fbpx 43 zarzuty eurodeputowanego Cyrusa Engerera wobec Polski w świetle polskiego i międzynarodowego porządku prawnego | Ordo Iuris

Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube

43 zarzuty eurodeputowanego Cyrusa Engerera wobec Polski w świetle polskiego i międzynarodowego porządku prawnego

Data publikacji: 08.08.2022

 

  1. Zagadnienia wstępne
    1. Bezwarunkowa nadrzędność Konstytucji RP

 

Zgodnie z art. 8 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 r.[1] „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Postanowienie to potwierdza dodatkowo art. 87 ust. 1 Konstytucji RP, gdzie polski prawodawca zamieścił katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego. Wśród nich na pierwszym miejscu wymienił właśnie Konstytucję, następnie ustawy, a dopiero na końcu ratyfikowane umowy międzynarodowe i wreszcie rozporządzenia.

Faktem jest, że art. 90 Konstytucji umożliwia przekazanie organizacji międzynarodowej kompetencji organów państwowych w niektórych sprawach (ust. 1), co dzieje się w drodze ratyfikacji umowy międzynarodowej (ust. 2-4). Co jednak kluczowe, żadna ratyfikowana umowa międzynarodowa, choć zyskuje pierwszeństwo przed ustawą, gdy ustawy nie da się pogodzić z umową (art. 91 ust. 2 Konstytucji), nie zyskuje pierwszeństwa przed Konstytucją. Jasno wynika to z treści art. 91 Konstytucji, który zarówno w ust. 2 jak i w ust. 3 stanowi o „pierwszeństwie przed ustawą” i „pierwszeństwie w przypadku kolizji z ustawami”, jednak nie wspomina o pierwszeństwie w przypadku kolizji z Konstytucją. Takie rozwiązanie byłoby zresztą sprzeczne z art. 8 ust. 1, którego brzmienie nie pozostawia wątpliwości co do jednoznacznie nadrzędnego charakteru Konstytucji w obowiązującym w Polsce porządku prawnym.

Wykładnię taką podzielił także Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 7 października 2021 r. (sygn. akt K 3/21)[2]. W kontekście rozwiązań prawnych proponowanych lub przyjmowanych przez Unię Europejską w zakresie nieobjętym przyznanymi (oddanymi) jej przez państwa członkowskie UE, w tym Polskę, kompetencjami oznacza to brak związania prawnego przepisami wykraczającymi poza delegację. Co więcej, przepisy stojące w sprzeczności z postanowieniami Konstytucji, jako stojące niżej niż Konstytucja w hierarchii źródeł prawa, nie będą wywoływać skutków prawnych (lex inferior non derogat legi superiori – akt prawny niższej rangi nie uchyla aktu prawnego wyższej rangi). Oznacza to, że nawet w przypadku przyjęcia dyrektywy czy rozporządzenia unijnego, do których przyjęcia i implementacji lub bezpośredniego stosowania jesteśmy zobowiązani, w przypadku, w którym akty te zawierają postanowienia niezgodne z polskim porządkiem konstytucyjnym (np. inna definicja małżeństwa, czy ograniczenie ochrony życia), postanowienia te powinny być traktowane jako nieobowiązujące.

 

    1. Postanowienia Konstytucji RP związane z małżeństwem i rodziną

 

Art. 18 Konstytucji wprost stanowi, że „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.

Już na wstępie należy odnotować, że artykuł ten zawiera klarowną, nie pozostawiającą pola do interpretacji definicję małżeństwa jako „związku kobiety i mężczyzny”, co oznacza, że żadna ustawa ani tym bardziej umowa międzynarodowa nie może w sposób wiążący wprowadzić do polskiego porządku prawnego innej definicji małżeństwa ani instytucji małżeństwa, które nie byłoby definiowane wyłącznie jako „związek kobiety i mężczyzny”. Co więcej, obowiązek ochrony małżeństwa przez państwo polskie, jaki nakłada art. 18 Konstytucji, winien być realizowany także w drodze odrzucania rozwiązań zmierzających do naruszenia instytucji małżeństwa rozumianego jako „związek kobiety i mężczyzny”.

Istotne dla prawidłowego zrozumienia art. 18 Konstytucji są także art. 32 i 33. Zawarty w nich zakaz dyskryminacji oraz zasada równości są w pełni kompatybilne z treścią art. 18.

W myśl art. 32 ust. 1 „wszyscy są równi wobec prawa” i „wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Realizacja tego postanowienia Konstytucji w dziedzinie małżeństwa i rodziny przejawia się poprzez określenie w polskim prawodawstwie jednolitych warunków koniecznych do wstąpienia w związek małżeński. W ust. 2 rzeczonego artykułu wskazano, że „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Tak też jest w przypadku możliwości zawarcia związku małżeńskiego, do którego prawo mają co do zasady wszyscy niepozostający w związku małżeńskim pełnoletni mężczyźni i wszystkie niepozostające w związku małżeńskim pełnoletnie (w szczególnych przypadkach, za zgodą sądu, także młodsze) kobiety, niezależnie od np. deklarowanej orientacji seksualnej.

Umieszczenie w Konstytucji art. 33, który odrębnie, niejako dodatkowo, podkreśla kwestię równości kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym (ust. 1), wskazując przy tym w katalogu otwartym kluczowe obszary dla osiągania tej równości (ust. 2). Stanowi także podpowiedź co do interpretacji art. 32. Art. 33 traktuje bowiem o równości płci (ergo także niedyskryminacji ze względu na płeć), co oznacza, że postanowienia art. 32 należy odczytywać przede wszystkim w kontekście cech innych niż płeć, w tym w kontekście orientacji seksualnej.

Polski prawodawca z pełną świadomością zdecydował się zatem zarówno na określenie małżeństwa jako wyłącznie „związku kobiety i mężczyzny” jak i na wprowadzenie zasady niedyskryminacji i równości w pełnym zakresie, uznając je za niepozostające w sprzeczności. Możliwość zawarcia małżeństwa pozostaje bowiem otwarta co do zasady dla każdego; jest prawem, z którego nikt nie ma obowiązku korzystania, przy jednoczesnym braku dyskryminujących ograniczeń ze strony państwa.

 

    1. Postanowienia Konstytucji RP związane z ochroną życia

 

Zgodnie z art. 38 Konstytucji RP i orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego państwo polskie stoi na straży życia ludzkiego i obowiązek jego ochrony dotyczy w takim samym stopniu zarówno prenatalnej, jak i postnatalnej fazy rozwoju człowieka. Wykładnia taka została podkreślona w orzeczeniu z 1997 r., gdzie Trybunał przypomniał, że „[z]akaz naruszania życia ludzkiego, w tym życia dziecka poczętego wynika z norm o charakterze konstytucyjnym. W takiej sytuacji ustawodawca zwykły nie może więc być uprawniony do decydowania o warunkach obowiązywania takiego zakazu, czyniąc tym samym normy konstytucyjne normami o charakterze warunkowym”[3].

Również w 2008 r. Trybunał podkreślał, że „nie ma wątpliwości, że życie człowieka nie podlega wartościowaniu ze względu na jego wiek, stan zdrowia, przewidywany czas jego trwania, ani ze względu na jakiekolwiek inne kryteria” oraz że „zdecydowanie nieakceptowane w demokratycznym państwie prawnym, realizującym zasady sprawiedliwości społecznej i chroniącym życie oraz niezbywalną godność człowieka, byłoby ograniczenie prawnej ochrony życia człowieka w celu ochrony dóbr lokujących się niżej w hierarchii konstytucyjnej, np. własności i innych praw majątkowych, moralności publicznej, ochrony środowiska czy nawet zdrowia innych ludzi”[4].

Koronnym argumentem w kwestii uznania, że art. 38 Konstytucji stoi na straży także życia nienarodzonego jest ogólna zasada in dubio pro vita humana, której zastosowanie Trybunał Konstytucyjny również potwierdził w jednym ze swoich orzeczeń: „już w pierwszym z przepisów konstytucyjnych dotyczących wolności i praw osobistych zdaje się przesądzać o nadrzędności życia ludzkiego w hierarchii wartości chronionych przez prawo. Skłania ona jednocześnie do przyjęcia w procesie stanowienia prawa dyrektywy interpretacyjnej, wedle której wszelkie możliwe wątpliwości co do ochrony życia ludzkiego powinny być rozstrzygane na rzecz tej ochrony (in dubio pro vita humana)”[5].

Objęcie ochroną prawną życia na etapie prenatalnym gwarantuje także art. 2 Konstytucji RP. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego „demokratyczne państwo prawa jako naczelną wartość stawia człowieka i dobra dla niego najcenniejsze. Dobrem takim jest życie, które w demokratycznym państwie prawa musi pozostawać pod ochroną konstytucyjną w każdym stadium jego rozwoju (…) Dotyczy to także fazy prenatalnej”[6].

Ponad dwudziestoletnia linia orzecznicza Trybunału Konstytucyjnego została potwierdzona najnowszym wyrokiem TK z 22 października 2020 r. wydanym w sprawie K 1/20. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny[7] jest niezgodny z art. 38 (prawo do życia) w związku z art. 30 (zasada przyrodzonej godności) w związku z art. 31 ust. 3 (ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw nie mogą naruszać istoty tych wolności i prawa) Konstytucji RP. Uznany za niekonstytucyjny przepis dotyczył dopuszczalności aborcyjnego uśmiercenia dziecka w sytuacji, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka. Wyrok ten stanowi logiczną i konsekwentną kontynuację dotychczasowej linii orzeczniczej Trybunału Konstytucyjnego, który począwszy od 1997 r. (a zatem już od roku, w którym weszła w życie aktualnie obowiązująca ustawa zasadnicza) wielokrotnie wypowiadał się w kwestii zakresu ochrony życia przewidzianej przez Konstytucję RP. Dla pojawiających się zarzutów o politycznym charakterze wyroku z 22 października 2020 r. nie bez znaczenia jest fakt, że na przestrzeni lat sędziowie TK tworzyli bardzo spluralizowane składy orzekające, co jednak nie wpłynęło na jednolitość orzecznictwa w sprawie dopuszczalności aborcji.

Warto nadmienić, że zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji RP wyrok ma charakter ostateczny. Polskie prawo nie zna procedury, która pozwalałaby na jego podważenie, co służy wypełnieniu gwarancji pewności prawa.

 

  1. Zarzuty eurodeputowanego C. Engerera wobec Polski

 

Wobec 43 zarzutów, jakie eurodeputowany Cyrus Engerer przesłał w maju 2022 r. do Instytutu Ordo Iuris w odpowiedzi na memorandum wskazujące na nieistnienie rzekomych „stref wolnych od LGBT” w Polsce, zapowiadając jednocześnie wzmożony wysiłek w celu doprowadzenia do zmian prawnych, rozważyć należy aspekty prawne i prawnomiędzynarodowe każdego z nich.

 

„Dyskryminacja kobiet oraz ich zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych”

Konstytucja RP wprowadza bezwzględny zakaz dyskryminacji kogokolwiek i z jakiegokolwiek powodu już w art. 32 ust. 1, gdzie stanowi, że „wszyscy są równi wobec prawa” i „wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Jednocześnie w art. 33 ustawa zasadnicza konstytuuje zasadę równości kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym (ust. 1).  Już w świetle tych dwóch postanowień odrzucić należy tezę o „dyskryminacji kobiet” w polskim porządku prawnym.

Co więcej, w art. 72 ust. 2 Konstytucji RP polski prawodawca, rozumiejąc szczególną rolę kobiety oraz jej specyficzne role życiowe i przynależne wyłącznie jej sytuacje zdrowotne, zobowiązał państwo polskie do szczególnej pomocy kobiecie w okresie okołoporodowym („Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa”). Z powyższej regulacji wynikają wszelkie przepisy ustawowe, w tym te z zakresu prawa pracy (m.in. chroniące kobietę w ciąży i przebywającą na urlopie macierzyńskim przed utratą pracy) jak i te z zakresu zdrowia (m.in. prawo kobiety w ciąży do przyjęcia przez lekarza-specjalistę w ramach NFZ w terminie do 7 dni roboczych czy refundowane wizyty położnej w okresie ciąży i połogu).

Wobec zarzutu dyskryminacji kobiet z uwagi na kwestie zdrowotne, przez który najpewniej należy rozumieć niedopuszczalność aborcji, wskazać należy na kilka kluczowych kwestii. Przede wszystkim, pojęcie „prawa do aborcji” nie istnieje ani w polskim porządku prawnym[8], ani w prawie międzynarodowym. Co więcej, różne państwa wielokrotnie wyrażały swój sprzeciw wobec prób stworzenia takiego prawa. Należy pamiętać, że aborcja narusza podstawowe prawa człowieka, w tym zwłaszcza prawo do życia[9] oraz prawo do wolności od tortur i nieludzkiego traktowania[10]. Aborcja jest również jedną z najbardziej okrutnych form dyskryminacji ze względu na płeć, kolor skóry, niepełnosprawność, czy po prostu fakt „bycia niechcianym” i stoi w sprzeczności z gwarantowaną prawem międzynarodowym ochroną przed dyskryminacją[11]. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnim czasie kilkadziesiąt państw (w tym niektóre należące do UE) bezpośrednio sprzeciwiło się próbom postrzegania aborcji jako prawa człowieka poprzez podpisanie Deklaracji Genewskiej[12].

Niemniej, w kontekście ewentualnych prób wpływania na kształt regulacji związanych zarówno z aborcyjnym pozbawianiem życia nienarodzonych, jak i z objęciem ich życia ochroną prawną, trzeba pamiętać, że kwestie te należą do wyłącznej kompetencji państw członkowskich UE (zgodnie z art. 6 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, UE ma w zakresie polityki zdrowotnej jedynie kompetencje wspierające). Próba wywarcia jakiegokolwiek wpływu na kształt tych regulacji, a tym bardziej próba ich podważania, jest niedopuszczalna. Komisja Europejska wielokrotnie potwierdzała, że stanowienie w tej kwestii jest wyłączną i suwerenną decyzją poszczególnych państw członkowskich UE[13].

Ograniczenie dostępu do aborcji nie stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia kobiet, nie jest też motywowane chęcią ograniczania czyichkolwiek praw czy swobody, wynika natomiast z nadrzędnego wobec innych praw prawa do życia. Co za tym idzie, nie może być określane jako „dyskryminacja”.

Polskie regulacje prawne, dopuszczały i nadal dopuszczają aborcyjne pozbawienie życia nienarodzonego dziecka w wypadku, gdy zdrowie lub życie matki są zagrożone[14]. Oznacza to, że wypadku zagrożenia jej życia lub zdrowia, matka ma prawo podjąć decyzję o tym, czy to jej prawnie chronione dobra (jakimi są życie i zdrowie), czy dobro dziecka (życie) będzie ratowane. Warto odnotować, że przesłanka dopuszczająca uśmiercenie nienarodzonego dziecka ze względu na zagrożenie zdrowia matki jest kontrowersyjna z uwagi na fakt, że w kolizji znajdują się dwa nierównorzędne prawnie chronione dobra: życie (dziecka) oraz zdrowie (matki). W wyroku z 30 września 2008 r. (sygn. K 44/07) Trybunał Konstytucyjny podkreślił, że „zdecydowanie nieakceptowane w demokratycznym państwie prawnym, realizującym zasady sprawiedliwości społecznej i chroniącym życie oraz niezbywalną godność człowieka, byłoby ograniczenie prawnej ochrony życia człowieka w celu ochrony dóbr lokujących się niżej w hierarchii konstytucyjnej, np. własności i innych praw majątkowych, moralności publicznej, ochrony środowiska czy nawet zdrowia (podkr. własne) innych ludzi”[15]. Na marginesie warto zaznaczyć, że rozstrzygnięcie to wydane zostało, gdy przewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego był prof. Andrzej Rzepliński.

W sytuacji zagrożenia życia matki zachodzi kolizja dwóch równorzędnych prawnie chronionych dóbr – życia matki i życia dziecka. Wówczas od decyzji matki zależy, czy ochrona prawna jednego z tych żyć zostanie uchylona. Przypadek podjęcia przez matkę terapii, która może lub nawet z pewnością będzie skutkować śmiercią dziecka nienarodzonego, to klasyczny przykład działania zasady podwójnego skutku. Zgodnie z tą zasadą działanie mające pozytywne (zamierzone) jak i negatywne (niezamierzone) skutki może być moralnie dopuszczalne m.in. jeżeli brak jest innych sposobów osiągnięcia dobrego skutku (w tym wypadku ocalenia życia matki)[16]. Na tej koncepcji opiera się także polskie prawo, które w przypadku kolizji dwóch równorzędnych dóbr pozwala na uchylenie ochrony jednego z nich. Dlatego też przesłanka dopuszczająca ratowanie życia matki kosztem życia dziecka poczętego z pewnością nie jest i nie zostanie uznana za sprzeczną z prawem chroniącym życie od poczęcia, choćby nawet z polskiego porządku prawnego zniknęły wszelkie obecnie znane przesłanki wprost dopuszczające przerwanie ciąży. Potwierdza to także cytowane wyżej orzeczenie TK o syg. K 44/07[17].

Odnosząc się do rzekomej dyskryminacji „zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych” kobiet, wskazać należy, że termin „zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne” (dalej jako: SRHR) nie pojawia się w żadnym wiążącym akcie prawa międzynarodowego. Co więcej, w ostatnich latach wiele państw konsekwentnie zgłaszało wobec niego zastrzeżenia, jako że nie zostało ono w żadnym miejscu jasno i wyczerpująco zdefiniowane. Można zauważyć, że w niewiążących dokumentach, które posługują się terminem SRHR, w ramach tego pojęcia wyprowadzane są żądania obejmujące m.in. powszechną akceptację i legalizację aborcji, wulgarnej edukacji seksualnej czy propagowania teorii gender.

Wobec powtarzanych niejednokrotnie nieprawdziwych informacji, przypomnieć należy, że termin używany w niewiążących dokumentach końcowych konferencji w Kairze (1994) i Pekinie (1995), a nawet Cele Zrównoważonego Rozwoju (2015)[18] nie zawierają odniesienia do odrębnej kategorii „praw seksualnych”. Nie ma również wiążącego międzynarodowego aktu prawnego, który w jakikolwiek sposób odnosiłby się nie tylko do „praw seksualnych i reprodukcyjnych” (SRR), ale nawet do zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych (SRHR). Próby przedstawienia tych nieistniejących „praw seksualnych” jako rzekomo wiążących zobowiązań międzynarodowych i jako elementu praw człowieka są niezgodne z rzeczywistością i bezpodstawne, a co za tym idzie – brak jest podstaw do twierdzenia, jakoby brak tego typu „praw” miał być przyczyną jakiejkolwiek dyskryminacji.

Dokument końcowy Międzynarodowej Konferencji na temat Ludności i Rozwoju, która odbyła się w Kairze w 1994 roku (ICPD) wyraźnie stwierdza także, że ​​aborcja nie może być promowana jako metoda planowania rodziny, a państwa powinny podejmować działania w celu ograniczenia liczba aborcji[19].

W 2015 r. przyjęto nową Agendę na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 („Agenda 2030”), w ramach której realizowane są m.in. zadania 3.7 i 5.6, dotyczące zdrowia kobiet. Zgodnie z ich założeniami państwa należące do Organizacji Narodów Zjednoczonych, w tym Polska, powinny zagwarantować kobietom i dziewczynkom powszechny i skuteczny dostęp do usług z zakresu „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego” (SRH), a także zapewnić efektywne korzystanie z „praw prokreacyjnych”[20]. Co kluczowe, wobec braku legalnej definicji tych pojęć, ich zakres jest odmiennie ustalany przez poszczególne państwa ONZ. W przypadku Polski realizacja celów 3.7 i 5.6 objęła działania ukierunkowane na ochronę zdrowia prokreacyjnego kobiet. Polska uruchomiła takie programy jak „Koordynowana opieka nad kobietą w ciąży”, „Program kompleksowej diagnostyki i terapii wewnątrzmacicznej w profilaktyce następstw i powikłań wad rozwojowych i chorób płodu – jako element poprawy stanu zdrowia płodów i noworodków na lata 2014-2017”, czy „Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce”[21]. Odwołanie się do zdrowia prokreacyjnego, nie zaś reprodukcyjnego, pozwala Polsce efektywnie realizować cele określone w Agendzie 2030 w oderwaniu od ideologicznej, proaborcyjnej narracji ONZ.

 

„Dyskryminacja homoseksualistów, poprzez brak możliwości zawarcia małżeństwa i założenia rodziny”
 „Dyskryminacja lesbijek poprzez brak możliwości zawarcia małżeństwa i założenia rodziny”

„Pary homoseksualne nie tylko nie mogą zawierać małżeństw, nie mogą nawet zarejestrować związku partnerskiego ani zawrzeć umowy konkubinatu”

 

Jak już wspomniano wyżej, w myśl art. 32 ust. 1 Konstytucji RP „wszyscy są równi wobec prawa” i „wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Realizacja tego postanowienia Konstytucji w dziedzinie małżeństwa i rodziny przejawia się poprzez określenie w polskim prawodawstwie jednolitych warunków koniecznych do wstąpienia w związek małżeński. W ust. 2 rzeczonego artykułu wskazano, że „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Tak też jest w przypadku możliwości zawarcia związku małżeńskiego, do którego prawo mają co do zasady wszyscy niepozostający w związku małżeńskim pełnoletni mężczyźni i wszystkie niepozostające w związku małżeńskim pełnoletnie (w szczególnych przypadkach, za zgodą sądu, także młodsze) kobiety, niezależnie od np. deklarowanej orientacji seksualnej.

Oznacza to, że zarówno osoby heteroseksualne, jak i te deklarujące inną orientację seksualną, mają takie same prawne możliwości wstąpienia w związek małżeński.

Podobnie jak w przypadku par heteroseksualnych, nie każda z nich zainteresowana jest zawarciem małżeństwa (a państwo nie nakłada na nie takiego obowiązku, pozostawiając obywatelom całkowitą swobodę prowadzenia wspólnego życia w ramach konkubinatu). Identycznie w przypadku par homoseksualnych państwo polskie każdej ze stron pozostawia możliwość zawarcia małżeństwa – na zasadach określonych jednakowo dla wszystkich w Konstytucji i ustawach – a jednocześnie nie wymaga od żadnej z nich, by w taki sformalizowany związek wstępowała. Zarówno konkubinaty hetero-, jak i homoseksualne są formą związku, której polskie prawo w żaden sposób nie reguluje, pozostawiając obywatelom pełną swobodę i nie ingerując w ich życie prywatne. Sytuacja prawna osób pozostających w konkubinatach jest identyczna niezależnie od deklarowanej orientacji seksualnej; co więcej, sytuacja prawna osób zainteresowanych związkiem małżeńskim również jest identyczna i – niezależnie od deklarowanej orientacji seksualnej – wymaga spełnienia przez strony tych samych warunków.

Nie jest możliwe uznanie braku w polskim porządku prawnym tzw. małżeństw jednopłciowych za dyskryminację osób o orientacji homoseksualnej. Polskie prawo jednakowo traktuje wszystkich obywateli, stawiając przed nimi identyczne wymagania i obowiązki, a jednocześnie umożliwiając im dostęp do tych samych instytucji na jednakowych zasadach. Dopiero wprowadzenie odrębnej instytucji tudzież formy małżeństwa przeznaczonej dla osób o orientacji homoseksualnej oznaczałoby wprowadzenie rzeczywistej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, jako że z możliwości zawarcia tego typu związku wyłączone byłyby osoby deklarujące się jako heteroseksualne.

Jednocześnie wskazać należy, że szczególna troska, jaką państwo polskie otacza małżeństwo rozumiane jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny, jest pochodną naturalnego związania małżeństwa z macierzyństwem i rodzicielstwem. Jasno wskazuje na to art. 18 Konstytucji RP, który w jednym zdaniu wymienia po kolei właśnie małżeństwo, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo jako dobra i wartości znajdujące się pod szczególną ochroną Rzeczypospolitej. Podejście polskiej ustawy zasadniczej do kwestii małżeństwa i bezpośrednie związanie jej z rodzicielstwem nie stanowi jednak formy dyskryminacji osób o orientacji homoseksualnej, a ukierunkowane jest na pragmatyczne działania mające na celu zarówno zachęcenie obywateli do decyzji prokreacyjnych, jak i stworzenie sprzyjających warunków dla rozwoju ich dzieci. W jednym i drugim Polska dostrzega długofalowe korzyści dla państwa i ogółu społeczeństwa, dlatego też nadaje pewne przywileje tylko małżonkom (np. możliwość wspólnego rozliczania podatku dochodowego), a samo małżeństwo i naturalnie łączące się z nim role i funkcje otacza ochroną.

Wobec powtarzających się prób wpłynięcia na definicję małżeństwa lub wprowadzenia instytucji alternatywnej dla niego, ponownie podkreślić należy, że Unia Europejska działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach, dla osiągnięcia określonych w nich celów. Jednocześnie wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich (art. 5 ust. 2 TUE). Dlatego też wszelkie naciski na państwa w kierunku stworzenia prawnej możliwości formalizacji związków osób tej samej płci, czy to w formie związków partnerskich czy poprzez odniesienie do nich pojęcia małżeństwa lub nadania takim związkom przywilejów małżeńskich należy uznać za nieuprawnione próby ingerencji w prawo rodzinne państw członkowskich, którego stanowienie leży poza kompetencjami organów UE. Dotyczy to zarówno prób wkroczenia w te kompetencje na drodze legislacyjnej jak i w drodze tzw. litygacji strategicznej mającej na celu doprowadzenie do ukształtowania międzynarodowego orzecznictwa zobowiązującego państwa do zmiany przepisów krajowych. Należy także pamiętać o Deklaracji dołączonej do Traktatu akcesyjnego z 2003 r.[22], gdzie jasno zaznaczono, że „nic w postanowieniach Traktatu o Unii Europejskiej, Traktatów ustanawiających Wspólnoty Europejskie oraz w postanowieniach traktatów zmieniających lub uzupełniających te traktaty nie stanowi dla Państwa Polskiego przeszkody w regulowaniu kwestii o znaczeniu moralnym, jak również kwestii odnoszących się do ochrony życia ludzkiego”. Brak kompetencji UE do stanowienia prawa w zakresie prawa rodzinnego podkreślał także Sejm RP. W swoich uchwałach dwukrotnie wskazał, że niedopuszczalne są działania UE naruszające naczelną zasadę pomocniczości, w tym poprzez wymuszone uznawanie skutków prawnych związków tej samej płci[23].

 

„Dyskryminacja par homoseksualnych poprzez brak możliwości korzystania z usługi zdrowotnej in vitro, które oferowane są parom heteroseksualnym”

Zapłodnienie pozaustrojowe jest zabiegiem kontrowersyjnym ze względów etycznych, medycznych i prawnych. Etycznych, gdyż elementem procedury jest selekcja zarodków ludzkich, w ramach której pozbawia się życia te z nich, które „nie rokują”. Wątpliwości medyczne wynikają natomiast z faktu, iż w świetle licznych badań poczęcie dziecka metodą in vitro niesie za sobą m.in. wyższe ryzyko zagrażającej życiu i zdrowiu kobiety ciąży ektopowej oraz chorób genetycznych dziecka. W aspekcie prawnym zwraca się natomiast uwagę na fakt, że legalizacja tego typu procedury wiąże się z ograniczeniem prawa nienarodzonych istot ludzkich do życia oraz narusza ich godność.

W Polsce, zgodnie z ustawą z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności[24] zapłodnienie in vitro uznawane jest za jedną a metod leczenia niepłodności, przy czym dostęp do niej możliwy jest dopiero po roku nieudanych prób leczenia niepłodności innymi metodami (art. 5 ust. 2 ww. ustawy). Już z samego faktu, iż jest to metoda „leczenia niepłodności” wynika brak możliwości otwarcia dostępu do tego typu zapłodnienia parom homoseksualnym, których brak możliwości wspólnego spłodzenia potomstwa nie wynika z niepłodności.

Podkreślić należy, że zapłodnienie pozaustrojowe nie jest w Polsce „oferowane parom heteroseksualnym”, nie stanowi powszechnie dostępnej „usługi zdrowotnej”, jest natomiast jedną z metod leczenia niepłodności, do której dostęp otwiera się dopiero w skrajnych przypadkach. Ramy prawne stworzone dla procedury in vitro stanowią odpowiedź i swoisty balans pomiędzy licznymi, budzącymi wątpliwości i kontrowersje aspektami związanymi z tą metodą, a zrozumieniem przez państwo polskie dramatu, jakim dla wielu osób jest niepłodność. Orientacja seksualna osób chcących podjąć próbę zapłodnienia pozaustrojowego nie jest przedmiotem badania ani nawet zainteresowania podczas kwalifikacji do zabiegu, kluczowa jest natomiast kwestia niepłodności. Ponownie podkreślić należy, że brak możliwości spłodzenia dziecka przez dwie osoby tej samej płci nie jest niepłodnością. Jako niepłodność Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje „niemożność zajścia w ciążę pomimo regularnego współżycia płciowego (3-4 razy w tygodniu), utrzymywanego powyżej 12 miesięcy, bez stosowania jakichkolwiek środków zapobiegawczych”[25].

Przy okazji odnotować należy, że art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (EKPC)[26] w żaden sposób nie gwarantuje „prawa do bezpłatnego in vitro”, rozumianego jako zobowiązanie państwa do finansowania dostępu do tej metody zapłodnienia wszystkim obywatelom. Państwa członkowskie mają prawo decydować o finansowaniu – lub jego braku – procedury in vitro oraz o jego ewentualnym zakresie[27]. Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) wynika, że art. 8 EKPC implikuje prawo pary do wspólnego poczęcia dziecka i skorzystania w tym celu z medycznie wspomaganej prokreacji[28] oraz możliwość świadomego i rozważnego wyboru dotyczącego losu embrionów[29] – państwo nie ma jednak obowiązku refundowania tej metody. Co więcej, w krajowym marginesie swobodnej oceny pozostaje decyzja dotycząca ewentualnego uregulowania kwestii związanych z zapłodnieniem pozaustrojowym jak i kształtu tych regulacji[30].

„Dyskryminacja osób trans poprzez brak możliwości potwierdzenia swojej tożsamości płciowej”
„Osoby trans nadal potrzebują diagnozy psychiatrycznej”
„Samostanowienie nie jest częścią polityki prawnego uznania czyjejś tożsamości płciowej”
„Osoba pozostająca w związku małżeńskim nie może stwierdzić swojej tożsamości płciowej, chyba że się rozwiedzie”
„Istnieją obowiązkowe interwencje chirurgiczne i medyczne wymagane, aby osoba potwierdziła swoją tożsamość płciową”

„Nie ma rozpoznawania niebinarnego”

Wbrew twierdzeniu eurodeputowanego C. Engerera, polski porządek prawny umożliwia ustalenie płci w drodze postępowania przed sądem. Mimo że nie istnieją przepisy wprost regulujące uzgodnienie płci, a więc dokonanie zmian prawnych oznaczenia płci i dokumentów, tak aby były zgodne z płcią odczuwaną przez daną osobę, to już od lat 90. XX w. – gdy zaistniała potrzeba odpowiedzi polskiego prawa na tego typu problem – istnieje praktyka ustalania płci w drodze powództwa w trybie art. 189 kodeksu postepowania cywilnego[31], który stanowi, że „[p]owód może żądać ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny”. Praktyka ta ukształtowana została w oparciu o odnoszące się do korekty płci metrykalnej orzecznictwo Sądu Najwyższego[32].

Powództwo w trybie art. 189 kpc w procesie o ustalenie płci wnosi się przeciwko rodzicom osoby chcącej dokonać korekty płci. Z punktu widzenia procesowego bez znaczenia jest stosunek rodziców co do deklarowanej przez ich dziecko tożsamości płciowej. Chybiony jest zarzut, jakoby fakt konieczności pozywania rodziców, szczególnie w przypadku, gdy wspierają oni dążenia powoda do ustalenia płci zgodnej z odczuwaną, stanowił wyraz nadmiernego proceduralizmu, dodatkowo nierzadko odbieranego jako próba poniżenia lub naruszenia prawa do prywatności powoda. W rzeczywistości jest to wymóg formalny, wynikający z faktu, że ewentualna zmiana płci dziecka bezpośrednio wpływa także na jego rodziców, w których dokumentach również konieczne będzie dokonanie stosownych zmian (korekta rubryk, w których określana jest płeć dziecka)[33]. Z tego samego powodu, powództwo osoby transseksualnej, która zawarła związek małżeński lub posiada dzieci, w celu dokonania ustalenia płci musi objąć także małżonka i potomstwo. Ewentualny wyrok zgodny z żądaniem powoda wpłynie na treść dokumentów zarówno jego rodziców, jak i małżonka oraz dzieci[34].

Ustalenie płci jest możliwe także w przypadku, gdy rodzice nie żyją, są nieznani, nie jest znane ich miejsce pobytu. Wówczas sąd w trybie art. 144 kpc ustanawia w ich miejsce kuratora. Jest to konieczne, ponieważ podobnie jak w przypadku żyjących i znanych rodziców wyrok sądu (jako powszechnie obowiązujący) wpłynie także na treść dokumentów matki i ojca osoby dokonującej ustalenia płci.

W przypadku osób chcących dokonać ustalenia płci, a jednocześnie pozostających w związku małżeńskim wskazać należy ponadto na art. 18 Konstytucji RP, który jasno określa, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Oznacza to, że dla uzyskania ewentualnego wyroku ustalającego płeć przeciwną niż dotychczas widniejąca w dokumentach, powód w pierwszej kolejności powinien zakończyć związek małżeński. W doktrynie istnieje także stanowisko, zgodnie z którym w obliczu zmiany płci małżonka należy sięgnąć do podstaw instytucji małżeństwa, tzn. do art. 18 Konstytucji RP oraz art. 1 ust. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego[35] w celu stwierdzenia nieistnienia małżeństwa.

Osoba pragnąca dokonać ustalenia płci w drodze postepowania sądowego musi jednak przede wszystkim wykazać rzeczywistą niezgodność pomiędzy płcią metrykalną a odczuwaną. Oprócz zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego ten fakt, powód winien umieć wykazać, że swoim postępowaniem i decyzjami życiowymi dąży do zmiany swojego życia w kontekście płci, z jaką chciałby w nim funkcjonować. Dotyczy to zarówno kwestii tzw. codziennych (np. ubiór, przyjęty sposób zwracania się do danej osoby), jak i podjęcia terapii hormonalnej. Powyższe działania, mające na celu maksymalne zbliżenie płci odczuwanej do cech zewnętrznych, w tym anatomicznych, transseksualisty wynikają z funkcjonującego w polskim systemie prawnym i społecznym dychotomicznego podziału na biologicznie uzasadnioną płeć żeńską i męską.

Dopuszczenie przez ustawodawcę możliwości uzgodnienia płci jedynie na podstawie subiektywnego kryterium tożsamości płciowej – z pominięciem okoliczności prawnych i biologicznych – stanowiłoby wyłom w systemie prawnym lub konieczność jego budowy od podstaw. Należy także podkreślić, że przepisy bezwzględnie obowiązujące, w tym te dotyczące stanu cywilnego, nie mogą stać się przedmiotem swobodnej dyspozycji, nie mogą należeć do zakresu „samookreślania się człowieka” – jako że tworzą szersze ramy prawne i wpływają na sytuację prawną nie tylko jednej zainteresowanej osoby. „Podstawą dla funkcjonowania człowieka jest tożsamość płciowa, czyli świadomość bycia kobietą lub mężczyzną. Przynależność do określonej płci wywołuje konsekwencje prawne w sferze skutków osobistych, rodzinnych i społecznych”[36].

 

„Dyskryminacja osób interpłciowych, które nie mają prawa decydowania o swoim ciele”

„Osoby transpłciowe, zróżnicowane pod względem płci i interpłciowe są patologizowane przez instytucje psychomedyczne i prawne”

„W Polsce brak zakazu interwencji medycznych dla osób interpłciowych”

„Ofiary nie mają dostępu do wymiaru sprawiedliwości i zadośćuczynienia”

„Nie istnieje skuteczny mechanizm monitorowania osób interpłciowych”

 

Nie jest prawdą, jakoby osoby interseksualne, tj, cierpiące na wrodzone zaburzenia różnicowania płci (ang. Disorders of Sex Development – DSD) „nie miały prawa decydowania o swoim ciele”. Faktem jest, że jak w każdym innym przypadku, płeć dziecka określa się tuż po narodzinach, co do zasady w oparciu o badanie wzrokowe. Jest to powszechnie przyjęta praktyka, niezbędna z uwagi na rozliczne kwestie proceduralne i możliwość funkcjonowania w świecie – zarówno dziecka, jak i jego rodziców. Zarzut naruszenia „prawa decydowania o swoim ciele” najczęściej wynika z nieprawidłowego zrozumienia motywów i znaczenia czynności medycznych podejmowanych wobec dzieci interpłciowych.

W marcu 2022 r. również Rzecznik Praw Pacjenta wyrażał obawę, że „[d]zieci te są poddawane nieodwracalnym często operacjom – choć nie są w stanie podjąć świadomej zgody na taką interwencję medyczną” a „zabiegi często nie wynikają z konieczności medycznej, a mają na celu jedynie doprowadzenie ciała do zgodności z normą przewidzianą dla jednej lub drugiej płci”[37].

W odpowiedzi na wątpliwości Rzecznika, Minister Zdrowia wskazał, że DSD to wady wrodzone, związane z nieprawidłowym rozwojem chromosomalnym, gonadalnym i anatomicznym. Zaburzenia te charakteryzują się nieprawidłowym wyglądem zewnętrznych narządów płciowych lub nieprawidłowym rozwojem gonad, co może prowadzić do zaburzeń rozwoju psychoseksualnego, niepłodności i ryzyka nowotworów. Nietypowy rozwój narządów płciowych zewnętrznych nie tylko zaburza wygląd anatomiczny, ale także zaburza funkcję dróg moczowych, nerek, gonad oraz rozwój psychiczny i psychoseksualny człowieka, a niektóre postaci zaburzeń różnicowania płci mogą stanowić zagrożenie życia (m.in. wrodzony przerost nadnerczy)[38]. Co kluczowe, Minister Zdrowia podkreślił, że „[w]skazania do wczesnego leczenia chirurgicznego dzieci z zaburzeniem różnicowania płci są wyłącznie medyczne. Decyzja w tym zakresie może być podjęta dopiero po przeprowadzeniu pełnej oceny diagnostycznej. Leczenie chirurgiczne powinno być zarezerwowane dla pacjentów z wysokim połączeniem układów moczowego i płciowego (groźba zakażeń układu moczowego, uszkodzeń nerek), dziewczynek z mocno zmaskulinizowanymi narządami płciowymi (duży przerost łechtaczki z bolesnymi wzwodami i dyskomfortem) oraz chłopców z niewystarczająco zmaskulinizowanymi narządami płciowymi. Plastyka pochwy powinna być wykonywana u dziewczynek w okresie pokwitania, a łagodniejsze formy maskulinizacji nie muszą być leczone chirurgicznie”[39].

Z powyższego wynika, że ewentualne interwencje medyczne u osób interpłciowych w okresie noworodkowym czy dzieciństwa, nie mają na celu ingerencji w „decyzję o płci”, lecz ratowanie życia i zdrowia.

Niezaprzeczalnie trudna sytuacja osób zmagających się zaburzeniami typu DSD jest faktem, jednakże jej przyczyny nie leżą w regulacjach prawnych obowiązujących w państwie polskim. W rzeczywistości uzasadnione wydaje się twierdzenie, że opisana wyżej ścieżka umożliwiająca ustalenie płci w drodze postępowania przed sądem jest rozwiązaniem adekwatnym w przypadku osób, których płeć została nieprawidłowo zidentyfikowana w chwili narodzin, a osoby te – w związku z sytuacją odmienną w stosunku do osób transpłciowych, niewymagającą aż tak wielu okoliczności dowodowych, powinny ustalić swą płeć metrykalną bez nadmiernych utrudnień.

 

„W Polsce homoseksualiści mogą legalnie przechodzić praktyki konwersji seksualnej”

 

Prawdą jest, że istnieją osoby odczuwające pociąg seksualny do przedstawicieli tej samej płci, które nie chcą prowadzić homoseksualnego trybu życia, a orientacja seksualna stanowi dla nich obciążenie psychofizyczne. Odpowiedzią na potrzeby takich osób jest możliwość dobrowolnego podjęcia konwersji seksualnej w drodze tzw. terapii reparatywnej. Należy podkreślić, że terapia taka w żadnym wypadku nie jest w Polsce obowiązkowa, jest natomiast prawnie dozwolona.

Wprowadzenie zakazu prowadzenia terapii ukierunkowanej na dobrowolną zmianę niechcianych skłonności homoseksualnych oznaczałoby w rzeczywistości pozbawienie części obywateli podstawowych praw, w tym prawa do samostanowienia[40]. Postulat taki jest całkowicie sprzeczny z „wolnościowymi” żądaniami środowiska LGBT, takimi jak np. możliwość płynnego, opartego jedynie na deklaracji zmieniania płci.

Podkreślić należy, że ewentualny zakaz terapii reparatywnej stanowiłby naruszenie prawa do nieingerowania w czyjekolwiek życie prywatne, rodzinne i domowe[41] oraz prawa do opieki lekarskiej[42], które są międzynarodowym prawnoczłowieczym standardem. Co więcej, każdy klient (pacjent) ma prawo do autonomicznego wyboru profesjonalnego wparcia ukierunkowanego na realizację jego celów podczas terapii, zgodnie z jego własnymi wartościami. Prawo takie potwierdza też Kodeks Etyczny Psychologa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, w myśl którego psycholog „respektuje prawo odbiorcy do autonomii i podmiotowości”[43].

 

„Konstytucja dopuszcza dyskryminację ze względu na orientację seksualną”
„Nie ma przepisu, który eliminowałby dyskryminację ze względu na orientację seksualną, jeśli chodzi o politykę zdrowotną”
„Konstytucja nie chroni ludzi ze względu na ich tożsamość płciową”
„Nie ma ustawy o przestępstwach z nienawiści ze względu na orientację seksualną”
„Nie ma prawa dotyczącego mowy nienawiści z powody orientacji seksualnej”
„Nie ma polityki dotyczącej nienawiści ze względu na orientację seksualną”

„Nie ma prawa dotyczącego mowy nienawiści motywowanej tożsamością płciową”

„Nie ma polityki dotyczącej nienawiści ze względu na tożsamość płciową”

„Nie ma Planu Działania na rzecz równości w zakresie orientacji seksualnej”
„Nie ma Planu Działania na rzecz równości w zakresie tożsamości płciowej”

 

Art. 32 Konstytucji RP zawiera ogólny zakaz dyskryminacji, wskazując, że „[w]szyscy są wobec prawa równi” (ust. 1 zd. 1) oraz, że „[n]ikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Nie ulega wątpliwości, że w zakresie zakazu dyskryminacji mieści się także orientacja seksualna, która obok niezliczonych innych potencjalnych przyczyn dyskryminacji stanowi „jakąkolwiek przyczynę” dyskryminacji wskazaną w Konstytucji. Brak kazuistycznego wyliczenia w postaci katalogu zamkniętego lub otwartego przyczyn dyskryminacji, nie oznacza pominięcia którejkolwiek z nich, lecz właśnie maksymalne rozszerzenie ochrony konstytucyjnej na wszelkie sfery i sytuacje w jakich do dyskryminacji mogłoby dojść[44].

W zakresie polityki zdrowotnej przypomnieć należy, że brak możliwości korzystania przez pary homoseksualne z metody zapłodnienia in vitro wynika z faktu, iż zapłodnienie tego typu stanowi metodę leczenia niepłodności; nie stanowi natomiast powszechnie dostępnej „usługi”.

 

„Przepisy dopuszczają dyskryminację ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową w zakresie dostarczania towarów i usług”

 

Polskie prawodawstwo nie dopuszcza dyskryminacji ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową w żadnym zakresie, w tym w sferze dostarczania towarów i usług.

W 2015 r. drukarz z Łodzi odmówił wydruku materiałów promujących Fundację LGBT Business Forum, co argumentował brakiem zgody na promowanie konkretnych postulatów ideologicznych. Mężczyzna ten został skazany z ówczesnego art. 138 kodeksu wykroczeń, a wyrok ten podtrzymał Sąd Najwyższy. W czerwcu 2019 r. Trybunał Konstytucyjny uznał art. 138 kodeksu wykroczeń za niekonstytucyjny, uznając, że przepis ten „stanowi ingerencję w wolność podmiotu świadczącego usługi, w szczególności w prawo do decydowaniu o zawarciu umowy, prawa do wyrażania własnych opinii czy postępowania zgodnie z własnym sumieniem”[45].

Wykreślenie art. 138 kodeksu wykroczeń z polskiego porządku prawnego nie stanowiło przyzwolenia na dyskryminację, lecz wypełnienie zobowiązań, jakie państwo ma wobec obywateli, w tym m.in. zagwarantowania prawa do postępowania zgodnie ze swoim sumieniem. Wypełnieniem takiego prawa była np. odmowa wydrukowania plakatów o konkretnej treści, sprzecznej z poglądami drukarza, który odczuwał sprzeciw sumienia w sytuacji, w której jego działania miałyby się przyczynić do promocji tych treści. Odmowa wykonania usługi nie wynikała zatem z faktu deklarowanej przez zamawiającego konkretnej orientacji seksualnej, lecz z treści zamówienia.

 

„W szkołach nie ma obowiązkowej edukacji na temat różnorodności seksualnej”

 

Edukacja seksualna jest przedmiotem nauczanym w polskich szkołach już od wielu lat. Ma charakter zajęć nieobowiązkowych, lecz dostęp do nich ma każdy uczeń, którego rodzice nie oświadczą, że rezygnują z uczestnictwa dziecka w tych zajęciach. Lekcje te odbywają się pod nazwą „wychowanie do życia w rodzinie” (dalej jako: WDŻR) i realizują edukację seksualną typu A. Oznacza to, że treści prezentowane w ramach WDŻR dotyczą fizjologicznych aspektów ludzkiej seksualności i są nie mniej wyczerpujące niż treści zawarte w innych, często kontrowersyjnych programach edukacji seksualnej, jak np. w standardach edukacji seksualnej Światowej Organizacji Zdrowia (dalej jako: WHO). Zajęcia typu A, jakie są prowadzone w Polsce, oparte są o przedstawienie relacyjnego charakteru ludzkiej seksualności, mając za zadanie wychować dzieci i młodzież do miłości i odpowiedzialności. Tymczasem programy edukacji seksualnej typu C, proponowane przez WHO, promują inną, skrajnie permisywną wizję tej sfery życia człowieka.

Z raportu autorstwa ekspertów Instytutu Ordo Iuris[46] wynika, że edukacja seksualna typu C ma o wiele niższą skuteczność niż obecnie stosowana w Polsce edukacja typu A. Założenia programu edukacji seksualnej takie jak m.in. zapobieganie ciążom wśród nastolatek, ograniczenie zapadalności na choroby przenoszone drogą płciową, opóźnianie wieku inicjacji seksualnej czy zmniejszenie liczby przestępstw o charakterze seksualnym nie są spełnione w krajach, które przyjęły model edukacji seksualnej typu C. Zgodnie z danymi podanymi w raporcie[47], w Polsce przeciętny wiek inicjacji seksualnej jest o niemal dwa lata wyższy niż w Niemczech czy Szwecji. Wskaźnik nowo wykrytych przypadków zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby typu C na 100 tys. mieszkańców wyniósł w 2014 r. dla Polski 9,3, zaś w Szwecji 18,5. W obszarze przestępstw o charakterze seksualnym wskazać należy, że wskaźnik tego typu przestępstw, w tym gwałtów, na 100 tys. mieszkańców wyniósł w 2017 r. w Polsce w przybliżeniu 8, w Niemczech 42, w Danii 83, a w Szwecji 189.

Polska jest pozytywnym przykładem, jak edukacja seksualna typu A wywiera pozytywne skutki w wymienionych obszarach. 

 

„Nie ma prawnej procedury uznawania płci nieletnich”

„Istnieją ograniczenia wiekowe w celu potwierdzenia tożsamości płciowej”

 

Rozważając kwestię ewentualnego uznawania płci nieletnich i ograniczeń wiekowych potwierdzania tożsamości płciowej, w pierwszej kolejności wskazać należy na prawa i obowiązki rodziców.

W myśl art. 48 ust. 1 Konstytucji RP „[r]odzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Z kolei art. 96 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi, że „[r]odzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień”.

Z powyższego wynika, że rodzice – podążając za rozwojem i respektując wolność dziecka, ale także mając na uwadze stopień jego rozwoju – ponoszą za nie odpowiedzialność zarówno przed państwem, jak i przed tym dzieckiem. Do osiągnięcia pełnoletniości rodzice wykonują też władzę rodzicielską (art. 98 kro) i są przedstawicielami ustawowymi dziecka. Oznacza to, że ewentualne uznanie płci osoby nieletniej musiałoby odbyć się za zgodą rodziców, co oznaczałoby przejęcie przez nich odpowiedzialności za wszelkie skutki takiej zmiany, a z drugiej strony rodziłoby pytania o możliwość oceny „stopnia rozwoju dziecka” deklarującego chęć uznania płci tudzież potwierdzenia tożsamości płciowej.

Jak w opinii przygotowanej dla Biura Analiz Sejmowych wskazała dr n. med. Maria Szarras-Czaplik: „Najbardziej podstawową dla funkcjonowania seksualnego człowieka jest tożsamość płciowa, czyli świadomość bycia kobietą lub mężczyzną. Szereg badań klinicznych wskazuje, że ten poziom seksualności człowieka jest zdeterminowany biologicznie bardzo wcześnie, na etapie rozwoju płodowego i niezmienny w toku rozwoju psychoseksualnego. Jest on kształtowany przez więcej niż jeden czynnik, tj. wyposażenie genetyczne, czynniki hormonalne, budowę anatomiczną oraz czynniki psychospołeczne. Jego pierwsze przejawy są widoczne już w drugim roku życia. Dziecko wtedy zaczyna się posługiwać kategorią płci w relacjach społecznych. Dopiero później przychodzi czas na nabycie stałości płci, czyli utwierdzenie się w przekonaniu, że płeć nie jest czymś przejściowym. Rozwój identyfikacji z płcią u dziecka wygląda następująco: Drugi rok życia – zdolność rozpoznania i nazwania płci innych ludzi; Trzeci rok życia – znajomość podstawowych zachowań kojarzonych z płcią; Czwarty rok życia – stabilność płci, czyli uświadomienie sobie, że płeć jest trwałą cechą człowieka; Piąty/szósty rok życia – stałość płci, czyli uświadomienie sobie, że płeć pozostaje niezmienna nawet, jeśli osoba prezentuje odmienne zachowania; Okres dojrzewania płciowego (duża rozpiętość wiekowa, zależna od cech osobniczych) – ostateczne utrwalenie się tożsamości płciowej. Prawdziwe zaburzenie tożsamości płciowej, tj. poczucie identyfikacji z inną płcią niż płeć metrykalna w dzieciństwie może być mylone przez otoczenie ze zwykłym niestosowaniem się do oczekiwanych, stereotypowych (uwarunkowanych kulturowo) zachowań związanych z określoną płcią. Może też być wynikiem transseksualizmu, w którym dezaprobata płci będzie cechą stałą. Z kolei w okresie dojrzewania płciowego duża labilność emocjonalna, eksperymentowanie i przyjmowanie różnych ról płciowych może być zjawiskiem przejściowym, ale może być także objawem stałego zaburzenia tożsamości płciowej. Objawy dezaprobaty płci utrzymują się trwale tylko w ok. 27% przypadków. To, że nieletni określa swoją płeć odmiennie od płci metrykalnej, nie zawsze jest więc sytuacją niezmienną i oznaczającą trwałą odmienność jego tożsamości płciowej. W dzieciństwie bardzo trudno jest odróżnić zaburzenia przemijające od trwałych”[48].

Powyższe argumenty zdają się stanowczo przemawiać za brakiem prawnych możliwości ingerencji osób nieletnich w ustaloną przy narodzinach ich płeć metrykalną.

 

„Nie ma przepisów dotyczących ekspresji płci”

 

Ekspresja płciowa to sposób wyrażania i komunikowania własnej tożsamości płciowej, w szczególności poprzez zachowania, ubiór, czy np. makijaż. Można podejrzewać, że zarzut braku prawnego uregulowania kwestii „ekspresji płci” może odnosić się do rzekomego braku przepisów antydyskryminacyjnych (w tym braku wyodrębnienia z nich zakazu mowy nienawiści, z której następnie należałoby wyodrębnić katalog poszczególnych penalizowanych motywacji) odnoszących się wprost do dyskryminacji ze względu na „ekspresję płci”. Jak jednak wskazano wyżej kompleksowa ochrona przeciw dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu, a zatem i z tytułu „ekspresji płci” została ujęta w art. 32 Konstytucji RP.

Wydaje się, że nie ma wystarczającego uzasadnienia wprowadzanie do porządku prawnego nowych regulacji, które w rzeczywistości powielałyby rozwiązania już funkcjonujące. Stanowienie prawa poprzez tworzenie katalogów w miejsce ogólnych, szerokich definicji, czy też wprowadzanie regulacji budowanych w oparciu o kazuistyczne, specyficzne, niemożliwe do poddania jakiejkolwiek wykraczającej poza językową wykładni, skutkuje brakiem przejrzystości oraz trudnością w stosowaniu prawa. Są to skutki wysoce niepożądane i sprzeczne ze standardami tworzenia prawa, a przede wszystkim drastyczne obniżające jakość stanowionych regulacji.

 

„Prawo pracy nie wspomina o cechach seksualnych”

"Nie ma organu ds. równości cech seksualnych”

 

Zasada równości kobiet i mężczyzn (art. 33 Konstytucji RP) obowiązuje w każdym aspekcie życia społecznego, gospodarczego czy rodzinnego, w tym w życiu zawodowym. Prawo pracy realizuje zasadę równości kobiet i mężczyzn, w tym w drodze ochrony, jaką otaczane są kobiety, szczególnie w okresie ciąży, a także później, na etapie macierzyństwa.

Postulat wprowadzenia do praca pracy kwestii „cech seksualnych” de facto oznacza nie tyle wprowadzenie do tej sfery życia kwestii intymnych i prywatnych, co podporządkowanie go w znacznej mierze kwestiom związanym z płcią.

Postulaty wielokrotnie formułowane już na forum Unii Europejskiej, takie jak wprowadzanie parytetów płciowych w miejscach pracy, są w rzeczywistości żądaniami ustanowienia systemowej dyskryminacji ze względu na płeć. Przyjęcie koncepcji parytetów oznacza bowiem, że dana osoba może być przyjęta na dane stanowisko wyłącznie albo przynajmniej częściowo ze względu na płeć, a nie ze względu na doświadczenie zawodowe czy kompetencje. Co więcej, wprowadzenie tego typu regulacji może oznaczać konieczność rezygnacji z obiektywnie lepszego, wydajniejszego czy bardziej kompetentnego pracownika na rzecz pracownika gorszego, przy czym jedynym kryterium wyboru – w dodatku narzuconym ustawowo – będzie płeć kandydata ubiegającego się o stanowisko.

 

„Polska nadal twierdzi, że geje nie powinni oddawać krwi”

 

Twierdzenie to jest nieprawdziwe. Polskie przepisy dotyczące krwiodawstwa nie wprowadzają ograniczeń w byciu dawcą krwi ze względu na kryterium orientacji seksualnej. Kryteria dyskwalifikacji kandydatów na dawców krwi oraz przeciwwskazania do ich pobrania określone są w załączniku 2 do rozporządzenia ministra zdrowia z 11 września 2017 r. w sprawie warunków pobierania krwi od kandydatów na dawców krwi i dawców krwi. Osoby deklarujące się jako homoseksualne, a nawet prowadzące homoseksualny tryb życia, mogą oddawać krew w polskich centrach krwiodawstwa.

Przeciwskazaniem do oddawania krwi jest natomiast sytuacja, w której kandydat na dawcę krwi ze względu na swoje zachowania seksualne należy do grupy podwyższonego ryzyka zakażenia poważnymi chorobami mogącymi przenosić się drogą przetoczenia krwi. Przepis ten dotyczy szczególnie osób, które podejmują ryzykowne zachowania seksualne lub często zmieniają partnerów seksualnych – niezależnie od tego czy relacje te mają charakter hetero-, czy homoseksualny. Kryteria dyskwalifikacji stałej to m.in. choroby zakaźne, rozpoznanie kiły, każdy przypadek stosowania produktów leczniczych w postaci zastrzyków, które nie zostały przepisane przez lekarza, a także ryzykowne zachowania seksualne, tj. skutkujące podwyższeniem ryzyka zakażenia poważnymi chorobami mogącymi przenosić się drogą przetoczenia krwi.

 

„Społeczność LGBTIQ napotykała w przeszłości przeszkody w swobodnym gromadzeniu się”

„Brak wystarczającej ochrony dla osób gromadzących się na imprezach LGBTIQ”

„Istnieje utrudnienie w działaniu stowarzyszeń LGBTIQ”

„Obrońcy praw człowieka LGBTIQ są w Polsce zagrożeni”

 

Brak w Polsce jakichkolwiek prawnych nadzwyczajnych ograniczeń dotykających jakiekolwiek środowiska w kwestii swobodnego gromadzenia się, braku ochrony ze strony państwa (Policja) podczas organizowanych wydarzeń, czy utrudniania stowarzyszania się. Osoby reprezentujące tzw. środowisko LGBT czynią te wszystkie rzeczy na takich samych zasadach i w oparciu o takie same środki prawne i bezpieczeństwa, jak wszystkie inne środowiska, osoby czy organizacje.

Zgodnie z art. 14 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. Prawo o zgromadzeniach[49] zakaz zgromadzenia może zostać wydany wyłącznie w przypadkach, gdy:

  1. planowane zgromadzenie narusza wolność pokojowego zgromadzania się, jego odbycie narusza art. 4 lub zasady organizowania zgromadzeń albo cel zgromadzenia lub jego odbycie naruszają przepisy karne;
  2. jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, w tym zagrożenia tego nie udało się usunąć w przypadkach, o których mowa w art. 12 lub art. 13;
  3. zgromadzenie ma się odbyć w miejscy i czasie, w których odbywają się zgromadzenia organizowane cyklicznie, o których mowa w art. 26a.

 

Jeżeli społeczność LGBT napotkała w przeszłości przeszkody w swobodnym gromadzeniu się w ramach zgromadzenia publicznego, najpewniej zastosowanie miał właśnie art. 14 ww. ustawy. Przypomnieć należy, że ograniczenia zawarte w tym przepisie dotyczą wszystkich zgromadzeń i wszystkich uczestników, niezależnie od ich poglądów czy orientacji seksualnej.

Odpowiadając na zarzut, jakoby obrońcy praw LGBT mieli być zagrożeni, warto przytoczyć badania przeprowadzone w 2019 r. przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej (The European Union Agency for Fundamental Rights, FRA). Agencja ta przeprowadziła europejskie badanie doświadczeń „osób LGBTI” związanych z dyskryminacją, przestępstwami z nienawiści, a także wieloma innymi trudnościami i negatywnymi doświadczeniami mającymi miejsce w codzienności tych osób. Poza obywatelami Unii Europejskiej w badaniu wzięły udział także osoby z Wielkiej Brytanii, Macedonii i Serbii. Na podstawie badania powstał raport, który nosi tytuł „Długa droga do równości LGBTI” (A long way to go for LGBTI equality[50]). Z odpowiedzi na pytanie o wzrost poziomu przemocy wobec osób identyfikujących się jako LGBTI w ciągu ostatnich 5 lat wynika, że według 36% respondentów poziom przemocy w Polsce w tym czasie znacząco wzrósł, a według 30% „wzrósł niewiele”. Wynik ten przekroczyła Francja, gdzie 40% respondentów stwierdziło, że przemoc wzrosła znacząco, a 33% – że wzrosła niewiele. Trzeba tu zaznaczyć, że postrzegany (pytania do respondentów dotyczyły ich „odczuć”, nie faktów) poziom agresji jest w znacznej mierze efektem wyolbrzymianego przekazu medialnego, niemającego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wystarczy nadmienić kilka przypadków rzekomego napastowania aktywistów przez funkcjonariuszy policji, które przez telewizję podnoszone były do rangi brutalnej przemocy, choć w rzeczywistości stanowiły interwencję służb bez użycia siły w reakcji na agresywne zachowanie aktywistów[51].

 

„Prawo w Polsce ogranicza wolność słowa”

 

Zgodnie z art. 54 Konstytucji RP wolność słowa to przynależna każdemu „wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Prawo do wolności słowa ma zatem każdy człowiek, niezależnie od tego, jakie stanowiska zajmuje i jakie poglądy reprezentuje. Co więcej, art. 54 Konstytucji RP gwarantuje, że Polska „zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu” a „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”.

Ograniczenia wolności słowa wprowadza natomiast rzeczywiście kodeks karny. Czyni to jednak tylko w kilku, bardzo sprecyzowanych przypadkach:

  1. Art. 135 § 2: Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3;
  2. Art. 226 § 1: Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku;
  3. Art. 226 § 3: Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2;
  4. Art. 212 § 1: Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postepowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo każe ograniczenia wolności.

 

Wobec powyższego uzasadnione wydaje się twierdzenie, że wolność słowa w Polsce jest bardzo szeroka, a ewentualne ograniczenia dotyczą sytuacji, w których korzystanie z wolności słowa przybiera formę naruszającą prawa innych podmiotów – przy czym nawet forma i stopień ewentualnej karalności są uzależnione od skali naruszenia praw czy dóbr osobistych tego podmiotu.

Warto także odnotować, że wielokrotnie formułowane m.in. na forum Parlamentu Europejskiego, czy przez samego eurodeputowanego C. Engerera postulaty wprowadzenia penalizacji tzw. mowy nienawiści, czy zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną sformułowanego wprost, stanowią właśnie żądania wprowadzenia kolejnych prawnych ograniczeń wolności słowa. Tego typu regulacje skutkowałyby koniecznością wprowadzenia do prawa karnego nowych definicji, które – wobec przykładu funkcjonujących już w niewiążących dokumentach podobnych definicji – najprawdopodobniej sformułowane byłyby stosunkowo ogólnie i szeroko. Co za tym idzie, ograniczenia wolności słowa w przypadku penalizacji np. mowy nienawiści, mogłyby przybrać formę niezwykle daleko idącą: cenzury, czy wręcz karalności wypowiedzi, które obiektywnie nie były nienawistne tudzież dyskryminujące, ale zostały tak przez kogoś (subiektywnie) odebrane.

 

„Nie ma pozytywnych środków w prawie lub polityce, jeśli chodzi o pomoc osobom LGB ubiegającym się o azyl”

„Nie ma pozytywnych środków w prawie lub polityce, jeśli chodzi o pomoc osobom TIQ ubiegającym się o azyl”

 

Zgodnie z konwencją genewską z 1951 r. dotycząca statusu uchodźców oraz art. 18 Karty Praw Podstawowych, każda osoba która ucieka przez prześladowaniem w swoim kraju lub jest narażona na doznanie poważnej krzywdy, ma prawo do ochrony – w tym azylu. Co więcej, art. 19 Karty Praw Podstawowych zakazuje wydaleń zbiorowych i chroni każdą osobę przed usunięciem, wydaleniem, lub wydaniem w drodze ekstradycji do państwa, w którym istnieje poważne ryzyko, iż może być poddana karze śmierci, torturom lub innemu nieludzkiemu traktowaniu lub karania.

Przepisy te dotyczą każdej osoby, także tych reprezentujących środowiska „LGB” jak i „TIQ”.

 

  1. Podsumowanie

 

Wyczerpująca i wieloaspektowa analiza każdego z 43 przedstawionych Instytutowi żądań-postulatów pozwala stwierdzić, że:

  • znaczna część postulatów C. Engerera jest niemożliwa do zrealizowania w Polsce ze względu na obowiązujące postanowienia Konstytucji RP oraz zobowiązania międzynarodowe;
  • część postulatów C. Engerera w świetle polskiego prawa jest już zrealizowana – dobra, których ochronę eurodeputowany chciałby wprowadzić, są już dziś chronione przez polski porządek prawny, a ochronę tę wywodzi się – zgodnie ze sztuką prawniczą – z przepisów ogólnych, w tym zakazu dyskryminacji, nie zaś w drodze tworzenia kazuistycznych wyjątków;
  • część postulatów C. Engerera opiera się na żądaniu przyznania przywilejów pewnym grupom społecznym, przy jednoczesnym wprowadzeniu dyskryminacji innych osób, przy czym kryterium dyskryminacji stanowi płeć lub orientacja seksualna.

 

W świetle powyższych wniosków warto wskazać także na fakt, że zapowiadana przez eurodeputowanego praca na rzecz zmian w polskim porządku prawnym może oznaczać zarówno brak znajomości stanu prawnego, jak i chęć wypromowania własnej osoby w środowiskach określających się jako „LGBT” lub, w najgorszym wypadku, próby ponownego naruszania podziału kompetencji przez UE.

Zgodnie z art. 9 Karty Praw Podstawowych „Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tych praw”[52]. Unia Europejska nie ma zatem żadnych kompetencji, by ingerować w kwestie prawa rodzinnego materialnego w państwach członkowskich, gdyż regulacje z zakresu prawa rodzinnego, w tym kwestie dotyczące małżeństwa i rodzicielstwa, należą do wyłącznej kompetencji tych państw. Również Komisja Europejska wielokrotnie potwierdziła taki stan rzeczy w swoich oświadczeniach[53], a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej brak takiej kompetencji potwierdził w licznych orzeczeniach[54].

Instytut Ordo Iuris stale monitoruje działania UE w obszarach poruszanych w niniejszej analizie zagadnień.

 

Anna Kubacka - analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

 

 

Wolności obywatelskie

Analiza w sprawie obszarów potencjalnych naruszeń praw i wolności związanych z wykorzystaniem nowych technologii przez podmioty prywatne i publiczne

Główne tezy analizy:

 

· Korzystanie z systemów typu pegasus oraz z możliwość blokowania dostępu do informacji wymaga stworzenia przejrzystych oraz pewnych regulacji w specjalnych ustawach.

Czytaj Więcej

Rodzina i Małżeństwo

Opinia do wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 6 lipca 2022 r. II OSK 2376/19

Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 6 lipca 2022 r., sygn. akt II OSK 2376/19, oddalił skargę kasacyjną dwóch mężczyzn od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 8 stycznia 2019 r., sygn.

Czytaj Więcej

Wolności obywatelskie

Analiza dotycząca projektu rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie obowiązkowych badań sanitarno-epidemiologicznych

29 lipca 2022 r. opublikowany został na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie obowiązkowych badań sanitarno-epidemiologicznych. Określa on zakażenia i choroby zakaźne, w przypadku wystąpienia lub podejrzenia wystąpienia których są przeprowadzane obowiązkowe badania sanitarno-epidemiologiczne. Projekt ustanawia również rodzaje badań sanitarno-epidemiologicznych oraz terminy ich przeprowadzania.

Czytaj Więcej