąży mają w Polsce charakter konstytucyjny. Konstytucyjna jest bowiem zasada ochrony życia wynikająca z art. 38 Konstytucji RP oraz czerpiąca z przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka (art. 30 Konstytucji), a więc obejmująca życie ludzkie na każdym jego etapie (zatem tzw. życie poczęte również – zob. orzeczenie TK z 28.05.1997 r. sygn. K 26/96). Przesłanki, na podstawie których dopuszcza się przerywanie ciąży w Polsce, są ustawowe, a ponadto mają charakter wyjątków od konstytucyjnej zasady ochrony życia i jako takie powinny być interpretowane w sposób zawężający.
Ponadto powinno być oczywiste (a o czym nie wspomniał autor nagrania), że na gruncie polskiego prawa aborcja jest zakazana. W pewnych okolicznościach dopuszcza się przerywanie ciąży, o czym była mowa w materiale wyemitowanym na Kanale Zero, ale nie jest to to samo, co aborcja. Ta jest bowiem celowym zabiciem dziecka w prenatalnej fazie rozwoju, a polskie prawo jedynie dopuszcza efekt w postaci spowodowania śmierci dziecka jako rezultat działań podejmowanych w celu ochrony innego prawnie chronionego dobra – np. życia matki (art. 4a ust. 1 pkt 1 ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, Dz.U. z 2022 r. poz. 1575). Rozróżnienie to ma fundamentalne znaczenie dla oceny legalności np. działań, z których „słynie” lek. Gizela Jagielska, na co zwracają uwagę lekarze ginekolodzy oraz specjaliści z prawa karnego (zob. A. Barczak-Oplustil, „Opinia prawna w sprawie dopuszczalności przerywania ciąży ze względu na stan zdrowia matki po 23-cim tygodniu ciąży” z 12.05.2026 r.). Instytut Ordo Iuris zwracał uwagę na te różnice już ponad rok temu w analizie „Kiedy przerwanie ciąży nie może oznaczać uśmiercenia dziecka?”.
Środki poronne nie są dopuszczone do obrotu w Polsce
Fakt, że środki powodujące śmierć człowieka w prenatalnej fazie rozwoju (tabletki poronne) w ogóle nie powinny być nazywane lekami (produktami leczniczymi), powinien być podstawą odpowiednich zmian w prawie farmaceutycznym, ale to już temat na inne opracowanie. W tym miejscu istotne jest, że tabletki poronne, które trafiają do abortomatu, nie uzyskały wymaganego prawem pozwolenia na dopuszczenie do obrotu na terytorium Polski (art. 3 ustawy z 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne, Dz.U. z 2026 r. poz. 612) – w szczególności substancja Mifepriston w ogóle nie widnieje w prowadzonym przez Prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych rejestrze leków, którymi obrót jest legalny w Polsce (substancja Mizoprostol została dopuszczona, ale w innym celu niż wykonywanie aborcji). Poza tym leki z substancją czynną Misoprostolum posiadają kategorię dostępności „Rp”, co oznacza, że muszą być wydawane na podstawie recepty lekarskiej. Tutaj w grę wchodzą oczywiście kwestie bezpieczeństwa osób korzystających z takich preparatów, które w przypadku „abortomatu” w żadnej mierze nie są spełnione. Stawia to tabletki aborcyjne w całkowicie uprzywilejowanej pozycji względem innych preparatów wykorzystywanych w szeroko pojmowanej medycynie, także takich jak np. onkologiczne, które pozostają pod nadzorem organów państwa, a ich sprowadzenie z zagranicy dla ciężko chorych pacjentów często jest niemożliwe albo znacznie ograniczone. Sprawą już dawno powinien zająć się Inspektor Farmaceutyczny, a fakt, że tego nie robi, ma uzasadnienie jedynie polityczne.
Lekarz może mieć takie czy inne poglądy na temat aborcji, ale nie stoi ponad prawem
Zupełnym zaskoczeniem są też słowa autora komentowanego nagrania, który stwierdził, że jako lekarz może mieć takie czy inne poglądy na temat aborcji, ale w pracy kieruje się tym, co jest dobrem pacjentki w danym momencie. Chociaż nie wynika to wprost z wypowiedzi tego konkretnego lekarza, hasło-wytrych „dobro pacjentki w danym momencie” wskazuje na relatywizowanie kwestii aborcji i jest kojarzone ze środowiskami aborcyjnymi używającymi takich „wytrychów” w celu uzasadnienia aborcji jako formy pomocy np. kobietom w niechcianej ciąży. Problem w tym, że poglądy lekarza na ten temat nie są jego prywatną sprawą, bo w pracy ma on kierować się prawem i zasadami etyki zawodowej, o których autor wypowiedzi już nie wspomniał. A przestrzeganie tych zasad, ujętych w Kodeksie Etyki Lekarskiej, stanowi ustawowy obowiązek lekarza, wyrażony wprost w art. 4 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, Dz.U. z 2026 r. poz. 37: „lekarz ma obowiązek wykonywać zawód, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością”. Wykonywanie zawodu niezgodnie z zasadami etyki zawodowej stanowi przewinienie zawodowe lekarza, co wynika wprost z art. 53 ustawy z 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich, Dz.U. z 2021 r. poz. 1342. Natomiast sam samorząd lekarski uwzględnił w przepisach Kodeksu Etyki Lekarskiej art. 39 ust. 1, który stanowi: „lekarz powinien z poczuciem szczególnej odpowiedzialności odnosić się do procesu przekazywania życia ludzkiego. Podejmując działania lekarskie u kobiety w ciąży lekarz równocześnie odpowiada za zdrowie i życie nienarodzonego dziecka”. Realizując opiekę medyczną nad kobietą w ciąży, lekarz ma zatem nie jednego, ale dwóch (albo więcej) pacjentów. Takie czy inne poglądy lekarza rzeczywiście nie mają tutaj znaczenia, bo takie jest prawo, które dotyczy na równych zasadach wszystkich. A problemem nie do końca jest dziurawe prawo (bo przepisami prawa nigdy całkowicie nie wyeliminuje się działań niegodziwych), ale raczej samo podejście części środowiska lekarskiego, która bezkrytycznie realizuje niezgodne z etyką postulaty polityczne, oraz nie egzekwuje odpowiedzialności zawodowej za takie działania, co również jest motywowane politycznie.
„Abortomat” to forma pomocy w aborcji, a więc osoby zaangażowane powinny odpowiadać karnie
Motyw tego działania nie jest mi znany, ale zasadniczo w materiale dr. Kosikowskiego powielona jest narracja uprawiana przez aktywistki z Aborcyjnego Dream Teamu i Women Help Women, że „abortomat” stanowi jakąś formę „legalnego” obejścia prawa. Nic bardziej mylnego. Art. 152 § 2 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność karną dla każdego, kto „udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania”. W świetle polskiego prawa karnego odpowiedzialności nie ponosi sama kobieta – matka dziecka, ale już osoby, które jej w tym pomagają, tak. I nie jest prawdą, że obsługa „abortomatu” nie wymaga żadnego działania człowieka, którego można pociągnąć do odpowiedzialności za przestępstwo pomocy w aborcji. Same aktywistki, zapytane przez dziennikarkę „Gazety Wyborczej” w materiale opublikowanym w serwisie YouTube, potwierdziły chociażby, że kierują kobiety do pomieszczenia z „abortomatem”, gdzie wcześniej zostały udostępnione nielegalne (o czym już wyżej była mowa) środki wywołujące poronienie. Są też określone osoby odpowiedzialne za zaopatrzenie tego automatu. Taki zestaw czynności jest niezbędny do tego, aby dana kobieta mogła samodzielnie wykonać aborcję, a więc wykorzystanie „abortomatu” do pomocy w aborcji nie zmienia kwalifikacji prawnej czynów aktywistek i nie znosi odpowiedzialności na podstawie art. 152 § 2 KK. Zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym w orzecznictwie i doktrynie, pomocnictwo w aborcji może np. przybrać postać skontaktowania kobiety z osobą nielegalnie przeprowadzającą aborcje (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 30.09.2008 r., sygn. II AKa 231/08), dostarczenia narzędzi lub środków chemicznych służących przerwaniu ciąży (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 30.09.2008 r., sygn. II AKa 231/08; wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 14.04.2016 r., sygn. akt II AKa 36/16) czy udzielenia informacji, gdzie przerwać ciążę (wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 09.02.2017 r., sygn. II AKa 294/16). Ważne jest przy tym, że z perspektywy odpowiedzialności karnej takiego pomocnika nie ma znaczenia, czy kobieta ostatecznie zdecydowała się na aborcję, czy zamiar ten porzuciła. Przestępstwo z art. 152 § 2 KK ma charakter formalny, zatem sprawca ponosi odpowiedzialność karną niezależnie od tego, czy skutek w postaci przerwania ciąży zaistniał.
