Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Komentarze

Komentarze

Test przedsiębiorcy, czyli naruszająca konstytucję weryfikacja samozatrudnionych

Po słowach senator elekt Magdaleny Biejat, do debaty publicznej wrócił pomysł tzw. testu przedsiębiorcy. Test ten zakłada weryfikację, czy przedsiębiorca prowadzący indywidualną działalność gospodarczą nie jest de facto pracownikiem. Negatywne przejście testu kończyłoby się przynajmniej koniecznością uiszczenia zaległych podatków i składek.

Powrót do pomysłu Zjednoczonej Prawicy

Senator elekt Magdalena Biejat (Nowa Lewica) ujawniła ostatnio, że według niej „ci, którzy pracują na B2B i udają jednoosobowe działalności gospodarcze po to, by unikać podatków, oszukują. To oszustwo, takie osoby powinny być sprawdzane”.

Pomysł wprowadzenia testu przedsiębiorcy pojawił się już w 2017 r., ówczesny rząd odstąpił jednak od jego wcielenia w życie po protestach przedsiębiorców. Argumentacją podnoszoną przez resort finansów było uniemożliwienie korzystania z podatku liniowego dla osób współpracujących z jednym podmiotem. Po cichu jednak zostały wdrożone do polskiego prawodawstwa niektóre jego elementy. Wprowadzono m.in. obowiązek zaliczenia stażu działalności gospodarczej na staż pracy przy zatrudnieniu byłego przedsiębiorcy.

Przedsiębiorca, kto to taki?

Zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców, przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, wykonująca działalność gospodarczą. Natomiast według art. 3 ustawy Prawo przedsiębiorców, działalnością gospodarczą jest zorganizowana działalność zarobkowa, wykonywana we własnym imieniu i w sposób ciągły. Podkreślić należy, że przedstawione definicje nie wymagają wystawienia określonej liczby faktur w miesiącu lub posiadania określonej liczby kontrahentów, aby zostać uznanym za przedsiębiorcę.

Przedsiębiorcy współpracują między sobą na umowach nazywanych b2b (ang. business to business). Są to umowy cywilnoprawne nienazwane. Regulowane są w znaczącej mierze przez kodeks cywilny i nie ma do nich zastosowania kodeks pracy, zatem żadna ze stron tej umowy nie może skorzystać z wielu gwarancji w nim zawartych. Jednakże przedsiębiorca nie jest związany z drugim przedsiębiorcą, jak pracownik z pracodawcą przy umowie o prace, a co za tym idzie przedsiębiorca może podejmować działalność zarobkową u innych podmiotów, chyba, że umowa stanowi inaczej.

Korzyści z samozatrudnienia

Wybór samozatrudnienia zamiast etatu ma wiele przyczyn. Warto tutaj wymienić przede wszystkim możliwość obniżenia podatku przez odliczenie kosztów uzyskania dochodu od sumy przychodu. Ponadto niektórzy przedsiębiorcy mogą skorzystać z podatku liniowego PIT, zamiast podatku progresywnego (w zależności od uzyskiwanych dochodów, niekiedy bardziej opłacalnym jest skorzystanie z podatku liniowego), a także odprowadzać niższe składki zdrowotne i na ubezpieczenie społeczne. Współpraca z osobą samozatrudnioną jest też korzystniejsza dla kontrahenta będącego odpowiednikiem pracodawcy, bowiem ten nie musi ponosić szeregu kosztów zatrudnienia.

Będący na samozatrudnieniu mają takie same obowiązki, jak pozostali przedsiębiorcy. Muszą oni samodzielnie prowadzić księgowość, obliczać i płacić PIT oraz składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. Co więcej, zobowiązani są do zapłacenia składek, nawet gdyby nie uzyskali przychodu w danym miesiącu. Jeśli są do tego zobowiązani, muszą pobierać i odprowadzać podatek VAT i raportować jednolity plik kontrolny. Dodatkowo, są zobligowani do wypełniania różnych obowiązków administracyjnych i sprawozdawczych w zależności od prowadzonej branży działalności gospodarczej.

Konsekwencje prawne wprowadzenia testu przedsiębiorcy

Nie jest znany ostateczny kształt regulacji, jaki miałby zostać wprowadzony. W szczególności nie wiadomo, czy negatywne przejście testu przedsiębiorcy zmieniałoby stosunek prawny pomiędzy dwoma podmiotami, czy ograniczyłoby się wyłącznie do konieczności uiszczenia zaległych podatków i składek. W przypadku drugiej wersji problematyczna mogłaby się okazać możliwość podważania przez organy podatkowe wcześniejszych rozliczeń, nie wiadomo, czy w takim wypadku osoba, która nie przeszłaby pozytywnie testu przedsiębiorcy, nie zostałaby zobowiązana do uiszczenia zaległych podatków i składek powiększonych o odsetki, jeśli tak jak. Ponadto poważnym problemem mogłaby się okazać kwestia wcześniej wliczonych kosztów uzyskania przychodu, co rodziłoby dalsze zaległości podatkowe tej osoby.

W przypadku pierwszego rozwiązania, oprócz wyżej wspomnianych konsekwencji, dochodziłby problem roszczeń o zaległe urlopy, rozliczenia nadgodzin, ustalenia okresu wypowiedzenia umowy i innych roszczeń związanych chociażby z wypadkami w miejscu pracy. Kontrahenci osoby, która negatywnie przeszła test, oprócz uiszczenia zaliczek na PIT i składek, utraciliby możliwość odliczania podatku VAT od wystawionych przez tą osobę faktur. Co więcej uznanie, że podmiot nie będący przedsiębiorcą wystawiał faktury VAT może podlegać odpowiedzialności karnoskarbowej.

W świetle obecnych przepisów, organy podatkowe, na podstawie art. 5b ustawy o PIT mogą dokonać podobnej weryfikacji. Zgodnie z tym przepisem za pozarolniczą działalność gospodarczą nie mogą zostać uznane czynności, które razem spełniają są następujące warunki: 1) odpowiedzialność wobec osób trzecich za rezultat tych czynności oraz ich wykonywanie, z wyłączeniem odpowiedzialności za popełnienie czynów niedozwolonych, ponosi zlecający wykonanie tych czynności;

2) są one wykonywane pod kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonych przez zlecającego te czynności;

3) wykonujący te czynności nie ponosi ryzyka gospodarczego związanego z prowadzoną działalnością. W praktyce jednak organy podatkowe rzadko przeprowadzają takie kontrole u osób samozatrudnionych.

Test przedsiębiorcy może naruszać wolność działalności gospodarczej i zasadę swobody umów

Wolność działalności gospodarczej jest gwarantowana przez art. 20 Konstytucji. Jej ograniczenia dopuszczalne są tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny (art. 22 Konstytucji). Ponadto ograniczenia korzystania z konstytucyjnych wolności, nie mogą naruszać ich istoty, muszą być proporcjonalne, ustanowione tylko w ustawie i konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób (art. 31 ust. 3).  Pojęcie „ważny interes publiczny” jest pojęciem niedookreślonym, które pełni funkcję klauzuli generalnej. Interes ten nie może być jednak utożsamiany z „interesem państwa”. Wprowadzenie testu przedsiębiorcy nie może zatem być uzasadnione wyłącznie „uszczelnianiem systemu podatkowego”, musi za tym przemawiać jakieś dobro i korzyść jednostek, choć można próbować bronić wprowadzenia tego testu jako ochronę praw pracowniczych, to trudno to pogodzić z kwestią wywołania negatywnych konsekwencji u wielu jednostek, poczynając od kontrahentów osób samozatrudnionych, a kończąc na nich samych, albowiem jak już zostało opisane, samozatrudnienie niesie za sobą różne korzyści w zamian za brak innych, gwarantowanych przez kodeks pracy.

Zasada swobody umów nie wynika wprost z Konstytucji, ale, jak wskazuje doktryna, można ją wyprowadzić z jej przepisów, przede wszystkim art. 20, 30, 31 ust. 1 i 2. Została jednak wprost wyrażona w art. 3531 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tą zasadą, strony umowy mogą kreować stosunek prawny według swojego uznania, nie mogą jednak ukształtować stosunku w taki sposób, aby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego. Zgodnie z przytoczonymi definicjami przedsiębiorcy i faktu, że tzw. umowa b2b jest umową nienazwaną, nie można mówić, że narusza ona jakąkolwiek ustawę, treść lub cel stosunku prawnego. Co się zaś tyczy zasad współżycia społecznego, to, jak podają E. Gniewek i P. Machnikowski „Przez zasady współżycia społecznego rozumie się (…) oceny moralne wyrażone w postaci uzasadnionych przez te oceny norm postępowania (norm moralnych), regulujących postępowanie jednych osób wobec innych”. Wątpliwym wydaje się stwierdzenie, że umowa b2b jako taka, chociażby zawarta w celu korzystniejszego opodatkowania, mogłaby naruszać jakiekolwiek normy moralne panujące w polskim społeczeństwie.

Test przedsiębiorcy jako zbyteczne narzędzie nękające samozatrudnionych

Prowadzenie indywidualnej działalności gospodarczej z tylko jednym kontrahentem, czy wystawiając tylko jedną fakturę na miesiąc, nie narusza obecnych przepisów, nie można zatem mówić, że jest to oszustwo, jak twierdzi senator elekt. Samozatrudnienie niesie za sobą wiele korzyści zarówno dla samozatrudnionych, jak i ich kontrahentów. Wprowadzenie testu przedsiębiorcy w zależności od sposobu uregulowania może zaowocować szeregiem negatywnych konsekwencji, które odczują przede wszystkim mikroprzedsiębiorcy i ich kontrahenci.

Organy podatkowe dysponują już obecnie odpowiednimi przepisami, dzięki, którym mogą weryfikować, czy pozarolnicza działalność gospodarcza nie jest „ukrytym etatem”, dlatego wprowadzenie oddzielnego testu przedsiębiorcy wydaje się zbyteczne, przynajmniej w kontekście systemu podatkowego. Co więcej, wprowadzenie takiego testu najprawdopodobniej istotnie naruszałoby wolność prowadzenia działalności gospodarczej i zasadę swobody umów gwarantowanych przecież przez Konstytucję.

Kamil Smulski – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris

Czytaj Więcej

Litewski Sejm przeciwko propagowaniu związków homoseksualnych wśród 9-letnich dzieci

Sejm Republiki Litewskiej większością głosów odrzucił projekt uchylenia przepisu ustawy o ochronie małoletnich, chroniącego wartości rodzinne oraz tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Rządowy projekt powstał w odpowiedzi na ideologiczny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 stycznia 2023 r., w którym sędziowie uznali, że państwo litewskie nie może zakazywać propagowania związków homoseksualnych wśród 9-letnich dzieci.

 

ETPCz: nie wolno zakazywać propagowania związków homoseksualnych wśród 9-latków

 

Kilka miesięcy temu, 23 stycznia 2023 r., Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał ideologiczny wyrok w sprawie nieżyjącej już litewskiej pisarki Neringi Macatė[1]. Dotyczył on wydanej w 2013 r. książki z bajkami przeznaczonymi dla 9-letnich dzieci, w których autorka – sama identyfikująca się jako osoba o skłonnościach homoseksualnych – reinterpretowała klasyczne baśnie Andersena oraz braci Grimm, umieszczając w nich postacie homoseksualistów i tworzone przez nich związki jednopłciowe. Litewskie ministerstwo kultury oraz inspektor do spraw etyki dziennikarskiej słusznie dopatrzyli się w tym naruszenia przepisu art. 4 ust. 2 pkt 16 ustawy „o ochronie małoletnich przed skutkami negatywnych informacji publicznych” dodanego do niej w 2009 r., który zakazuje propagowania wśród małoletnich treści „wzbudzających pogardę dla wartości rodzinnych” oraz „propagujących inną koncepcję małżeństwa i zakładania rodziny niż ta ugruntowana w Konstytucji Republiki Litewskiej i Kodeksie cywilnym Republiki Litewskiej”[2]. Ministerstwo nakazało wydawcy książki wstrzymanie jej dystrybucji i wznowienie w wersji opatrzonej stosownym ostrzeżeniem, że zawiera ona treści, które mają szkodliwy wpływ na małoletnich poniżej 14. roku życia. Autorka złożyła pozew cywilny przeciwko wydawcy książki, który zastosował się do tych zaleceń. Przegrawszy sprawę w obu instancjach, zwróciła się w 2019 r. do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając państwu litewskiemu naruszenie jej prawa do wolności słowa oraz dyskryminację. ETPCz w ideologicznym wyroku orzekł, że przepisy prawa litewskiego uznające propagowanie związków homoseksualnych wśród 9-letnich dzieci „są niezgodne z ideami równości, pluralizmu i tolerancji zakorzenionymi w demokratycznym społeczeństwie”[3].

 

Posłowie odmówili kapitulacji przed ETPCz i „tęczowym rankingiem” ILGA-Europe

 

W październiku rząd przedłożył projekt nowelizacji ustawy z 2002 r., którego sprawozdawcą została minister sprawiedliwości Ewelina Dobrowolska – prawniczka narodowości polskiej i reprezentantka lewicowo-liberalnej Partii Wolności[4]. W uzasadnieniu rząd próbował przekonywać posłów, że dalsze utrzymywanie w litewskim porządku prawnym art. 4 ust. 2 pkt 16 ustawy o ochronie małoletnich może spowodować wszczęcie przez Komisję Europejską postępowania względem Litwy przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, tak jak stało się to z węgierską ustawą z 23 czerwca 2021 r. zakazującą propagowania tranzycji płciowej, genderyzmu i homoseksualizmu wśród małoletnich[5]. Rząd sugerował także, że przyjęcie projektu ustawy „pośrednio poprawiłoby widoczność Republiki Litewskiej jako zachodniego, demokratycznego i egzekwującego prawa jednostki państwa Unii Europejskiej”, a także „podniosłoby pozycję Litwy w rankingu na tęczowej mapie ILGA-Europe”[6]. Negatywnie o projekcie antyrodzinnej nowelizacji wypowiedział się natomiast prezydent Litwy Gitanas Nausėda, który zasugerował, że w razie przyjęcia ustawy zawetowałby ją, ponieważ „zielone światło dla pogardzania rodziną jest niedopuszczalne”[7]. W głosowaniu 7 listopada spośród 125 obecnych posłów za projektem zagłosowało 50, 19 wstrzymało się od głosu, a przeciwko nowelizacji zagłosowało 56, w związku z czym projekt nie został uchwalony[8].

 

Zakaz propagowania homozwiązków wśród dzieci to realizacja konstytucyjnego obowiązku ochrony małżeństwa i rodziny

 

Artykuł 38 Konstytucji Republiki Litewskiej stanowi, że „podstawą społeczeństwa i państwa jest rodzina. Państwo chroni i otacza opieką rodzinę, macierzyństwo, ojcostwo oraz dzieciństwo. Małżeństwo jest wynikiem wolnej woli mężczyzny i kobiety”. Podobnie zatem, jak art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, litewska ustawa zasadnicza jednoznacznie potwierdza naturalną tożsamość małżeństwa, które składa się z jednej kobiety i jednego mężczyzny, a także nie dopuszcza ustawowej instytucjonalizacji związków, które stanowiłyby alternatywę dla małżeństw, a przez to umniejszałyby zakres ochrony tej naturalnej dla człowieka instytucji. Przepis ustawy o ochronie małoletnich, zakazujący propagowania wśród małoletnich związków homoseksualnych, jest zatem logiczną konsekwencją konstytucyjnego nakazu ochrony małżeństwa i rodziny. Polska miała w przeszłości szansę na uchwalenie ustawy na wzór litewskiej uchwały o ochronie małoletnich. W 2006 r. do Marszałka Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy o ochronie małoletnich przed szkodliwymi treściami prezentowanymi w środkach masowego komunikowania (druk sejmu V kadencji nr 859), który szczegółowo klasyfikował treści szkodliwe (w tym „sceny obsceniczne” zdefiniowane jako „przekaz zawierający słowa, obrazy, zwroty, gesty lub czynności ukazujące lub opisujące seksualność człowieka w sposób mogący zagrażać fizycznemu, psychicznemu i moralnemu rozwojowi małoletnich”. Jednak ze względu na sprzeciw lobbystów medialnych oraz Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan specjalnie powołana podkomisja nie rozpatrzyła go aż do końca kadencji. Z kolei na Litwie art. 4 ust. 2 pkt 16 ustawy, w którym wyszczególnia się treści atakujące wartości rodzinne i naturalną tożsamość małżeństwa jako posiadające szkodliwy wpływ na małoletnich, dodano tam dopiero w 2009 roku[9]. Brak wprowadzenia w ciągu kolejnych 14 lat w Polsce ustawowej ochrony dzieci przed propagandą aktywistów LGBT na poziomie co najmniej rozwiązań litewskich, był wielkim błędem polskiego ustawodawcy. Konsekwencją tego zaniechania był stopniowy wzrost poparcia dla instytucjonalizacji związków homoseksualnych w Polsce wśród najmłodszych roczników, nawet pomimo sprzeczności takiego rozwiązania z Konstytucją RP.

 

Adw. Nikodem Bernaciak – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris

 
Czytaj Więcej
Edukacja

08.11.2023

Zagrożenia od zideologizowanego biznesu: czego przedstawiciele PwC będą nauczać w szkołach?

„Porwani przez Ekonomię” to ogólnopolski projekt edukacyjny, który obejmie 100 tys. uczniów. W inicjatywę ściśle zaangażowana jest spółka konsultingowa PwC Polska, której przedstawiciele, w następnych miesiącach, mają tłumaczyć w szkołach, czym jest m.in. zrównoważony rozwój. Niepokój wzbudza fakt, że opublikowany przez spółkę „raport zrównoważonego rozwoju” promuje treści dotyczące ruchu i ideologii LGBT+. Możliwy staje się konflikt z polskim prawem, w tym z konstytucyjnie potwierdzonym prawem rodziców do wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Nowa formuła nauczania o przedsiębiorczości w polskich szkołach

Obecny rok szkolny zbiega się w czasie z wprowadzeniem przedmiotu „biznes i zarządzanie(BIZ) w szkołach ponadpodstawowych. Jego formuła jest nowatorska, obejmując m.in. możliwości korzystania z wiedzy oraz doświadczeń mentorów i przedsiębiorców, którzy zgłosili gotowość do wzięcia udziału w zajęciach lekcyjnych z młodzieżą. Jedną z innowacji przedmiotu BIZ (który zastąpił podstawy przedsiębiorczości) stanowi wykorzystanie nowych technologii i narzędzi cyfrowych w kształceniu.

Warto przywołać przykład tego, jak wyglądała pierwsza lekcja „biznesu i zarządzania” z udziałem przedsiębiorcy, gdyż posłuży to jako przesłanka do późniejszego wnioskowania. Zajęcia stanowił wykład Steve'a Wozniaka, legendy Doliny Krzemowej, współzałożyciela firmy Apple (amerykańskiego giganta technologicznego). Wozniak dzielił się refleksjami, jakie czynniki są niezbędne, aby pomysł na biznes odniósł sukces, a następnie odpowiadał na pytania uczniów i nauczycieli jednego z warszawskich liceów. Wedle komunikatu MEiN[1], wszyscy uczniowie zapisani na przedmiot (ok. pół miliona młodzieży) miało z czasem obejrzeć wykład w ramach lekcji BIZ.

Ideologiczne postulaty głoszone przez PwC Polska

PricewaterhouseCoopers (PwC) to globalny koncern świadczący usługi audytorskie i doradcze. Krajowe spółki PwC zatrudniają ponad sześć tysięcy osób. PwC Polska, w ostatnio opublikowanym raporcie zrównoważonego rozwoju[2], przedstawia wymiar niefinansowy swojej działalności w trzech aspektach: środowiskowym, społecznym oraz dotyczącym ładu korporacyjnego (które zbiorczo określa się angielskim akronimem ESG).

PwC Polska w raporcie zrównoważonego rozwoju (ESG) ujawnia m.in. podejmowane działania na rzecz ochrony praw pracowniczych (w tym osób z niepełnosprawnościami) czy zaangażowanie podmiotu w redukcję gazów cieplarnianych. Osobną stronę raportu poświęcono na opisanie zaangażowania spółki w budowanie świadomości i tolerancji wśród pracowników dla środowiska (i ideologii) LGBT[3]. Przedsiębiorstwo nie tylko chwali się w dokumencie, że podejmuje działania edukacyjne wobec swoich pracowników (m.in. przez współpracę z Stowarzyszeniem Lambda Warszawa oraz Miłość nie wyklucza), co z misją wychodzi na ulice polskich miast, o czym świadczy udział pracowników „w barwach PwC w Marszach Równości w Gdańsku i w Warszawie” (pogrubienie pochodzi z oryginalnego cytatu).

Raport stwierdza ponadto, że PwC Polska zamierza „dalej wspierać stowarzyszenia zajmujące się prawami osób LGBT+” czy „wspierać osoby sojusznicze w ich wysiłkach na rzecz promowania kultury otwartości i inkluzywności”.

W tym miejscu warto wspomnieć, że na portalu Instytutu Ordo Iuris opublikowano niedawno komentarz, który naświetlał i ostrzegał, że unijny obowiązek prawny, nakładany na ponad 3600 polskich przedsiębiorstw do składania raportów zrównoważonego rozwoju, może implikować interpretacje co do niektórych ideologicznych kryteriów ESG, które są w kolizji z prawami i wolnościami gwarantowanymi przez Konstytucję[4].

Ogólnopolski projekt edukacyjny z udziałem przedstawicieli PwC w polskich szkołach

Porwani przez Ekonomię” to projekt edukacyjny, skierowany do 100 tys. uczniów ze szkół ponadpodstawowych (w których prowadzi się lekcje biznes i zarządzanie) jak i podstawowych. Organizatorami projektu jest Warszawski Instytut Bankowości, a partnerami mBank oraz PwC Polska. Jak podaje strona internetowa PwC, celem projektu jest: „lepsze zrozumienie złożonych zagadnień ekonomicznych wśród młodzieży, a także poszerzenie wiedzy na temat kwestii związanych z wpływem świata biznesu na sprawy klimatyczne i społeczne – zwłaszcza w związku z rosnącym znaczeniem zagadnień ESG”[5].

14 listopada odbędzie się lekcja on-line dla uczniów, pt. „Wymarzony pracodawca – czy w pracy liczy się tylko hajs?”, którą poprowadzi prof. Witold Orłowski – doradca ekonomiczny PwC i wykładowca akademicki, Michał Mastalerz – prezes zarządu PwC Polska, oraz Waldemar Zbytek – z Fundacji Warszawski Instytut Bankowości[6]. Lekcja ma omawiać m.in. „kwestie związane z propagowaniem zasad zrównoważonego rozwoju”[7]. Tę tematykę, zgodnie z informacjami ze strony PwC Polska, w kolejnych miesiącach roku szkolnego mają podejmować także wolontariusze spółki (programem wyraziło zainteresowanie ponad 40 pracowników firmy)[8].

Kontrowersyjny program nauczania biznesu w szkołach z udziałem zewnętrznych organizacji

Na podstawie wcześniej przywołanych źródeł trudno dowieść, czy, a jeżeli tak, to w jakim zakresie, przekaz spółki PwC Polska o ruchu i ideologii LGBT może trafić do tysięcy uczniów w kraju. Z jednej strony dopuszczeni do wykładów mentorzy i przedsiębiorcy w ramach przedmiotu biznes i zarządzanie są zobowiązani, aby przestrzegać jego regulaminu (który w pkt § 3.3 stanowi, że zgłoszone osoby w przedmiocie działalności nie mogą być związane, w szczególności, z branżami nieodpowiednimi dla promocji w środowisku szkolnym oraz młodzieżowym)[9].

Z drugiej strony, zważając, że spółka PwC Polska w swoim raporcie ESG podkreśla, iż przekaz związany z ruchem i ideologią LGBT należy do trzonu wartości firmy, rodzice uczniów mogą mieć uzasadnione obawy, że ta tematyka może się pojawić na zajęciach, choćby jako rozwinięcie odpowiedzi na pytania uczniów lub nauczycieli do prowadzących lekcję (taką formę przyjął choćby wykład ze Stevem Wozniakiem). Mogłoby to mieć miejsce już 14 listopada podczas wykładu on-line, zapewne adresowanego do wielu tysięcy uczniów bądź w trakcie działalności edukacyjnej pracowników firmy, którzy w ramach wolontariatu mają mieć w ciągu nadchodzących miesięcy kontakty z młodzieżą.

Ponadto, skoro MEiN dopuściło, aby przedmiot biznes i zarządzanie można było zdawać na maturze, w tym na poziomie rozszerzonym, stąd prawdopodobnym jest, że bardziej dociekliwi uczniowie mogą zapoznać się z przekazem ideologicznym PwC Polska w ramach własnych studiów (raport ESG spółki jest publicznie dostępny).

Autor: Jan Wudkowski – doktorant na UKSW, mgr ekonomii

 

 

Komentarz prawny

Niezależnie od tego czy przedstawiciele zewnętrznej spółki PwC mieliby przeprowadzić dla uczniów szkół swoje warsztaty (również w formie lekcji on-line) w ramach przedmiotu biznes i zarządzanie czy też poza nim, nauczyciele i dyrektorzy szkół powinni pamiętać o dopełnieniu procedury przewidzianej w art. 86 Prawa oświatowego (dalej: „PrOśw”)[10].

Zgodnie z art. 86 ust. 1 PrOśw, „w szkole i placówce mogą działać, z wyjątkiem partii i organizacji politycznych, stowarzyszenia i inne organizacje, a w szczególności organizacje harcerskie, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki.” Z kolei art. 86 ust. 2 PrOśw warunkuje podjęcie działalności w szkole lub placówce przez stowarzyszenie lub inną organizację, o których mowa w ust. 1, od uzyskania zgody dyrektora szkoły lub placówki, wyrażonej po uprzednim uzgodnieniu warunków tej działalności oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii rady szkoły lub placówki i rady rodziców.

Jeśli przyjąć, że PwC Polska, która wchodzi w zakres „innych organizacji” w rozumieniu art. 86 ust. 1 PrOśw, spełnia pozostałe przesłanki przewidziane w tym przepisie, pozwalające na podjęcie przez nią działalności w szkole[11] (np. poprzez wzbogacenie form działalności dydaktycznej i innowacyjnej), to przeprowadzenie przez jej przedstawicieli zajęć w ramach projektu „Porwani przez ekonomię” powinno być poprzedzone uzyskaniem zgody dyrektora szkoły, wyrażonej po uprzednim uzgodnieniu warunków tej działalności oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii rady szkoły i rady rodziców. Należy przypomnieć, że zgodnie z art. 53 ust. 3 zd. 1 Konstytucji RP, „rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami”.

Odpowiedzialność za dochowanie obowiązujących w powyższym zakresie przepisów leży po stronie dyrektora szkoły, do którego obowiązków należy m.in.: kierowanie działalnością szkoły lub placówki oraz reprezentowanie jej na zewnątrz, sprawowanie nadzoru pedagogicznego, sprawowanie opieki nad uczniami oraz stworzenie warunków harmonijnego rozwoju psychofizycznego poprzez aktywne działania prozdrowotne; stwarzanie warunków do działania w szkole lub placówce: wolontariuszy, stowarzyszeń i innych organizacji, których celem statutowym jest działalność wychowawcza lub rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki (zob. art. 68 ust. 1 pkt 1-3 i 9 PrOśw).

W razie niedopełnienia obowiązków związanych z dopuszczeniem do działalności w szkole stowarzyszenia lub innej organizacji (i ich przedstawicieli), rodzice uczniów mają prawo powiadomić o nieprawidłowościach właściwe dla danego województwa kuratorium oświaty.

Autor komentarza prawnego: r.pr. Marek Puzio - analityk Instytutu Ordo Iuris

 

 
Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

08.11.2023

Przywracanie praworządności w niepraworządny sposób – narzędzia nowej władzy

· Zasada państwa prawa jest jedną z naczelnych zasad zawartych w polskiej Konstytucji.

· Pomimo posiadania wielu orędowników, jest ona zagrożona przez próby wprowadzenia narzędzi opartych na decyzjonizmie, który jest jej odwróceniem.

· Nowa władza może chcieć „przywracać praworządność” łamiąc prawo, a więc w niepraworządny sposób.

· Próbę legitymacji jej działań mogłoby stanowić powoływanie się przez nią na niewiążące stanowiska organizacji międzynarodowych.

Zasada państwa prawa i jej „obrona”

Zasada ta, inaczej nazywana zasadą praworządności, została wyrażona w art. 2 Konstytucji: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” oraz w art. 7: „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.  Zgodnie z tą zasadą, państwo (w szczególności jego władze) w swoich rządach jest ograniczone ustanowionym przez siebie prawem. Innymi słowy, to właśnie prawo stoi ponad władzą państwową.

Apologeci zasady państwa prawa (składający się dotychczas z opozycji parlamentarnej i jej zwolenników), postulując przywrócenie jej znaczenia, sami proponują rozwiązania stojące w opozycji do jej istoty. Mowa tutaj w szczególności o dyskrecjonalnych uchwałach Sejmu (niebędących formalnie źródłem prawa powszechnie obowiązującego), za pomocą których odwoływano by sędziów powołanych przez Prezydenta, uznano by część organów konstytucyjnych za niekonstytucyjne (np. Krajową Radę Sądownictwa) czy unieważniono by część orzeczeń Sądu Najwyższego. Oczywiście ci właśnie apologeci powoływaliby się na stanowiska różnych organizacji międzynarodowych, które wydały niewiążące opinie prawne na temat niektórych uregulowań normatywnych w Polsce. Taka właśnie próba legitymacji ich działań prawdopodobnie doprowadziłaby do faktycznego wprowadzenia w życie ich postulatów, jednakże byłoby to zaprzeczeniem zasady państwa prawa.

Uchwała Sejmu i jej moc normatywna

Uchwała to akt wyrażenia woli za pomocą głosowania przez jakiś organ kolegialny, w tym przypadku jest to Sejm. Należy zauważyć, że w odróżnieniu od pojęcia „ustawy”, które zostało ściśle określone przez Konstytucję, pojęcie „uchwały” jest dosyć ogólne, zdaniem L. Garlickiego „obejmuje „wszelkie rodzaje sformalizowanych aktów podejmowanych przez Sejm, (…), zebrane na posiedzeniu i stanowiące wyraz ich woli”. Choć niektóre uchwały mogą mieć moc normatywną (np. regulamin Sejmu), to nie są one aktem prawa powszechnie obowiązującego i Sejm, co do zasady, nie może narzucić swojej woli innemu podmiotowi. Sejm może natomiast uchwalić uchwałę problemową, którą może skierować do innego podmiotu. Za jej pomocą zajmie stanowisko w bieżących sprawach i może w drodze prośby lub sugestii zwrócić się do konkretnych podmiotów o podjęcie działań.

Reasumując, Sejm może stwierdzić uchwałą, że np. dany organ jest niekonstytucyjny, lecz nie wywrze ten akt żadnych skutków prawnych, tylko będzie to wewnętrzna opinia organu kolegialnego jakim jest Sejm. Inaczej jednak twierdzą wspomniani apologeci. Ich zdaniem opinia organizacja międzynarodowej lub innego niepowołanego do tego organu (np. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej), są wystarczające do nadania uchwale Sejmu mocy prawa powszechnie obowiązującego.

Decyzjonistyczny suweren

Zdaniem apologetów, rządy Zjednoczonej Prawicy doprowadziły do zachwiania zasady państwa prawa. W ich ocenie sytuacja jest na tyle krytyczna, że niemożliwym lub wysoce utrudnionym jest przywrócenie uprzednio panującego ładu prawnego w drodze środków jakie przewiduje polskie prawodawstwo. Wobec tego nie można poprzestać na działaniach w granicach prawa, lecz należy je przekroczyć. Opisywany model działania wywraca istotę zasady państwa prawa poprzez zmianę hierarchii - to już nie prawo jest nad państwem, a państwo nad prawem. Wobec tego nie mamy już do czynienia z praworządnością, a z decyzjonizmem.

Decyzjonizm to (jak podaje J. Bartyzel) doktryna prawno-polityczna upatrująca w decyzji, tj. w rozstrzygającym wszelkie spory akcie woli politycznego suwerena, kreacyjną moc ustanawiania wydobywanego z chaosu przedpolityczności (względnie rewolucyjnej „antypolityki”) ładu politycznego (państwowego). Głównym zaś teoretykiem tej doktryny był Carl Schmitt. Zgodnie z tą koncepcją, ład prawny nie może poprzedzać państwa, którego istnienie uwarunkowane jest zniesieniem anarchii panującej w stanie natury i wprowadzeniem mechanizmów egzekwowalności prawa. Twórcą państwa jest suweren, który zarazem jest strażnikiem wprowadzonego przez siebie ładu prawnego. Ponieważ decyzje suwerena są źródłem prawa, on sam jest ponad nimi i w takim wypadku może on złamać konstytucję, aby ją obronić. Porządek znajduje się, w tym wypadku, wyżej aniżeli prawo, które ma na celu go chronić. Prawowitość podejmowanych przez suwerena decyzji nie uzasadnia się praworządnością, lecz koniecznością zapewnienia egzystencji państwa. W sytuacjach krytycznych może suweren wprowadzić nawet dyktaturę zawieszającej konstytucyjne zasady, której celem byłoby właśnie przywrócenie praworządności.

Koncepcja apologetów wpisuje się w doktrynę decyzjonizmu. To właśnie oni uważają się za przedstawicieli suwerena państwa, w którym zapanował chaos, a wydawane przez niego normy prawne nie zawsze są respektowane, a co za tym idzie, grozi mu anarchia. Oni uważając się za „strażników Konstytucji”, chcą ją łamać wprowadzając sprzeczne z nią rozwiązania prawne w imieniu „przywrócenia praworządności” i zaprowadzenia porządku prawnego według ich upodobania. Jakkolwiek koncepcja ta jest logiczna, to nie można jej pogodzić z hasłami głoszonymi dotychczas przez apologetów, co więcej, ona im zaprzecza.

Koniec zasady państwa prawa?

Niewątpliwie, jak już zostało przedstawione, decyzjonizm jest odwróceniem zasady państwa prawa. Postulaty apologetów wzywające do „przywrócenia praworządności” sugerują użycie do tego celu metod będących jej odwróceniem. Zaistniała sytuacja jest pewnym precedensem stanowiącym, że dla „przywrócenia praworządności” władza będzie mogła naruszać prawo, co w sposób oczywisty podważa jego pewność i osłabia zaufanie obywateli do państwa. Co więcej, podważone mogą zostać inne konstytucyjne zasady ustrojowe, takie jak np. trójpodział władzy, czy zasada nadrzędności norm konstytucyjnych. Natomiast poddana w wątpliwość jest również sama wiarygodność wspomnianych apologetów, gdyż broniąc zasady państwa prawa używają metod będących jej odwróceniem, a co za tym idzie rodzi się pytanie czy zasada państwa prawa jest przez nich skutecznie broniona, czy jest to jej koniec?

Kamil Smulski – starszy analityk Instytutu Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Ochrona życia

08.11.2023

Lewica chce odebrać kobietom prawo do życia?

Wraz z prawdopodobnym objęciem rządów przez koalicję, w skład której wejść mają partie lewicowe, w przestrzeni prawnej należy spodziewać się szczególnego „marszu przez prawo”, podobnego do ideologicznego „marszu przez instytucje”. Już teraz pojawiają się w mediach wypowiedzi zdradzające podjęcie w niedalekiej przyszłości zmasowanych działań mających na celu szeroką legalizację aborcji w Polsce, czyli usankcjonowanie łamania prawa do życia - podstawowego prawa każdego człowieka. W całej debacie na temat postulowanych, przewidywanych i rzekomo oczekiwanych przez Polki zmian prawnych w tym zakresie, oczywiście przemilcza się fakt, że – przyjmując w uproszczeniu – ok 50% obywateli, którym prawo do ochrony życia chce się odebrać to… kobiety. Tym bardziej zaskakujące jest, że o zmiany w prawie mające skutkować możliwością zabijania jednakowo – chłopców i dziewczynek, najbardziej walczą organizacje rzekomo broniące praw kobiet.

Aborcja to zabijanie również kobiet

Wydaje się, że truizmem jest powtarzanie faktu, że wśród dzieci, które rodzą się każdego dnia, ok. 50% to kobiety. Skoro przychodzą na świat jako kobiety (dziewczynki, noworodki płci żeńskiej), to logicznym jest, że kobietami są także na etapie życia płodowego. Jak potwierdzają naukowcy, płeć człowieka definiowana jest już w momencie połączenia się gamety męskiej z gametą żeńską, czyli zapłodnienia. Moment poczęcia decydujący o zaistnieniu nowego człowieka płci żeńskiej jest również tym, od którego mamy do czynienia z kobietą.

Celem i skutkiem aborcji jest pozbawienie życia człowieka przed jego narodzeniem. Wśród tych ludzi, z oczywistych względów, około połowa to kobiety. Prosta jest zatem odpowiedź na pytanie, czy wykonywanie aborcji i prawne przyzwolenie na nią stanowi zamach na kobiety? Rzecz jasna tak – wyniku tej procedury pozbawiane życia są również nienarodzone dziewczynki, czyli kobiety. Jednocześnie aborcja to pogwałcenie najważniejszego prawa, jakim dysponują kobiety na równi z mężczyznami – prawa do życia. Legalizacja aborcji w państwie oznaczałaby także naruszenie najważniejszych przepisów Konstytucji i umów międzynarodowych, którymi Polska jest związana.

Grunt to świadomość, czym jest aborcja

Środowiska lewicowe wspierane przez organizacje pozarządowe, czerpiące ogromne zyski z nielegalnego handlu zagrażającymi zdrowiu kobiet pigułkami poronnymi od dawna marzą o wprowadzeniu w Polsce aborcji „bez granic”. Wiadomo, gdy w grę wchodzą zyski, dobro kobiet zejść musi na drugi albo i dalszy plan. Szkoda tylko, że w społeczeństwie (które w tych zyskach w końcu nie uczestniczy) nie może przebić się prawda o tym, czym w rzeczywistości jest aborcja reklamowana jako bezpieczna. Sięgając jednak do źródeł bardziej naukowych niż slogany aktywistek trudniących się rozprowadzaniem tabletek poronnych, można znaleźć tego rodzaju opisy skutków przeprowadzenia „bezpiecznej aborcji” z użyciem tabletek poronnych:

 „22-letnia kobieta (180 cm, 70 kg) trafiła do szpitala z martwym płodem, twierdząc, że poroniła. (…) Po zażyciu leków [tabletek aborcyjnych] miała silną biegunkę i około godz. 20:00. Odczuwała silny ból brzucha. Zeznała, że około godziny 20:45 urodziła martwy płód. Wyniki sekcji zwłok płodu były następujące: budowa ciała odpowiednia do wieku płodu. Waga: 286 g, długość: 26 cm, płeć: kobieta. Wymiary wskazywały na 20–21 tydzień ciąży. Sekcja zwłok wykazała, że podczas porodu czynność układu sercowo-naczyniowego płodu była nienaruszona, dlatego też płód wydawał się w tym czasie żywy. (…) Budowa łożyska odpowiadała drugiemu lub trzeciemu trymestrowi ciąży. Stwierdzono rozległe krwotoki w obrębie łożyska, prawdopodobnie wskazujące na odklejenie się łożyska”[1].

Warto mieć świadomość tego, na czym polega troska o prawa kobiet w wykonaniu lewicowych polityków i publicystów postulujących wdrażanie postulatów aktywistów aborcyjnych.    

Realny „marsz przez prawo”

W najczarniejszym scenariuszu nadchodzących wydarzeń politycznych (i w dalszej kolejności prawnych) przyzwolenie na przypadki takie jak opisany wyżej może przybrać formę obowiązującego prawa. Oczywiście, jak możemy się dowiedzieć od doradców prawnych środowisk proaborcyjnych, którzy teraz jako eksperci „radzą” politykom co zrobić, aby aborcję stopniowo legalizować, nie będzie to łatwe. Dlaczego? Bo cały polski system prawny ukierunkowany jest na ochronę życia każdego, w tym nienarodzonego, człowieka i prosta zmiana ustawy nie wystarczy. Nie przeszkadza to jednak niektórym występować też z pomysłami legalizacji aborcji w drodze ministerialnego rozporządzenia, czyli z pominięciem parlamentu (a więc głosu przedstawicieli Narodu) i całego procesu legislacyjnego, który ma na celu dogłębne zastanowienie się i przedyskutowanie proponowanych zmian w prawie, dzięki czemu zapewnia stabilność i pewność prawa oraz chroni obywateli przed samowolą polityczną. Oczywiście taka droga, jak i wiele innych rozważanych obecnie, a mających w praktyce na celu znaczne zwiększenie odsetka śmiertelności wśród dzieci, musiałyby oczywiście całkowicie ignorować obowiązującą Konstytucję RP i ratyfikowane umowy międzynarodowe, ale – parafrazując znane powiedzenie – „kto władzy zabroni?”.

Prawna ochrona życia to element międzynarodowego systemu praw człowieka

Mając więc świadomość, jaki jest cel owego „marszu przez prawo” i wywrócenia budowanego od upadku komunizmu porządku prawnego w obszarze praw człowieka w Polsce, warto przypomnieć zaledwie kilka obowiązujących w naszym kraju przepisów o charakterze ponadustawowym, z których wynika prawna ochrona życia człowieka przed urodzeniem:

  • Art. 30 Konstytucji RP – „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych” oraz art. 38 Konstytucji RP - „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.
  • Art. 6 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych - „Każda istota ludzka ma przyrodzone prawo do życia. Prawo to powinno być chronione przez ustawę. Nikt nie może być samowolnie pozbawiany życia”.
  • Preambuła Konwencji o prawach dziecka - „dziecko, z uwagi na swoją niedojrzałość fizyczną oraz umysłową, wymaga szczególnej opieki i troski, w tym właściwej ochrony prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu”.
  • Art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - „Prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia, wyjąwszy przypadki wykonania wyroku sądowego skazującego za przestępstwo, za które ustawa przewiduje taką karę”.
  • Art. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej – „Każdy ma prawo do życia. Nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu”.

Poza aktami prawa pozostaje rzecz jasna zdrowy rozsądek – jak można przyznać rację politykom i aktywistom, że sposobem ochrony praw kobiet jest odebranie im prawa podstawowego, bez ochrony którego z wszystkich innych nigdy nie skorzystają? Niezrozumiałe w tym zakresie jest też milczenie przedstawicieli świata nauki, których badania potwierdzają jednoznacznie, że mówiąc o aborcji, mówimy w rzeczywistości o zabijaniu ludzi, a nie dokonaniu zmiany w stanie określanym jako ciąża.   

R.pr. Katarzyna Gęsiak - dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki

Czytaj Więcej

Najwyższy czas na wprowadzenie realnej ochrony dzieci przed pornografią w Internecie

Ponad 70 proc. dzieci potwierdza łatwość znalezienia pornografii w Internecie. Szacuje się, że aż 55 proc. polskich dzieci miało kontakt z takimi treściami jeszcze przed 12. rokiem życia, a 11 proc. badanych w wieku 14-16 lat korzysta z nich regularnie.  Badania naukowe wskazują, że wpływ pornografii na młodzież jest skrajnie szkodliwy pod wieloma względami, dlatego między innymi we Francji, Wielkiej Brytanii, i w Stanach Zjednoczonych trwają intensywne prace nad wprowadzeniem skutecznej ochrony małoletnich przed tego typu treściami. W niektórych stanach USA stosowne mechanizmy już funkcjonują. Jak będzie w Polsce?

Problem dostępu małoletnich do treści pornograficznych i regularnego korzystania z pornografii dotyczy coraz szerszej grupy młodych osób na całym świecie. Dane statystyczne przedstawiane przez różne ośrodki badawcze wskazują, że w ostatnich latach nie tylko wzrasta liczba osób korzystających systematycznie z pornografii, ale mocno obniżył się wiek kontaktu z tego typu materiałami.

55 proc. dzieci w Polsce widziało pornografię nim ukończyło 12 lat

Dotarcie do materiałów pornograficznych jest dziś nieporównywalnie prostsze niż przed laty. Do tego, w przeciwieństwie do minionych lat, są to głównie materiały wideo udostępniane bezpłatnie na stronach szczegółowo prezentujących najbardziej skrajne formy zachowań seksualnych. Upowszechnieniu pornografii sprzyja Internet, a swobodny dostęp do niego ma praktycznie każdy nastolatek. W raporcie Państwowego Instytutu Badawczego NASK z 2022 roku 73 proc. dzieci i 71,1 proc. młodzieży zadeklarowało, że znalezienie pornografii nie sprawia im trudności. Obniżeniu uległ również wiek osób wchodzących na strony z pornografią. W Polsce już nawet 10-latki mają z nią kontakt. Taki wiek pierwszego wirtualnego kontaktu zadeklarował co piąty młody człowiek (18,5 proc.). Zdecydowana większość z nich pornografii szuka właśnie poprzez urządzenia elektroniczne. Rodzice zaś coraz częściej kupują smartfony nawet kilkuletnim dzieciom.

Obecnie, po okresie pandemii, czas korzystania przez nastolatki z Internetu wynosi średnio 4 godziny i 50 minut dziennie, a w dni wolne od szkoły ponad 6 godzin. Co dziesiąte dziecko jest aktywne w sieci aż ponad 8 godzin na dobę, a co szóste korzysta z Internetu po godzinie 22.00. Część tego czasu przeznacza jest na konsumpcję pornografii.

Zyski pornobiznesu

Polska nie jest wyjątkiem na mapie świata. Instytut Psychologii PAN przytoczył badania z Wielkiej Brytanii, gdzie już co czwarte dziecko w wieku zaledwie od 7 do 12 lat odwiedziło stronę z treściami pornograficznymi. Regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, aż 12 proc. brytyjskich 12-latków wchodzi na strony z pornografią. W Hiszpanii pierwszy kontakt z materiałami porno deklarują już 9-latki.  

Witryny pornograficzne generują ogromny ruch w sieci. Już w 2011 r. oceniano, że co sekundę strony zawierające pornografię zaczyna oglądać ok. 28 tys. internautów, co na minutę dawało 1,8 mln osób. W tamtym czasie biznes pornograficzny przynosił ok. 100 mln dolarów zysku. Był to jednak czas, w którym dopiero rozpoczynał się gwałtowny rozwój produkcji i sprzedaży smartfonów z nieograniczonym dostępem do Internetu.

Pornografia działa jak narkotyk

Specjaliści z zakresu psychologii rozwoju nie pozostawiają wątpliwości, że każdy kontakt młodego człowieka z pornografią negatywnie wpływa na rozwój jego mózgu, na kształtowanie postaw, relacji i więzi. Jak wskazują naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, mechanizm kompulsywnego korzystania z pornografii jest identyczny z mechanizmem uzależniającym od hazardu czy substancji psychoaktywnych. Warto zauważyć, że Światowa Organizacja Zdrowia od 1 stycznia 2022 roku umieściła w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-11) nową jednostkę chorobową -kompulsywne zachowania seksualne.

Coraz więcej państw wprowadza ograniczenia w dostępie do pornografii

W ostatnim czasie dostrzegając, jak tragiczne konsekwencje niesie konsumpcja pornografii przez młodzież, prace nad skuteczną ochroną dzieci rozpoczęto w państwach, które charakteryzują się swobodnym podejściem do sfery moralności oraz wychowania dzieci i młodzieży. Wśród nich znajdują się m.in. Francja, Wielka Brytania, czy Stany Zjednoczone. Do wprowadzenia mechanizmów ochronnych przygotowują się też chociażby. Włochy.

Konieczność bezzwłocznych działań

W 2023 r. z projekt ustawy ograniczającej dostęp do treści pornograficznych przez dzieci, przedstawiło polskie Ministerstwo Cyfryzacji. Pomimo mankamentów na które wskazywał Instytut Ordo Iuris, projekt był krokiem w dobrym kierunku. Niestety zaplanowane na wrzesień 2023 r. wysłuchanie publiczne w sprawie projektu zostało odwołane. W wyniku zakończenia kadencji parlamentu, prace nad projektem przerwano. W konsekwencji dzieci nadal mają niczym nieograniczony dostęp do pornografii, którą w oparciu o badania można określić mianem współczesnego narkotyku. Stan ten domaga się reakcji ze strony ustawodawcy. Wcześniej jednak potrzeba wyraźnego głosu rodziców, opiekunów i wszystkich zainteresowanych zdrowiem młodzieży. Do tego konieczna jest dokładna diagnoza problemu. Niniejszą publikacją rozpoczynamy serię cotygodniowych komentarzy mających taką diagnozę współtworzyć.

 

Paweł Kwaśniak - koordynator Projektów Społecznych Instytutu Ordo Iuris

Rafał Dorosiński - członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej