Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).
Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.
Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.
Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.
W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]
Jak wynika z projektu ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2023, skierowanego do Sejmu 30 września, rząd dostrzega pogarszającą się sytuację finansową państwa. Pogorszenie to wyraża się w szczególności w dynamicznym wzroście poziomu zadłużenia. Proponowane rozwiązania prawne dowodzą, że do niedawna mało prawdopodobna perspektywa niewypłacalności naszego kraju może być obecnie postrzegana jako realne zagrożenie.
Polskie finanse przed pandemią
Do momentu rozpoczęcia epidemii COVID-19 i wprowadzenia szeregu mających jej przeciwdziałać rozwiązań prawnych, które jednak w istotny sposób zdezorganizowały życie społeczno-gospodarcze kraju, sytuacja w finansach publicznych była stosunkowo dobra. Dzięki znacznemu wzrostowi gospodarczemu oraz zmianom w zakresie dochodów publicznych, wzrost poziomu zadłużenia nie był nadmierny i nie istniało zagrożenie dla wypłacalności państwa. Co więcej, ustawa budżetowa na 2020 r. przewidywała po raz pierwszy budżet bez deficytu, czyli taki, w którym wysokość wydatków jest równa dochodom publicznym. Wszystkie te pozytywne dla finansów publicznych perspektywy zostały jednak pokrzyżowane przez wydarzenia następujące od marca 2020 r.
Dynamicznie zmiany w otoczeniu społeczno-gospodarczym doprowadziły w ciągu ostatnich 2,5 roku do znaczącego wzrostu poziomu zadłużenia. Państwowy dług publiczny, a więc obliczony wg tzw. polskiej metodologii, na koniec II kwartału 2022 r. wyniósł 1 175 320,7 mln zł. Zwiększył się zatem w stosunku do końca 2021 r. o 26 741,7 mln zł. Wskazanie to nie odzwierciedla jednak wielu kategorii wydatków związanych z realizacją zadań publicznych. Dlatego bardziej wiarygodnym jest poziom długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (długu EDP), a więc obliczonego wg tzw. metodologii unijnej. Na tej podstawie ustalić można, że zadłużenie na koniec II kwartału 2022 r. wyniosło 1 453 456,9 mln zł, a tym samym przez pierwsze półrocze 2022 r. wzrosło o 42 957,3 mln zł.
Źródło: Zadłużenie Sektora Finansów Publicznych II kw./2022, Biuletyn kwartalny Ministerstwa Finansów, 12 września 2022 r.
Źródło: Zadłużenie Sektora Finansów Publicznych II kw./2022, Biuletyn kwartalny Ministerstwa Finansów, 12 września 2022 r.
Pomimo znaczącego wzrostu, poziom EDP Polski w stosunku do PKB nie jest wyższy niż średnia w Unii Europejskiej. Poziom ten zbliżony jest obecnie do zadłużenia Niderlandów. Kluczowym zagadnieniem jest jednak nie tyle sama wysokość długu, co zdolność państwa do jego refinansowania. O ile dotychczas nie budziła ona zasadniczych wątpliwości, to najnowsze działania rządu dowodzą, że realna jest zmiana tego stanu rzeczy. W projekcie ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2023 zaproponowano bowiem szereg rozwiązań prawnych wskazujących na dostrzeganie problemu ryzyka niewypłacalności Polski.
Nowe rozwiązania prawne
Najistotniejsza zmiana polega na opracowaniu specjalnego mechanizmu służącego zabezpieczeniu finansowania wydatków na obsługę długu Skarbu Państwa (stanowiącego ok. 92 proc. państwowego długu publicznego), ze środków zaplanowanych w ustawie budżetowej na bieżący rok, w tym środków ujętych w ramach rezerw celowych budżetu państwa. W celu finansowania długu Prezes Rady Ministrów będzie mógł podjąć decyzję o zablokowaniu planowanych wydatków w zakresie całego budżetu państwa, określając część budżetu państwa i łączną kwotę wydatków, która podlega blokowaniu i powierzając zadanie do wykonania ministrowi finansów. Do blokowania środków nie przewiduje się stosowania dotychczas obowiązujących regulacji, ujętych w art. 177 ustawy o finansach publicznych. Tym samym nastąpi koncentracja prawa do blokowania budżetu w ręku premiera, a jego działania, w tym utworzenie z pozyskanych środków nowej rezerwy celowej, odbędzie się bez konieczności uzyskiwania opinii sejmowej komisji właściwej do spraw budżetu.
W celu uzyskania większej swobody działania, rząd postanowił także zmodyfikować dotychczas stosowane narzędzia prawne. Zgodnie z art. 33 ust. 1 ustawy o szczególnych rozwiązaniach, w celu realizacji zadań związanych z przeciwdziałaniem klęskom żywiołowym i usuwaniem ich skutków, przeciwdziałaniem i usuwaniem skutków epidemii oraz przeciwdziałaniem i usuwaniem skutków społeczno-gospodarczych inflacji, Prezes Rady Ministrów może wydać ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych polecenie utworzenia nowej rezerwy celowej i przeniesienia do niej kwot wydatków zablokowanych na podstawie art. 177 ust. 1 ustawy o finansach publicznych. Co istotne, utworzenie wskazanej rezerwy nie będzie wymagało uzyskania opinii sejmowej komisji właściwej do spraw budżetu. Do zadań dla których zostanie powołana nowa rezerwa nie będą zaś miały zastosowania ograniczenia ujęte w art. 170 ust. 1 ustawy o finansach publicznych, m.in. zmiany kwot dotacji na dofinansowanie zadań własnych jednostek samorządu terytorialnego tylko do dnia 30 listopada roku budżetowego.
Odnotować również należy, że w projekcie ustawy przewidziano zawieszenie dotychczasowego ograniczenia łącznej wysokości rezerw celowych, jak też ograniczenia wysokości rezerw, których dysponentami są poszczególni wojewodowie. W dotychczasowym stanie prawnym suma rezerw celowych nie mogła bowiem przekraczać 5 proc. sumy wydatków budżetu państwa (z niewielkimi wyjątkami) oraz 1 proc. w częściach budżetu państwa, których dysponentami są poszczególni wojewodowie. Po zmianach, suma rezerw celowych będzie mogła stanowić dowolną część wydatków budżetowych.
Przygotowania na pogorszenie sytuacji
Przedstawione rozwiązania wykraczają poza dotychczasowe ramy prawne i umożliwiają rządowi bardziej elastyczne działanie w razie nagłego wzrostu zapotrzebowania na środki finansowe. Sytuacja taka może nastąpić zarówno w wyniku niespodziewanego pogorszenia sytuacji gospodarczej, jak też, odrębnie od niej, nagłej zmiany sytuacji geopolitycznej i np. zaistnienia stanu zagrożenia wojennego. Należy się wówczas spodziewać masowego i gwałtownego odpływu zarówno krajowego jak i zagranicznego kapitału do bezpieczniejszych destynacji. W konsekwencji zaś, stanu niemożliwości wykonania bieżących zobowiązań finansowych spoczywających na Polsce, a więc technicznego bankructwa. Zagrożenie to jest dostrzegane przez rząd, bowiem w uzasadnieniu projektu wprost wskazuje się, że „hipotetyczna sytuacja braku terminowej realizacji obsługi długu Skarbu Państwa, nawet wynikająca z opóźnień natury proceduralnej, może wiązać się z postawieniem w stan wymagalności wszystkich transakcji finansowych, których stroną na rynku finansowym jest Skarb Państwa. Zatem w skrajnych przypadkach, mogłoby to prowadzić do oceny Skarbu Państwa jako niewypłacalnego przez szereg instytucji finansowych”.
Działania, które przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa finansów co do zasady publicznych należy ocenić pozytywnie. Jednoosobowe kierowanie budżetem państwa przez Prezesa Rady Ministrów, w tym przejawiające się w prawie do blokowania całości wydatków, stosowane w przeszłości na podstawie przepisów obowiązujących podczas epidemii COVID-19, należy jednak uznać za rozwiązanie szczególne. Zdecydowanie nie służy ono przejrzystości finansów i parlamentarnej kontroli nad nimi. Trzeba również pamiętać, że funkcja premiera oraz ministra finansów może być pełniona przez jedną osobę (miało to kilkukrotnie miejsce w historii, w tym przez Mateusza Morawieckiego), co oznaczałoby koncentrację w jej rękach uprawnień do wydania decyzji o blokowaniu wydatków w ramach całego budżetu, jak też do wykonania tej decyzji. Pytanie więc, w jakim stopniu realne jest obecnie zagrożenie dla bezpieczeństwa finansów publicznych i czy uzasadnia ono wprowadzenie tego rodzaju rozwiązań. Czy główne niebezpieczeństwo stanowi rosnące zadłużenie, inflacja, czy też rząd dostrzega inne, niekomunikowane dotychczas społeczeństwu zagrożenia, które mogą uniemożliwić sfinansowanie wydatków na obsługę długu Skarbu Państwa?
Tomasz Woźniak – analityk Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris
Prawo hiszpańskie, podobnie do regulacji obowiązujących w Polsce, nakłada pewne ograniczenia co do treści oraz formy reklam. Jednym z najistotniejszych czynników jest wymóg, aby reklamy nie wprowadzały odbiorców w błąd. Ta, wydawałoby się absolutnie podstawowa zasada stała się pośrednio przyczyną kilkuletniego postępowania sądowego[1], w efekcie którego hiszpański Sąd Najwyższy utrzymał orzeczenie sądu II instancji i w dniu 14 września 2022 r. wydał wyrok w sprawie dotyczącej reklam promujących „usługę” aborcji[2].
Już na wstępnie podkreślić należy, że po niekorzystnym dla Asociation de Clicicas Acreditadas para la Interrupcion Voluntaria del Embarazo (dalej jako: ACAI, tj. Stowarzyszenie Klinik Akredytowanych ds. Dobrowolnego Przerywania Ciąży) orzeczeniu sądu II instancji[3], Stowarzyszenie to złożyło skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, jednakże dotyczyła ona wyłącznie kwestii legitymacji procesowej przeciwnika - Asociacion de Abogados Cristianos (dalej jako: AAC, tj. Stowarzyszenie Prawników Chrześcijańskich), do wytoczenia ACAI powództwa z powodu naruszenia prawa wprowadzającą w błąd reklamą. Sąd Najwyższy w swym orzeczeniu ograniczył się zatem de facto do oddalenia skargi, jako że kwestia legitymacji procesowej została prawidłowo oceniona przez sąd II instancji. Stąd też merytoryczny wywód jaki zostanie poddany analizie w niniejszym komentarzu znajdujemy nie w wyroku Sądu Najwyższego, który definitywnie zakończył spór na drodze sądowej w 2022 r., lecz w orzeczeniu Sądu Prowincjonalnego w Oviedo, które zapadło 28 stycznia 2020 r.
W swoich materiałach promocyjnych ACAI, będące organizacją zrzeszająca aż 32 ośrodki aborcyjne, zapewniała, że aborcja jest praktyką, która nie wiąże się z żadnym ryzykiem. Na stronie internetowej Stowarzyszenia, w sekcji pytań i odpowiedzi, na pytanie o bezpieczeństwo i ewentualne konsekwencje poddania się aborcji ACAI przedstawiało następującą odpowiedź:
„Przerwanie ciąży jest operacją, która nie zostawia konsekwencji, więc kiedy znowu zajdziesz w ciążę, będzie tak, jakbyś nie miała wcześniejszej aborcji. Nie ma również ryzyka bezpłodności w wyniku poddania się jednej lub więcej aborcji. Aborcja jest najczęstszą interwencją chirurgiczną w Hiszpanii, nie pozostawia następstw, a częstotliwość występowania powikłań jest bardzo niska”.
Stowarzyszenie Prawników Chrześcijańskich (AAC), pozywając stowarzyszenie klinik aborcyjnych wskazało, że informacja jest w rzeczywistości reklamą i stanowi czyn nieuczciwej konkurencji, gdyż wprowadza odbiorcę w błąd.
Co ciekawe, ACAI na żadnym etapie procesu nie próbowało bronić merytorycznie treści informacji zamieszczonej na ich stronie internetowej, a jedynie próbowało wywodzić, że nie stanowi ona reklamy. W rzeczywistości jednak art. 2 hiszpańskiej ustawy regulującej kwestie reklamy[4] definiuje reklamę jako: „każdą formę komunikacji dokonywanej przez osobę fizyczną lub prawną, publiczną lub prywatną, w ramach wykonywania działalności handlowej, przemysłowej, rzemieślniczej lub zawodowej, w celu bezpośredniego lub pośredniego promowania wynajmu mienia ruchomego lub nieruchomego, usług, praw i obowiązków”. Jednocześnie statut ACAI w art. 3 wskazuje, że celem Stowarzyszenia jest „reprezentowanie, obrona i promowanie wspólnych interesów swoich członków (…)”, co realizowane ma być poprzez „obronę szczególnych interesów określonych przez działalność zawodową; tych, którzy ją tworzą” (lit. a), „negocjują, precyzują i podpisują umowy lub konwencje prowincjonalne, regionalne, krajowe i międzynarodowe, które dotyczą lub interesują jej członków, w sposób korporacyjny lub wspólnotowy, w przemyśle, związkach zawodowych, gospodarce, podatkach, pracy i w każdej innej dziedzinie związanej bezpośrednio lub pośrednio z reprezentowaną działalnością " (lit. h).
Z wyroku sądu apelacyjnego wynika, że nie miał on wątpliwości, że do celów pozwanego stowarzyszenia należy promowanie działalności zawodowej i gospodarczej jego wspólników – czyli dokładnie to, co znalazło się w treści zaskarżonej reklamy, która ewidentnie stara się eksponować ewentualne korzyści płynące z poddania się praktyce dobrowolnego przerywania ciąży, promując tym samym korzystanie z usług świadczonych przez takie kliniki.
Hiszpańskie prawo o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji przewiduje w art. 5 ust. 1, że „każde zachowanie, które zawiera nieprawdziwe informacje lub informacje, które nawet jeśli są prawdziwe, to poprzez swoją treść lub prezentację wprowadzają w błąd lub mogą wprowadzać w błąd odbiorców, mogą zmienić ich zachowanie gospodarcze, jest uważane za nieuczciwe, ponieważ wprowadza w błąd (…)”[5]. Także dyrektywa 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 maja 2005 r. dotycząca nieuczciwych praktyk handlowych[6] wskazuje, że „Praktykę handlową uznaje się za wprowadzającą w błąd, jeżeli w konkretnym przypadku, biorąc pod uwagę wszystkie jej cechy i okoliczności oraz ograniczenia środka przekazu, pomija ona istotne informacje potrzebne przeciętnemu konsumentowi, stosownie do okoliczności, do podjęcia świadomej decyzji dotyczącej transakcji i tym samym powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej transakcji, której inaczej by nie podjął” (art. 7 ust. 1).
Niezwykle istotnym elementem oceny sądu jest uzasadnienie w jaki dokładnie sposób skarżona reklama wprowadzała w błąd. Jest to kluczowe nie tylko w kontekście tej konkretnej sprawy, lecz szerzej – jako merytoryczne, obiektywne stanowisko, które z racji specyfiki procesu sądowego i charakteru pracy sędziego musiało wybrzmieć właśnie w takim kształcie w niniejszej sprawie. Wyrok sądu nie jest obarczony piętnem „stronniczości światopoglądowej”, co często zarzuca się merytorycznym głosom wobec których jedynym zarzutem jest właśnie jednoznaczna postawa obrony życia od poczęcia.
W rozpatrywanej przez sąd sprawie zarzut wprowadzania w błąd skierowany wobec ACAI opierał się na pominięciu w zamieszczonej na stronie internetowej Stowarzyszenia reklamie znacznego ryzyka, jakie aborcja może pociągać za sobą dla zdrowia fizycznego i psychicznego matki. Wszelkie zawarte w reklamie twierdzenia upadły pod ciężarem zeznań biegłych i świadków, którzy zostali powołani w toku procesu. Biegły ginekolog wskazał m.in., że reklama jest stronnicza i może wprowadzać w błąd „ponieważ aborcja może mieć następstwa”. Zeznał, że każdy zabieg ginekologiczny niesie ze sobą ryzyko komplikacji. Lekarz zwrócił także uwagę, że informacje podawane przez ACAI „mogą sugerować, że aborcja jest łatwiejsza niż w rzeczywistości”. Wskazał, że jego doświadczenie zawodowe potwierdza, że następstwami aborcji mogą być zaburzenia nastroju, powikłania wpływające na żeńskie narządy płciowe (mogące prowadzić nawet do bezpłodności), a ryzyko komplikacji u matki rośnie wraz z liczbą aborcji. Podkreślił, że następstwa psychiczne aborcji, takie jak depresja, są bardzo częste. Również biegły chirurg zeznał, że wystąpienie syndromu postaborcyjnego czy depresji jest po aborcji wysoce możliwe.
Sąd apelacyjny ocenił jednoznacznie, że dla przeciętnego konsumenta usług oferowanych przez kliniki stowarzyszone w ACAI, pominięte w reklamie informacje są bardzo istotne. Szczególnie w kontekście brak informacji odnośnie możliwych zagrożeń związanych ze świadczoną usługą, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że konsument, który wiedzę tę by posiadał, nie zdecydowałby się na oferowaną przez klinikę aborcyjną usługę.
Ostatecznie, wyrokiem sądu apelacyjnego Stowarzyszenie Akredytowanych Klinik Dobrowolnego Przerwania Ciąży (ACAI) zostało zobowiązane do usunięcia wprowadzających w błąd treści ze swojej strony internetowej. Sąd nałożył na ACAI także zakaz ich ponownego rozpowszechniania w przyszłości i nakazał zamieszczenie odniesienia do swojego wyroku na stronie internetowej Stowarzyszenia.
Hiszpańskie orzeczenie wyraźnie wskazuje, że nawet najbardziej upowszechniona ideologia nie jest w stanie oprzeć się sile argumentów, które prezentują prawdę. Walka środowisk liberalnych i lewicowych o stworzenie międzynarodowego „prawa do aborcji”, która tak często idzie w parze z próbą przedstawiania jej jako „bezpiecznego zabiegu” porównywanego nawet do „wyrwania zęba”, czy po prostu „decyzji”, nie uwzględnia jednego z kluczowych czynników do których prędzej czy później problematykę aborcyjną trzeba odnieść, czyli skutków. Hiszpański wymiar sprawiedliwości potwierdził zatem, że nawet w warunkach prawnej dopuszczalności aborcji, osoby parające się tym procederem muszą stawać w prawdzie co do tego, czym aborcja w rzeczywistości jest.
Anna Kubacka - analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
Zapewne nikogo już nie zaskoczy okoliczność, że organizacje zrzeszające zwolenniczki zabijania nienarodzonych dzieci po raz kolejny postanowiły wykorzystać polskie prawo do forsowania swojego podstawowego postulatu – nieograniczonego dostępu do aborcji. Mowa tutaj o kolejnej inicjatywie jednej z czołowych organizacji promujących ten proceder - fundacji FEDERA. Z okazji tzw. światowego dnia bezpiecznej aborcji wystosowała ona apel do lekarzy psychiatrów, aby intensywniej zaangażowali się w działania całkowicie sprzeczne z prawem, a ponadto godzące w istotę lekarskiego powołania.
Aborcja nigdy nie jest bezpieczna
Tytułem wstępu warto jednak zauważyć, że nazwa tak hucznie obchodzonego przez środowiska proaborcyjne dnia „bezpiecznej aborcji” stanowi oksymoron, jest wewnętrznie sprzeczna. W rzeczywistości bowiem takie zjawisko jak „bezpieczna aborcja” nie występuje. Uwaga ta wynika z kilku faktów:
Zestawianie więc dwóch pojęć „bezpieczna” i „aborcja” należy uznać za zwykłą manipulację.Aborcja bowiem zawsze wiąże się z zagrożeniem życia lub zdrowia kobiety (albo jednego i drugiego jednocześnie, gdy śmierć ponosi dziecko płci żeńskiej, a matka następnie doświadcza zaburzeń sfery psychicznej i emocjonalnej).
Działalność aborcjonistów narusza prawo
Ponadto podkreślić trzeba, że promowana przez aktywistki aborcyjne praktyka „obchodzenia” prawa, polegająca na wystawianiu skierowań na aborcję przez lekarzy psychiatrów w sytuacji zdiagnozowania u dziecka wad rozwojowych, jest niczym innym jak pogwałceniem praw człowieka, godności zawodu lekarskiego i podstawowych zasad jego wykonywania. Dla jasności wypada przypomnieć, że prawną ochronę życia (w tym dzieci nienarodzonych) w Polsce gwarantują przepisy:
Niezależnie od powyższych aktów prawa powszechnie obowiązującego, przedstawiciele środowiska lekarskiego zobowiązani są do przestrzegania norm wynikających z aktów regulujących ich działalność zawodową, w szczególności z ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty[6] czy Kodeksu Etyki Lekarskiej (KEL)[7]. W tym zakresie w doktrynie wskazuje się, że zasadniczo nie budzi wątpliwości, że „art. 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty służy zarówno ochronie zdrowia dziecka narodzonego, jak i nienarodzonego. Zgodzić się należy z poglądem głoszącym, iż przepis ten nie daje podstaw do rozstrzygnięcia kolizji, czy należy dać pierwszeństwo ochronie życia lub zdrowia matki, czy też życia dziecka poczętego. Racje mają też Ci autorzy, którzy twierdzą, że ze względu na wagę dobra prawnego, jakim jest życie dziecka poczętego, odrzucić należy domniemanie przyznania pierwszeństwa dobrom matki”[8], do których zalicza się dobrostan psychiczny plasujący się niżej w hierarchii wartości niż życie. Lekarz ma zatem ustawowy obowiązek ratowania zagrożonego życia ludzkiego (także przed narodzinami), co potwierdza jednoznacznie przepis art. 39 KEL, który jasno i precyzyjnie określa obowiązki lekarza względem dziecka nienarodzonego: „podejmując działania lekarskie u kobiety w ciąży lekarz równocześnie odpowiada za zdrowie i życie jej dziecka. Dlatego obowiązkiem lekarza są starania o zachowanie zdrowia i życia dziecka również przed jego urodzeniem”. Z cytowaną zasadą nie godzi się pozbawianie życia małego pacjenta z uwagi na np. stan depresyjny matki, skoro jako taki podlega leczeniu przy zastosowaniu metod uznanych za bezpieczne dla obojga. Jak bowiem zauważył prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii, „depresja u ciężarnych i położnic to coraz powszechniejszy problem, bo dotyczący od 10 do 15 proc. tej grupy kobiet. (…) Dlatego depresję w ciąży można i należy leczyć. W zaburzeniach o lekkim nasileniu wystarcza psychoterapia, jednak w przypadku depresji o średnim lub ciężkim nasileniu konieczne jest zastosowanie leków”[9].
Prawo lekarzy do sprzeciwu sumienia
W kontekście aktualnych działań lobby aborcyjnego mających wywierać również na lekarzach ginekologach presję dostosowania się do treści skierowań na aborcję motywowanych stanem zdrowia psychicznego matki, a w rzeczywistości z dużym prawdopodobieństwem mogących stanowić próbę obejścia zakazu przerywania ciąży z uwagi na niepomyślny wynik badań prenatalnych dziecka (płodu), należy zaznaczyć, że zgodnie z polskim prawem lekarzom przysługuje prawo odmowy wykonania zabiegu ze względu na uzasadniony osąd moralny, który kwalifikuje wykonanie tego obowiązku jako etycznie niegodziwe (obiektywne zło)[10].Wspomniany wyżej tzw. sprzeciw sumienia stanowi bowiem element klauzuli sumienia, rozumianej jako „wyraz prawa do postępowania zgodnie z własnym sumieniem, a w konsekwencji także wyraz wolności od przymusu postępowania wbrew własnemu sumieniu (…). Wolność sumienia musi bowiem przejawiać się także w możliwości odmowy wykonania obowiązku nałożonego zgodnie z prawem z powołaniem się na przekonania naukowe, religijne lub moralne”[11]. Co warto podkreślić, prawo każdego, także lekarza, do powstrzymania się od działań sprzecznych z własnym sumieniem wynika wprost z wolności sumienia gwarantowanej przez Konstytucję RP i ratyfikowane umowy międzynarodowe, w tym art. 18 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych[12], art. 9 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności[13], art. 10 Karty Praw Podstawowych UE[14].
Zbliżająca się kolejna rocznica uznania przez Trybunał Konstytucyjny aborcji motywowanej stanem zdrowia dziecka za niezgodną z Konstytucją, ponownie aktywizuje działaczy proaborcyjnych, którzy tym razem atakują środowisko lekarskie. Trzeba jednak pamiętać, że postulaty lobby aborcyjnego nie stanowią źródła prawa.Przeciwnie - ich realizacja może prowadzić do konfliktu z prawem i związanych z tym konsekwencji.
r.pr. Katarzyna Gęsiak – dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris
Nasi prawnicy zaangażowali się w pomoc zrozpaczonym rodzicom nastoletniej dziewczyny, która – lekceważąc zagrożenia dla swojego życia wynikające z choroby nowotworowej – zażywa potężne dawki testosteronu oraz zamierza poddać się zabiegom okaleczającym jej ciało. W związku z tym, że lekarze ignorowali poważną chorobę dziewczyny, poinformowaliśmy o niej klinikę, która miała dokonać amputacji piersi. Dzięki naszej interwencji, do zabiegu nie doszło.
Wsparcie dla rodziców
Po tym jak nagłośniliśmy skandaliczne działania kliniki tranzycyjnej, w której przepisywano dziewczynie męskie hormony pomimo jasnych przeciwskazań onkologicznych, do Instytutu Ordo Iuris zaczęli zgłaszać się kolejni rodzice. Wspieramy matkę, której córka nie wykazywała żadnych oznak zaburzeń tożsamości płciowej aż do czasu, gdy – bez zgody rodziców – uczestniczyła w zajęciach organizowanych przez aktywistów LGBT. Dzisiaj toczy się proces o sądowe orzeczenie zmiany płci.
W tym miesiącu nasi prawnicy włączyli się w kolejny tego rodzaju proces. Reprezentujemy rodziców, przeciwko którym pozew złożył trzydziestoletni syn, który dopiero niedawno „odkrył”, że jest transseksualistą. Zgłosili się do nas również rodzice dziewczyny, która decyzję o „zmianie płci” podjęła pod wpływem (zaangażowanej w ruch LGBT) szkolnej psycholog.
Groźna moda wśród nastolatków
Liczba spraw, w których młodzi ludzie twierdzą, że są „chłopcami uwięzionymi w ciele dziewczynki” (lub odwrotnie) narasta wraz z potęgowaniem genderowej propagandy. Docierająca do Polski „moda na transseksualizm” jest na razie bagatelizowana, ale sytuacja młodzieży w państwach poddawanych dłużej genderowej indoktrynacji jasno pokazuje, do czego doprowadziłaby nasza bierność.
W mediach głośno było ostatnio o dziesięcioletnim chłopcu z USA, który znany jest jako „najmłodsza transgenderowa modelka” Noella McMaher. Dziecko wychowywane jest przez kobiety, które identyfikują się jako mężczyźni. Biologiczny ojciec został odseparowany od dziecka, a jego dobre imię jest szargane. Chłopiec stał się narzędziem w rękach lobbystów potężnego biznesu tranzycyjnego i jest wykorzystywany do wmawiania najmłodszym, że hormony i okaleczenie są odpowiedzią na problemy okresu dojrzewania.
Opieką prawną będziemy otaczać osoby, chcące dokonać „detranzycji”, czyli powrotu w dokumentach do płci biologicznej – nawet jeżeli okaleczonego ciała nie można już w pełni przywrócić do dawnego wyglądu i funkcji. Zwróciły się do nas już dwie osoby, dawniej oszukane przez promotorów „zmiany płci”. Po przywróceniu prawdziwej treści ich dokumentów stanu cywilnego, przyjdzie czas na żądanie zadośćuczynienia od przedstawicieli przemysłu tranzycyjnego. Nie mam wątpliwości, że z podobnymi sprawami nasi prawnicy będą mieć do czynienia coraz częściej.
Jak ratować dzieci?
Aby uchronić nasze dzieci przed tymi zagrożeniami, walczymy z genderową propagandą w szkołach. Przygotowujemy popularnonaukową publikację, w której w przystępny dla każdego sposób kompleksowo przeanalizujemy zagrożenia wynikające z realizacji ideologicznych postulatów środowisk LGBT. Pracujemy także nad projektem ustawy zakazującej podawania hormonów płciowych i przeprowadzenia okaleczających operacji chirurgicznych u osób nieletnich.
Wierzę w to, że dzięki kompleksowemu działaniu możemy uchronić wielu ludzi, przede wszystkim dzieci i młodzież, przed bezpowrotnym zniszczeniem sobie życia. Ale naprzeciwko siebie mamy potężnych lobbystów genderowego biznesu. Wystarczy przecież wmówić jednemu tylko dziecku, że rozwiązaniem jego problemów nie jest terapia psychologiczna, a „zmiana płci”, by zyskać pacjenta na całe życie. Każda taka osoba przez lata przeznacza co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych na kosztowne operacje, terapie hormonalne, wizyty u seksuologów, psychologów (a finalne często i psychiatrów).
Nie możemy pozostać obojętni wobec cierpienia dzieci i młodych ludzi, bezdusznie mamionych rzekomym szczęściem, które ma być okupione ofiarą z ich zdrowia i życia rodzinnego. Brak zdecydowanej reakcji świadomego społeczeństwa będzie skutkować narastaniem problemu, w rezultacie czego bezpieczna przyszłość wielu niewinnych dzieci będzie zagrożona.
Adw. Rafał Dorosiński – dyrektor Centrum Prawa i Polityki Rodzinnej Ordo Iuris
07.10.2022
Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej poinformowało, że Komisja Europejska zatwierdziła program Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko na lata 2021-2027 (dalej jako: FEnIKS), czyli największy program krajowy w całej UE.
Czym jest FEnIKS?
Oficjalne negocjacje tego największego pod względem alokacji oraz liczby priorytetów rozwojowych programu krajowego były prowadzone od stycznia tego roku, kiedy to strona polska przedstawiła Projekt Programu[1]. Jak podaje Ministerstwo, łączna kwota przeznaczona na inwestycje i przedsięwzięcia wynosi prawie 29,3 mld euro (z czego 24,2 mld euro z funduszy UE), a celem programu jest poprawa warunków dla zrównoważonego rozwoju kraju, co ma się odbywać poprzez budowę nowoczesnej infrastruktury technicznej i społecznej.
Wraz z informacją o zatwierdzeniu programu FEnIKS przez Komisję Europejską w mediach pojawiła się informacja jakoby wypłata środków dla Polski miała być uzależniona od spełnienia warunku dotyczącego „skutecznego stosowania i wdrażania Karty Praw Podstawowych”, przy czym prasa podaje, że dotyczy to „niedyskryminacji osób LGBT i niezależności sądownictwa”.
Warunki podstawowe
Faktem jest, że w dokumencie KE zatwierdzającym program FEnIKS wskazano, iż Polska nie spełnia warunku podstawowego „skutecznego stosowania i wdrażania Karty Praw Podstawowych”. Warto jednak w tym kontekście odnotować, że strona Polska sama dokonała takiej oceny i zapisu we własnym Projekcie Programu[2]. Skoro Polska sama uznała, że w pewnym zakresie warunek ten nie jest spełniony, nie może zaskakiwać fakt przyjęcia przez Komisję Europejską tożsamej perspektywy. Zaznaczyć przy tym należy, że decydując się na udział w programie, który w pewnych aspektach opiera się na zasadzie refundacji rozdysponowanych wcześniej środków, państwo polskie powinno mieć przygotowane i wdrażane rozwiązania zmierzające do spełnienia danego warunku podstawowego. Jako kryterium oceny spełnienia lub niespełnienia rzeczonego warunku Polska wskazała w przygotowanym Projekcie:
„Istnienie skutecznych mechanizmów służących zapewnieniu zgodności z Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej (zwaną dalej „Kartą”), które obejmują:
1. ustalenia mające zapewnić zgodność programów wspieranych z Funduszy i ich wdrażania z odpowiednimi postanowieniami Karty;
2. rozwiązania dotyczące zgłaszania komitetowi monitorującemu przypadków niezgodności operacji wspieranych z Funduszy z Kartą oraz skarg o nieprzestrzeganie Karty złożonych zgodnie z rozwiązaniami przyjętymi na mocy art. 69 ust. 7.”[3].
Karta Praw Podstawowych a „uchwały anty-LGBT”
O ile kryterium nr 2 ma charakter co do zasady proceduralny, o tyle głębszej analizy wymaga kryterium nr 1 dotyczące zgodności programów wspieranych z programu FEnIKS z odpowiednimi postanowieniami Karty Praw Podstawowych.
Zgodnie z doniesieniami medialnymi unijna komisarz ds. polityki spójności, Elisa Ferreira miała stwierdzić, że w ramach warunku podstawowego związanego z Kartą Praw Podstawowych UE spełnieniu tego warunku chodzi m.in. o zapewnienie „niedyskryminacji”. Dotyczyć miałoby to np. sytuacji, „gdy gmina, która nie wycofała się jeszcze z uchwały anty-LGBT, będzie wnioskować o unijne środki”.
Odnosząc się do powyższego należy zauważyć, że Karta Praw Podstawowych (obowiązująca państwa członkowskie na tych samych zasadach co traktaty unijne) wskazuje w art. 21 ust. 1, że „zakazana jest wszelka dyskryminacja w szczególności ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub przekonania, poglądy polityczne lub wszelkie inne poglądy, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną”. Dalsze postanowienia KPP wskazują także na zakaz dyskryminacji ze względu na przynależność państwową (art. 21 ust. 2), konieczność poszanowania przez Unię różnorodności kulturowej, religijnej i językowej (art. 22) oraz podkreśla równość kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzinach, w tym w zakresie zatrudnienia, pracy i wynagrodzenia (art. 23).
Polski porządek prawny w pełni odpowiada ramom niedyskryminacji określonym w KPP. Konstytucja RP wprowadza bezwzględny zakaz dyskryminacji kogokolwiek i z jakiegokolwiek powodu już w art. 32 ust. 1, gdzie stanowi, że „wszyscy są równi wobec prawa” i „wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Jednocześnie w art. 33 ustawa zasadnicza konstytuuje zasadę równości kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym (ust. 1). Umieszczenie w Konstytucji art. 33, który odrębnie, niejako dodatkowo, podkreśla kwestię równości kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym (ust. 1), wskazując przy tym w katalogu otwartym kluczowe obszary dla osiągania tej równości (ust. 2) stanowi także podpowiedź co do interpretacji art. 32. Art. 33 traktuje bowiem o równości płci (ergo także niedyskryminacji ze względu na płeć), co oznacza, że postanowienia art. 32 należy odczytywać przede wszystkim w kontekście cech innych niż płeć, w tym w kontekście orientacji seksualnej. Mając na uwadze powyższe, odrzucić należy hipotezę jakoby niespełnienie warunku z zakresu realizacji postanowień KPP w odniesieniu do niedyskryminacji mogło być skutkiem braku odpowiednich ram prawnych na poziomie konstytucyjnym lub ustawowym.
Unijna komisarz ds. polityki spójności wskazała jednak wprost do czego UE ma zastrzeżenia, tj. rzekomo dyskryminujące uchwały samorządów, które wyraziły sprzeciw wobec ideologii LGBT. Jest to kierunek interpretacyjny najprawdopodobniej daleki od założeń jakie strona polska czyniła przyznając się do niespełnienia warunku dotyczącego KPP. Niemniej, odnosząc się do rzekomych „uchwał anty-LGBT” przypomnieć należy, że 30 czerwca 2022 r. oficjalnie zakończyły się negocjacje Umowy Partnerstwa Polski i Unii Europejskiej dla realizacji Polityki Spójności na lata 2021-2027 między Komisją Europejską a polskim rządem. Umowa Partnerstwa jest podstawowym dokumentem, który określa współpracę UE z Polską. To uzgodniona z Komisją Europejską strategia wykorzystania Funduszy Europejskich w najbliższej dekadzie.
Jak czytamy we wspomnianej umowie „Wsparcie polityki spójności będzie udzielane wyłącznie projektom i beneficjentom, którzy przestrzegają przepisów antydyskryminacyjnych, o których mowa w art. 9 ust. 3 Rozporządzenia PE i Rady nr 2021/1060” a także „Zgodnie z art. 9 ust 1 rozporządzenia ogólnego zasadą horyzontalną w procesie wdrażania funduszy jest poszanowanie praw podstawowych oraz przestrzeganie Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Jest to również horyzontalny warunek podstawowy wdrażania funduszy, który wymaga od państwa członkowskiego zastosowania skutecznych mechanizmów zapewniających zgodność programów wspieranych z EFSI z Kartą praw podstawowych UE (KPP) oraz procedury zgłaszania przypadków niezgodności w tym zakresie właściwemu komitetowi monitorującemu. W przypadku Polski właściwe procedury zostały przygotowane do stosowania na poziomie Umowy Partnerstwa oraz na poziomie programów”[4].
Wspomniany art. 9. ust. 3 rozporządzenia[5] wspomina jednak jedynie o tym, że „Państwa członkowskie i Komisja podejmują odpowiednie kroki w celu zapobiegania wszelkiej dyskryminacji ze względu na płeć, rasę lub pochodzenie etniczne, religię lub światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną podczas przygotowywania, wdrażania, monitorowania, sprawozdawczości i ewaluacji programów. W procesie przygotowywania i wdrażania programów należy w szczególności wziąć pod uwagę zapewnienie dostępności dla osób z niepełnosprawnościami”. Ani w umowie, ani w rozporządzeniu nie ma zatem najmniejszej wzmianki o deklaracjach sprzeciwu wobec „ideologii LGBT” (które przygotowywane były przez niektóre polskie samorządy bez współpracy z Ordo Iuris), ani o Samorządowej Karcie Praw Rodzin (przygotowanej z pomocą Ordo Iuris). Oznacza to, że interpretacja jakoby uchwały samorządów miały wpływać na możliwość wypłaty środków z funduszu jest jedynie swobodną wypowiedzią unijnej komisarz, niepopartą żadną podstawą prawną. Dodać należy, że uchwały samorządów ze swej natury nie pociągają za sobą żadnych skutków prawnych, co oznacza, że mają charakter jedynie deklaratoryjny.
Samorządowa Karta Praw Rodzin
Warto zauważyć, że o ile uchwały deklarujące sprzeciw wobec ideologii LGBT stały się przedmiotem postępowań sądowych i – pomimo braku intencji autorów – z użyciem kontrowersyjnej wykładni zarzucano im dyskryminacyjny charakter, o tyle proponowana przez Ordo Iuris Samorządowa Karta Praw Rodzin (SKPR)[6] nigdy nie została skutecznie zaskarżona do jakiegokolwiek sądu ani organu. Przeciwnie – przyjmowana w miejsce samodzielnie formułowanych przez samorządy uchwał wyrażających sprzeciw wobec postulatów ruchu LGBT, np. w Wilamowicach umożliwiła zachowanie 7 mln zł dofinansowania z Funduszy Norweskich[7].
Anna Kubacka – Analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
[1] Projekt Programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko 2021-2027, https://www.pois.gov.pl/media/106216/Program_FEnIKS_przyjety_przez_RM.pdf, (dostęp: 07.10.2022).
[2] Ibidem, s. 142.
[3] Jednocześnie projekt wskazuje w uzasadnieniu do wskazanych kryteriów, że: „Kryterium 1. Jednolita procedura dotyczy weryfikacji zgodności z KPP zarówno na etapie złożenia wniosku o dofinansowanie jak i trakcie realizacji projektów. Podejrzenia o niezgodności projektów i/lub działań Beneficjenta lub IP/IW/IZ z KPP zgłaszane są odpowiednio do IP/IW/IZ/Rzecznik a Funduszy UE (w przypadku programów finansowanych z EFMRA, FAM, IZGW i FBW istnieje właściwy odpowiednik). Właściwa instytucja dokonuje analizy, podejmuje czynności weryfikujące stan faktyczny i rozstrzyga o zasadności zgłoszenia. W przypadku potwierdzenia naruszenia artykułów KPP, w zależności od charakteru sprawy, właściwa instytucja przekazuje zgłoszenie naruszenia do odpowiednich służb, tj. RPO, PIP, Rzecznika Praw Pacjenta lub/i właściwych organów ścigania. IZ programu odpowiedzialna jest również za prowadzenie polityki informacyjnej w ww. obszarze. Kryterium 2. Procedura uwzględnia obowiązek IZ Programu w zakresie przygotowania rocznej zbiorczej informacji o wszystkich zgłoszeniach dotyczących niezgodności projektów z KPP oraz skarg, w celu rozpatrzenia przez KM Programu. KM podejmuje decyzję o podjęciu właściwych działań zaradczych w odniesieniu do zgłoszonych przypadków.” (Ibidem, s. 142-143).
[4] Umowa Partnerstwa na lata 2021-2027, s. 256, https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/media/109763/Umowa_Partnerstwa_na_lata_2021_2027.pdf, (dostęp: 07.10.2022).
[5] Rozporządzenia PE i Rady nr 2021/1060, https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX:32021R1060, (dostęp: 07.10.2022).
[6] Więcej informacji o Samorządowej Karcie Praw Rodzin oraz jej pełna treść dostępne są tutaj: https://kartarodzin.pl/, (dostęp: 07.10.2022).
[7] Norwegia potwierdziła oficjalnie, że Samorządowa Karta Praw Rodzin nie jest podstawą do pozbawienia finansowania, zob. list z dn. 04.12.2020.
03.10.2022
Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że skazanie Doroty „Dody” Rabczewskiej za znieważanie Biblii było… naruszeniem praw człowieka. Chodzi o prowokacyjne słowa piosenkarki, według której Pismo Święte „spisał ktoś napruty winem i palący jakieś zioła”. Chociaż polski sąd skazał celebrytkę na grzywnę w wysokości 5 tys. zł, a Trybunał Konstytucyjny (w starym jeszcze składzie) uznał to za zgodne z Konstytucją RP, to teraz Polska ma zapłacić wokalistce 10 tys. euro zadośćuczynienia.
Muzułmanów nie wolno obrażać, a chrześcijan już tak?
Orzecznictwo Trybunału w tej sprawie jest skrajnie niekonsekwentne. Jeszcze 3 lata temu ci sami sędziowie orzekli, że praw człowieka nie naruszyło ukaranie przez austriacki sąd kobiety, która na zamkniętym seminarium na temat islamu zarzuciła Mahometowi skłonności pedofilskie, powołując się na to, że islamski prorok wszedł w związek małżeński z 6-letnią dziewczynką, a – zgodnie z islamską tradycją – skonsumował ten związek, gdy młoda żona miała 9 lat. Pomimo tego, że kobieta przywołała w swojej wypowiedzi znane fakty historyczne, ETPC uznał, że wypowiedź stanowiła „podłe pogwałcenie ducha tolerancji”.
Jednym słowem, Trybunał stwierdził, że nie można obrażać islamskiego proroka i autora świętej księgi muzułmanów (nawet jeśli wypowiedź ma jasne podstawy w faktach historycznych), ale można bezkarnie znieważać proroków i autorów księgi świętej dla chrześcijan i żydów (nawet jeśli wypowiedź nie ma żadnych podstaw, „nie opierała się na poważnych źródłach" i „była celowo frywolna i barwna, ze względu na chęć wzbudzenia zainteresowania”).
Zmiana wyroku jest możliwa
Na szczęście możemy jeszcze podjąć próbę zmiany tego orzeczenia. Choć media przemilczają ten fakt, wyrok ETPC ws. Dody nie jest ostateczny. Polski rząd nadal może się od niego odwołać, przekazując sprawę do Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Dlatego uruchomiliśmy petycję w tej sprawie i pracujemy nad wzorem odwołania, które przekażemy Ministrowi Spraw Zagranicznych. W przeszłości odwołanie do Wielkiej Izby ocaliło już prawo mieszkańców Europy do zawieszania krzyży w szkołach, które początkowo podważył wyrok Trybunału we włoskiej sprawie Lautsi. Jest zatem o co walczyć.
Jeśli dojdzie do ponownego rozpoznania sprawy przez powiększony skład Trybunału, wykorzystamy nasze doświadczenie w wielu sprawach przed ETPC i przedstawimy międzynarodowym sędziom opinię przyjaciela sądu („amcus curiae”). Trybunał powinien – w ślad za wcześniejszymi wyrokami – potwierdzić, że wolność słowa nie oznacza wolności do obrażania osób wierzących i ich największych świętości, a ochrona wierzących to także ochrona pokoju religijnego w Europie.
Wierzę w to, że dzięki naszemu zaangażowaniu, uda się odwrócić ten skandaliczny wyrok. Już wiele razy Trybunał w Strasburgu przychylał się do naszych argumentów, cytując stanowiska Ordo Iuris w swoich orzeczeniach. Oby tak było i tym razem.
Potrzebna skuteczniejsza ochrona uczuć religijnych
Angażujemy się także w prace nad nowelizacją kodeksu karnego, która ma usprawnić ochronę osób wierzących oraz miejsc i przedmiotów kultu religijnego. Komitet inicjatywy obywatelskiej odbył już z nami spotkanie oraz otrzymał szczegółowe sugestie usprawnienia projektu w toku prac sejmowych.
Do czasu skutecznej zmiany przepisów nasza praca skupia się na licznych postępowaniach wytoczonych sprawcom szczególnie wulgarnych zniewag wymierzonych wizerunkom Najświętszej Maryi Panny, Pana Jezusa czy przypadkom zakłócania Mszy świętych lub innych religijnych uroczystości. Reprezentujemy także konkretne ofiary przemocy motywowanej nienawiścią do chrześcijan.
Walka o sprawiedliwy, chociażby symboliczny, wyrok dla Dody to walka o skuteczne gwarancje konstytucyjnej zasady wolności religijnej i wolności kultu. W 2015 roku Trybunał Konstytucyjny potwierdził w sprawie Dody, że Konstytucja RP gwarantuje ochronę uczuć religijnych i pozwala na skazanie za ich zniewagę. Wyrok ETPC jest zatem uderzeniem w polską konstytucję i prawo do suwerennego określania przez Polskę zasad prawnej ochrony wolności obywatelskich.
Teraz ważna jest nasza reakcja. Jeśli pozostaniemy bierni, wyrok ETPC może stać się zachętą dla fali bezkarnych ataków na wszystko, co dla nas święte, a nasza wolność wyznania stanie się fikcją.
Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris