główne PUNKTY
1
Nowy projekt MEN dotyczący tzw. edukacji zdrowotnej pozoruje ustępstwa, ale w rzeczywistości utrzymuje silny antyrodzinny wydźwięk, normalizując rozpad rodziny i stawiając dziecko w roli kontrolera rodziców.
2
Wprowadzanie koncepcji „tożsamości płciowej” i „orientacji psychoseksualnej” w szkole podstawowej niesie poważne ryzyko destabilizacji rozwoju psychoseksualnego dzieci i młodzieży.
3
Małżeństwo jest de facto zrównywane ze związkami nieformalnymi, w tym homoseksualnymi, wbrew wyraźnemu brzmieniu art. 18 Konstytucji RP.
4
Duży nacisk położony jest na kwestie klimatyczne i zagrożenia z tym związane, co może generować lęk u młodych osób i prowadzić i do radykalizacji postaw.
5
Przedmiot mający w swojej nazwie ma przymiotnik „zdrowotna” zawiera treści, które mogą prowadzić do realnych szkód zdrowotnych – zarówno psychicznych, jak i fizycznych (w tym medycznej tranzycji).

Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało dwa projekty rozporządzeń dotyczące nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej. Pierwszy z nich wprowadza obowiązkowy przedmiot „edukacja zdrowotna” w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz w szkołach ponadpodstawowych. Drugi projekt przewiduje wprowadzenie nieobowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”. Zmianami objętych ma zostać około 858 tysięcy uczniów. Decyzja resortu kierowanego przez Barbarę Nowacką budzi poważne wątpliwości – zarówno wśród rodziców, jak i ekspertów.
Co przewidują projekty MEN?
Zgodnie z opublikowanymi projektami rozporządzeń:
- Edukacja zdrowotna ma być przedmiotem obowiązkowym w klasach IV–VIII szkół podstawowych oraz w szkołach ponadpodstawowych. W szkołach ponadpodstawowych w roku szkolnym 2025/2026 funkcjonuje jako przedmiot nieobowiązkowy, natomiast od roku szkolnego 2026/2027 stanie się obowiązkowy.
- Edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne to nowy, nieobowiązkowy przedmiot, na który uczniowie będą uczęszczać za zgodą rodziców (lub własną – w przypadku uczniów pełnoletnich).
Mimo pewnych korekt i ustępstw wobec krytyków, nowa podstawa programowa w swojej istocie nie zmienia fundamentalnego problemu: silnego antyrodzinnego i ideologicznego charakteru przedmiotu. Pod pozorem edukacji zdrowotnej wprowadza się do szkół treści światopoglądowe, które powinny pozostawać w wyłącznej kompetencji rodziców.
Normalizacja rozpadu rodziny już od czwartej klasy
Już w klasach 4-6 szkoły podstawowej (dział „Zdrowie społeczne”) uczniowie mają się uczyć, że w rodzinie „może wystąpić rozwód, separacja, wejście rodziców w nowe związki” i mają wymieniać sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach. Rozwód i rozpad rodziny stawiane są obok tak naturalnych wydarzeń jak choroba czy pojawienie się rodzeństwa. Jest to jawna próba normalizacji rozpadu rodziny i generowania niepotrzebnego lęku u dzieci, które mogą zacząć postrzegać zwykłą kłótnię rodziców jako zapowiedź rozwodu. Zamiast wzmacniać poczucie bezpieczeństwa i stabilności rodziny, szkoła wprowadza niepokój i relatywizację w kontekście trwałości małżeństwa.
Dziecko jako „kontroler” rodziców
Kontynuowany jest również kontrowersyjny wątek „praw ucznia” i „obowiązków rodziców”. Uczeń ma znać „prawa i obowiązki dziecka oraz rodziców”. W praktyce oznacza to stawianie dziecka w roli potencjalnego kontrolera własnych rodziców. Rodzi się pytanie: dlaczego dziecko ma się dowiadywać w szkole o swoich „prawach” względem rodziców oraz ich obowiązkach zamiast skupiać się na potrzebie szacunku, wdzięczności i posłuszeństwie wobec mamy i taty?
Szkoły średnie
W szkołach ponadpodstawowych jest podobnie. Uczeń ma „z szacunkiem” formułować komunikaty dotyczące decyzji innych osób związanych z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim – w tym o związku formalnym, nieformalnym, separacji, rozwodzie, rozstaniu. Małżeństwo jest de facto zrównywane ze związkami nieformalnymi. Całość opakowana jest pięknymi frazesami o „budowaniu relacji opartych na szacunku, godności, miłości i odpowiedzialności”, przy jednoczesnym stawianiu małżeństwa i konkubinatu na jednym poziomie. Tymczasem art. 18 Konstytucji RP, stanowi, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Już z tego należałoby wyprowadzić wniosek o potrzebie większego dowartościowania w szkole decyzji o trwałym, otwartym na przekazywanie nowego życia małżeństwie.
Klimatyczny lęk
Projekt zawiera również elementy edukacji klimatycznej. Np. w klasach VII-VIII uczniowie mają opisywać „jak zmiana klimatu i degradacja środowiska wpływają na zdrowie indywidualne i publiczne”, wymieniać „choroby, które mogą być ich wynikiem, w tym zaburzenia psychiczne, choroby układu oddechowego, układu sercowo-naczyniowego, choroby skóry”, a także wskazywać „negatywne następstwa ekstremalnych zjawisk pogodowych dla zdrowia”. Ważnym elementem programu w szkołach średnich jest umiejętność rozpoznawania dezinformacji dotyczącej zmian klimatu oraz ich wpływu na zdrowie.
Doświadczenie pokazuje, że podobny przekaz z akcentowanym antropogenicznym (wywołanym przez ludzi) wpływem na otaczający świat, często generuje u młodzieży lęk, a w skrajnych przypadkach prowadzi do radykalizmu (zob. „strajki” młodzieży w czasie zajęć lekcyjnych przeciwko zmianom klimatycznym generowanym przez człowieka czy akcje polegające na blokowaniu ruchu drogowego i przyklejaniu się do jezdni).
Wszystkie powyższe treści mają znaleźć się w części obowiązkowej przedmiotu. Rodzice nie będą mieli możliwości ich wyłączenia.
Seksualizacja pod szyldem „normy medycznej”
Z kolei w części dotyczącej seksualności (nawet jeśli formalnie dobrowolnej) utrzymuje się podejście oparte na kryteriach medycznych. Mowa jest m.in. o zachowaniach w okresie dojrzewania należących do normy medycznej, wśród których — jak wynika z podręcznika dla nauczycieli wydanego przez jedną z uczelni, chwalonego przez minister Barbarę Nowacką — zalicza się zachowania autoerotyczne (czyli np. masturbacja). Zresztą zapis o masturbacji pojawiał się wprost w pierwotnym projekcie edukacji zdrowotnej.
Uczniowie szkoły podstawowej mieliby się ponadto uczyć o wyrażaniu świadomej zgody na seks, przygotowaniu się do inicjacji seksualnej, „orientacji psychoseksualnej” i „tożsamości płciowej”. W ten sposób w umysłach dzieci normalizuje się i zrównuje związki homoseksualne z małżeństwem kobiety i mężczyzny, chronionym expressis verbis przez wspomniany art. 18 Konstytucji.
„Tożsamość płciowa” w ósmej klasie — ryzyko nieodwracalnych szkód
Szczególnie niebezpieczny jest zapis dotyczący klasy ósmej szkoły podstawowej. Wprowadzanie w tym wieku pojęcia tożsamości płciowej niesie ze sobą poważne ryzyko destabilizacji rozwoju psychoseksualnego dzieci. Przekaz, że płeć nie jest determinowana przez biologię (chromosomy, anatomię, gamety), lecz przez subiektywne przeświadczenie, może wywoływać u nastolatków niepewność co do własnej płciowości. W konsekwencji może to prowadzić do zjawiska społecznego zarażania i gwałtownego wzrostu liczby przypadków dysforii płciowej oraz żądań używania zaimków i imion niezgodnych z biologiczną płcią[1].
Podległy MEN Ośrodek Rozwoju Edukacji zdążył już przeprowadzić szkolenie dla nauczycieli, w których prowadząca przekonuje, że takie żądania należy respektować nawet bez potrzeby pytania o zgodę rodziców. To jawne naruszenie praw rodzicielskich i elementarne zagrożenie dla dobra dziecka.
W skrajnych przypadkach może to skończyć się decyzją o tranzycji medycznej – blokerach dojrzewania, hormonach płci przeciwnej i operacjach – z nieodwracalnymi skutkami zdrowotnymi, w tym trwałym okaleczeniem ciała, niepłodnością i licznymi powikłaniami. Edukacja, która w swojej nazwie ma przymiotnik „zdrowotna”, staje się tym samym nie tylko antyrodzinna, ale i antyzdrowotna.
Głos rodziców zignorowany
Najbardziej kontrowersyjny jest fakt, że minister edukacji wprowadza nowy przedmiot wbrew jasno wyrażonej woli zdecydowanej większości rodziców. W konsultacjach społecznych oraz licznych badaniach opinii rodzice wielokrotnie wskazywali, że nie zgadzają się na kształt proponowanej edukacji zdrowotnej – w szczególności na treści dotyczące edukacji seksualnej, „tożsamości płciowej”, inkluzji czy zagadnień światopoglądowych, które powinny pozostać domeną rodziny.
Szczególny niepokój budzi to, że obowiązkowa edukacja zdrowotna obejmie również młodsze dzieci – uczniów klas IV–VI szkoły podstawowej, którzy z punktu widzenia rozwoju psychoemocjonalnego nie są przygotowani na konfrontację z wieloma zagadnieniami ujętymi w projekcie. Rodzice tracą realny wpływ na to, jakie treści światopoglądowe trafią do ich dzieci na obowiązkowych zajęciach.
Wprowadzenie odrębnego, nieobowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne” nie rozwiązuje problemu, ponieważ wiele destrukcyjnych, czy wprost kłamliwych treści o charakterze światopoglądowym pozostaje w obowiązkowej edukacji zdrowotnej, której rodzice ani uczniowie nie będą mogli odmówić.
Mimo zgłaszanych zastrzeżeń ministerstwo zdecydowało się przeforsować swoje rozwiązanie, traktując głos rodziców jako mało znaczący element procesu legislacyjnego. To niepokojący sygnał – państwo, zamiast wspierać rodziców w wychowaniu dzieci, próbuje przejąć ich kompetencje.
Eksperci ostrzegają
Krytyczne opinie wobec projektu płyną także ze strony środowisk eksperckich – pedagogów, psychologów, lekarzy oraz organizacji prorodzinnych. Wskazują oni, że:
- treści programowe wykraczają poza klasycznie rozumianą profilaktykę zdrowotną i obejmują kwestie światopoglądowe,
- brakuje rzetelnej podstawy naukowej dla części proponowanych zagadnień,
- przedmiot w obecnym kształcie miesza zagadnienia faktycznej edukacji zdrowotnej z tematyką ideologiczną,
- proponowane treści są niedostosowane do etapu rozwoju dzieci, zwłaszcza w klasach IV–VI szkoły podstawowej,
- nie przewidziano realnych mechanizmów ochrony prawa rodziców do decydowania o wychowaniu dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami,
- nadanie przedmiotowi statusu obowiązkowego od 2026/2027 r. (w szkołach ponadpodstawowych) uniemożliwi rodzicom i uczniom rezygnację z udziału w zajęciach.
Ideologia zamiast zdrowia
Sama idea uczenia dzieci i młodzieży o właściwie rozumiany tzw. zdrowym stylu życia, profilaktyce, higienie psychicznej czy odżywianiu nie budzi sprzeciwu – na te zagadnienia było miejsce na innych przedmiotach. Problem w tym, że pod szyldem „edukacji zdrowotnej” ministerstwo wprowadza treści, które wykraczają daleko poza zdrowie w sensie medycznym i wkraczają w sferę światopoglądu, obyczajowości i tożsamości. Niczym, poza względami ideologicznymi, nieuzasadnione jest również wprowadzanie do ramowych planów nauczania nowego przedmiotu.
Rozdzielenie przedmiotu na „edukację zdrowotną” (obowiązkową) oraz „edukację zdrowotną – zdrowie seksualne” (nieobowiązkową) może sprawiać wrażenie kompromisu, ale w praktyce nim nie jest. Wiele kontrowersyjnych i niebezpiecznych treści pozostaje bowiem w obowiązkowej części programu, na którą rodzice nie mają już żadnego wpływu.
To właśnie ten ideologiczny komponent budzi największy opór. Rodzice mają prawo oczekiwać, że szkoła nie będzie narzucać im dzieciom wizji świata i człowieka, sprzecznej z ich wiarą, przekonaniami, a częstokroć i zdrowym rozsądkiem.
Arbitralna decyzja wbrew społeczeństwu
Sposób, w jaki minister Barbara Nowacka przeprowadza tę zmianę, każe zadać fundamentalne pytanie: czy można wprowadzać tak głęboką ingerencję w wychowanie dzieci i młodzieży wbrew woli rodziców i wbrew głosom ekspertów? Konsultacje społeczne nie mogą być fasadą – powinny realnie wpływać na kształt prawa, zwłaszcza w sprawach dotyczących wychowania.
Tymczasem oba projekty rozporządzeń pokazują, że resort edukacji traktuje swoje ideologiczne priorytety jako ważniejsze niż głos rodziców, których dzieci zostaną objęte tymi destrukcyjnymi zmianami. Plan, by edukacja zdrowotna stała się przedmiotem obowiązkowym jest tego najlepszym przykładem. Państwo nie pyta, lecz narzuca.
Rodzice nie mogą pozostać obojętni w sytuacji, w której pod pozorem troski o zdrowie dzieci i młodzieży wprowadza się treści, które mogą zaszkodzić ich dzieciom. Treści, na które nigdy nie wyrazili zgody. W obronie swych dzieci powinni sięgać po wszystkie możliwe narzędzia. Jednym z nich jest przesłanie uwag w ramach konsultacji społecznych na adres [email protected]. Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły organizuje także protest przeciwko ideologizacji polskiej szkoły, który odbędzie się 14 czerwca na Placu Zamkowym w Warszawie.
Dr Artur Górecki – dyrektor Centrum Edukacyjnego Ordo Iuris
R.pr. Marek Puzio – straszy analityk Ordo Iuris
Przeczytaj też:
- Edukacja zdrowotna czy inżynieria społeczna. Zapowiedzi Barbary Nowackiej
- Przymusowa „edukacja zdrowotna” od września?
- „Kompas Jutra” – demontaż polskiej szkoły
- Nowacka idzie na wojnie z rodzicami. Edukacja zdrowotna przedmiotem obowiązkowym
[1] Zob. A. Marianowicz-Szczygieł, Wzrost zaburzeń tożsamości płci wśród dzieci i młodzieży – dane z 10 krajów. Możliwe wyjaśnienia, wnioski dla rodziców, „Kwartalnik Naukowy Fides et ratio”, nr 1(49), 2022.
Przeczytaj też:
- Prokuratura musi ścigać aborcyjną „przychodnię”. Sąd uchylił postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania
- Prokuratura nie chciała ścigać „kurierek” rozprowadzających tabletki aborcyjne. Sąd uchylił jej postanowienie
Źródło zdjęcia okładkowego: Ordo Iuris