Ministerialna interpretacja przepisów to nie obowiązujące prawo
W wypowiedzi dr. Kosikowskiego dostrzec można chęć usprawiedliwienia lekarzy, którzy obecnie bezkrytycznie podchodzą do wykonywania aborcji na podstawie „świstka” od psychiatry np. wystawionego w ramach konsultacji online, jak też bezrefleksyjnie takie „zaświadczenia” wystawiają. Podstawą spokoju sumienia medyków mają być wytyczne byłej minister zdrowia Izabeli Leszczyny wydane w 2024 r., zawierające – jak zauważył autor nagrania – próbę interpretacji obowiązujących przepisów. Tyle tylko, że proponowana przez danego ministra taka czy inna wykładnia powszechnie obowiązującego prawa nie jest wiążąca, a tym zajmują się, co do zasady, sądy. Po pierwsze, taki dokument nie jest ani aktem prawa powszechnie obowiązującego (którego zamknięty katalog zawiera art. 87 Konstytucji RP), ani aktem prawa wewnętrznego (art. 93 Konstytucji RP), więc z perspektywy systemu prawnego rangę ma zwyczajnie żadną. Innymi słowy, wytyczne min. Leszczyny nie są wiążące i lekarze nie mają obowiązku ich przestrzegania, o czym Instytut Ordo Iuris informował już w 2024 r. W praktyce mogą oczywiście się nimi zasłaniać (i nierzadko to robią), ale nie zmienia to faktu, że wytyczne nie są prawem, nie zmieniły obowiązującego prawa chroniącego życie poczęte (o czym była mowa wyżej), nie zmieniają obowiązków zawodowych lekarzy i nie zwalniają ich z odpowiedzialności prawnej i zawodowej.
Na koniec warto zauważyć, że naszym narodowym sportem – poza przysłowiowym „cwaniactwem” i obchodzeniem prawa, na co zwrócił uwagę dr Kosikowski – jest uprawianie całkowicie zbędnej edukacji prawnej społeczeństwa przez osoby, które zawodowo prawem się nie zajmują. Takie niepotrzebne, kolejne osobiste interpretacje stanu prawnego nie wnoszą niczego dobrego, a jedynie zaciemniają odbiorcom i tak mętny już obraz tego, co wolno, co trzeba i co prawnie zakazane.
R.pr. Katarzyna Gęsiak – dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris
Zobacz też:
- Selektywna aborcja na życzenie. Aborcjonistki w Polsce bez granic i ponad prawem
- Prokuratura nie chciała ścigać „kurierek” rozprowadzających tabletki aborcyjne. Sąd uchylił jej postanowienie
- Oko.press domaga się aborcji na „psychiczne życzenie” dla Gruzinki. To wciąż jest karalne
- Dziś zabito dwójkę dzieci
- „Przychodnia” Abotak łamie prawo. Czy policjanci mogą odmówić jej ochrony?
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock





