główne PUNKTY
1
Centrum Żoliborz, wskazywane jako miejsce zapowiadanej „konferencji” BioTexCom, poinformowało, że nie wynajmie ukraińskiej firmie sal i że BioTexCom nie miało prawa posługiwać się jego adresem.
2
Odwołanie wydarzenia to efekt presji: zawiadomienia Ordo Iuris do prokuratury, petycji, apeli Akcji Katolickiej i Episkopatu, zapowiedzi pikiety oraz dziesiątek publikacji prasowych.
3
Sprawa nie jest zamknięta — zapowiedź spotkania wciąż widnieje na stronie BioTexCom, a firma przekierowuje zainteresowanych na indywidualne „konsultacje” prowadzone przez WhatsApp.
4
BioTexCom od lat lekceważy standardy etyczne: rabaty „na Black Friday”, nagranie z 46 noworodkami w kijowskim hotelu z 2020 roku i porzucanie dzieci urodzonych z niepełnosprawnościami.
5
Ordo Iuris apeluje o czujność oraz — wzorem Włoch — o przyjęcie przepisów karzących korzystanie z surogacji także wtedy, gdy cały proceder organizowany jest za granicą.

Centrum Żoliborz, które wynajmuje sale szkoleniowe w lokalu przy al. Jerozolimskich 49 w Warszawie – adresie wskazywanym przez media jako miejsce zapowiadanej na 12–13 września „konferencji” ukraińskiej firmy BioTexCom – poinformowało, że nie wynajmie tej firmie sal i że BioTexCom nie miało prawa posługiwać się jego adresem.
Osobom pytającym obecnie o udział BioTexCom Centrum Żoliborz odpowiada, że wydarzenie zostało przełożone na inny termin i na razie się nie odbędzie. Jako powód wskazywane jest bezpieczeństwo klientów firmy. Sama firma przekierowuje natomiast zainteresowanych na indywidualne rozmowy za pośrednictwem WhatsAppa. Zapowiedź warszawskiego spotkania wciąż jednak widnieje na stronie BioTexCom, dlatego w tej sprawie nadal konieczna jest czujność.
Właściciel sali: „kategorycznie nie chcemy nawiązywać współpracy”
7 września skierowaliśmy do Centrum Żoliborz pytanie, czy ukraińska spółka rzeczywiście zarezerwowała tam salę. Otrzymana odpowiedź nie pozostawia wątpliwości: „Informuję, iż dostaliśmy zapytanie od tego podmiotu o możliwość wynajmu sali szkoleniowej. Oferta została wysłana, natomiast sala nie została zarezerwowana. Jednocześnie informuję, iż po uzyskaniu informacji, czym zajmuje się ten podmiot, kategorycznie nie chcemy z nim nawiązywać współpracy ani wynajmować mu naszych sal szkoleniowych. Firma ta w żaden sposób nie miała prawa posługiwać się naszym adresem”.
To ważny sygnał. Gdy właściciele obiektów dowiadują się, czym w istocie jest „program surogacyjny” i jakie ryzyko prawne może wiązać się z udostępnieniem sali na jego promocję, zaczynają odmawiać. W tym przypadku wystarczyło, że sprawa ujrzała światło dzienne: zawiadomienie Instytutu Ordo Iuris do prokuratury, petycja, apele Akcji Katolickiej i Episkopatu, zapowiedź pikiety oraz dziesiątki publikacji prasowych. Presja ma sens.
Nie należy jednak przedwcześnie ogłaszać zwycięstwa. Na stronie biotexcom.pl wciąż widnieje zapowiedź warszawskiego wydarzenia zaplanowanego na 12–13 września. Firma nie wycofała się również z polskiego rynku – zamiast tego przeniosła swoją ofertę do kanału indywidualnego, proponując bezpłatne „konsultacje” online. Dlatego sprawa wymaga dalszej uwagi i zdecydowanego sprzeciwu.
Firma, która sprzedaje dzieci na wyprzedaży
Skala lekceważenia elementarnych standardów etycznych przez BioTexCom nie jest kwestią interpretacji. W listopadzie 2021 roku spółka zorganizowała akcję promocyjną z okazji Black Friday: od 15 do 26 listopada oferowała 3-procentowy rabat na wszystkie pakiety. W praktyce oznaczało to 1947 euro zniżki na pakiet „All inclusive VIP” wart 64 900 euro i 447 euro na program in vitro „Perfect Chance” za 14 900 euro. Reklamy namawiały do pośpiechu, by „zdążyć” z rabatem i szybciej spełnić marzenie o dziecku. Dziecko stało się produktem sezonowej wyprzedaży – dokładnie tak, jak telewizor czy pralka.
Cennik firmy zbudowany jest jak katalog usług turystycznych: pakiety od 36.900 do 64.900 euro, z podziałem na wersje „standard”, „standard plus” i „VIP”. Różnica polega na tym, że przedmiotem transakcji jest człowiek.
„Magazyny” z ludzkim towarem. Lekcja z 2020 roku
Najbardziej wymowny obraz tego biznesu świat zobaczył w maju 2020 roku. BioTexCom opublikował wtedy nagranie, na którym w kijowskim hotelu Venice – normalnie służącym do przyjmowania zagranicznych klientów firmy – widać 46 noworodków ułożonych w rzędach przezroczystych łóżeczek. Film, przetłumaczony na kilka języków, miał zmobilizować kupujących do wywierania nacisku na własne ambasady i ministerstwa spraw zagranicznych, aby uzyskać zgodę na wjazd do zamkniętej z powodu pandemii Ukrainy. Przekaz był jednoznaczny: zamówiony towar jest na miejscu, czeka w optymalnych warunkach przechowywania. Kamera przesuwająca się nad rzędami niemowląt bezwiednie przywoływała skojarzenie z linią produkcyjną.
Szacowano wówczas, że na Ukrainie utknęło około 500 dzieci urodzonych przez matki zastępcze dla klientów z zagranicy. Ukraina przejęła ten rynek po tym, jak kraje azjatyckie – po serii skandali – zakazały sprzedaży obcokrajowcom dzieci urodzonych w ramach surogacji. Przed wybuchem pełnoskalowej wojny na Ukrainie BioTexCom odpowiadał za około dwie trzecie ukraińskiego eksportu tej „usługi”, który szacowano na około 2000 noworodków rocznie. W latach 2018–2019 spółka i jej właściciel byli w centrum śledztwa dotyczącego ponad tysiąca nieprawidłowych procedur surogacyjnych; jednak nie postawiono mu wtedy zarzutów. W sierpniu 2019 roku australijska telewizja ABC pokazała, jak dzieci urodzone z niepełnosprawnościami są porzucane przez zamawiających, odmawiających odbioru „wadliwego” towaru – trafiają wtedy do ukraińskich sierocińców i szpitali publicznych.
Francuski precedens: targi, które musiały wyjechać z Paryża
Doświadczenia z Francji pokazują, że konsekwentna presja społeczna i prawna może doprowadzić do trwałego odwołania tego typu wydarzeń, takich jak planowana przez BioTexCom w Warszawie „konferencja”. Przez lata w Paryżu odbywały się targi „Désir d’enfant”, później organizowane pod nazwą „Wish for a baby”, podczas których – podobnie jak zamierzał to zrobić BioTexCom w Warszawie – promowano usługi surogacyjne, mimo że są one we Francji nielegalne.
Le Syndicat de la Famille (dawniej La Manif Pour Tous) od kilku lat prowadził przeciwko organizatorom targów kampanię obejmującą manifestacje, akcje ulotkowe, materiały przygotowywane z wykorzystaniem ukrytej kamery oraz pozwy przeciwko organizatorom i właścicielom obiektów. W pozwach zarzucano im współudział w pośrednictwie w surogacji. W wyniku narastającej presji targi najpierw musiały opuścić Espace Champerret i przenieść się do mniejszego Espace Charenton. Ostatecznie, 16 kwietnia 2025 roku, organizatorzy ogłosili przeniesienie wydarzenia do Brukseli, rezygnując z dalszej obecności w Paryżu.
„To zwycięstwo jest owocem mobilizacji prowadzonej rok po roku” – skomentowała Ludovine de La Rochère, prezes organizacji. Problem jednak pozostaje: Francuzi nadal korzystają z usług surogacji świadczonych za granicą, np. w USA w przypadku par homoseksualnych czy w tańszej Ukrainie w przypadku małżeństw, gdyż prawo ukraińskie pozwala na świadczenie takich usług tylko dla par heteroseksualnych pozostających w związku małżeńskim.
Włochy: kara także za surogację zorganizowaną za granicą
Jeszcze dalej poszły Włochy. Surogacja jest tam zakazana od 2004 roku na mocy art. 12 ust. 6 ustawy nr 40. Przepis przewiduje karę od trzech miesięcy do dwóch lat pozbawienia wolności oraz grzywnę od 600 tys. do miliona euro dla każdego, kto realizuje, organizuje lub reklamuje surogację.
Rozwiązanie to było jednak stosunkowo łatwe do obejścia – wystarczyło skorzystać z usług za granicą, np. na Ukrainie, w Gruzji czy w Stanach Zjednoczonych. Rząd Giorgii Meloni postanowił zamknąć tę lukę. Z inicjatywy Braci Włochów włoski parlament uchwalił nowelizację, którą Senat przyjął 16 października 2024 roku stosunkiem głosów 84 do 58. Ustawa z 4 listopada 2024 roku nr 169, opublikowana w „Gazzetta Ufficiale” 18 listopada i obowiązująca od 3 grudnia 2024 roku, uzupełniła art. 12 ustawy nr 40 o przepis, zgodnie z którym jeżeli czyny związane z surogacją zostały popełnione za granicą, obywatel włoski podlega karze na podstawie prawa włoskiego. Włoskie media określiły nowe rozwiązanie mianem „reato universale” – przestępstwa uniwersalnego. „To reguła zdrowego rozsądku przeciw utowarowieniu ciała kobiety i dzieci. Życie ludzkie nie ma ceny i nie jest towarem” – uzasadniała Giorgia Meloni.
Włoskie rozwiązanie pokazuje, że państwo, które traktuje surogację jako formę handlu ludźmi, może skutecznie przeciwdziałać jej także wtedy, gdy proceder jest organizowany poza jego granicami. Nie musi poprzestawać na samych deklaracjach – może stworzyć realne narzędzia prawne pozwalające ograniczyć obchodzenie krajowego zakazu.
Czujność i konsekwencja
Ordo Iuris od lat wskazuje, że surogacja nie jest usługą, lecz handlem ludźmi. W związku z zapowiedzianą konferencją w Warszawie Instytut złożył do Prokuratury Rejonowej w Warszawie zawiadomienie dotyczące BioTexCom, wskazując na art. 211a Kodeksu karnego (organizowanie adopcji wbrew ustawie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej), art. 189a § 2 k.k. (przygotowanie do handlu ludźmi) oraz art. 258 k.k. (udział w zorganizowanej grupie przestępczej), i wnosząc m.in. o zakaz opuszczania kraju dla osób odpowiedzialnych.
Jak podkreślała Julia Książek z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris, promocja komercyjnej reprodukcji traktuje ciało kobiety jako środek produkcji, a dziecko jako produkt dopasowany do oczekiwań klienta. Instytut należy też do międzynarodowej koalicji, koordynowanej przez grupę ekspertów Deklaracji z Casablanki, która apeluje do Komitetu Praw Dziecka ONZ o uznanie odpłatnej surogacji za handel dziećmi w rozumieniu protokołu fakultatywnego do Konwencji o prawach dziecka.
Cena tego biznesu jest ludzka – i ponoszona przez całe życie. „Zostałam zaprogramowana, żeby zostać porzucona” – mówiła Olivia Maurel, kobieta urodzona w wyniku surogacji, podczas czerwcowej konferencji zorganizowanej przez Instytut Ordo Iuris wraz z Centrum Badawczo-Dydaktycznym Katolickiej Nauki Społecznej UKSW.
Warszawska „konferencja” ukraińskiej firmy BioTexCom nie ma dziś sali. To dobra wiadomość, ale nie koniec sprawy. Potrzebna jest dalsza czujność – zarówno ze strony właścicieli obiektów konferencyjnych i hotelowych, jak i organów państwa, które powinny konsekwentnie egzekwować obowiązujące w Polsce prawo. Najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak pójście śladem Włoch i przyjęcie przepisów, które przewidywałyby surowe kary za korzystanie z usług matek zastępczych – niezależnie od tego, czy proceder odbywa się w Polsce, czy za granicą. Tylko w ten sposób można skutecznie zamknąć drogę do obchodzenia zakazu i ograniczyć rozwój rynku, na którym ludzkie ciało i dzieci stają się przedmiotem transakcji.
Olivier Bault – dyrektor Centrum Komunikacji Ordo Iuris
Zobacz też:
- Zamówili dziecko i domagali się jego zabicia. Walka surogacyjnej matki o prawo do opieki nad synem
- Handel dziećmi w centrum Warszawy
- USA: dzieci z komercyjnej surogacji mogą nie uzyskać obywatelstwa. Nowe rozporządzenie prezydenta Trumpa
- Kolumbia zakaże surogacji? Kolejna próba walki z tym procederem
- Włochy i Chile budują międzynarodową koalicję na rzecz zakazu surogacji
Źródło zdjęcia okładkowego: iStock





