główne PUNKTY
1
Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto wymierzył karę 300 zł grzywny uczestnikom zgromadzenia obrońców rodziny odbywającego się w trakcie tzw. Marszu Równości.
2
Manifestacja, w której brali udział obwinieni, została rozwiązana przez urzędników, a policjanci zatrzymali 7 osób, kierując do sądu wnioski o ich ukaranie.
3
Uczestnicy demonstracji trzymali baner z napisem „Rodzina siłą Narodu” i skandowali to samo hasło. Sąd uznał, że przeszkadzali w ten sposób w tzw. Marszu Równości.
4
Zgromadzenie ruchu LGBT zostało zgłoszone na 1 dzień przed ustawowym terminem rejestrowania manifestacji. Mimo to, Urząd Miasta Poznania przyjął zgłoszenie.
5
Obrońców rodziny reprezentuje Instytut Ordo Iuris, który złożył apelację od wyroku.

Urząd Miasta Poznań doprowadził do kolizji zgromadzeń
Na karę 300 zł grzywny i pokrycia kosztów sądowych zostało skazanych siedmioro uczestników zgromadzenia obrońców rodziny. Sprawa dotyczy wydarzeń z 29 czerwca 2024 r. w Poznaniu. Tego dnia odbywał się tzw. Marsz Równości. W tym samym miejscu pojawiła się również grupa osób uczestniczących w innym zgromadzeniu publicznym. Jego uczestnicy trzymali baner z napisem „Rodzina siłą Narodu”, jednocześnie skandując to hasło.
Zasadniczy problem w tej sprawie nie zaczął się jednak na ulicy, lecz w urzędzie. To działania Prezydenta Miasta Poznania – jako organu właściwego dla zgromadzeń publicznych – doprowadziły do sytuacji, w której dwa zgromadzenia znalazły się w kolizji miejsca i czasu.
Urząd przedwcześnie przyjął zawiadomienie o zamiarze organizacji Marszu Równości, które zostało złożone 29 maja 2024 r., a zatem na 31 dni przed planowanym terminem zgromadzenia. Zgodnie z przepisami zawiadomienie o zgromadzeniu może być złożone najwcześniej na 30 dni przed jego planowanym terminem. Zawiadomienie takie, złożone zbyt wcześnie, powinno zostać pozostawione bez rozpoznania. Tymczasem informacja o Marszu Równości została przedwcześnie opublikowana w Biuletynie Informacji Publicznej Miasta Poznania.
Równocześnie urząd niezasadnie potraktował zgromadzenie zorganizowane przez obrońców rodziny jako nieskutecznie zgłoszone. Przy informacji o tym zgromadzeniu pojawiła się adnotacja, że zgłoszenie nie spełnia wszystkich elementów wskazanych w ustawie Prawo o zgromadzeniach, choć urzędnicy nie wezwali jego organizatorów do uzupełnienia braków formalnych. Co więcej, organ nie wydał też decyzji o zakazie zgromadzenia.
Ma to kluczowe znaczenie dla całej sprawy. Skoro urząd nie zakazał zgromadzenia, jego uczestnicy mieli prawo pozostawać w przekonaniu, że działają legalnie. Nie można więc po czasie traktować ich obecności w przestrzeni publicznej tak, jakby była ona z założenia bezprawna.
Miasto współorganizatorem Marszu Równości
Na ocenę działań urzędu wpływa również fakt, że Miasto Poznań było oficjalnym współorganizatorem XX Marszu Równości. Mogło to doprowadzić do faktycznego uprzywilejowania jednego zgromadzenia względem drugiego.
Gdyby urząd prawidłowo zastosował przepisy Prawa o zgromadzeniach, musiałby w pierwszej kolejności właściwie ocenić terminowość zawiadomienia o Marszu Równości. Następnie, w razie kolizji miejsca i czasu dwóch zgromadzeń, powinien był uruchomić ustawową procedurę zmierzającą do rozwiązania konfliktu. Jeśli natomiast uznałby, że obu zgromadzeń nie da się przeprowadzić bez zagrożenia dla życia, zdrowia lub mienia w znacznych rozmiarach, mógłby wydać decyzję o zakazie jednego z nich. Tego jednak nie zrobił.
W praktyce doprowadzono do sytuacji, w której status zgromadzenia krytycznego wobec Marszu Równości był kwestionowany administracyjnie, choć nie wydano żadnej decyzji, która pozwalałaby jego organizatorowi odwołać się do sądu. W rezultacie uczestnicy tego wydarzenia zostali potraktowani jak osoby zakłócające Marsz Równości, mimo że ich własne zgromadzenie nie zostało zakazane ani rozwiązane.
Sąd uznał, że były dwa legalne zgromadzenia
W toku postępowania sądowego doszło do bardzo istotnego ustalenia. Sąd Rejonowy Poznań – Stare Miasto w Poznaniu uznał, że zgromadzenie, w którym uczestniczyli obwinieni, nie zostało zakazane ani rozwiązane. Innymi słowy, sąd przyjął, że w dniu zdarzenia w tym samym miejscu odbywały się dwa niezakazane zgromadzenia publiczne: Marsz Równości oraz zgromadzenie, w którym uczestniczyli obwinieni.
Mimo to, sąd uznał, że obwinieni – uczestnicząc w swojej manifestacji – usiłowali przeszkodzić w przebiegu drugiego legalnego zgromadzenia. Każdemu z nich wymierzono karę grzywny w wysokości 300 zł, a także obciążono kosztami sądowymi.
To rozumowanie budzi zasadnicze wątpliwości. Jeśli bowiem obie grupy korzystały z wolności zgromadzeń, to nie można automatycznie uznać, że sama obecność jednej z nich w przestrzeni publicznej stanowi wykroczenie przeciwko drugiej. Zwłaszcza że uczestnicy zgromadzenia krytycznego wobec Marszu Równości nie używali przemocy, nie posługiwali się nagłośnieniem, nie mieli pojazdów i zachowywali się pokojowo.
Legalne zgromadzenie nie może być traktowane jak wykroczenie
Prawo do zgromadzeń nie chroni wyłącznie manifestacji dużych, głośnych lub wspieranych przez władze miasta. Chroni także zgromadzenia mniejsze, niepopularne, krytyczne i prezentujące poglądy odmienne od dominujących w danym miejscu i czasie.
W tej sprawie sąd stanął przed koniecznością rozstrzygnięcia, czy obwinieni faktycznie przeszkadzali w przebiegu Marszu Równości, czy po prostu korzystali z przysługującej im konstytucyjnej wolności zgromadzeń i wolności wyrażania poglądów. Zdaniem prawników Ordo Iuris, sąd nie dokonał tego rozróżnienia w sposób prawidłowy.
Z samego faktu trzymania baneru nie można wyprowadzać wniosku o zamiarze przeszkodzenia w cudzym zgromadzeniu. Banery, transparenty i hasła są typowymi formami wyrażania poglądów podczas zgromadzeń publicznych. Nie mogą być traktowane jako dowód zamiaru popełnienia wykroczenia tylko dlatego, że prezentują stanowisko niewygodne dla uczestników innego wydarzenia.
W sprawie nie wykazano też, aby obwinieni realnie i istotnie utrudnili Marsz Równości. Z nagrań wynika, że uczestnicy Marszu Równości mogli swobodnie przemieszczać się w pobliżu obwinionych. Nie doszło do fizycznej konfrontacji ani agresji ze strony obwinionych. Nie używano nagłośnienia, megafonów ani innych środków mogących zagłuszać przebieg drugiego zgromadzenia.
Opóźnienie marszu miało inne przyczyny
Jednym z argumentów sądu było to, że obecność obwinionych miała utrudnić przebieg Marszu Równości i wpłynąć na jego opóźnienie. Materiał dowodowy nie potwierdza jednak tych wniosków.
Z zeznań oraz z publicznego wpisu na Facebooku organizatora Marszu Równości miało wynikać, że problemy z rozpoczęciem przemarszu były związane m.in. z koniecznością wymiany dwóch opon w jednym z pojazdów oraz z oczekiwaniem na wystąpienie spóźniającego się o godzinę prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka.
Dyskomfort nie jest przeszkadzaniem
Istotne znaczenie ma również reakcja organizatora Marszu Równości. Prawo o zgromadzeniach przewiduje, że przewodniczący zgromadzenia może żądać opuszczenia zgromadzenia przez osobę, która narusza przepisy ustawy albo uniemożliwia lub usiłuje udaremnić zgromadzenie. Jeśli taka osoba nie podporządkuje się żądaniu, przewodniczący może zwrócić się o pomoc do Policji lub straży gminnej.
W tej sprawie organizator Marszu Równości nie zażądał jednak od obwinionych opuszczenia miejsca zgromadzenia. Z materiału sprawy wynika, że jego reakcja miała pojawić się dopiero po pytaniu funkcjonariuszy Policji. Odpowiedź miała wskazywać przede wszystkim na to, że uczestnicy Marszu Równości czują się niekomfortowo w związku z obecnością osób prezentujących odmienne poglądy.
Dyskomfort psychiczny lub światopoglądowy nie jest jednak tym samym, co przeszkadzanie w zgromadzeniu. W demokratycznym państwie prawa samo spotkanie odmiennych poglądów w przestrzeni publicznej nie może być traktowane jako naruszenie porządku prawnego. Wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrmanifestacji.
Prawnicy Ordo Iuris składają apelację
Prawnicy Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris zaskarżyli wyrok Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto. W apelacji domagają się uniewinnienia demonstrantów.
W apelacji wskazano m.in., że sąd błędnie przypisał obwinionym zamiar przeszkodzenia w Marszu Równości, błędnie ocenił wpływ ich zachowania na przebieg zgromadzenia oraz nie uwzględnił faktu, że uczestniczyli oni w swoim własnym, niezakazanym zgromadzeniu.
Prawnicy Ordo Iuris podkreślają również, że wyrok może wywołać niebezpieczny efekt mrożący. Utrzymanie go w mocy mogłoby oznaczać, że obywatele biorący udział w pokojowych kontrmanifestacjach będą obawiać się odpowiedzialności wykroczeniowej wyłącznie z powodu obecności w pobliżu innego zgromadzenia.
– Ta sprawa pokazuje niebezpieczny mechanizm. Najpierw urząd miasta doprowadza do kolizji dwóch zgromadzeń, nie rozstrzygając jej w sposób przewidziany przez prawo, a następnie konsekwencje tej sytuacji ponoszą uczestnicy jednego z nich. Sąd uznał, że zgromadzenie obwinionych nie zostało zakazane, ale jednocześnie skazał ich za to, że uczestnicząc w tym zgromadzeniu, mieli usiłować przeszkodzić w innym legalnym zgromadzeniu. Taka logika prowadzi do faktycznego uprzywilejowania jednej manifestacji kosztem drugiej – wskazuje adw. Bartosz Malewski, obrońca obwinionych.
– Wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do pokojowego wyrażania sprzeciwu. Nie można uznać, że samo trzymanie baneru i obecność w przestrzeni publicznej stanowią wykroczenie tylko dlatego, że druga strona sporu czuje się z tym niekomfortowo. W demokratycznym państwie prawa obywatel nie może być karany za korzystanie z prawa do legalnego zgromadzenia – dodaje adw. Malewski.
Sprawę rozpozna Sąd Okręgowy w Poznaniu.
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock











