Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Francja

Francja

Wolności obywatelskie

29.05.2024

Państwa bronią swoich interesów, nie wykonując wyroków Trybunału w Strasburgu

· Rząd Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie był krytykowany za niewykonywanie orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

· W odpowiedzi na to, wykonywanie orzeczeń Trybunału w Strasburgu zapowiedziała obecna władza.

· Przykłady innych państw pokazują jednak, że odmowa realizowania wyroków ETPC nie jest niczym nowym w sytuacji, gdy orzeczenia te są sprzeczne z interesem danego kraju.

· W ostatnich latach do takich sytuacji dochodziło głównie w przypadku ochrony państwa przed nielegalną imigracją.  

 

Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) jest organem sądowniczym Rady Europy, powołanym do orzekania w sprawach dotyczących naruszeń praw człowieka chronionych przez Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.  Wszystkie państwa, które ratyfikowały Europejską Konwencję Praw Człowieka zobowiązane są do wykonywania ostatecznych wyroków Trybunału, nad których wykonaniem czuwa Komitet Ministrów. Niewykonanie orzeczenia może prowadzić do szeregu konsekwencji, w tym do ponownego skierowania sprawy do Trybunału, ukarania grzywną, a nawet wykluczenia z Rady Europy.

 

Obecny obóz rządzący oficjalnie zapowiedział zmianę w obszarze wykonywania wyroków ETPC. W liście do prezesa Trybunału, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski gwarantował, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Podobną deklarację złożył Premier Donald Tusk, który w jednym ze swoich tzw. konkretów wskazał: „uwolnimy sądy od politycznych wpływów. Wykonamy orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie gwarancji niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Mimo szumnych deklaracji, nie weszła na razie w życie żadna reforma sądownictwa. Ponadto, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej w połowie lutego bieżącego roku przedstawiło opinię Komitetowi Ministrów na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej i wskazuje, że „nie nastąpiła tam żadna poprawa” i krytycznie ocenia stanowisko obecnego rządu, jakoby wyrok Trybunału w tej sprawie został wykonany. Niezależnie od oceny tych działań, warto zastanowić się nad tym, jak szerzej rysują się relacje pomiędzy państwami członkowskimi Rady Europy, a Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

 

Wielka Brytania: minister zdecyduje, czy wykonywać wyroki ETPC

 

W głośnej Ustawie o bezpieczeństwie Rwandy, przyjętej w kwietniu przez brytyjski parlament i zatwierdzonej przez króla Karola III, rząd wprowadził przepis zgodnie z którym, to minister rządu Jego Królewskiej Mości będzie decydował o tym, czy zastosować się do środka tymczasowego nałożonego przez ETPC, niejako zupełnie lekceważąc tym samym postanowienia konwencyjne. Kontrowersyjna klauzula 5 tej ustawy, bo o niej mowa, zakłada wprost, że decyzja, czy dana osoba może zostać wydalona do Rwandy na czas rozpatrywania jej sprawy przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, należy do ministra i tylko do ministra. Lord Scriven podczas debaty w parlamencie brytyjskim 19 lutego 2024 roku stwierdził, że „orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest jasne od 20 lat: nieprzestrzeganie środków tymczasowych stanowi naruszenie art. 34 Konwencji, zgodnie z którym państwa zobowiązują się nie utrudniać w żaden sposób skutecznego wykonywania praw skarżących do wnoszenia skarg do sądu (…). W tym sensie ostatecznym arbitrem w kwestii tego, czy państwo powinno powoływać się na środki tymczasowe i je stosować, jest Europejski Trybunał Praw Człowieka, a nie parlament jednego z jego państw. To jest konwencja, którą podpisaliśmy”. A więc politycy Wielkiej Brytanii są świadomi, że państwa-strony są zobowiązane do bezpośredniego wykonywania środków tymczasowych. Mimo to, ustawa została zatwierdzona przez parlament i uzyskała aprobatę króla.

 

Francja wydala imigranta wbrew orzeczeniu ETPC

 

W listopadzie ubiegłego roku, Francja wydaliła 39-letniego migranta z Uzbekistanu wbrew orzeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który zakazał jego deportacji ze względu na ryzyko tortur. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uznało mężczyznę za radykalnego islamistę i 13 października nakazało jego ekstradycję do Uzbekistanu. Minister spraw wewnętrznych Gérald Darmanin obiecał jednocześnie deportację nielegalnych cudzoziemców i zaostrzenie przepisów niedawno przyjętej ustawy o reformie imigracyjnej, która ostatecznie została mocno złagodzona przez Radę Konstytucyjną. Po przegraniu sprawy w sądzie apelacyjnym, Uzbek został mimo wszystko wysłany do swojego kraju, gdzie natychmiast został aresztowany i uwięziony. W 2018 r. Francja została dwukrotnie potępiona za deportację cudzoziemców bez umożliwienia im odwołania się do sądu, ale nigdy wcześniej wprost i otwarcie nie zignorowała orzeczenia ETPC.

 

Grecja krytykowana za walkę z kryzysem migracyjnym

 

Grecja od lat mierzy się z kryzysem uchodźczym, znajdując się na pierwszej linii frontu W 2015 roku do Grecji przybyło ponad 300 tys. osób i od tamtej pory liczba utrzymuje się na dość wysokim poziomie choć udało się częściowo ograniczyć to zjawisko. Rząd grecki był niejednokrotnie krytykowany przez ETPC za niestosowanie się do jego orzeczeń w sprawie uchodźców.  ETPC orzekł, że Grecja narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka, deportując uchodźców do Turcji, gdzie mogą nie być chronieni przed prześladowaniami. Ponadto, wiele organizacji pozarządowych i obrońców praw człowieka twierdzi, że Grecja nie robi wystarczająco dużo, aby chociaż przybliżyć się do wykonania orzeczeń ETPC. Grecja nie stosuje się do orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał jej wstrzymanie deportacji uchodźców do Turcji. Greckie władze deklarują, że kraj nie jest w stanie przyjąć więcej uchodźców i że deportacje są konieczne w celu powstrzymania dalszego napływu i zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom greckim i dlatego nie zamierzają wykonać tych wyroków. Ponadto, Grecja nie wykonała wyroków dotyczących stowarzyszeń mniejszości narodowych, jak podaje współpracujący w przeszłości w Trybunałem prawnik Stephanos Stavros. Wskazuje on, że „Grecja nie wykonała trzech wyroków ETPC dotyczących rejestracji stowarzyszeń mniejszości narodowych, z których pierwszy zapadł już w 1998 roku (…). Odpowiedzialność za nieprzestrzeganie wyroków Strasburga jest prawdopodobnie podzielona między różne gałęzie rządu. Tak czy inaczej, mało kto ma dziś wątpliwości co do tego, że rządom nie można ufać w kwestii przestrzegania przez państwo zobowiązań wynikających z Konwencji wobec stowarzyszeń mniejszościowych”.

 

Te przykłady pokazują, że Polska nie jest jedynym krajem, który nie wykonuje wyroków ETPC, pozostających w sprzeczności z racją stanu. Przedstawione sytuacje udowadniają jednak, że polityka państw, polegająca na niestosowaniu się do orzeczeń ETPC, nie wynika ze złej woli, ale z faktu, że orzeczenia te nie odpowiadają często rzeczywistości, z którą mierzy się dane państwo. Napływ nielegalnych imigrantów, związane z tym zagrożenie terrorystyczne czy ich wykorzystywanie jako broni przez obce państwa to rzeczywistość, z którą mierzy się Europa. Orzeczenia Trybunału często jedynie teoretycznie odnoszą się do problemów przedstawionych we wnioskach i rozwiązują je w sposób życzeniowy, tzn. przyjmując pewne założenia, bez uwzględnienia realiów i problemów, z którymi państwa się w istocie mierzą. Jeżeli sędziowie nie zaczną uwzględniać poza brzmieniem przepisów Konwencji także rzeczywistości i skutków, jakie wywołałoby wykonanie ich orzeczenia, liczba państw lekceważąco odnoszących się do ich orzecznictwa czy przepisów Konwencji może wzrosnąć, na czym stracą najbardziej jednostki – bezpośredni beneficjenci przepisów konwencyjnych.

 

 

Julia Książek – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Ochrona życia

05.04.2024

Małe ustępstwo, które pogrążyło cały naród. Mroczny przykład Francji - cykl „Aborcja - droga do narodowego horroru”

· Projekty przeciwko życiu, które proponuje koalicja rządząca to tylko początek procesu politycznego, prowadzącego do normalizacji masowego zabijania dzieci nienarodzonych. 

· Francuska ustawa z roku 1974, która miała jedynie uchylić furtkę dla zabójstwa prenatalnego kobietom w trudnej sytuacji, faktycznie ustaliła nowy fundament prawny przez który rocznie życie we Francji traci prawie ćwierć miliona dzieci. 

· Nieustannie trwają we Francji próby wprowadzenia aborcji na żądanie do samego urodzenia dziecka. 

· Efektem luzowania prawnej ochrony życia okazała się we Francji demoralizacja zarówno elit politycznych, jak i społeczeństwa.  

· Tylko prawna ochrona życia nienarodzonych jest gwarantem, że elementarne prawa ludzkie dotyczące dzieci w prenatalnej fazie życia będą zabezpieczone.

· Więcej na ten temat poniżej – w kolejnym tekście z cyklu „Aborcja – droga do narodowego horroru”.

 

Autor: Tomasz Rowiński 

 

Miraż kompromisu

Jednym z największych złudzeń jakiemu ulega dziś część opinii publicznej w Polsce jest przekonanie, że przyjęcie przez parlament, którejś z ustawowych propozycji koalicji rządzącej, de facto niszczących prawną ochronę życia w naszym kraju, ustanowi nad Wisłą nowy, trwały i kompromisowy fundament w tym zakresie.  

Złudzenie to polega nie tylko na prostej pomyłce, czyli braniu za kompromisowe radykalnych propozycji luzowania prawa prowadzących do moralnie nieuzasadnionego zabijania dzieci nienarodzonych. Jeśli mielibyśmy już szukać jakiegoś rodzaju uzasadnionego moralnego kompromisu – choć słowo to nie jest precyzyjne – można by za kompromis uznać sytuację, w której zgadzamy się na śmierć dziecka ze względu na potrzebę ratowania życia matki. Ale tylko według zasady podwójnego skutku. 

Francuski przykład

Złudzenie, o którym tu mowa ma nie tylko charakter moralny, ale i polityczny. Doświadczenie innych krajów pokazuje nam wyraźnie, że krok w stronę rozszerzenia dostępności legalnego zabijania ludzi w prenatalnej fazie życia w żaden sposób nie stabilizuje stanu moralnego systemu prawnego, nie powstrzymuje przemocowych apetytów polityków, dla których aborcja jest ważnym elementem agendy lub wygodnym instrumentem działania. Przykładem jaskrawym niech tu będzie Francja, która pomimo silnych tradycji libertyńskich, które w znacznej mierze stały za rewolucją francuską, a potem za kształtem kultury politycznej we Francji w XIX i XX wieku, do lat 70. minionego stulecia na aborcję nie zgadzała się. Ustawodawstwo chroniące życie powstało w roku 1920, jako reakcja na hekatombę pierwszej wojny światowej. Jeszcze sto lat temu republikańska Francja była zdolna do takiego wysiłku moralnego. Jednak po kolejnej wojnie, zaraz po schyłku epoki prezydenta Charlesa de Gaulle’a sprawy przybrały inny kierunek. 

Po pięćdziesięciu latach od przegłosowania w 1974 roku “ustawy Veil”, francuski Kongres deputowanych i senatorów miażdżącą liczbą głosów (780 parlamentarzystów głosowało “za”, a jedynie 72 “przeciw”) na początku marca 2024 roku, przyjęło poprawkę do 34. artykułu konstytucji o treści „Ustawa określa warunki korzystania z przysługującej kobiecie swobody dobrowolnego przerwania ciąży”, która to poprawka uczyniła z zabójstwa prenatalnego prawo nienaruszalne i podstawowe w tym kraju.  

Nauczka, jaką daje nam przykład Francji mówi, że rozszerzenie dostępności legalnego zabójstwa prenatalnego nie stabilizuje ochrony życia, ale po prostu stabilizuje i normalizuje jedynie zabijanie oraz demoralizuje państwo, polityków i społeczeństwo. Marcowe głosowanie w Paryżu zakończyły sceny wzniosłej radości, wzruszenia i tryumfu, które dla każdego, kto zachowuje elementarny zmysł moralny, musiały być przynajmniej niestosowne jeśli nie przerażające.  

Można by uznać, że jednak w Polsce napięcie pomiędzy obrońcami życia i obrońcami zabijania jest na tyle duże, że będą się oni trzymać w ryzach. Pod wieloma względami dzisiejsza debata w Polsce przypomina jednak tę, która toczyła się we francuskim parlamencie w 1974 roku. Poseł Jean Foyer, gaullista, były minister sprawiedliwości zabierał w niej głos pięciokrotnie i ostrzegał przed “ciałami dzieci, które będą gromadzone w jatkach”. Inny parlamentarzysta z tego samego obozu, Hector Rolland, mówił o aborcji jako o ludobójstwie. Jeszcze inny odtworzył wobec zebranego parlamentu z taśmy magnetofonowej dźwięk bicia serca ośmiotygodniowego dziecka w płodowej fazie życia. Z sali ktoś krzyknął nawet “Chcecie dzieci posyłać do pieców?”, czyniąc w ten sposób aluzję do osobistych doświadczeń minister Simone Veil, bezpośredniej promotorki ustawy przeciwko życiu, która przeżyła w czasie drugiej wojny światowej obóz koncentracyjny. 

Ustawa Veil”, ostatecznie przegłosowana, zostałaby zapewne uznana przez wielu współczesnych Polaków za “umiarkowaną”. Zezwalała na “dobrowolne” zabicie dziecka do 10. tygodnia ciąży (czyli 12. tygodnia bez miesiączki u kobiety). Poza tym, według jej zapisów, aborcja mogła być wykonywana poza tym okresem w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia kobiety do dnia porodu. Do obowiązkowych elementów procedury aborcyjnej na żądanie należały dwie konsultacje lekarskie, a także czas na refleksję kobiety dążącej do aborcji. Decyzja musiała być także podpisana. Można powiedzieć, że procedura ta miała charakter informacyjny i uświadamiający, a nawet zniechęcający – tak przynajmniej mogła to odebrać opinia publiczna. Aborcja “ze względów terapeutycznych”, obejmująca także to, co w Polsce nazywamy przesłanką eugeniczną, już jedynie wymagała potwierdzenia przez dwóch lekarzy. Obie sytuacje prawne, opisane w ustawie osobno, przyznawały lekarzom prawo do klauzuli sumienia, dzięki której mogli odmówić uczestnictwa zarówno w procedurze aborcyjnej, jak i w samym zabijaniu. W marcu 2022 roku, czyli już za prezydentury Emmanuela Macrona, okres dostępności aborcji na życzenie wydłużono aż do 14. tygodnia ciąży (czyli 16. tygodnia bez miesiączki u kobiety). 

Współcześnie ustawa Veil jest we Francji krytykowana nie tylko za jej bezpośrednią treść: “To wielkie oszustwo ustawy Veil. Miała ona tworzyć jedynie wyjątek, odstępstwo od ogólnej zasady ochrony życia ludzkiego. W zamyśle ustawy Veil, 10 proc. funduszy miało iść na wykonywanie aborcji, a 90 proc. na różnego rodzaju zachęty do przyjęcia i urodzenia dziecka. W praktyce jednak, przepisy wykonawcze w sprawie zapomóg dla kobiet w trudnej sytuacji z powodu ciąży nigdy nie zostały uchwalone, a w konsekwencji, mamy 100 proc. aborcji i 0 proc. prób perswazji. Wywiady, w których brałam udział wcale nie miały na celu przekonania kobiet, aby nie dokonywały aborcji. Stały się zwykłą formalnością, aż w końcu je zlikwidowano. I nie wolno już mówić we Francji, że aborcja to zabijanie człowieka, choć wszyscy wiedzą, że tak właśnie jest – mówiła kilka lat temu Sabine Faivre, autorka książki „La vérité sur l’avortement aujourd’hui” (Prawda o aborcji dzisiaj). 

Aborcja na żądanie skutkiem ustępstw

W roku 2021 obóz polityczny Emmanuela Marcona także podjął nieudaną próbę przeforsowania aborcji na żądanie do końca ciąży. Gdyby projekt ten został przegłosowany oznaczałoby to, że Francja stanęłaby w jednym rzędzie, jeśli chodzi o prawo do zabijania nienarodzonych z krajami komunistycznymi takimi jak Chiny, Wietnam, Korea Północna, a także Kanada pod rządami Justina Trudeau czy niektóre ze amerykańskich stanów, gdzie decydujący głos mają politycy radykalnie wrogiej życiu Partii Demokratycznej. Razem z tzw. ustawą bioetyczną w roku 2021 forsowano także, by w przesłankach medycznych kwalifikujących do aborcji do końca ciąży umieścić zapis mówiący o trudnościach psychospołecznych. To subiektywne kryterium – co pokazuje doświadczenie innych krajów – sprowadza się do zezwolenia na aborcję na żądanie.  

Jednak pewien mniejszy sukces został odniesiony, usunięto z prawa siedmiodniowy okresu karencji – czas na refleksję – przed tzw. medycznym przerwaniem ciąży. Z takich małych sukcesów składa się właśnie narodowy horror Francji, jakim jest aborcja. W tym kraju w 2022 roku zabito najwięcej dzieci w prenatalnej fazie życia z całej Unii Europejskiej. Także więcej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich trzech dekad. We wspomnianym roku miały miejsce 234.253 legalne zabójstwa prenatalne. Tymczasem liczba urodzeń żywych spada i wyniosła 678.000 urodzeń żywych w 2023 r. Z polskiej perspektywy może wydawać się to dużo, jednak biorąc pod uwagę rozmiar Francji, jej liczebność, a także strukturę etniczną rodzących się dzieci, sytuacja wygląda na poważną. 

W jaki sposób zaciska się aborcyjną pętlę w sytuacji, gdy ustawowa furtka jest już uchylona, pisał jesienią 2016 roku na łamach tygodnika “Do Rzeczy” w artykule “Francuski totalitaryzm aborcyjny” Olivier Bault: “Francuska ustawa zmieniona w 2014 r. na wniosek Laurence Rossignol z poparciem Najat Vallaud Belkacem (która była wtedy ministrem Praw Kobiet), stanowi, że podlega karze dwóch lat pozbawienia wolności i 30 tys. euro grzywny każdy, kto usiłuje przeszkodzić w procederze przerwania ciąży lub w procedurach poprzedzających przerwanie ciąży, utrudniając w jakikolwiek sposób dostęp do ośrodków, gdzie wykonywane są aborcje lub pracę tych ośrodków, albo wywierając presję moralną i psychologiczną na pracownikach medycznych i innych pracujących w tych ośrodkach, lub na kobietach które przybyły do tych ośrodków, aby uzyskać informację na temat możliwości przerwania ciąży. Problem w tym, że ustawa jest na tyle mglista, iż przestępstwem może być samo udzielania informacji na terenie szpitali czy ośrodków doradczych o innych dostępnych formach pomocy.” Interesującą i szczegółową analizę procesu zatwierdzania tego prawa przez właściwe organy francuskiej legislatury oraz sądownictwa konstytucyjnego przedstawili Przemysław Pietrzak i Kamil Smulski w artykule “Prawne gwarancje wolności słowa a dopuszczalność informowania o konsekwencjach aborcji – perspektywa prawnoporównawcza”. Opublikowany został on w tomie “Ochrona życia ludzkiego na prenatalnym etapie rozwoju. Aspekty społeczne, medyczne i prawne”, kory ukazał się nakładem Wydawnictwa Naukowego Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris (s. 611-614) 

W innym tekście, opublikowanym dla portalu rmx.news, Olivier Bault tak opisywał sytuację swojego kraju: “Organizacje pozarządowe pro-life, które informowały kobiety we Francji o tym, jak mogą znaleźć pomoc w doprowadzeniu ciąży i wychowaniu dzieci, już dawno opuściły kliniki aborcyjne w tym kraju ze względu na prawo, które uznaje za przestępstwo wywieranie jakiejkolwiek presji na kobietę, aby nie dokonywała aborcji – podczas gdy we Francji wywieranie nacisku na kobietę, aby dokonała aborcji, nie jest już przestępstwem”. Bault w cytowanym wyżej tekście dla tygodnika “Do Rzeczy” pisał także, że minister zdrowia w socjalistycznym rządzie Marisol Touraine rozsyłała do regionalnych agencji zdrowia proporcjonalne wytyczne mające wymuszać “równy dostęp do aborcji”. Proporcje określone przez ministerstwo wynosiły jedną aborcję na cztery urodzenia żywe.  

Atak na klauzulę sumienia

Po niedawnym głosowaniu nad aborcyjną poprawką do konstytucji już pojawiły się propozycje by “pójść dalej” i znieść wciąż obowiązująca we Francji klauzulę sumienia. Manuel Bompard, przedstawiciel skrajnie lewicowego ugrupowania Francja nieujarzmiona (LFI) w programie “Telematin” na antenie państwowej stacji France 2, na początku marca 2024 roku, stwierdził, że prawo do zabijania dzieci nie jest dość skuteczne z powodu klauzuli sumienia i co czwarta kobieta chcąca wykonać aborcję musi w tym celu opuścić swój departament. Departamenty we Francji są jednostkami administracyjnymi znacznie mniejszymi od polskich województw. Ich rozmiar waha się między 4 a 8 tys. kilometrów kwadratowych. To oznacza, że małe departamenty są jedynie o jedną trzecią większe od największych polskich powiatów. Wprawdzie minister sprawiedliwości Éric Dupond-Moretti zapewnił, że “lekarz, który nie chce [przeprowadzić aborcji], będzie oczywiście miał prawo i swobodę nie chcieć”, ponieważ “nie będziemy gwałcić sumień”, co jest “zagwarantowane w konstytucji”, to jednak lewica już przesuwa okno Overtona w stronę jeszcze większego barbarzyństwa. 

Na koniec trzeba zwrócić uwagę na wspomniany wcześniej proces demoralizacji elit politycznych we Francji. Dziś nawet po prawej stronie trudno znaleźć polityka, którzy jednoznacznie byłby za przywróceniem sytuacji prawnej sprzed roku 1974. Często nazywana, także w polskich mediach, “skrajna prawicą” partia Marinne Le Pen także poparła - “ze względów patriotycznych” – wpisanie aborcji do konstytucji, pomimo tego, że wcześniej nazwała ten pomysł “poważnym atakiem na prawa człowieka”. Polska lewica lubi mówić, że polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne od klasy politycznej i to musi się zmienić. Jedno z wyjaśnień tego stanu rzeczy jest dość proste – znacznie łatwiej jest odpowiedzieć ankieterowi na jedno z kilkudziesięciu, nawet trudnych pytań, niż podejmować decyzje polityczne, mające w efekcie wpływ na to kto będzie żył, a kto umrze. We Francji, przynajmniej w zakresie świadomości, że konieczna jest właściwa informacja i pomoc kobietom nękanych pokusą aborcji, społeczeństwo jest o wiele bardziej rozsądne i po prostu ludzkie niż elity państwowe. “Alliance Vita [opublikował] badanie opinii publicznej zamówione w instytucie badawczym IFOP. Z sondażu tego wynika, że 72 proc. Francuzów uważa, pomimo całej propagandy medialnej i szkolnej w kierunku banalizacji aborcji, że powinno się bardziej pomagać kobietom, aby mogły unikać aborcji w przypadku niechcianej ciąży, i 84 proc. chciałoby, aby oferta dostępnych form pomocy była przekazywana wraz z książeczką wydawaną kobiecie na samym początku ciąży. I wbrew propagandzie rządu, 89 proc. Francuzów jest zdania, że aborcja zostawia ślady w psychice kobiety w stopniu utrudniającym jej życie” – pisał w cytowanym już tekście opublikowanym na łamach “Do Rzeczy” Olivier Bault. 

Sytuacja Francji jest tym, czego możemy się spodziewać w Polsce, jeśli – jako społeczeństwo – nie przeciwstawimy się radykalizmowi rządzącej w naszym kraju centrolewicowej koalicji. Tyle, że proces upadku dokona się u nas znacznie szybciej niż we Francji, ponieważ zmieniły się okoliczności cywilizacyjne. Europa już zdążyła się pogrążyć w procesie normalizacji masowego zabijania dzieci w prenatalnej fazie życia. I uważa to za wielkie osiągniecie cywilizacyjne, choć jest to całkowita moralna klęska. Presja na Polskę będzie wywierana w tym zakresie jak dotąd i bez przerwy, tylko niedługo może okazać się, że nikt z rządzących nie będzie już tej presji chciał stawiać oporu. Dlatego opór już teraz musi stawiać społeczeństwo. 

 

Tomasz Rowiński - senior research fellow w projekcie „Ordo Iuris: Cywilizacja” Instytutu Ordo Iuris, redaktor „Christianitas", redaktor portalu Afirmacja.info, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in „Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa", „Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych", „Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu", „Anachroniczna nowoczesność. Eseje o cywilizacji przemocy". Mieszka w Książenicach koło Grodziska Mazowieckiego.

 

Czytaj Więcej
Ochrona życia

29.01.2024

Tzw. prawo do aborcji będzie „nieodwracalne”? Projekt Emmanuela Macrona

„(…) Gdy weźmiemy pod uwagę przenikanie bólu do sfery prokreacji, nie możemy zapomnieć o ataku na nienarodzonych, który uosabia jednocześnie słaby i bestialski charakter Ostatniego Człowieka. Umysł niezdolny do rozróżnienia między wojną a morderstwem lub zbrodnią a chorobą, z pewnością wybierze w walkach terytorialnych najbezpieczniejszą i najbardziej żałosną metodę zabijania. Obrońca widzi tylko cierpienie powoda, ale nie cierpienie niechronionych i milczących”.

 

 – E. Jünger „O bólu” (1934)

 

 

 

We Francji trwa dyskusja nad wpisaniem tzw. prawa do aborcji do konstytucji. Taki plan ogłosił w październiku 2023 r. prezydent kraju Emmanuel Macron. Decyzja ta została podjęta m.in. w odpowiedzi na uchylenie wyroku w sprawie Roe v. Wade, który gwarantował to „prawo” na szczeblu federalnym. Oznacza to, że stany USA mogą teraz swobodnie stanowić prawo dotyczące ochrony życia. W niektórych stanach wykonywanie aborcji została zakazane lub poważnie ograniczone. We wpisie na portalu X (poprzednio Twitter) Macron oświadczył, że przedłoży francuskiemu parlamentowi projekt ustawy mającej na celu zapisanie prawa do aborcji w konstytucji. Stwierdził, że „prawo kobiet do wyboru aborcji stanie się nieodwracalne”. Niedługo potem, zgodnie z zapowiedzią, do prezydium Zgromadzenia Narodowego trafił projekt ustawy.


Aborcja jest legalna we Francji od 1975 roku, kiedy to krajowy parlament uchwalił tzw. ustawę Veil[1], nazwaną tak na cześć Simone Veil, francuskiej polityk, która była orędowniczką jej przyjęcia. Prawo zezwala na aborcję bez ograniczeń w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży (w 2022 roku Zgromadzenie Narodowe przegłosowało wydłużenie tego terminu do 14 tygodni[2]), a następnie za zgodą lekarza.

 

Etapy projektu aborcyjnego Emmanuela Macrona:


Październik 2023 r: Macron ogłasza swój plan zapisania praw do aborcji we francuskiej konstytucji. Listopad 2023: We francuskim Senacie zostaje wprowadzony projekt ustawy zmieniającej konstytucję.

 

Grudzień 2023 r.: Senat jednogłośnie zatwierdza ustawę.
Styczeń 2024 r.: Projekt ustawy zostaje wprowadzony do Zgromadzenia Narodowego.

 

W środę 17 stycznia Komisja Ustawodawcza przyjęła projekt ustawy konstytucyjnej. Tekst został rozpatrzony w Izbie (ZN) 24 stycznia, a następnie trafi do Senatu, zanim zostanie przedłożony - jeśli zostaną spełnione warunki jego przyjęcia – Kongresowi (Zgromadzeniu Narodowemu i Senatowi), który zostanie zwołany na początku marca. Podsumowując więc aktualną sytuację projektu: przyjęty przez Komisję Ustawodawczą tekst musi teraz zostać przegłosowany w Zgromadzeniu Narodowym, a następnie w identyczny sposób w Senacie, co utoruje drogę do spotkania obu izb parlamentu w Kongresie. Aby konstytucja została skutecznie zmieniona, posłowie i senatorowie będą musieli zatwierdzić reformę trzema piątymi oddanych głosów. Pod koniec ubiegłego roku Emmanuel Macron ogłosił, że - jeżeli warunki zostaną spełnione - Kongres zostanie zwołany na początku marca. Jeśli tak się stanie, Francja będzie pierwszym krajem na świecie (z wyjątkiem byłej Jugosławii Tito w 1974 r.), który uczyni aborcję per se wolnością zapisaną w ustawie zasadniczej. Z tego wynika również fakt, że jest to pomysł zupełnie nieeuropejski, skoro jak dotąd przyszedł do głowy tylko jugosłowiańskim komunistom. Żaden kraj Europy do tej pory nie zdecydował się umieścić tego „prawa” w swojej konstytucji w jakiekolwiek formie. Nie da się ukryć, że pokazuje to zupełne oderwanie od europejskich wartości obecnie urzędującego prezydenta Republiki, który, jak się zdaje, jest gotów na wszystko lub przynajmniej na bardzo wiele, aby utrzymać się u władzy. To powinno przerażać, nie tylko zwolenników ochrony życia poczętego.

 

Krytyka projektu

 

Przeciwnicy propozycji Prezydenta Republiki na ogół najczęściej twierdzą, że jest ona zwyczajnie niepotrzebna. Zwracają uwagę, że aborcja jest już legalna we Francji i nie ma potrzeby dodawania jej do konstytucji. Ponadto, alarmujące jest to, że uznanie tzw. prawa do aborcji za prawo konstytucyjne utrudniłoby w przyszłości wprowadzenie jakichkolwiek ograniczeń dla tego „prawa”, a także zaprowadza on niepokojącą tendencję wzruszalności Konstytucji[3]. Oczywiście, najbardziej dramatycznym faktem, jaki pociąga za sobą ten projekt ustawy jest to, że konstytucyjne prawo do aborcji odbiera jakiekolwiek prawa nienarodzonym dzieciom. Już Rzymianie, na których prawie i tradycji opieramy naszą europejską cywilizację, chronili w pewnym zakresie prawa nasciturusa. Trudno wyobrazić sobie brutalniejszy atak, nie tylko na prawa człowieka, ale także na tradycję i cywilizację.  „To polityczny chwyt” – mówią przeciwnicy propozycji. „Macron próbuje zdobyć punkty u wyborców przed następnymi wyborami, ale ignoruje obawy wielu ludzi, którzy uważają, że aborcja jest zła”. Marine Le Pen, liderka prawicowej partii Zjednoczenia Narodowego, była głośnym krytykiem projektu. Argumentowała, że aborcja jest formą morderstwa i nie powinna być zapisana jako prawo konstytucyjne. W przemówieniu wygłoszonym w listopadzie 2023 r. Le Pen powiedziała, że decyzja o wpisaniu prawa do aborcji do konstytucji była „poważnym atakiem na prawa człowieka[4]”. Twierdziła, że „prawo do życia jest najbardziej podstawowym prawem ze wszystkich”, a aborcja „narusza to prawo”. Le Pen argumentowała, że tzw. prawo do aborcji nie jest prawem podstawowym i nie powinno być chronione przez konstytucję. Powiedziała również, że proponowana poprawka będzie dzielić i nie będzie w najlepszym interesie francuskich kobiet. Le Pen skrytykowała decyzję również jako „niepotrzebną”. Zwróciła uwagę, że aborcja jest już legalna we Francji i nie ma potrzeby uczynienia z niej prawa konstytucyjnego. Argumentowała również, że kodyfikacja praw aborcyjnych może prowadzić do zwiększonej polaryzacji (podzielonego już i tak) francuskiego społeczeństwa. Komentarze Le Pen odbiły się jednak echem wśród niektórych wyborców we Francji. Sondaż przeprowadzony przez Ifop[5] w styczniu 2024 r. wykazał, że 38% Francuzów zgodziło się ze stwierdzeniem Le Pen, że aborcja jest formą morderstwa.

 

W związku z chęcią poznania spojrzenia na tę kwestię od wewnątrz, zapytałam francuskiego prawnika, pana Michaëla de Carvalho o jego opinię. Przytoczył on słowa Simone Veil, jakie wypowiedziała przedstawiając projekt ustawy aborcyjnej (ustawa „Veil” z 17 stycznia 1975 r.) Zgromadzeniu Narodowemu 26 listopada 1974 r.

 

„Mówię to z całym przekonaniem: aborcja musi pozostać wyjątkiem, ostatecznością w sytuacjach, w których nie ma wyjścia. Dlatego też, jeśli projekt ustawy uwzględnia istniejącą de facto sytuację, jeśli dopuszcza możliwość przerwania ciąży, to po to, aby ją kontrolować i jak najbardziej zniechęcić kobietę” – podkreśliła Veil.

 

„Z prawnego punktu widzenia jest całkowicie możliwe” – wskazał Michaël de Carvalho – „aby Zgromadzenie Konstytucyjne zapisało prawo do aborcji w konstytucji, ponieważ jest suwerenne. Z prawnego punktu widzenia można to zrobić. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy kwestionowali mądrość tej czy innej rewizji konstytucji. Ten projekt ustawy konstytucyjnej nie służy żadnemu celowi, ponieważ jest kopią i wklejeniem istniejącego prawa pozytywnego. Rada Konstytucyjna wyjaśnia, że wolność kobiety do przerwania ciąży jest jedną z wolności gwarantowanych przez Konstytucję, ale musi być pogodzona z zasadą godności ludzkiej, która domyślnie obejmuje ochronę dziecka. Ta ustawa konstytucyjna powtarza ten zapis. Jest to zatem bezużyteczny tekst, który szkodzi Konstytucji.

 

Czy zatem wpisanie aborcji do konstytucji zmieniłoby cokolwiek w ustawie Veil z 1975 roku?

Moim zdaniem nie. Ustawa Veil ustanowiła zasadę szacunku dla każdej istoty ludzkiej od początku życia, z dwoma wyjątkami:

- natychmiastowej aborcji terapeutycznej i

- dziesięciotygodniowej aborcji w «dystresie».

 

Ta zasada prawa Veil jest określona w artykule 16 francuskiego Kodeksu Cywilnego[6] i artykule L.2211-1 francuskiego Kodeksu Zdrowia Publicznego[7]. Artykuły te określają zasadę prymatu osoby ludzkiej, a projekt poprawki do konstytucji nie uchyla ani nie wpływa na te artykuły. Tym bardziej, że wolność sumienia lekarzy jest zasadą o wartości konstytucyjnej. Żadne prawo nie jest absolutne, o czym przypomina art. 4 Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela w Preambule do Konstytucji. Nieuchronnie istnieją granice, a rolą prawa jest ich wyznaczenie.

 

Włączenie aborcji do Konstytucji nie zmienia obecnego prawa, ta wolność nie jest zagrożona, więc dlaczego dziś o niej debatujemy? Moim zdaniem to jest po prostu symbol dla feministek i chwyt reklamowy dla rządu i prezydenta Republiki, którego poparcie spada z każdym dniem. Jednym z głównych problemów jest wykorzystanie Konstytucji do symbolicznego napisania kategorycznego roszczenia i przekształcenia Konstytucji w normatywną «samoobsługę», mamy do czynienia z realną instrumentalizacją Konstytucji” – podkreślił Michaël de Carvalho.

 

Wnioski (przyszłość projektu)

 

Ustawa konstytucyjna pochodząca od rządu może zostać przyjęta w głosowaniu Kongresu wymaganą większością trzech piątych głosów. Taka większość nie jest nieosiągalna, ponieważ wśród lewicy ustawa wydaje się cieszyć dużym poparciem. Z drugiej strony, ustawa zaproponowana przez parlament musiałaby zostać przyjęta w referendum. Historia polityczna referendów konstytucyjnych we Francji powinna jednak wzbudzać wątpliwość u rządzących: jest to przede wszystkim historia niepowodzeń, wynikających z przejrzenia przez społeczeństwo częstych motywów takiego rozwiązania politycznego – manipulacji prawem i jego instrumentalizacji. Od napoleońskich plebiscytów po referendum z 1969 r. (które doprowadziło do odejścia generała de Gaulle'a), referenda zawsze wiążą się z ryzykiem dla rządzących, szczególnie w kraju o tak zróżnicowanych poglądach w społeczeństwie jak Francja. Nie jest jasne, jaki będzie ostateczny los propozycji Macrona. Francuski parlament będzie debatował nad propozycją w nadchodzących miesiącach i możliwe, że zostanie ona zmieniona lub nawet odrzucona.

 

Julia Książek – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

 

 
 
Czytaj Więcej
Ochrona życia

06.11.2023

Zapowiedź prezydenta Francji wpisania „prawa do aborcji” do francuskiej konstytucji. Czy ignorowanie prawa zaszkodzi?

Zapewne wszystkim dobrze znana jest pochodząca z prawa rzymskiego łacińska paremia „Ignorantia iuris nocet”. Istotą wyrażonej w niej zasady jest to, że dana jednostka, w piśmiennictwie określana jako podmiot prawa, nie może się skutecznie uzasadniać swoich działań albo zaniechań powołaniem się na nieznajomość norm prawnych.

Czytaj Więcej
Ochrona życia

06.11.2023

Zapowiedź prezydenta Francji wpisania „prawa do aborcji” do francuskiej konstytucji. Czy ignorowanie prawa zaszkodzi?

Zapewne wszystkim dobrze znana jest pochodząca z prawa rzymskiego łacińska paremia „Ignorantia iuris nocet”. Istotą wyrażonej w niej zasady jest to, że dana jednostka, w piśmiennictwie określana jako podmiot prawa, nie może się skutecznie uzasadniać swoich działań albo zaniechań powołaniem się na nieznajomość norm prawnych. Nie wchodząc tutaj w kwestie rzeczywistego obowiązywania czy stosowania tej zasady we Francji, w której obecnie głowa państwa deklaruje wprowadzenie „prawa” do aborcji, stwierdzić można, że cytowana maksyma niewątpliwie wyraża również pewną bardziej uniwersalną prawdę o życiu, co zauważyli już twórcy Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r. Pozostaje więc pytanie, czy ignorancja – lub inaczej: pogarda wobec prawa – szkodzi wszystkim czy niektórym?

Wymyślone „prawo do aborcji” i prawa człowieka

Tytułem wstępu należy wyjaśnić, że termin „prawo do aborcji” jest tworem sztucznym i niemającym podstaw w żadnym wiążącym akcie prawa międzynarodowego czy polskiego oraz – w mojej ocenie – francuskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r., do której odwołuje się obowiązująca konstytucja Francji. Wręcz przeciwnie – przyjęty przez społeczność międzynarodową system praw człowieka stoi na straży ludzkiego życia, stanowiąc w wielu wiążących państwa-sygnatariuszy umowach, traktatach, konwencjach, etc., że życie człowieka podlega ochronie prawnej. Jako dobitny przykład przywołać można chociażby art. 2 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: „prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia, wyjąwszy przypadki wykonania wyroku sądowego skazującego za przestępstwo, za które ustawa przewiduje taką karę”. Uwagę wypada zwrócić na fakt, że ta międzynarodowa umowa wspomina o ochronie prawa każdego człowieka do życia przez ustawę. W Polsce mamy więc w pierwszej kolejności tzw. ustawę zasadniczą, czyli Konstytucję, która w rozdziale II zatytułowanym „Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela”, wskazuje na prawo każdego do życia i zapewnia o gwarantowanej każdemu prawnej ochronie życia (art. 38). Ochrona wartości najważniejszej dla jednostki – życia - wynika ponadto z szeregu innych polskich ustaw, z kodeksem karnym na czele.

Francuska konstytucja z „miejscem” na aborcję?

Na tle Konstytucji RP ciekawie prezentuje się konstytucja Republiki Francuskiej. Obowiązująca od 4 października 1958 r. ustawa zasadnicza Francji ma charakter w zasadzie wyłącznie ustrojowy i nie zawiera analogicznego do polskiej konstytucji rozdziału regulującego kwestie praw i wolności człowieka i obywatela. Przepisy takie wskazane zostały natomiast w preambule konstytucji, nie bezpośrednio, lecz przez odwołanie do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r. W pierwszym zdaniu preambuły do konstytucji francuskiej czytamy: „Naród francuski uroczyście ogłasza swoje przywiązanie do praw człowieka i zasad suwerenności narodowej określonych w Deklaracji z 1789 r. (…)”[1].

Pozostawiając całkowicie na boku ocenę samego aktu prawnego i wydarzeń, które towarzyszyły jego przyjęciu, warto przyjrzeć się zawartym w nim przepisom. Już w preambule znaleźć można interesujący fragment, stanowiący: „Przedstawiciele Narodu Francuskiego, uformowani w Zgromadzenie Narodowe, uznając nieznajomość, zapominanie lub pogardę praw człowieka za jedyne przyczyny nieszczęść publicznych i zepsucia rządów, postanowili przedstawić w uroczystej Deklaracji naturalne, niezbywalne i święte prawa człowieka, aby niniejsza Deklaracja, stale przedstawiana wszystkim członkom ciała politycznego, nieustannie przypominała im o ich prawach i obowiązkach (…)”[2]. W zakresie omawianej tematyki najistotniejsze wydają się dwa przepisy Deklaracji: art. 1, w którym uznano, że „ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w prawach. Rozróżnienia społeczne mogą opierać się wyłącznie na względach dobra wspólnego”, oraz art. 4 stanowiący, że „wolność polega na możliwości czynienia wszystkiego, co nie szkodzi innym. Zatem korzystanie z praw naturalnych każdego człowieka nie ma innych granic niż te, które zapewniają innym członkom społeczeństwa korzystanie z tych samych praw. Granice te mogą być określone wyłącznie przez ustawę”. Innymi słowy – w mojej ocenie z cytowanego art. 1 Deklaracji logicznie wynika, że skoro „ludzie rodzą się wolni”, to ludźmi jednakowo są jednostki na etapie poprzedzającym proces narodzin (ze zdania tego wynika, że to ludzie się rodzą, a nie „zlepki komórek” stają się ludźmi poprzez fakt narodzenia). Dalej art. 4 Deklaracji wyraźnie określa granice korzystania z wolności przysługującej jednostce – jest nią warunek nieszkodzenia innym (w jęz. oryginalnym: „la liberté consiste à pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas à autrui”). Co istotne, wydaje się, że użyte w tym przepisie słowo „autrui” czyli „inni”, nie powinno wpisywać się w dyskusję nad sztucznie kreowanymi dylematami, czy słowo „każdy” użyte w kontekście prawa do ochrony życia np. w polskiej Konstytucji obejmuje również człowieka nienarodzonego, czy też nie. Argument ten jest tym bardziej uzasadniony, że w drugim zdaniu omawianego art. 4 Deklaracji mowa jest o korzystaniu z praw naturalnych każdego człowieka, a jak wiadomo – prawa naturalne posiada każda istota o ludzkim DNA wyłącznie z tej racji, że przynależy do rodzaju ludzkiego. Zatem, we francuskiej Deklaracji zwrócono uwagę na fakt istnienia praw naturalnych, które obecnie tak często się kwestionuje. 

„Prawo do aborcji” we francuskiej konstytucji?

Takim pomysłem pochwalił się kilka dni temu prezydent Emanuel Macron, który już wcześniej zasłynął z tego, że gwarantujący takie prawo przepis chciał wprowadzić do znajdującej się na szczycie w hierarchii unijnych aktów prawnych Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej (KPP UE). Wydaje się, że postulując tę zmianę w KPP UE, prezydent Francji albo w pełni zignorował pozostające w oczywistej sprzeczności przepisy mówiące o ludzkiej godności i prawie do życia, albo myślał o szerokiej ingerencji w ten akt prawny, co jednak z pewnością spotkałoby się z głośnym sprzeciwem części państw członkowskich. W każdym razie, najwyraźniej tematu nie porzucił i pomysł eliminowania części Europejczyków jeszcze przed narodzeniem zamierza teraz realizować na terytorium własnego kraju.

Pomysł wpisania „prawa do aborcji” do francuskiej ustawy zasadniczej wydaje się o tyle zaskakujący, że – jak już wspomniano – konstytucja co do zasady nie odnosi się do kwestii praw człowieka, lecz reguluje kwestie ustrojowe państwa. Zapewne „dopisanie” takiej konstrukcji prawnej do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z różnych przyczyn nie wchodzi w grę, ale być może pewnym argumentem jest też fakt, że przepis o w istocie nieistniejącym „prawie do aborcji” po prostu kłóci się z przepisami Deklaracji, do której odwołał się naród francuski w preambule konstytucji.   

Oby Polska nie poszła tropem francuskim

Nasza Konstytucja wyraźnie stanowi w art. 38, że państwo zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia. W praktyce oznacza to, na co zwrócił uwagę Trybunał Konstytucyjny w wyroku w sprawie K 1/20, że „organach państwa spoczywa obowiązek stanowienia takiego prawa, by chroniło ono życie, i to życie każdego człowieka niezależnie od tego, w jakiej sytuacji znajduje się”. W art. 38 Konstytucji znajduje się więc zobowiązanie dla władz. Aksjologia polskiej Konstytucji, bogate orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego na temat ochrony życia, właściwe przepisy ustawowe nie przeszkadzają jednak niektórym przedstawicielom parlamentu, dziennikarzom, aktywistkom, etc. w głoszeniu haseł o wprowadzeniu przepisów o aborcji w zupełnie swobodny sposób, np. z pominięciem procesu legislacyjnego.

Ignorantia iuris nocet – czy na pewno?

Obserwowana nie tylko u nas czy Francji czasem głęboka ignorancja wobec prawa, ale rozumiana szeroko – jako uświadomiona i umyśla drwina z pewnych zasad, wypracowywanych niekiedy latami i okupionych licznymi ofiarami - z pewnością zaszkodzi. Rodzi się pytanie – komu? Pozostając w temacie ludzi nienarodzonych, którym stopniowo w kolejnych krajach odbiera się prawną ochronę życia, można odpowiedzieć, że szkodzi im właśnie. Ale nie tylko. Jak zauważyli twórcy francuskiej Deklaracji z 1789 r., „nieznajomość, zapominanie lub pogarda dla praw człowieka są jedynymi przyczynami nieszczęść publicznych”. Pogarda wobec praw naturalnych i chroniących je praw stanowionych może nie spowoduje konsekwencji zbieżnych z dosłownym znaczeniem rzymskiej paremii, ale dotknie całe społeczeństwa.      

R.pr. Katarzyna Gęsiak – dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris

 
 
Czytaj Więcej
Subskrybuj Francja