Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).
Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.
Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.
Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.
W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]
Rozpoczął się pierwszy rok szkolny urządzony przez radykalnie lewicowe Ministerstwo Edukacji, które Donald Tusk powierzył aborcyjnej aktywistce Barbarze Nowackiej. Nowa „ministra” dała się poznać podczas czarnych protestów, gdy broniła wulgaryzmów wykrzykiwanych na ulicach Warszawy. Dzisiaj kształtuje polską szkołę.
Na czym polega genderowa reforma polskiej szkoły?
Od pół roku Ordo Iuris stało się merytorycznym zapleczem prawniczym coraz silniejszego ruchu sprzeciwu wobec niszczenia polskiej szkoły. Ataki na nas przychodzą nie tylko z resortu, ale także ze strony mediów takich jak „Newsweek”, „Gazeta Wyborcza” czy „Wysokie Obcasy”.
Jedno jest pewne – bez naszego nadzwyczajnego zaangażowania, w ramach realizowanej przez minister Nowacką rewolucji w systemie oświaty dzieciom w szkołach już niebawem będą przekazywane treści promujące ryzykowny styl życia subkultury LGBT i aborcję. Zatarciu podlega natomiast edukacja patriotyczna i historyczna – z niechęcią traktowane są nawet te elementy programu przedmiotów przyrodniczych, które podważają radykalne teorie klimatyczne. Dość powiedzieć, że nożyce reformy programowej cięły również obiektywną wiedzę o fotosyntezie…
Jakie „atrakcje” spotkają uczniów w reformowanej przez minister Nowacką szkole?
Sporo na ten temat mówią słowa wiceminister Funduszy i Polityki Regionalnej Moniki Sikory, która została niedawno zapytana o to, czy popiera pomysł organizowania w polskich szkołach wydarzeń dla dzieci z udziałem tzw. drag queen – mężczyzn z mocnym damskim makijażem ubranych w dziwaczne, wyuzdane stroje kobiecie. Wiceszefowa resortu odpowiedziała, że… nie ma nic przeciwko takim inicjatywom.
Ordo Iuris interweniuje w obronie rodziny
Nie minęło wiele czasu, a już słowa te wprowadzono w czyn. W niedzielę 1 września odbył się w Słupsku – na terenie obiektu zarządzanego przez samorządowy Słupski Ośrodek Kultury – impreza o nazwie „PikniQ+”, którą ma poprowadzić drag queen działający pod pseudonimem Temida 69. Kontrowersyjnego wodzireja organizatorzy przedstawiają jako „królową polskich pridów”. Wydarzenie jest z pełną świadomością adresowane do dzieci, na które mają czekać „gry, koncerty i inspirujące rozmowy”. Jedną z atrakcji ma być… „DragQueen bingo”. Co ciekawe, wydarzenie w samorządowej placówce jest finansowane z grantu Fundacji Dla Odmiany, której powstanie sfinansowała sieć Georga Sorosa i która otrzymywała potężne dotacje z Funduszy Norweskich.
Sprzeciwiając się tej wulgarnej, uderzającej w niewinność polskich dzieci inicjatywie, podjęliśmy współpracę z miejscową radną, która zawiadomiła nas o sprawie. Udzieliliśmy jej porady prawnej, informując szczegółowo, jakie kroki prawne można podjąć w tej sytuacji.
Pomagamy odważnym nauczycielom
Udzielamy również porad prawnych nauczycielom, którzy są przymuszani do zwracania się do uczniów za pomocą zaimków i imion właściwych dla płci przeciwnej. Bywa, że presję wywiera na nich dyrekcja szkół. Aby pomóc nauczycielom, opublikowaliśmy kilka dni temu poradnik prawny na ten temat.
Nasza publikacja odbiła się szerokim echem w mediach. Wysokie Obcasy – portal związany z „Gazetą Wyborczą” – ostrzegały swoich czytelników w artykule zatytułowanym „Ordo Iuris gotowe do szkoły. Wypuściło poradnik dla nauczycieli, jak bronić się przed uczniami trans”. Z kolei inna z witryn związana z portalem „Gazety Wyborczej” – eDziecko – idzie jeszcze dalej, twierdząc, że Ordo Iuris „doradza, jak uderzać w dzieci trans i ignorować psychologów”. Portalowi nie podoba się, że nasz poradnik informuje nauczycieli, że mogą zwracać się do uczniów imieniem i zaimkami zgodnymi z ich płcią biologiczną, a nie zaburzeniami. Tym samym radykałowie potwierdzają, że chcą afirmować zaburzenia tożsamości płciowej u dzieci.
Rodzicu, zachowaj czujność!
Na bieżąco reagujemy na zgłoszenia rodziców dzieci uczęszczających do szkół podstawowych, którzy informują nas, że w szkołach ich dzieci przed rozpoczęciem roku szkolnego pojawiają się nowe gazetki ścienne, na których można znaleźć numery telefonów do… organizacji promujących treści LGBT.
Szczególnie niepokojące jest zjawisko wręczania uczniom danych kontaktowych do genderowych działaczy oferujących usługi w ramach „telefonu zaufania”. Pod tą nazwą często kryją się nieprofesjonalne grupy aktywistów, a dzieci mogą bez wiedzy rodziców rozmawiać o sprawach seksualnych z anonimowymi dorosłymi. Już kilkukrotnie pomagaliśmy rodzicom reagować w podobnych sprawach, pokazując, jak mogą interweniować u dyrektora szkoły, żądając usunięcia niepożądanych treści ze szkolnych tablic lub godzin wychowawczych.
Widzimy zatem, że w tym roku rodzice, którzy chcą chronić swoje dzieci przed radykalnymi ideologiami i demoralizacją, muszą zachować szczególną czujność i interesować się tym, co dzieje się w szkole. Nikt nie wyręczy w tej materii rodziców. A rolą Ordo Iuris jest wyposażenie rodziców w rzetelną wiedzę o tym, jakie prawa przysługują im w procesie wychowawczym ich dzieci oraz, w razie konieczności, zapewnienie im profesjonalnej pomocy prawnej.
Dlatego wydaliśmy dostępny za darmo na naszej stronie internetowej poradnik dla rodziców, w którym wyjaśniamy, że polskie prawo przyznaje im pierwszeństwo wychowawcze. Do poradników dołączamy wzór rodzicielskiego oświadczenia wychowawczego, które każdy z rodziców może złożyć w szkole, by upewnić się, że jego dziecko nie będzie uczestniczyło w dodatkowych zajęciach wulgarnej edukacji seksualnej, z którą próbują wchodzić do szkół aktywiści LGBT. Za każdym złożonym oświadczeniem stoi gwarancja prawników Ordo Iuris, którzy będą interweniować w razie jakichkolwiek problemów ze strony władz placówki.
Jesteśmy gotowi, by w najbliższych latach podejmować coraz więcej takich interwencji. Tym bardziej, że Ministerstwo Edukacji Narodowej od września 2025 roku zamierza zastąpić nieobowiązkowe lekcje wychowania do życia w rodzinie obowiązkową „edukacją zdrowotną”, zawierającą elementy edukacji seksualnej, najprawdopodobniej osadzonej w mentalności antyrodzinnej, hedonistycznej, w ramach której nasze dzieci będą demoralizowane i indoktrynowane ideologią gender. Powstanie szkoła, w której niewinność uczniów oraz poszanowanie dla praw rodziców będą jedynie mglistym wspomnieniem.
Czy wulgarna edukacja seksualna stanie się obowiązkowym przedmiotem szkolnym
Sprzeciwiając się temu – w ramach szerokiego frontu ponad 60 organizacji społecznych reprezentujących rodziców, nauczycieli i pedagogów zrzeszonych w Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły – złożyliśmy w MEN petycję w sprawie planów wprowadzenia do szkół edukacji zdrowotnej. Jej sygnatariusze domagają się od minister Nowackiej pozostawienia w podstawie programowej kształcenia ogólnego przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, w którym edukacja seksualna osadzona jest w kontekście małżeństwa i rodziny oraz poszanowania konstytucyjnej zasady pierwszeństwa wychowawczego rodziców.
Gdy tylko ministerstwo przedstawi projekt rozporządzenia w tej sprawie, przystąpimy do jego analizy, którą przedłożymy w ramach konsultacji społecznych.
Polacy mają prawo do katechezy w szkole
Bronimy też prawa Polaków do nauki religii w szkole, podkreślając w wielu analizach, że wynika ono wprost z Konstytucji RP i Konkordatu. We współpracy ze Stowarzyszeniem Katechetów Świeckich zorganizowaliśmy internetową petycję w obronie katechezy, którą podpisało ponad 40 tys. Polaków. Nasze działania w tej sprawie przyczyniły do złagodzenia przez minister Nowacką projektu rozporządzenia MEN dotyczącego organizacji lekcji religii, który zakładał, że lekcje będą mogły być organizowane w grupach międzyrocznikowych.
Nadal jednak ministerstwo nie wycofało się z pomysłu zmniejszenia wymiaru czasowego nauczania religii z 2 godzin tygodniowo do 1. Liczymy na to, że z pomocą ludzi, którym na sercu leży los polskiej szkoły, odniesiemy sukces w tej sprawie. Nasze nadzieje na zwycięstwo są tym większe, że mocnym głosem w tej sprawie przemówił Polski Episkopat. Zgodziła się z nim Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, która zaskarżyła rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał wydał już postanowienie wstrzymujące wejście w życie zaskarżonego rozporządzenia.
Niestety radykałowie, którzy jeszcze niedawno wzywali do obrony Konstytucji RP, bez cienia zażenowania deklarują, że nie będą przestrzegać postanowienia Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego opublikowaliśmy skierowaną do dyrektorów szkół instrukcję, w której podkreśliliśmy, że ignorowanie postanowienia zabezpieczającego TK będzie skutkować odpowiedzialnością karną i zawodową.
Eksperci Ordo Iuris walczą w każdej z tych spraw na pierwszej linii frontu. Jako prawnicy stajemy się także naturalnym zapleczem coraz silniejszego społecznego ruchu oporu. Pomagamy w zgłaszaniu manifestacji, redagujemy uwagi ekspertów przedmiotowych do zmian programowych, pomagamy nauczycielom i rodzicom pragnącym powstrzymać niszczycielską zmianę polskiej szkoły.
Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris
Pornografia to prawdziwy narkotyk XXI wieku. Choć na co dzień mniej widoczny, a nawet bagatelizowany – nie jest mniej groźny. Średnia wieku, w którym dzieci pierwszy raz widziały treści pornograficzne to dziś… 11 lat. To zaledwie piąta klasa szkoły podstawowej. Co czwarte dziecko w wieku od 7 do 12 roku życia korzysta z pornografii internetowej przynajmniej raz w miesiącu. Regularne, codzienne oglądanie filmów czy zdjęć pornograficznych deklaruje niemal co czwarty nastolatek. Jednak naukowe badania jasno wskazują, że pornografia niszczy przede wszystkim dzieci i czyni to znacznie bardziej podstępnie niż narkotyki – błyskawicznie i głęboko uzależnia, wykorzystując te same mechanizmy, co każdy narkotyk. Naszym obowiązkiem jest uchronienie przed nim dzieci, tak jak chronimy ich zdrowie i życie przed nikotyną, alkoholem czy narkotykami.
Czy nasze dzieci są bezpieczne?
Czy chronimy dzieci przed papierosami, alkoholem i narkotykami? A co, jeżeli pojawiło się jeszcze poważniejsze zagrożenie – i to dostępne dla każdego dziecka na wyciągnięcie ręki?
Zapewne żaden rodzic nigdy nie zgodziłby się na to, by jego pociechy mogły kupować kokainę lub heroinę w każdym kiosku lub otrzymywać ją za darmo w internecie. Żaden rozsądny rodzic nigdy nie pozwoliłby też na obecność dilerów tych substancji w szkole czy we własnym domu.
A gdybyśmy powiedzieli, że niezwykle groźny narkotyk jest dziś dostępny na wyciągnięcie ręki każdego dziecka – o każdej porze dnia i nocy, w szkole, na wakacjach, na podwórku albo bez wychodzenia z własnego pokoju? Co gorsza, dostęp do niego najmłodsi otrzymują najczęściej od… nieświadomych tego rodziców.
Tym narkotykiem jest pornografia.
Średnia wieku, w którym dzieci pierwszy raz widziały treści pornograficzne to dziś… 11 lat. To zaledwie piąta klasa szkoły podstawowej. Co czwarte dziecko w wieku od 7 do 12 roku życia korzysta z pornografii internetowej przynajmniej raz w miesiącu. Regularne, codzienne oglądanie filmów czy zdjęć pornograficznych deklaruje niemal co czwarty nastolatek.
W sierpniu rozpoczęliśmy wspólną kampanię Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny, do której dołączają już kolejni przyjaciele, sojusznicy i wolontariusze, aby na dobre powstrzymać „narkotyk XXI wieku” – pornografię.
Jak pornografia wpływa na dzieci?
Wiele osób tkwi w przekonaniu, że pornografia – w przeciwieństwie do twardych narkotyków – nie zabija, a jej szkodliwość bywa bagatelizowana.
Jednak naukowe badania jasno wskazują, że pornografia niszczy przede wszystkim dzieci i czyni to znacznie bardziej podstępnie niż narkotyki – błyskawicznie i głęboko uzależnia, wykorzystując te same mechanizmy, co każdy narkotyk. Już w dzieciństwie może wpłynąć na całą przyszłość, uniemożliwić zbudowanie szczęśliwego i trwałego małżeństwa, destrukcyjnie wpłynąć na psychikę, deformując postrzeganie drugiego człowieka, znieczulając na przemoc, wpychając w pułapkę zaburzeń seksualnych, niszcząc obraz własnego ciała.
To destrukcyjne działanie, ze względu na łatwiejszy niż kiedykolwiek dostęp do pornografii, nie ogranicza się do osób „wplątanych w złe towarzystwo”, lecz obejmuje prawie całe pokolenie dzisiejszych dzieci i młodzieży. Pornografia to prawdziwy narkotyk XXI wieku. Choć na co dzień mniej widoczny, a nawet bagatelizowany – nie jest mniej groźny. Naszym obowiązkiem jest uchronienie przed nim dzieci, tak jak chronimy ich zdrowie i życie przed nikotyną, alkoholem czy narkotykami.
Stajemy jednak naprzeciw silnego przeciwnika. Przemysł pornograficzny to machina, z którą niełatwo wygrać, po swojej stornie ma bowiem ogromny kapitał, rzeszę uzależnionych „wyznawców” i dekady budowania przekonania, że pornografia to niegroźna „przyjemność”.
Co nauka mówi o pornografii?
Badania sugerują, że, w wyniku korzystania z pornografii, dzieci:
Ale to niejedyne problemy. Oglądanie pornografii może przyczynić się także do:
Pornografia to wyjątkowo podstępny przeciwnik, bo łapiąc w sieć dzieci, niszczy ich przyszłe życie na etapie, na którym nie są nawet w stanie w pełni zidentyfikować zagrożenia. To, w co wplątują się, mając po kilka czy kilkanaście lat, może już teraz wpłynąć na ich dorosłość i utrudnić im budowanie szczęśliwej i spokojnej przyszłości. Gdy dorosną i będą chciały rozpocząć budowanie poważnych relacji, małżeństwa, będą rozpoczynać życie seksualne – wtedy dopiero ten problem może uderzyć z całą mocą.
Okazuje się, że korzystanie z pornografii znacząco upośledza zdolność do budowania zdrowych i satysfakcjonujących związków. Badania wskazują, że uwikłani w pornografię dorośli często mają zaburzony obraz współżycia i płci przeciwnej (szczególnie uwidacznia się to w kontekście sprowadzania kobiet jedynie do roli obiektów seksualnych), mają pretensje, że partnerzy nie chcą angażować się w nietypowe czy wręcz dewiacyjne zachowania, które oglądają w filmach. W rezultacie życie małżeńskie często okazuje się niesatysfakcjonujące, pojawiają się zaburzenia seksualne, a nawet unikanie kontaktów intymnych.
To wszystko wpływa oczywiście na zmniejszenie zadowolenia ze związku i w rezultacie może prowadzić do jego rozpadu. Częste sięganie po pornografię wśród małżonków oznacza wyższe prawdopodobieństwo rozwodu, co udowodniono w jednym z amerykańskich badań. Skala zniszczeń, do jakich prowadzi korzystanie z pornografii jest wręcz porażająca, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, jak powszechnie jest ona dostępna dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Jak dzieci trafiają na pornografię?
Dziś pornografia to już nie kasety VHS ani pisemka wystawiane w bocznych witrynach kiosków, ani nawet nie nocne pasma niektórych stacji telewizyjnych. Aby do niej dotrzeć, nie trzeba mierzyć się z kpiącymi uśmieszkami sprzedawcy w sklepie, nie trzeba nawet specjalnie jej szukać. Bo pornografia to dziś przede wszystkim internet.
To właśnie rozwój tego medium zaowocował odrodzeniem branży pornograficznej i jej ekspansją na niespotykaną dotąd skalę – zarówno dostęp dla konsumentów, jak i możliwości dla producentów stały się niemal nieograniczone.
I niestety – w szczególny sposób znów cierpią na tym najmłodsi.
Ich pierwszy kontakt z pornografią najczęściej odbywa się właśnie za pośrednictwem internetu. W erze powszechnego dostępu do internetu mobilnego, gdy niemal każdy nastolatek nosi własny smartfon w kieszeni czy plecaku, nie nastręcza to żadnych trudności. Ponad jedna trzecia młodych ludzi (35,1%) w niedawnych badaniach przeprowadzonych przez NASK zadeklarowała, że po raz pierwszy zobaczyła treści pornograficzne, używając właśnie telefonu lub smartfona z dostępem do internetu.
Dostęp do cyfrowej pornografii jest też bardzo prosty: we wspomnianym badaniu większość dzieci (73,0%) i młodzieży (71,1%) zadeklarowała, że znalezienie treści o takim charakterze w internecie jest dla nich łatwe, a 32,8% stwierdziło, że pierwszy raz natrafiło na nie przypadkowo – poprzez mechanizm powiązania stron przy wyszukiwaniu zupełnie innych treści.
Natychmiastowy dostęp do pornografii jest obecnie tak łatwy, że dzieci mogą oglądać te destrukcyjne treści nawet bez wiedzy rodziców. To również znajduje odzwierciedlenie w danych: w badaniu z 2020 roku, 75% rodziców oznajmiło, że ich dziecko nigdy nie zetknęło się z pornografią; w rzeczywistości 53% dzieci tych rodziców zgłosiło, że swój pierwszy kontakt z pornografią mają za sobą.
Jak więc mamy walczyć z zagrożeniem, o którym często nawet nie wiemy? Jak stanąć do walki z gigantycznym imperium, czerpiącym z krzywdy często nieświadomych młodych ludzi ogromne zyski?
Czas zatrzymać narkotyk XXI wieku!
Nie mamy złudzeń – ta batalia z pewnością nie będzie łatwa. Patrząc jednak na ogrom zniszczeń, do którego ten narkotyk prowadzi całe młode pokolenie, nie mamy także wątpliwości, że musimy ją podjąć.
Kilka dni temu zainaugurowaliśmy kampanię „Stop narkotykowi pornografii”. To wyjątkowo ważne dla nas przedsięwzięcie, będące wynikiem nie tylko trwającej od lat w naszym środowisku debaty i głębokiego zatroskania problemem coraz szerszego uzależnienia od pornografii wśród młodych ludzi, ale także stanowiące odpowiedź na powszechne bagatelizowanie i spłycanie tego zagadnienia.
To najwyższy czas, aby wprowadzić w Polsce realne i skuteczne rozwiązania chroniące dzieci i młodzież przed tak dewastującymi treściami.
Dotychczasowe sposoby, takie jak deklaratywna weryfikacja wieku na stronach internetowych, są oczywiście zupełną fikcją. Dlatego po długotrwałych konsultacjach ze specjalistami z zakresu cyberbezpieczeństwa i psychologii wypracowaliśmy optymalny mechanizm, który pomoże skutecznie kontrolować dostęp do stron internetowych oferujących treści o charakterze pornograficznym.
Chcemy na drodze prawnej zobowiązać podmioty udostępniające pornografię do uzależnienia dostępu do stron od skutecznej weryfikacji wieku użytkownika – na podstawie mechanizmów weryfikacyjnych wybranych przez dostawcę. To właśnie na nim ma spoczywać obowiązek wprowadzenia skutecznego rozwiązania. Wszyscy dostawcy będą bowiem sprawdzani przez powołany do tego organ, a za niespełnienie wymagań grozić będą sankcje w postaci blokady stron przez dostawców internetu lub blokady usług płatniczych przez ich dostawców.
Ustawowa ochrona najmłodszych przed pornografią w internecie została już wprowadzona we Francji i w niektórych stanach USA. Tamtejsze prawodawstwo nakazuje weryfikację wieku np. poprzez „identyfikację cyfrową”, czyli przechowywanie informacji w sieci cyfrowej, do której może uzyskać dostęp podmiot komercyjny w celu weryfikacji tożsamości danej osoby (weryfikacja biometryczna w oparciu np. o selfie użytkownika) czy też za pomocą dowodu tożsamości lub komercyjnego systemu transakcyjnego (bankowość elektroniczna). Prace w tym zakresie trwają także w innych krajach – np. w Hiszpanii czy w Wielkiej Brytanii.
Podobne rozwiązania chcemy zaimplementować również w polskim prawie. Nasi eksperci przygotowali projekt ustawy, która ma wprowadzić mechanizmy realnie chroniące dzieci przed tymi dewastującymi treściami. Aby taka ustawa mogła wejść w życie, przed nami jeszcze daleka droga. Obecnie jesteśmy na etapie zbierania 1000 podpisów pod projektem, co pozwoli nam złożyć do Marszałka Sejmu wniosek o zarejestrowanie komitetu inicjatywy ustawodawczej.
Prace rozpoczęliśmy już w połowie sierpnia podczas spotkania z pielgrzymami na Jasnej Górze, a także na spotkaniu z naszymi Sympatykami w Oświęcimiu. Już teraz wiemy, że ten pomysł spotkał się z pozytywnym odzewem i dużym zainteresowaniem. Bardzo nas to cieszy – to bowiem czytelny znak, że wielu Polaków jest świadomych tego ogromnego problemu.
Gdy uda nam się zebrać pierwszy 1000 podpisów, Marszałek będzie miał 14 dni na wydanie postanowienia o przyjęciu zawiadomienia. Tu zacznie się jednak najtrudniejszy etap. Rozpoczniemy wówczas zbiórkę 100 000 podpisów pod projektem ustawy. Będziemy mieć na to tylko 3 miesiące, a podpisy możemy zbierać jedynie w formie papierowej.
Swoją deklarację pomocy i włączenia się w te działania wyraziło wiele zaprzyjaźnionych ruchów i wspólnot. Tak duża akcja, a dodatkowo przeprowadzana w tak krótkim czasie nie będzie łatwym zadaniem.
Gdy tylko otrzymamy informację, że Marszałek Sejmu wydał postanowienie o zarejestrowaniu komitetu inicjatywy ustawodawczej ruszymy z wielką akcją zbiórki podpisów. Już dziś gorąco prosimy o zaangażowanie się w tę zbiórkę.
Razem możemy pokonać przemysł pornograficzny!
Potrzebujemy maksymalnej mobilizacji ludzi, którzy są świadomi, jak wielkim zagrożeniem jest dla najmłodszych powszechny i niekontrolowany dostęp do treści pornograficznych!
Dziś pod adresem StopNarkotykowiPornografii.pl można znaleźć przygotowany przez naszych specjalistów portal edukacyjny dotyczący właśnie problematyki pornografii. Po zarejestrowaniu komitetu będzie można pobrać stamtąd gotowe do druku karty do zbierania podpisów a także szczegółową instrukcję dotyczącą tego, jak zrobić to poprawnie, by dołożyć największej staranności zwłaszcza w ochronie danych.
Podpisy można zbierać wśród rodziny, najbliższych, przyjaciół, we wspólnotach czy wśród członków lokalnej społeczności. Każdy z nich będzie na wagę złota.
Po konferencji prasowej, którą zainaugurowaliśmy akcję kilka dni temu, zaobserwowaliśmy pewne wzmożenie, niekiedy nawet w środowiskach dalekich nam światopoglądowo. Zagrożenie wynikające z niekontrolowanego dostępu do treści pornograficznych wyrażają także osoby i środowiska lewicowe. To nas cieszy – aby skutecznie wprowadzić w życie proponowane przez nas rozwiązania, musimy zbudować jak najszerszą społeczną koalicję.
Zdajemy sobie jednak sprawę, że w najbliższych tygodniach i miesiącach opadnie wiele masek. Szybko okaże się, kto dostrzega prawdę na temat narkotyku pornografii, a kto uważa go za „przyjemność” z odrobiną ryzyka. Komu zależy na rzeczywistym dobru dzieci i młodzieży, a kto dba tylko o interes lobby producentów i dostawców stron podsuwającym najmłodszym niszczące treści.
Przed nami duże wyzwanie, ale jesteśmy przekonani, że podjęcie go jest konieczne.
To najwyższy czas, aby zacząć chronić polskie dzieci przed pornografią – narkotykiem XXI wieku!
Monika Leszczyńska – wiceprezes Instytutu Ordo Iuris ds. Członkowskich
Marcin Perłowski – dyrektor Centrum Życia i Rodziny
30.08.2024
· We Wrocławiu miały miejsce testy systemu monitoringu wykorzystującego drony rejestrujące obraz.
· Wdrożenie takiego rozwiązania budzi poważne obawy związane z możliwością inwigilowania mieszkańców przez władze miasta, także w ich prywatnych domach i mieszkaniach. Ponadto wydaje się być sprzeczne z przepisami prawa regulującymi możliwość prowadzenia monitoringu przez gminy.
· Osoby, których prawo do prywatności zostało naruszone, mogą zwrócić się do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub domagać się zadośćuczynienia przez gminę w trybie przepisów Kodeksu Cywilnego o ochronie dóbr osobistych.
· Instytut Ordo Iuris wystąpił ze skargą do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, w celu zbadania, czy miasto Wrocław, prowadząc testy systemu monitoringu dronowego, nie złamało obowiązującego w Polsce prawa
Od 19 do 22 sierpnia we Wrocławiu, w ramach projektu Smart City, miały miejsce testy systemu „Centrum Inteligentnego Monitoringu Dronowego”. System ma na celu, według przedstawicieli miasta, pomóc służbom bezpieczeństwa w weryfikacji zgłoszeń, monitorowaniu infrastruktury czy też nadzorze nad imprezami i zgromadzeniami. Składa się on z autonomicznych dronów, które miałyby być zainstalowane w różnych miejscach miasta, skąd, po zdalnym uruchomieniu, miałyby autonomicznie dolecieć na wyznaczone miejsce (w zasięgu około 10 kilometrów) i je obserwować. Obraz, nagrywany przez kamery z 56-krotnym zoomem w trybie szerokokątnym, teleobiektywu lub termowizyjnym, byłby transmitowany na żywo do Centrum Zarządzania Kryzysowego miasta, skąd następnie może być transmitowany na każde urządzenie mobilne z dostępem do Internetu, takie jak komputer, telefon komórkowy czy tablet.
Uprawnienia gminy do prowadzenia monitoringu
Rozwiązanie budzi jednak poważne wątpliwości, jeśli chodzi o jego zgodność z obecnie obowiązującymi przepisami w zakresie prawa do prywatności. Przede wszystkim, należy wskazać, że, zgodnie z art. 47 Konstytucji, każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Natomiast jej art. 51 ust. 2 niejako uzupełnia powyższe prawo, stanowiąc, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać informacji o obywatelach innych niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
Należy również wskazać, że, zgodnie z zasadą legalizmu, zawartą w art. 7 Konstytucji, organy władzy publicznej, w tym jednostek samorządu terytorialnego, mogą działać wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Oznacza to, innymi słowy, że do jakichkolwiek działań podejmowanych przez władze samorządu gminnego konieczna jest wyraźna podstawa prawna przyznająca im taką kompetencję.
W wypadku prowadzenia monitoringu wizyjnego, taka podstawa jest przewidziana w art. 9a ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2024 r. poz. 609 ze zm.), który jednak uzależnia możliwość stosowania przez gminę środków technicznych, umożliwiających rejestrację obrazu, od spełnienia dodatkowych przesłanek. Po pierwsze, monitoring może być prowadzony wyłącznie w celu zapewnienia porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli oraz ochrony przeciwpożarowej i przeciwpowodziowej. Po drugie, monitoring taki może być prowadzony wyłącznie w obszarze przestrzeni publicznej lub na terenie nieruchomości i w obiektach budowlanych stanowiących mienie gminy lub jednostek organizacyjnych gminy, a także, jeśli to konieczne na terenie wokół takich nieruchomości i obiektów budowlanych. W wypadku prowadzenia monitoringu w obszarze przestrzeni publicznej, konieczna jest ponadto zgoda zarządzającego tym obszarem lub podmiotu posiadającego tytuł prawny do tego obszaru. Na marginesie można dodać, że ustawa (w ust. 2) wprost zabrania prowadzenia monitoringu pomieszczeń sanitarnych, szatni, stołówek, palarni oraz obiektów socjalnych.
Ponadto, zgodnie z ust. 3 przepisu, nagrania obrazu zawierające dane osobowe przetwarza się wyłącznie do celów, dla których zostały zebrane, i przechowuje przez okres nieprzekraczający 3 miesięcy od dnia nagrania, a po upływie tego okresu, zgodnie z ust. 4, uzyskane nagrania obrazu zawierające dane osobowe co do zasady podlegają zniszczeniu.
Szczególnie istotny jest natomiast przepis ust. 5, w myśl którego nieruchomości i obiekty budowlane objęte monitoringiem oznacza się w sposób widoczny i czytelny informacją o monitoringu, w szczególności za pomocą odpowiednich znaków. W wypadku monitoringu prowadzonego z mobilnego drona, spełnienie tego obowiązku może rodzić poważne wątpliwości, jeśli w ogóle jest możliwe.
W świetle powyższych przepisów należy wskazać, że niedopuszczalne jest nagrywanie przez gminę, w tym z użyciem drona, obszarów innych niż przestrzenie publiczne (w tym zwłaszcza posesje prywatne), a nawet w wypadku tychże przestrzeni, to, jeśli nie należą one do gminy, do prowadzenia monitoringu konieczna jest zgoda podmiotu uprawnionego. Nie jest możliwe również wykorzystanie nagrań do celów innych, niż te, dla których zostały zebrane. Przykładowo, jeśli dron zostałby wysłany w celu transmisji dla straży pożarnej, obszary objętego pożarem, to w wypadku nagrania przy okazji, na trasie przelotu lub w okolicy nagrywanego obszaru, dopuszczenia się jakichś naruszeń administracyjnych albo drobnych wykroczeń przez mieszkańców miasta, nagranie takie nie będzie mogło zostać wykorzystanie w celu nałożenia na nich odpowiednich sankcji. Należy przy tym zaznaczyć, że miasto nie posiada uprawnień do prowadzenia monitoringu, który obejmowałby rejestrację dźwięku.
Obowiązki gminy wynikające z RODO
Przepisy ustawy o samorządzie gminnym (i analogiczne przepisy dotyczące samorządów powiatów oraz województw) nie są jedynymi normami prawnymi, którym gmina chcąca prowadzić monitoring wizyjny, musi uczynić zadość. Bezpośrednie zastosowanie znajdzie tutaj również Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r., potocznie określane jako RODO. Zgodnie z jego art. 6 ust. 1 litera e, przetwarzanie danych osobowych przez władze publiczne bez zgody osoby, której dane dotyczą, jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy jest ono niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej na podstawie przepisów prawa unijnego lub krajowego.
W tym wypadku za zasadne należy uznać pytanie, czy faktycznie stosowanie dronów wyposażonych w tak zaawansowane technicznie urządzenia rejestracji obrazu, wiążące tym samym się z ryzykiem daleko posuniętej inwigilacji i ingerencji w sferę prywatności mieszkańców, jest faktycznie niezbędne w celu przeciwdziałania pożarom i innym tego typu zagrożeniom.
Ponadto, zgodnie z art. 12 i 13 RODO, administrator danych osobowych (czyli w tym wypadku gmina prowadząca monitoring) ma obowiązek w zwięzłej, przejrzystej, zrozumiałej i łatwo dostępnej formie udzielić informacji dotyczących przetwarzania danych osobowych, obejmujących w szczególności: cele przetwarzania danych osobowych, oraz podstawę prawną przetwarzania; okres, przez który dane osobowe będą przechowywane; informacje o prawie do żądania od administratora dostępu do danych osobowych dotyczących osoby, której dane dotyczą, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania albo o prawie do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także o prawie do przenoszenia danych czy wreszcie informacje o prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Możliwość naruszenia prawa własności
Należy również wskazać, że przelatywanie dronów, wyposażonych w funkcję nagrywania obrazu, nad obiektami niedostępnymi publicznie, w tym nad nieruchomościami prywatnymi (a zwłaszcza domami jednorodzinnymi), może stanowić naruszenie prawa własności. Jakkolwiek przepisy Kodeksu Cywilnego (KC) nie precyzują, jak wysoko w górę sięga władztwo właściciela nieruchomości w odniesieniu do przestrzeni nad nią, to art. 143 KC stanowi, że w granicach określonych przez społeczno-gospodarcze przeznaczenie gruntu, własność gruntu rozciąga się na przestrzeń nad i pod jego powierzchnią. Niewątpliwie wlatywanie nad prywatne przestrzenie, takie jak przydomowe ogródki, w sposób utrudniający normalne korzystanie z nich przez mieszkańców, w tym zwłaszcza poprzez nagrywanie obrazu, stanowi naruszenie społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości.
Środki przysługujące mieszkańcom
Osobie, która podejmie podejrzenie, że gmina naruszyła jej prawa poprzez nagrywanie obrazu wbrew obowiązującym przepisom przysługują środki ochrony. Po pierwsze, taka osoba może zwrócić się ze skargą do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezes może przeprowadzić kontrolę przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych na zasadach określonych w rozdziale 9 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 1781, potocznie „uodo”). Ponadto, zgodnie z art. 52 ust. 1 uodo, prezes Urzędu może kierować do m.in. organów państwowych czy organów samorządu terytorialnego, wystąpienia zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony danych osobowych. Wreszcie, zgodnie z art. 102, w odniesieniu do między innymi jednostek samorządu terytorialnego, prezes może nałożyć administracyjną karę pieniężną w wysokości do 100 tys. złotych, jeśli stwierdzi naruszenie przepisów dotyczących przetwarzania danych osobowych.
Osoba, której prywatność zostanie naruszona, może również żądać bezpośrednio od gminy zadośćuczynienia pieniężnego w trybie ochrony dóbr osobistych (art. 22 k.c.). W skrajnych przypadkach, jeśli zagrożenie jest bezpośrednie lub nie jest możliwe zapobieżenie mu w inny sposób, można również rozważyć dopuszczalność zastosowania obrony koniecznej lub działania w stanie wyższej konieczności polegającego na ujęciu drona.
Instytut Ordo Iuris wystąpił ze skargą do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, w celu zbadania, czy miasto Wrocław prowadząc testy systemu monitoringu dronowego nie złamało obowiązującego w Polsce prawa.
Jędrzej Jabłoński – analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris
· Działający przy ONZ Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) ocenił, że polskie przepisy w sprawie aborcji są zbyt surowe i tym samym łamią prawa kobiet.
· Raport CEDAW nie ma jednak charakteru wiążącego dla państw, a sam Komitet nie przedstawia stanowiska Organizacji Narodów Zjednoczonych.
· Idea „prawa do aborcji” zaczęła kształtować się jako część dyskursu praw człowieka głównie w latach 90-tych XX wieku.
· Od tego czasu podejmowane są próby argumentowania, że „prawa seksualne i reprodukcyjne” (w tym aborcja) są integralną częścią praw człowieka. Nie ma ku temu jednak żadnych przesłanek w prawie międzynarodowym.
· W dokumencie końcowym Międzynarodowej Konferencji na temat Ludności i Rozwoju (ICPD) w Kairze w 1994 roku wyraźnie stwierdzono, że aborcja nie może być promowana jako metoda planowania rodziny, a państwa powinny podjąć działania w celu ograniczenia aborcji.
· Europejski Trybunał Praw Człowieka nigdy nie ograniczył zakresu art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Życie na prenatalnym etapie rozwoju nie zostało zatem wyłączone spod Konwencji, a Trybunał w wielu swoich wyrokach wskazał, że aborcja nie jest prawem konwencyjnym.
· Kwestia dostępu do aborcji jest wyłączną kompetencją poszczególnych państw.
Zakaz aborcji to tortury?
Zdaniem CEDAW, Polki spotykają się z „poważnymi naruszeniami praw człowieka w związku z zaostrzeniem prawa aborcyjnego, przez co wiele z nich jest zmuszanych do donoszenia ciąży wbrew swojej woli, uciekania się do domowych, niebezpiecznych metod przerywania ciąży bądź wyjeżdżania za granicę" do krajów, w których aborcja jest legalna.
Komitet uważa również, że dostęp do aborcji w Polsce jest „poważnie utrudniony”, z powodu „skomplikowanego i nieprzyjaznego procesu biurokratycznego". Przeszkadzać w tym mają też „grupy antyaborcyjne, groźby i donosy wymierzone w osoby pomagające kobietom chcącym dokonać aborcji". Wiceprzewodnicząca CEDAW Genoveva Tisheva, uważa, że polskie prawo „jest wymierzone w kobiety i może być równoznaczne z torturami bądź okrutnym, nieludzkim czy poniżającym traktowaniem”.
Społeczność międzynarodowa nie uznaje aborcji za prawo człowieka
Aborcja jako prawo człowieka nie pojawia się w żadnym wiążącym traktacie międzynarodowym, a w ostatnich latach wiele państw konsekwentnie zgłaszało do niej zastrzeżenia, wskazując, że jest ona jedynie wyjątkiem od podstawowego prawa do życia. W dokumencie końcowym Międzynarodowej Konferencji na temat Ludności i Rozwoju (ICPD), która odbyła się w Kairze w 1994 roku wyraźnie stwierdzono, że aborcja nie może być promowana jako metoda planowania rodziny, a państwa powinny podjąć działania w celu ograniczenia liczby aborcji (punkt 8.25 ICPD PoA).
Co więcej, nie istnieje również żaden wiążący międzynarodowy akt prawny, który w jakikolwiek sposób odnosiłby się „zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych”. Próby przedstawienia tych nieistniejących „praw seksualnych”, jako rzekomo wiążących zobowiązań międzynarodowych i elementu praw człowieka, są bezpodstawne. Tzw. prawo do aborcji (zaliczane do „praw reprodukcyjnych i seksualnych”) nie ma zatem źródła w powszechnie obowiązującym prawie międzynarodowym. Podejmowane są jednak próby wywodzenia go z szeregu innych uznanych praw, w tym prawa do niedyskryminacji, prawa do prywatności czy nawet prawo do życia. Służy temu stosowanie wykładni rozszerzającej (czy też dynamicznej) traktatów.
Warto zauważyć, że w ostatnim czasie kilkadziesiąt krajów (w tym niektóre należące do Unii Europejskiej) bezpośrednio sprzeciwiło się próbom postrzegania aborcji jako prawa człowieka, podpisując Deklarację Konsensusu Genewskiego.
Próba ingerencji w kompetencje suwerennych państw
W związku z powtarzającymi się apelami do państw o zapewnienie dostępu do aborcji, należy stanowczo podkreślić, że ta kwestia leży w wyłącznej kompetencji poszczególnych państw. Zarówno UE, jak i ONZ, nie mają uprawnień do ingerowania w politykę zdrowotną krajów członkowskich. Zgodnie z art. 6 i art. 168 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, kwestia zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego wchodzi w zakres polityki zdrowotnej państw, w odniesieniu do której UE ma jedynie kompetencje wspierające i nie może dążyć do harmonizacji tego prawa w państwach członkowskich.
Z tych względów wywieranie przez organizacje międzynarodowe, w tym UE i ONZ jakiejkolwiek formy nacisku na państwa członkowskie w zakresie ochrony życia i aborcji należy uznać za nieuprawnione. Jest to niezgodne z prawem traktatowym UE oraz wskazanymi przepisami prawa międzynarodowego.
Należy również podkreślić, że Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) nigdy nie redefiniował ani nie ograniczał zakresu art. 2. Życie na prenatalnym etapie rozwoju nigdy nie zostało zatem wyłączone spod ochrony Konwencji. Wręcz przeciwnie, w wielu swoich wyrokach ETPC wskazywał, że aborcja nie jest prawem konwencyjnym: nie ma prawa do aborcji, a wprowadzenie przez państwo zakazu aborcji samo w sobie nie stanowi naruszenia Konwencji.
Próby włączania aborcji do katalogu praw człowieka (na przykład przez dodanie tzw. prawa do aborcji do Karty Praw Podstawowych w tym roku) podważa podstawowe zasady praw człowieka, zwłaszcza, że Karta wspiera już istniejące prawa, takie jak prawo do życia (art. 2). Jest to więc działanie skutkujące sprzecznościami w prawie. W związku z tym, opinia Komitetu CEDAW na temat naruszania przez Polskę praw kobiet w wyniku braku tzw. aborcji na życzenie, jest nie tylko wątpliwa, ale wręcz zupełnie nieuzasadniona.
Julia Książek - analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
Więcej na temat niezgodności z prawem koncepcji tzw. prawa do aborcji:
Dlaczego dostęp do aborcji nie jest prawem człowieka?
„Prawo do aborcji” nie ma podstaw w traktatach międzynarodowych
27.08.2024
· Organizowany z inicjatywy Rafała Trzaskowskiego Campus Polska Przyszłości 2024 stał się jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych w polskim życiu publicznym.
· Partnerami wydarzenia byli m.in. założona przez Georga Sorosa Open Society Foundations, a także Bloomberg Philanthropies i stanowiąca przybudówkę niemieckiej CDU Fundacja Konrada Adenauera (Konrad-Adenauer-Stiftung).
· W trakcie Campusu promowali się nie tylko politycy Koalicji Obywatelskiej, ale również przedstawiciele lewicowo-liberalnych elit oraz zaprzyjaźnionych z nimi podmiotów gospodarczych (jak znana sieć franczyzowa sklepów osiedlowych czy restauracji z jedzeniem typu fast-food).
· Co jednak najbardziej interesujące – podczas odbywających się debat można było zaobserwować jak najbardziej realną wymianę myśli i poglądów. A te bywają niezwykle intrygujące.
„Kara musi dawać nadzieję”
Spośród licznych wypowiedzi i zdarzeń, które z pewnością zasługują na odrębny komentarz, uwagę chciałbym poświęcić słowom Wiceminister Sprawiedliwości Marii Ejchart, które padły w odpowiedzi na pytanie jednego z uczestników spotkania. Ejchart wskazała mianowicie, że „możliwość wymierzenia kary bezwzględnego dożywocia to kara niehumanitarna, która nie powinna w żadnym cywilizowanym kraju funkcjonować. Kara musi dawać nadzieję, wypowiedziały się wszystkie możliwe europejskie sądy na ten temat, nadzieja musi być motywacją”.
Wiceminister rządu Donalda Tuska odniosła się w ten sposób do art. 77 § 4 Kodeksu karnego, który stanowi, że wymierzając karę dożywotniego pozbawienia wolności, sąd może orzec zakaz warunkowego zwolnienia sprawcy, jeżeli charakter i okoliczności czynu oraz właściwości osobiste sprawcy wskazują, iż jego pozostawanie na wolności spowoduje trwałe niebezpieczeństwo dla życia, zdrowia, wolności (w tym seksualnej) innych osób. Przepis należał do niezwykle kontrowersyjnych i od początku spotykał się z atakami ze strony części środowisk prawniczych, a także Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka. Zarzucano mu m.in. sprzeczność z art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje tortur oraz nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, bezwzględne dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie, a nawet z taką możliwością, ale po okresie dłuższym niż 25 lat, stanowi właśnie naruszenie art. 3 EKPCz.
Nie wchodząc w szczegółową debatę na temat art. 77 § 4 Kodeksu karnego i zasadności jego obowiązywania – to ma zresztą (w myśl zapowiedź minister Ejchart) wkrótce się zakończyć, ponieważ przepis ten ma zostać uchylony – chciałbym odnieść się do twierdzenia, zgodnie z którym „kara musi dawać nadzieję”, a sama nadzieja „musi być motywacją”.
Kara w dobie kulturowego pęknięcia
Oczywiście słowa Wiceminister Sprawiedliwości wynikają z postoświeceniowego antropologicznego optymizmu, który leży u podstaw współczesnej filozofii karania sprawców przestępstw. W myśl niego, nawet najgorszy zbrodniarz i zwyrodnialec – seryjny morderca, pedofil, nałogowy gwałciciel – może, zapewne motywowany nadzieją, zmienić się i swoje nawyki, odrzucić zbrodnię i powrócić do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Współcześnie zatem dominuje resocjalizacyjno-terapeutyczna wizja kary kryminalnej (zob. F. Ciepły, Chrześcijańska koncepcja kary kryminalnej a współczesne poglądy na karę, Lublin 2010, s. 221 i n.). Koncentrujemy się zatem w pierwszym rzędzie na sprawcy czynu – na tym, by poprzez zastosowanie właściwych środków oddziaływania edukacyjno-terapeutycznego umożliwić jego normalne funkcjonowanie w społeczeństwie jako praworządnego obywatela. Ma on się zatem poprawić, co w dalszej perspektywie przełoży się na wzmocnienie bezpieczeństwa jego otoczenia, a zatem pozwoli zrealizować cel kary określany jako prewencja indywidualna.
Przypomnijmy, że ten sam cel – oczywiście zupełnie odmiennymi sposobami – osiągano także w drodze eliminacji sprawcy przestępstwa, tj. wymierzenia mu kary śmierci. W tej radykalnej opozycji, między osiągnięciem tego samego celu poprzez eliminację sprawcy i jego naprawę, dostrzegamy, że dla analizy podjętego przez nas problemu odwołanie do funkcji i celu kary jest niewystarczające. Wykorzystać można natomiast szerszego pojęcie, które stworzone zostało przez polskiego penologa żyjącego na przełomie XIX oraz XX stulecia, Bronisława Wróblewskiego (1888-1941). To właśnie Wróblewski sformułował pojęcie racjonalizacji kary, czyli poszukiwania jej uzasadnienia i istoty w sposób odpowiadający dominującym w danym społeczeństwie prądom intelektualnym, zjawiskom cywilizacyjnym, wzorcom kulturowym, itp. „Racjonalizacja będzie się posługiwała przesłankami, których materjał, w znaczeniu treści, będzie dominował w danym okresie czasu i miejsca. Jeżeli spotkamy się w życiu danej grupy społecznej i w danym okresie z przewagą pierwiastków sakralno-religijnych, to i racjonalizacja kar pójdzie w tym kierunku, przy rozwoju utylitaryzmu czy metafizyki te właśnie momenty odbiją się na racjonalizacji” (B. Wróblewski, Penologja. Socjologja kar, t. I, Wilno 1926, s. 185).
Analiza racjonalizacji kary kryminalnej w danym miejscu i czasie wymaga zatem osadzenia tej problematyki w szerokim kontekście cywilizacyjno-kulturowym. Teoretyczne uzasadnienie kary stanowi bowiem odzwierciedlenie kondycji duchowej danego społeczeństwa w określonym punkcie jego historycznej ewolucji. Sprawa jest zatem relatywnie prostsza w przypadku społeczności możliwie najbardziej homogenicznych, zarówno w ujęciu horyzontalnym (brak podziału na plemiona, klany), jak i wertykalnym (brak wyraźnie wyodrębnionych, zamkniętych stanów lub klas społecznych).
Czy jednak nie jesteśmy dziś świadkami sytuacji, w której zarówno w Polsce, jak i w całym świecie zachodnim dochodzi do swoistego pęknięcia kulturowego? Otóż inaczej postrzega istotę i znaczenie kar kryminalnych lewicowo-liberalna elita intelektualna i polityczna, a inaczej prosty obywatel. Stąd ukucie trącących pogardą pojęć, takich jak „penalny populizm”, a także pojawienie się coraz groźniejszego zjawiska zróżnicowania statusu polityczno-prawnego pewnych kategorii osób i grup społecznych bądź etnicznych, które – zgodnie z rozmaitymi „teoriami krytycznymi” – traktowane są jako „historycznie pokrzywdzone” i z tego też względu wymagające uprzywilejowanego traktowania, określanego jako „wyrównawcze”. Z drugiej strony budzi to opór tych grup, które są faktycznie lub prawnie marginalizowane bądź przynajmniej ponoszą społeczne i ekonomiczne koszty uprzywilejowania wyrównawczego. Dochodzi zatem do sytuacji konfliktowych, które rozbijają i tak już mocno spolaryzowane społeczeństwo. I w takim właśnie kontekście należałoby dokonywać analizy kwestii racjonalizacji kary kryminalnej we współczesnym świecie postliberalnych demokracji.
Retrybucja i utylitaryzm a zachowanie pokoju społecznego
Współczesne zagadnienia nauki o karze kryminalnej koncentrują się na osobie sprawcy i na sposobach możliwie najmniej dolegliwego jego reedukowania, tak by stał się osobą zdolną do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Jak trafnie zauważył Roger Scruton, zgodnie z tą koncepcją „karanie jest uprawnione, lecz tylko pod warunkiem, że przestępca lub społeczeństwo w jakiś namacalny sposób na nim skorzystają, a zatem istota kary polega na ochronie społeczeństwa lub zreformowaniu jednostki” (R. Scruton, Co znaczy konserwatyzm, tłum. T. Bieroń, Poznań 2014, s. 152-153). W zasadzie obecnie kolejność tę można byłoby nawet odwrócić – wpierw liczy się „zreformowanie jednostki”, a dopiero dalej „ochrona społeczeństwa”, choć naturalnie kwestie te są ze sobą zespolone.
Wypowiedź Marii Ejchart stanowi przykład spontanicznie wyrażonej esencji nowych tendencji do traktowania kary kryminalnej jako środka poprawczego. Za „niehumanitarną” uznaje się izolację sprawcy, choć można postawić pytanie, czy mniej niehumanitarne byłoby pozwolenie na to, by pozornie zresocjalizowany kryminalista dopuścił się kolejnego drastycznego mordu bądź gwałtu? Oczywiście można się spodziewać, że osoba zadająca takie pytania to po prostu „penalny populista”. Tymczasem, nawet w ujęciu utylitarystycznym, prawodawstwo karne ma przede wszystkim służyć nie resocjalizacji sprawców przestępstw, a ochronie społeczeństwa na rozmaitych płaszczyznach.
Z jednej strony chronimy pewne istotne dla społeczeństwa wartości, które oczywiście bywają zmienne w czasie oraz przestrzeni. Na ogół jednak możemy wskazać pewien stały lub przynajmniej mocno utrwalony historycznie katalog dóbr chronionych. To życie, zdrowie, integralność seksualna, własność, itp. Jednocześnie chronimy społeczeństwo przed chaosem, przed sytuacją, w której wymierzanie sprawiedliwości pozostawione jest prywatnej zemście lub – co gorsza – tumultom, zamieszkom i samosądom. W tym wypadku mowa o ochronie pewnych dóbr kolektywnych – bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Przykładem sytuacji, gdzie prawo karne – wskutek nieprawidłowej polityki kryminalnej rządu, sądów (te bowiem również realizują tego rodzaju politykę w ujęciu szerokim) oraz sił porządkowych – nie spełnia swej roli, niech będą niedawne wydarzenia w Wielkiej Brytanii. Doszło tam do masowych protestów, które z czasem przekształciły się w zamieszki i samosądy. Było to spowodowane brutalnym morderstwem trzech dziewczynek, którego dopuścił się syn imigrantów z Rwandy. Jakkolwiek nie był on muzułmaninem, to gniew Brytyjczyków skumulował się na mniejszości islamskiej. Aparat państwa brytyjskiego zaczął stosować surowe kary zarówno względem sprawców zamieszek, jak i wobec osób, które wyrażały swój sprzeciw wobec polityki migracyjnej, nie tylko pokojowo manifestując, ale również korzystając z mediów społecznościowych.
Do wydarzeń tego rodzaju zapewne nie doszłoby, gdyby wobec grup przestępczych składających się z migrantów przez lata nie stosowano swoistej „taryfy ulgowej” spowodowanej obawami oskarżeń o rasizm i islamofobię. Chodzi tu przede wszystkim o działalność gangów mężczyzn pochodzących z Pakistanu, którzy dopuszczali się przestępstw seksualnych względem angielskich dziewczynek. W polskich mediach sprawy te dokładniej opisywał m.in. Grzegorz Drymer na łamach „Rzeczpospolitej”.
Kunktatorstwo brytyjskiej policji i wymiaru sprawiedliwości, w połączeniu z błędną polityką migracyjną i dominującą ideologią „poprawności politycznej”, doprowadziło do wzrostu nastrojów antymigranckich, które jedynie czekały na iskrę zapalną. Rozemocjonowany tłum dążył do wzięcia zbiorowego odwetu względem przedstawicieli tych grup etnicznych, z którymi kojarzono sprawców przestępstw. I tak, w miejsce państwowego systemu karania i zindywidualizowanej odpowiedzialności, pojawiła się przemoc na ulicach oraz odpowiedzialność zbiorowa.
Tu dostrzegamy, jak przenikliwym obserwatorem był Roger Scruton. Filozof pisał: „Kara nie służy zadośćuczynieniu za krzywdę (to jest bowiem sfera prawa cywilnego, a nie karnego), lecz wyrażeniu i rozładowaniu powszechnego oburzenia. […]. Najzdrowsza forma kary będzie natychmiast zrozumiała, pojęta przez obywatela jako naturalny odwet, który uśmierza urazę i usuwa konieczność prywatnej zemsty. Instytucja kary po prostu przenosi na barki prawa autorytet, do którego odwołuje się każdy podmiot dokonujący odwetu” (R. Scruton, dz. cyt., s. 152).
Polityka karna, o ile ma nie doprowadzić państwa na skraj upadku, musi odpowiadać zatem nie tylko teoretycznym założeniom, które osadzone są w aksjologii dominującej wśród elit polityczno-medialnych oraz akademickich. Ma być odpowiedzią na realne zjawiska społeczne i koniecznie musi być zakorzeniona w systemie wartości, który dominuje w danej wspólnocie obywatelskiej lub narodowej. „Jaki jednak rodzaj i jaki stopień kary opinia publiczna przyjmuje za zasadę i wytyczną?” – posłużyć się można pytaniem Immanuela Kanta (Metafizyczne podstawy nauki prawa, tłum. W. Galewicz, Kęty 2006, s. 138). Odpowiedź, jakiej udziela filozof z Królewca to typowy „penalny populizm”: „jedynie prawo odpłaty (ius talionis) – ma się rozumieć przed trybunałem (nie w twoim własnym prywatnym sądzie) – może podać określoną jakość i ilość kary” (tamże). Oczywiście talion nie jest traktowany przez Kanta w dosłowny sposób, choć pamiętać trzeba, że postuluje on konsekwentne stosowanie kary śmierci, którą dziś z wielu względów odrzucamy. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku poszukiwania metod wymierzania takich kar, które swoją surowością (stopniem dolegliwości, jaki spotyka sprawcę) będą adekwatne do popełnionych przestępstw, a zarazem są możliwe do zastosowania w nowoczesnym państwie.
Zapewnienie kary sprawiedliwej jest nie tylko pożądane z punktu widzenia zadośćuczynieniu indywidualnej, naturalnej potrzebie odwetu względem sprawcy. Jest też warunkiem koniecznym dla zachowania bezpieczeństwa i porządku publicznego. Te same wartości chronione są tylko wówczas, gdy obok kryterium retrybutywnego (czyli dotyczącego sprawiedliwej odpłaty za przestępstwo), prawodawca uwzględni względy prewencyjne. Osiąga się je z jednej strony poprzez niedopuszczenie do powrotu sprawcy do przestępstwa (kiedyś przez jego eliminację, dziś – przez izolację, a w dalszym rzędzie resocjalizację, o ile okaże się ona skuteczna). To nazywamy prewencją indywidualną. Z drugiej strony mamy prewencję generalną, a zatem efekt odstraszający kary (prewencja generalna negatywna). Kara odstraszająca to – jak się dziś utrzymuje – kara nie tyle surowa, co nieuchronna. Jest to prawda jedynie w części. Kara bowiem zbyt łagodna, nawet jeżeli jest konsekwentnie stosowana, nie pomoże w odstraszeniu jednostek, które są już często głęboko zdemoralizowane.
Szczytne idee i realne zagrożenia
Wypowiedź Marii Ejchart jest jedynie wyrazem pewnych bardziej generalnych tendencji w postrzeganiu uzasadnienia i celów kary kryminalnej we współczesnym świecie. Można powiedzieć, że jest ona niejako modelowo zakotwiczona we współczesnych, progresywno-liberalnych teoriach kary koncentrujących się na działaniu pedagogiczno-terapeutycznym względem sprawcy. W nauce prawa przyznaje się jednak, że wychowanie sprawcy przestępstwa to „najbardziej pożądany cel [kary], ale jednocześnie wyraźnie idealistyczny” (Z. Sienkiewicz, [w:] Prawo karne materialne. Część ogólna i szczególna, red. M. Bojarski, Warszawa 2020, s. 349). Sformułowałbym nawet idącą dalej tezę, że jest on nie tylko trudny do praktycznej realizacji, ale też może być skrajnie niebezpieczny tak z punktu widzenia interesu publicznego, jak i z uwagi na konieczność ochrony dóbr indywidualnych - przede wszystkim życia, zdrowia oraz integralności seksualnej poszczególnych jednostek. To wszystko może bowiem ucierpieć w sytuacji, gdy liberalna polityka karna doprowadzi ostatecznie do wybuchu zamieszek i dokonywania samosądów przez zdesperowanych ludzi, którzy nie potrafią już dłużej pokładać nadziei w swoim państwie, jego aparacie policyjnym i wymiarze sprawiedliwości.
Nie oznacza to oczywiście konieczności rezygnacji ze stosowania terapeutyczno-pedagogicznych metod oddziaływania na skazanego sprawcę. Są one jak najbardziej potrzebne, zarówno ze względów humanitarnych, jak i utylitarnych. Kara kryminalna powinna jednak przede wszystkim czynić zadość sprawiedliwości, a więc być adekwatna do powagi popełnionego przez sprawcę przestępstwa. W tym sensie Kodeks karny – w art. 53 § 1 zd. 2 – zamiast stanowić, że dolegliwość kary nie może przekraczać stopnia winy, powinien przewidywać, że dolegliwość kary ma być współmierna do stopnia winy. Należy też pamiętać, że kara powinna zapewniać także ochronę społeczeństwa dzięki izolacji sprawcy – ta niestety z natury rzeczy, w przypadku szczególnie ciężkich przestępstw, musi być długoletnia, a nawet dożywotnia. Uwzględnienie potrzeb samego sprawcy, jego motywacji i komfortu psychicznego to wartości, które muszą ustąpić względom retrybucji i prewencji.
Dr Bartosz Zalewski, współpracownik Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris
27.08.2024
· Zmiana definicji zgwałcenia to temat ważny, który ma głębokie konsekwencje społeczne i prawne.
· W tym kontekście istotne znaczenie ma Konwencja w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, której sygnatariuszem jest Polska.
· Nasz kraj, przyjmując Konwencję, zobowiązał się do zapewnienia równości płci i ochrony praw kobiet.
· Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) - organ ONZ odpowiedzialny za nadzór nad realizacją postanowień Konwencji, regularnie analizuje sprawozdania państw członkowskich i kieruje do nich zalecenia.
· W kontekście definicji zgwałcenia, Komitet zwraca szczególną uwagę na konieczność zapewnienia, aby prawo karne było skutecznym narzędziem ochrony kobiet przed wszelkimi formami przemocy seksualnej.
· CEDAW podkreśla, że „tradycyjne” definicje gwałtu, oparte na pojęciu „siły fizycznej i penetracji”, są niewystarczające. Komitet obejmuje swoją analizą szerszy zakres przestępstw seksualnych.
· Gremium podziela stanowisko Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że ograniczenie ścigania przestępstwa zgwałcenia do przypadków, w których istnieją bezpośrednie dowody w postaci fizycznego oporu ofiary, jest niedopuszczalne.
· Z przepisów prawa ONZ wynika także jasno zakaz maltretowania, który obejmuje również przestępstwa seksualne, w tym przestępstwo zgwałcenia.
· Zgodnie z interpretacją Komitetu CEDAW, prawo ONZ wskazuje na obowiązek zdefiniowania gwałtu albo na podstawie wskazania braku „jednoznacznego i dobrowolnego porozumienia”, albo w oparciu o szeroko rozumiane „warunki przymusu”.
· Podczas gdy pierwsza koncepcja jest zasadniczo taka sama, jak znamię braku zgody w art. 36 ust. 1 Konwencji stambulskiej, druga pozwala na uwzględnienie szerszego kontekstu sprawy. Ta właśnie definicja definicja jest łatwiejsza do pogodzenia z zasadą domniemania niewinności.
Akty prawa międzynarodowego wobec przestępstwa zgwałcenia
W Polsce dyskusja o zmianie definicji gwałtu została zainicjowana w związku ze złożeniem poselskiego projektu ustawy o zmianie Kodeksu karnego (druk sejmowy nr 209). Instytut Ordo Iuris przygotował analizę na ten temat.
Prawo międzynarodowe nie zawiera jednolitej, uniwersalnej definicji przestępstwa zgwałcenia. Jednakże szereg dokumentów, w tym Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (znana jako Konwencja stambulska) oraz wytyczne Komitetu CEDAW, dostarczają wskazówek co do elementów, które powinna zawierać taka definicja. Stanowisko Komitetu ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) dotyczące definicji gwałtu zyskało status powszechnie uznanego standardu w społeczności międzynarodowej, od kiedy zostało uznane przez Sekretariat ONZ. Choć nie jest ono prawnie wiążące dla państw, jego znaczenie jest ogromne ze względu na prestiż Komitetu w oczach społeczności międzynarodowej.
W 2010 roku, po zapoznaniu się z indywidualną skargą ofiary gwałtu na Filipinach, Komitet sformułował pogląd, że wszystkie państwa-strony mają ogólny obowiązek przedefiniowania przestępstwa gwałtu na podstawie:
- zasady równej ochrony prawnej kobiet i mężczyzn (art. 2 lit. c Konwencji CEDAW),
- nakazu zmiany ustaw, zwyczajów, zarządzeń i praktyk stanowiących dyskryminację kobiet (art. 2 lit. f Konwencji CEDAW),
- nakazu zmiany społecznych i kulturowych wzorców zachowania mężczyzn i kobiet w celu osiągnięcia likwidacji przesądów i zwyczajów lub innych praktyk, opierających się na przekonaniu o niższości lub wyższości jednej z płci albo na stereotypach roli mężczyzny i kobiet (art. 5 lit. a w zw. z art. 1 Konwencji CEDAW).
W ocenie Komitetu, z przytoczonych przepisów wynikają też nakazy usunięcia z prawodawstwa jakichkolwiek zapisów, uznających za napaść seksualną czyn popełniony wyłącznie w drodze siły lub przemocy oraz wymagających okazania dowodu penetracji. Komitet domaga się też minimalizacji wtórnej wiktymizacji ofiary w postępowaniu poprzez przyjęcie definicji seksualnej napaści. Definicja ta powinna obejmować zarówno sytuacje, w których występują szeroko rozumiane „warunki przymusu”, jak i sytuacje braku otrzymania „jednoznacznej i dobrowolnej zgody” oraz niemożności przedstawienia przez oskarżonego dowodu podjęcia kroków w celu ustalenia, czy ofiara zgadzała się na podjęcie współżycia.
Nie tylko gwałt
Stanowisko Komitetu CEDAW odnosi się do szerszej kategorii przestępstw seksualnych, a zatem obejmuje gwałt, a także inne formy napaści na tle seksualnym. W odniesieniu do przestępstwa zgwałcenia, Komitet CEDAW przyjmuje taki sam pogląd jak ETPC i uważa za niedopuszczalne ograniczenie ścigania do przypadków, w których istnieją bezpośrednie dowody fizycznego oporu ofiary. Jednocześnie CEDAW określił bardziej precyzyjne wytyczne co do pożądanej treści prawnej definicji napaści seksualnej (w tym zgwałcenia), odwołując się alternatywnie do braku „jednoznacznego i dobrowolnego porozumienia” albo zaistnienia „warunków przymusu”. Pierwszy wariant zaproponowany przez Komitet budzi wątpliwości z punktu widzenia zasady domniemania niewinności, przerzucając ciężar dowodu z oskarżyciela na oskarżonego. Takich wątpliwości nie wywołuje jednak wariant drugi, który pozwala na penalizację szerokiej gamy stosunków niekonsensualnych bez modyfikowania rozkładu ciężaru dowodu. Odwołanie się do znamienia „warunków przymusu” pozwala na uwzględnienie szerszego kontekstu zdarzenia: relacji między potencjalnym sprawcą a potencjalną ofiarą, zachowań przed obcowaniem i po jego zakończeniu, wykorzystania siły fizycznej, formułowania gróźb czy stosowania podstępu.
Nie są to jednak jedyne przepisy prawa ONZ odnoszące się do przestępstw seksualnych. Należy od nich także art. 7 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, który zakazuje tortur oraz okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania. Nakłada tym samym na państwa obowiązek ochrony jednostek przed wszelkimi formami maltretowania, co obejmuje również przestępstwa seksualne.
Art. 2 ust. 1 i art. 4 ust. 1 Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 10 grudnia 1984 r. nakładają kolejno obowiązek podjęcia skutecznych środków legislacyjnych, administracyjnych, sądowych lub innych w celu zapobiegania torturom na terytorium państwa-strony i uznania wszelkich aktów tortur za przestępstwa w prawie karnym. Te przepisy podkreślają konieczność penalizacji wszelkich form maltretowania (w tym przemocy seksualnej) oraz zapewnienia skutecznych środków ochrony ofiar.
Konieczność uwzględnienia zasady domniemania niewinności
Podsumowując, z prawa ONZ, w interpretacji przyjętej przez Komitet CEDAW, wynika obowiązek zdefiniowania zgwałcenia w oparciu o znamię braku „jednoznacznego i dobrowolnego porozumienia” albo w oparciu o szeroko rozumiane „warunki przymusu”. Pierwsze pojęcie jest co do istoty tożsame ze znamieniem braku zgody, które pojawia się w art. 36 ust. 1 Konwencji stambulskiej, natomiast drugie pozwala na uwzględnienie szerszego kontekstu zdarzenia. Druga rekomendowana definicja jest łatwiejsza do pogodzenia z zasadą domniemania niewinności.
Redefinicja przestępstwa zgwałcenia powinna być zgodna z konstytucyjnymi zasadami ochrony praw jednostki, w tym zasadą domniemania niewinności oraz zakazem retroaktywności prawa karnego (mówiącą, że prawo nie działa wstecz). Zmiany powinny być zatem wprowadzane zawsze z zapewnieniem, że nowe przepisy nie będą prowadzić do nadmiernej penalizacji lub naruszenia zasady domniemania niewinności.
Julia Książek – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris