Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).
Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.
Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.
Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.
W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]
24.01.2025
• Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ rozpoznał zażalenie Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” na przeszukanie siedziby w dniu 4 września 2024 r.
24.01.2025
Światowa prawica jest zachwycona rozpoczynającą się złotą erą Ameryki. Ale co tak naprawdę oznacza dla Polski, Ameryki i świata prezydentura tercetu tenorów? We wczorajszym exposé Donalda Trumpa padło wiele obiecujących konkretów oraz nie mniej oburzających lewicę oczywistości, ale też wybrzmiało kilka wzbudzających obawy zapowiedzi.
24.01.2025
Światowa prawica jest zachwycona rozpoczynającą się złotą erą Ameryki. Ale co tak naprawdę oznacza dla Polski, Ameryki i świata prezydentura tercetu tenorów? We wczorajszym exposé Donalda Trumpa padło wiele obiecujących konkretów oraz nie mniej oburzających lewicę oczywistości, ale też wybrzmiało kilka wzbudzających obawy zapowiedzi.
Oburzające lewicę oczywistości
Donald Trump przez lewą stronę sceny komentatorskiej uznany został za psychopatę, mordercę i degenerata, ponieważ stwierdził, że istnieją dwie płcie. Ma to doprowadzić do ogólnoświatowej pandemii samobójstw wśród młodzieży. Zapewne tej jej części, której nikt w szkole nie powiedział, że zgodnie z naukową definicją płeć to zespół cech pozwalających podzielić osobniki danego gatunku na męskie i żeńskie. O płci kulturowej zaś D. Trump nie mówił, co można odczytać jako jej nieuznawanie. Za takim rozumieniem przemawia podpisanie następnego dnia zarządzenia o „obronie kobiet przed ekstremizmem ideologii gender”.
Podobnie rzecz się ma z walką z nielegalną migracją. Polityka polegająca na tym, że granicę można – o zgrozo – przekraczać tylko w wyznaczonych miejscach i czasie na podstawie ważnych dokumentów, a osoby nielegalnie przebywające na terenie kraju zostaną deportowane, nie mieści się w głowach i sumieniach lewicy. Masowe deportacje, ich skutki i potencjalne poparcie społeczne dla tego rodzaju działań może ośmielić rządy krajów europejskich do wybrania podobnej drogi pozbycia się „problemu” migrantów niewnoszących nic do produktu krajowego brutto, a stanowiących jedynie obciążenie dla budżetu państwa, nieproporcjonalne do zysków z prób pobudzania konsumpcji wewnętrznej przez wypłacanie zasiłków.
Obiecujące konkrety
Trump zapowiedział ważne reformy, z reformą edukacji na czele. Teza prezydenta, że dzieci uczone są w szkołach wstydzić się siebie i nienawidzić swej ojczyzny wyznacza szlak nie tyle naukowej, ile kulturowej reformy oświaty. To ważny drogowskaz także dla europejskich krajów, w tym Polski, gdzie ideolodzy lewicy chcieliby przeprowadzać na dzieciach eksperymenty inżynierii społecznej polegające na formowaniu ich na swoich przyszłych wyborców. Tak w Ameryce, jak i w Polsce należy skończyć z wykorzystywaniem szkoły do celów politycznych, a powinno się zadbać o edukację i formację światłych obywateli, którzy z sukcesami poprowadzą kraj i naród w kolejne stulecia.
Strategicznie ważną zapowiedzią jest oparcie gospodarki na „tradycyjnych” surowcach energetycznych. Szaleńcze tempo wprowadzania Odnawialnych Źródeł Energii jako jedynego moralnego środka produkcji energii stanowi również zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Deklaracja oparcia się na ropie i gazie wraz ze zwiększeniem ich produkcji oraz szerokim eksportem, nie tylko zapewni dodatkowe zyski amerykańskiemu skarbowi państwa i zwiększy odporność kraju, ale także osłabi rywali we wschodniej Europie i na Bliskim Wschodzie poprzez możliwe obniżenie cen ropy. Brak reakcji ze strony europejskich decydentów sprawi, że pozycja konkurencyjna europejskiej gospodarki się pogorszy. Jedynym sensownym rozwiązaniem z perspektywy przywódców Unii Europejskiej będzie wstrzymanie realizacji celów klimatycznych, przynajmniej na czas prezydentury Trumpa.
Potencjalnie wykorzystanie tańszej energii niż ta pochodząca ze źródeł odnawialnych przyczyni się do osłabienia presji inflacyjnej i... wsparcia rynku kryptowalutowego. Tańsza produkcja, transport, handel itd. przyczynią się do konkurencji cenowej na rynku. Niższa inflacja zaś to prawdopodobne, śmielsze (o ile względy polityczne nie staną na przeszkodzie) obniżki stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną (czyli FED – odpowiednik Narodowego Banku Polskiego), tańszy kredyt i wyższy wzrost gospodarczy. Wydobycie ropy generuje jednak duże straty energii w postaci konieczności odprowadzenia i spalenia gazu znajdującego się pod ziemią. Proces ten można jednak wykorzystać do zasilania koparek kryptowalutowych, dzięki czemu konieczne, choć niezyskowne, spalanie gazu przynieść może realne korzyści w postaci bitcoinowego wynagrodzenia dającego się zamienić na dolary (nie wdając się w szczegóły, górnicy kryptowalut za swoją działalność otrzymują wynagrodzenie w Bitcoinie). Przykładowo w Teksasie rozwiązanie to staje się coraz powszechniejsze, a wraz ze wzrostem wydobycia ropy spodziewać się można wzrostu prokryptowalutowej tendencji odzyskiwania dolarów ze spalanego gazu.
Tematy przemilczane
Zadziwiająco mało było konkretów stricte gospodarczych. Prezydent Trump poprzestał na ogólnych deklaracjach, że Ameryka będzie wielka i bogata. Wzmocnienie Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC – instytucji, którą w uproszczeniu można porównać do polskiej Komisji Nadzoru Finansowego) i oparcie rozwoju gospodarczego na tańszej energii to z pewnością nie cały program gospodarczy nowego prezydenta.
Relatywnie niewiele uwagi poświęcił Trump obszarom zainteresowania drugiego wiceprezydenta Elona Muska. Zatknięcie gwiaździstego sztandaru na Marsie, wzmocnienie wolności słowa czy utworzenie w administracji jednostki DOGE (skrót od angielskiej nazwy Departamentu Efektywności Rządu oraz nazwa jednej z memicznych kryptowalut wspieranych przez Muska) to tylko sygnalizacja polityki w obszarach, za które będzie odpowiadał Musk. O wsparciu rozwoju sztucznej inteligencji Trump w ogóle nie wspomniał, choć była to ważna deklaracja z okresu kampanii wyborczej. Niemniej jednak spodziewać się należy bezprecedensowego wsparcia finansowego przekazywanego na projekty pozwalające osiągnąć pozycję światowego lidera w rozwoju AI.
Cały kryptowalutowy świat czekał jednak na jedno krótkie zdanie, które miało brzmieć: „Stworzymy narodową rezerwę Bitcoina”. Kryptoinwestorzy niczym gracze w „Familiadzie” trzymali dłonie nad myszkami przez całe przemówienie Trumpa, wsłuchując się choćby w mgliste oznaki tego kierunku polityki, by kupować bez opamiętania największą kryptowalutę świata. Na darmo. Zawiedzione nadzieje poskutkowały spadkiem ceny Bitcoina o blisko 7% w ciągu 60 minut (między 17.42 naszego czasu, gdy rozpoczynała się ceremonia zaprzysiężenia a 18.42, gdy przemówienie Trumpa już się zakończyło). Oczywiście brak tej deklaracji nie oznacza, że rezerwa nie powstanie (co widać chociażby w jedynie krótkoterminowym spadku ceny BTC ukazującym niesłabnące nadzieje inwestorów), a przyczyn jej tymczasowego braku może być wiele – z chęcią niepodbijania ceny przed rozpoczęciem skupu na czele aż po wpadkę wizerunkową, jaką zaliczył przed zaprzysiężeniem Official Trump coin, czyli kryptowaluta Prezydenta Trumpa.
Last but zdecydowanie not least, w przemówieniu nie wybrzmiały kwestie ochrony życia. Nie może to dziwić, ponieważ zdobycze poprzedniej kadencji Trumpa zostały już dawno uznane przez jego zaplecze polityczne za wystarczające. Trudno jednak się z tym zgodzić, patrząc z perspektywy pozycji konserwatywnych, które rzekomo są tożsame z ideami, które przyświecają Trumpowi. Ułaskawienie jednej z osadzonych aktywistek za jej działalność pro-life to ważny, lecz niewystarczający sygnał polityki ochrony życia w Stanach Zjednoczonych.
Zagrożenia i obawy
Najwięcej obaw budzi geopolityka, jaką prowadzić będzie Trump. Wszystkie bowiem szczytne cele i reformy mogą nie zostać zrealizowane, jeśli głównym zadaniem nowej administracji będzie zmaganie się z wojną lub ogólnoświatowym kryzysem gospodarczym. Przecież – first things first – nikt nie będzie walczył z ideologią woke zamiast z wrogiem zewnętrznym.
Wczorajsze przemówienie po raz kolejny pokazało, że Trump zamierza prowadzić politykę międzynarodową z pozycji siły i dominacji. Jest absolutnie przekonany, że jako władca największego, najbogatszego, najwspanialszego, najsilniejszego itp. państwa na świecie, wystarczy okazać siłę, żeby wszyscy się podporządkowali. Wydaje się, że w tym aspekcie dokonała się największa radykalizacja względem pierwszej kadencji, kiedy to Trump był przedstawiany jako sprawny biznesmen, który z każdym jest w stanie się porozumieć. Teraz deale polegać mają głównie na zastraszaniu tych, którzy po dobroci się nie dostosują do planów USA. Oczywiście może to być jedynie kampanijna poza i budowa pozycji negocjacyjnej, ale rzeczywiste działania nowego prezydenta należy obserwować z uwagą.
Pierwotną wielkość Ameryki Trump podkreślał w swym przemówieniu wielokrotnie. Jednocześnie obecna budowa większej wielkości USA polegać ma właśnie na międzynarodowych sporach – nakładaniu ceł (początkowo zapewne na Kanadę i Meksyk, a w dalszej kolejności na Chiny i Unię Europejską), ekspansji terytorialnej i politycznej, uderzaniu w sektor energetyczny rywali. To się może udać. Ale też może się nie udać... W końcu skuteczność negocjacji w sytuacji, gdy jedna strona czegoś chce, a druga nie, szacować można na równe 50% – przynajmniej na początku.
Z całą pewnością celem prezydentury będzie m.in. zakończenie wojny na Ukrainie. Nie poprzez zaniechanie wsparcia dla Ukrainy (choć Trump zawiesił już na 90 dni pomoc zagraniczną w celu oceny jej zgodności z celami polityki USA), bowiem tym wielka Ameryka okazałaby słabość i oddała pole Rosji, ale przez realne zakończenie konfliktu. Niestety cel ten nie obejmuje pokonania Rosji, tylko po prostu zakończenie wojny, co jedynie oddali zagrożenie ze wschodu w czasie o być może kilka lat. Jak ostatecznie potoczą się negocjacje i na jaki wariant odpowiedzi zdecyduje się Rosja – przeczekanie czy eskalacja – czas pokaże.
Nie na rękę Trumpowi jest także wojna izraelsko-palestyńska. Jednak Izrael to nie Ukraina i znaczenie sojusznika może uniemożliwić skupienie się wyłącznie na osiągnięciu niekwestionowanej dominacji gospodarczej i militarnej na Pacyfiku – począwszy od Kanału Panamskiego oczywiście. A rywal jest godny, bowiem Chiny pod względem gospodarczym aspirują do miana najważniejszego państwa świata, a to poddaje w wątpliwość wielkość Ameryki. Wojna celna może odbić się gospodarczą czkawką całemu światu, ale gdy chodzi o udowodnienie, że Ameryka Trumpa jest największą Ameryką na świecie, to cena nie gra roli.
Innym potencjalnym skutkiem polityki prowadzonej z pozycji siły, a nie skutecznej dyplomacji są możliwe kryzysy, z jakimi administracja Trumpa będzie się musiała zmierzyć. Lewica w globalnym biznesie wciąż odgrywa nieporównywalnie większą rolę niż konserwatyści. Podobnie jest w amerykańskim deep state. Zmuszenie prezesa SEC do rezygnacji, opuszczenie przez USA Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), które kontrastuje z ułaskawieniem Anthony’ego Fauciego przez Joe Bidena w ostatnich chwilach prezydentury czy potencjalny spór polityczny z FED to tylko niektóre symptomy nadchodzącego zagrożenia, którego nowa administracja będzie musiała uniknąć lub się z nim zmierzyć. Brak możliwości porozumienia się z nowym Prezydentem USA może doprowadzić do odwetu metodami właściwymi dla „demokratycznej” opozycji. W obliczu szybkich, nieznoszących sprzeciwu reform uderzających w interesy współczesnych pozapolitycznych władców, ogólnoświatowe kryzysy (gospodarczy lub zdrowotny) jawią się jako niemoralna i nieproporcjonalna, a więc całkiem realna, odpowiedź tych, których interesy mogłyby ucierpieć.
Kim jest nowy władca świata?
Pozostaje jeszcze kwestia samego tercetu, którego sposób życia może kontrastować z głoszonymi przez niego wartościami. Donald Trump uwierzył, że jego ocalenie z zamachu w Pensylwanii to znak od Boga, niejako namaszczający go przez Najwyższego do pełnienia misji – ma uczynić Amerykę wielką. To tłumaczy poniekąd zaostrzenie metod prowadzenia polityki, wszak „jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam”. Sęk w tym, że w historii świata byli już tacy, którzy na mundurach nosili dewizę Gott mit uns (Bóg z nami), zamiast Wir mit Gott (my z Bogiem). Może budzić niepokój przeświadczenie władcy potężnego państwa, że nie musi szukać woli Bożej przy podejmowaniu decyzji, bo Bóg udzielił mu już z góry poparcia.
Zaskakująca była również deklaracja, że Trump będzie jednoczył i wprowadzał pokój, co w naszych szerokościach geograficznych musi przywodzić na myśl uśmiechniętego, jednoczącego, przynoszącego pokój i harmonię Antychrysta z dzieła Sołowjowa, w którym autor napisał chociażby: „Chrystus przyniósł miecz – ja przyniosę pokój. On groził ziemi strasznym sądem ostatecznym – ale przecież ostatecznym sędzią będę ja, a sąd mój będzie nie sądem prawdy, tylko sądem łaski”. Świat ma już jednego Zbawiciela i innego nie potrzebuje. Potrzebuje jedynie ludzi, którzy będą narzędziami tego Pierwszego.
A jeśli już mowa o narzędziach, to zachwyty nad tercetem tenorów pokazują skalę umęczenia prawicy, jakiego dokonała lewica przez ostatnie dziesięciolecia. Cały prawicowy świat patrzy z nadzieją na lepsze jutro na ojców rodzin wielodzietnych. Z tym, że Trump ma piątkę dzieci z trzema żonami, a jego rozwody przeplatane były skandalami obyczajowymi. Drugi wiceprezydent Elon Musk ma dwanaścioro dzieci z różnymi kobietami, aktualnie nie jest żonaty, a niektóre z dzieci urodziły mu surogatki. Swoim dzieciom nadzieja konserwatystów nadała tradycyjne imiona X Æ A-Xii (Xii zastąpiło liczbę 12, ponieważ prawo stanu Kalifornia zabrania nadawania imion zawierających cyfry), Exa Dark Sideræl (obecnie po zmianie przez jej matkę imienia na symbol to po prostu Y), czy Tau Techno Mechanicus. Najporządniej z całej trójki wygląda wiceprezydent J.D. Vance, który co prawda jeszcze jako protestant wziął ślub z hiduistką (to podobno może komuś przeszkadzać) i ma z nią „tylko” trójkę dzieci, ale za to się nie rozwiódł. W 2019 r. przyjął nawet chrzest w Kościele katolickim i jako jedyny z całej trójki służył w amerykańskiej armii, co dla amerykańskich patriotów jest niezwykle ważne.
Podsumowanie
Tak, wiem, w sprawach życia prywatnego czepiam się nad wyrost – szczególnie wiceprezydenta Vance’a. Podobnie samego exposé, w którym siłą rzeczy nie da się powiedzieć wszystkiego, a niektórych rzeczy nawet nie należy. Ostatecznie oceny dokonywać należy na podstawie realnych działań, a nie jedynie ich zapowiedzi.
Na prawicy są takie osoby, które bezkrytycznie popierają Trumpa, co może być niebezpieczne dla Polski, bo ostatecznie jest on prezydentem USA i będzie działał, mając przede wszystkim na uwadze interes USA. Są też tacy, którzy mogą obawiać się rządów szalonych miliarderów chcących zdobyć władzę nad światem i umeblować go po swojemu. Wydaje się jednak, że poglądy całej trójki, które przekładają się na prowadzoną politykę, nie są sztucznie wykreowane, lecz prawdziwe, a pozytywny, konserwatywny „efekt Trumpa” stał się rzeczywistością jeszcze przed objęciem rządów przez 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Ulokowanie nadziei w postaciach tercetu tenorów pokazuje jednak, w jakim miejscu po dekadach ofensywy lewicy znalazła się światowa prawica. Ktokolwiek, kto głośno deklaruje poglądy sprzeczne z mainstreamem, jawi się jako ostatnia nadzieja na wolność słowa, ochronę życia, prawo własności czy samostanowienia – po prostu normalność. Zaobserwować można rzesze tych, którzy obserwując kolejne decyzje Trumpa, chcieliby zakrzyknąć: „Gdy Pan odmienił los Syjonu wydawało się nam, że śnimy. Usta nasze były pełne śmiechu, a język śpiewał z radości”. Owszem prezydentura Trumpa niesie nadzieję na konserwatywną zmianę, podobnie jak i na ogólnoświatowe zagrożenia. Zachowajmy wobec tego, szczególnie my – Polacy, krytyczne myślenie oraz trzeźwy umysł, by umieć skorzystać z szansy, jaka staje przed światową prawicą i jednocześnie uniknąć zagrożeń, jakie mogą czaić się tuż za rogiem.
Dr Łukasz Bernaciński - członek Zarządu Ordo Iuris
23.01.2025
• Premier Donald Tusk przedstawił na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego najważniejsze założenia i priorytety polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.
• W trakcie swojego wystąpienia Donald Tusk, wbrew swoim wcześniejszym wypowiedziom, wskazał na zagrożenia wynikające z migracji oraz podkreślił potrzebę ochrony europejskich granic, przedstawiając ten ostatni element jako warunek utrzymania europejskiej demokracji.
• Premier poddał również surowej krytyce Zielony Ład, wskazując na konieczność jego zmiany, pomimo iż wcześniej popierał ten projekt oraz wezwał do stanowczej walki z dezinformacją, która zagraża Unii Europejskiej.
• Jednocześnie w grudniu 2024 roku przedstawiciele rządu Tuska przyjęli w ramach uzgodnień trzech najbliższych prezydencji unijnych dokument, w którym deklarowali dalsze wdrażanie Paktu o migracji i azylu oraz Zielonego Ładu.
• Lider Platformy Obywatelskiej przestrzegał także przed skutkami wprowadzenia nowego systemy handlu emisjami, czyli EU ETS 2 zaznaczając, iż może to doprowadzić do bankructwa Europejczyków.
• Po przemowie Prezesa Rady Ministrów miała miejsce debata, w trakcie której znaczna część deputowanych do Parlamentu Europejskiego krytykowała deklaracje Donalda Tuska, (zarzucając mu m.in. rozbieżność z wcześniejszymi deklaracjami). Inni wyrażali zadowolenie z przedstawionego programu.
• Kierunki i deklaracje wygłoszone przez Premiera Donalda Tuska w dużej części stoją w sprzeczności z jego dotychczasowymi działaniami oraz głoszonymi poglądami, czego przykładem może być kwestia polityki migracyjnej.
Polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej
„Jeszcze Europa nie zginęła, póki my żyjemy” - od tego sformułowania, będącego błędną parafrazą pierwszej zwrotki polskiego hymnu rozpoczął swoje przemówienie Donald Tusk, wskazując na nastroje panujące i odczuwalne świecie (w tekście „Mazurka Dąbrowskiego” występuje słowo „kiedy”, zamiast „póki”). Premier podkreślił w nim liczne problemy, z którymi musi zmagać się Europa. „Nastrój niepewności, czasami dezorientacji. Możemy dzisiaj mówić o pewnym kryzysie ducha. Chciałbym dzisiaj, jeśli pozwolicie, podzielić z wami refleksją trochę głębszą niż tylko te konkretne zadania stojące przed polską prezydencją” - kontynuował polski polityk. Za priorytet Tusk wskazał bezpieczeństwo, podkreślając, iż jest to próba odpowiedzi na „moment globalnego zawahania”, kiedy waży się przyszłość Zachodu i cywilizacji europejskiej.
„Europa była, jest i będzie wielka. (…) I nie chodzi tu o polityczne slogany. (…) Unia Europejska to 450 milionów ludzi. To 27 dumnych państw narodowych, które potrafiły przez lata, potrafią dziś i będą potrafiły jutro uzgadniać, czasami w trudnych procesach, ale uzgadniać wspólne stanowisko. I to w tak krytycznych momentach, jak kryzysy finansowe, energetyczne, migracyjne, terrorystyczne, pandemia, wojna za naszą wschodnią granicą” - podkreślił Donald Tusk. W tym kontekście Premier wskazał, iż nie ma powodów, aby Europa dzisiaj uznała, że znalazła się w egzystencjonalnych kłopotach czy problemach. Donald Tusk odwołał się również do poczucia wspólnoty politycznej Europejczyków, niezależnie od poglądów i wyborów politycznych.
Migracja i granice zewnętrzne Unii Europejskiej
W dalszej kolejności Donald Tusk odniósł się do problematyki migracji, wskazując na potrzebę ochrony europejskich granic. „Jeśli demokracja ma przetrwać, jeśli europejskie wartości mają przetrwać, to nie może być tak, że demokracja będzie kojarzyć się zwykłym ludziom z bezsilnością, z bezradnością, jeśli chodzi o te klasyczne dla każdej władzy zadania, jakimi są obrona granicy i obrona terytorium” - zaznaczył Premier. Następnie podkreślił on, iż można poradzić sobie z problemami związanymi z migracją, osadzonymi w szerszym kontekście bezpieczeństwa wewnętrznego, bez odwoływania się do nacjonalistycznych i ksenofobicznych haseł. Co ciekawe, Tusk zaprezentował się jako osoba, która od dawna sprzeciwia się imigracji, podczas gdy jeszcze stosunkowo niedawno krytykował m.in. budowę zapory na granicy z Białorusią czy działania poprzedniej ekipy rządzącej za ochronę polskiej granicy przed atakiem hybrydowym, a w 2017 roku, jako szef Rady Europejskiej, faktycznie groził Polsce sankcjami za nieprzyjmowanie migrantów.
Walka z „dezinformacją”
„Nie możemy być bezradni wobec kłamstwa, wobec dezinformacji, szczególnie teraz, kiedy kłamstwo i dezinformacja stały się narzędziem, bronią, w rękach przede wszystkim tego, który zaatakował Ukrainę i zagraża Unii Europejskiej” – kontynuował Premier, wskazując kolejny priorytet polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej na najbliższe pół roku. W dalszej kolejności Donald Tusk podkreślił, iż należy podjąć działania nakierunkowane na zwalczanie rosyjskich ingerencji i kłamstw w sferę informacji przy jednoczesnym uwzględnieniu wolności słowa. „Nie wpaść w pułapkę cenzury, ograniczeń wolności słowa a jednocześnie nie być bezbronnym wobec agresora, który informacji używa jako bezwzględnej broni, tak jak używa migrantów na polskiej granicy jako bezwzględnej broni przeciwko europejskiej demokracji” – zaznaczył Donald Tusk. W tym kontekście należy zauważyć, iż w listopadzie 2024 roku do Marszałka Sejmu wpłynął rządowy projekt ustawy o penalizacji tzw. mowy nienawiści, który jest krytykowany za możliwość istotnego ograniczenia wolności słowa.
Zielony Ład i system handlu emisjami: konieczne zmiany
Premier Polski zwrócił również uwagę na wysokie ceny energii oraz uzależnienie państw członkowskich Unii Europejskiej od rosyjskich surowców. W tym kontekście podkreślił potrzebę przeglądu „wszystkich regulacji, także tych wynikających z Zielonego Ładu”, przy jednoczesnej konieczności ochrony środowiska przed skutkami zmian klimatycznych. „Wysokie ceny energii mogą znieść niejeden rząd demokratyczny w Unii Europejskiej” – stwierdził Donald Tusk, zwracając się do słuchaczy z prośbą o „głęboką, krytyczną i odważną refleksję na temat konsekwencji wprowadzenia ETS 2” (system handlu uprawnieniami do emisji CO2). „Europa nie może stać się kontynentem ludzi i idei naiwnych. Jeśli zbankrutujemy, to nikt już nie będzie dbał o środowisko naturalne na świecie” - zaznaczył Tusk. Wskazane powyżej twierdzenia są szczególnie interesujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, iż to właśnie rząd koalicji PO-PSL, na czele którego stał Donald Tusk, zawierał umowy gazowe z Rosją a politycy Platformy wspierali Zielony Ład (m.in. w głosowaniu w styczniu 2020 roku w Parlamencie Europejskim).
„Nie” dla europejskiej armii (na razie)
Następnie polski polityk krytycznie odniósł się do pomysłu stworzenia europejskich sił zbrojnych, atakując przy okazji Węgry. „Nie dyskutujmy może dzisiaj o przyszłej armii europejskiej. Wiecie dobrze, że gdybyśmy dzisiaj mielibyśmy armię europejską to kluczowe pytanie byłoby, kto stoi na jej czele, kto w jakim kierunku by te wojska europejskie wysyłał. Intuicja mówi mi, że gdyby o tym decydował Budapeszt, to ta armia poszłaby w innym kierunku, niż gdyby decydowała o tym Warszawa” - stwierdził kąśliwie Donald Tusk.
Nowy układ geopolityczny i nowe wyzwania
W trakcie wystąpienia Premier odniósł się również do szeregu innych kwestii i wydarzeń, takich jak wybór Donalda Trumpa na Prezydenta Stanów Zjednoczonych, relacji na linii Unia Europejska - USA czy bezpieczeństwa Europy. Tusk wskazywał w tym kontekście, iż Stany Zjednoczone nie są przeciwnikiem, a sojusznikiem Unii Europejskiej. „Tylko sojusznik może życzyć swojemu sojusznikowi, by był silniejszy. Nie traktujcie tego jako wypowiedzi przeciwnika Europy” – komentował Premier, odnosząc się do wypowiedzi Prezydenta Stanów Zjednoczonych, dotyczących konieczności wzięcia przez Europejczyków większej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. Ponadto poruszano różne sprawy związane z deregulacją europejskiej gospodarki, polityki rolnej, w tym bezpieczeństwa żywnościowego. Jest to istotne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę dotychczasowe wypowiedzi Premiera Tuska, w których ten ostatni stwierdził m.in., że Donald Trump wielokrotnie kłamał oraz jest rosyjskim agentem.
Kończąc swoje wystąpienie na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, Donald Tusk odwołał się do słów Papieża Jana Pawła II i doświadczeń z okresu Solidarności. „Pamiętamy w Polsce słowa, które stały źródłem siły i zwycięstwa Solidarności, a więc też Europy w jakimś sensie, w czasie nocy komunizmu w Polsce: «Be not afraid. Nie lękajcie się!» (…) Wszystko rozegra się w waszych głowach, wszystko rozegra się w naszych serach. Przyszłość jest w naszych rękach” -stwierdził Premier Tusk.
Następnie w Parlamencie Europejskim miała miejsce debata, poświęcona polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.
Mieszane reakcje na deklaracje Premiera Donalda Tuska
Przemawiający w pierwszej kolejności Manfred Weber (CSU/EPL), przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej powitał Premiera Donalda Tuska, wskazując jego zasługi w walce o „demokrację, praworządność i europejską Polskę”. „Skończył pan z rządami PiS-u. Przywrócił pan praworządność w Polsce” - komentował niemiecki polityk. Będziemy dbać o naszą demokrację. Ocalimy ją. Rumunia dała nam też bardzo jasne zadanie. (…) Jako PE, jako EPL, chcemy zaproponować porozumienie Trumpowi. Rozrastają się Chiny, świat jest w chaosie. Potrzebujemy naszych transatlantyckich partnerów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I wreszcie, czeka nas jeszcze bardzo wiele wyzwań. Łatwe to nie będzie, ale Józef Tischner, polski ksiądz, polski myśliciel z ruchu „Solidarności”, powiedział, że nadzieja zawsze musi być na poziomie wyzwania. Im większe wyzwanie, tym silniej płonie nadzieja. I dzisiaj pokładamy ogromną nadzieję w polskiej prezydencji” – kontynuował Weber.
Iratxe García Pérez (PSOE/S&D) wskazała, iż polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej będzie „nowym rozdziałem dla Europy” oraz „kompasem moralnym i politycznym w czasach wyzwań”. Hiszpańska polityk zaznaczyła co prawda, że w pewnej części nie zgadza się z wystąpieniem Donalda Tuska, jej przeowienie było jednak utrzymane w pozytywnym dla polskiego Premiera tonie. „Bezpieczeństwo to, aby kobieta w Europie mogła usunąć ciążę w Europie bez ryzyka, że trafi do więzienia dlatego, że korzysta ze swoich praw (…) bezpieczeństwo to również, by homoseksualna para mogła chodzić po ulicach, bez ryzyka, bez bania się, że zostanie zaatakowana” - stwierdziła przewodnicząca Frakcji Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów.
Anna Bryłka (Konfederacja/Patriots.eu) - skrytykowała wystąpienie Donalda Tuska, zarzucając mu mówienie ogólników. „Zero konkretów, zero pomysłów, zero rozwiązań. Te wszystkie okrągłe słówka, które pan teraz wygłosił nijak się mają do rzeczywistości”. Polska europoseł zwróciła uwagę, iż Donald Tusk jest jedną z osób, które odpowiadają za obecną, trudną sytuację w Unii Europejskiej. „To pan był i jest architektem tego systemu, który prowadzi Europę do upadku” - kontynuowała polityk Konfederacji. „Gdzie pan był i pana formacja, kiedy w obronie Polski i Europy trzeba było wybudować mur na granicy z Białorusią? Przypomnę: chcieliście wtedy wpuścić nielegalnych imigrantów i głosowaliście przeciwko budowie zapory na granicy. Byliście wtedy po stronie Putina i Łukaszenki” – wyraźnie stwierdziła Anna Bryłka.
Patryk Jaki (PiS/EKR) skrytykował Donalda Tuska za odwoływanie się do praworządności, gdyż, w jego ocenie, to właśnie Premier Polski „prawem wytarł sobie buty”, podejmując szereg decyzji sprzecznych z polskim prawem i ogłoszonymi deklaracjami. W tym kontekście wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości wskazał m.in. na budowę centrów dla nielegalnych imigrantów w Polsce, kupowanie rosyjskiego gazu czy podejmowanie prób nakierunkowanych na odebranie licencji TV Republika. „Mówi o konkurencyjności gospodarki, a realizuje z wami tą głupią, zieloną ideologię, która spowodowała, że mamy najwyższe ceny energii w Europie” - krytykował Tuska Patryk Jaki.
Warto zauważyć, iż duża część postulatów zaprezentowanych przez Prezesa Rady Ministrów jest istotną zmianą (przynajmniej na poziomie deklaracji) co do decyzji podejmowanych przez europejski mainstream. Przyjmowanie nielegalnych imigrantów, wdrażanie Zielonego Ładu czy partycypacja w systemie handlu emisjami były do tej pory przedstawiane jako conditio sine qua non członkostwa w Unii Europejskiej czy dziejowa konieczność. Wczorajsze wystąpienie pokazuje jednak, że politycy głównego nurtu Unii Europejskiej (bo tym właśnie mianem trzeba określić Europejską Partię Ludową, do której należy Donald Tusk i PO) zaczynają dostrzegać daleko idące niezadowolenie znacznej części Europejczyków. Zasadnicze pytanie sprowadza się do kwestii, czy liczne wątpliwości i zapowiedzi zmian europejskiej polityki zostaną faktycznie wdrożone czy są jedynie pustą deklaracją i reakcją na coraz bardziej widoczny gniew mieszkańców niemal każdego kraju Unii Europejskiej.
Patryk Ignaszczak – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
23.01.2025
• Premier Donald Tusk przedstawił na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego najważniejsze założenia i priorytety polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.
23.01.2025
Przemówienie inauguracyjne Donalda Trumpa pokazuje wyraziście przynajmniej trzy cechy nowoczesnego, witalnego, konserwatywnego ruchu. Więcej – trzy warunki zbudowania silnego, sprawiedliwego państwa.