Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Komentarze

Komentarze

Ochrona życia

13.03.2024

Metody perswazji. Jak się debatuje o aborcji

Warto rozmawiać. Ale czy da się rozmawiać na takich warunkach?

 

Autor: Dominik Zdort

 

Zacznę od osobistego wspomnienia, które ułatwi zrozumienie obecnej sytuacji. Otóż w roku 1994 po raz pierwszy przyjąłem propozycję pracy w Telewizji Polskiej. Mój przyjaciel Piotr Zaremba został szefem działu publicystyki w Jedynce, i zaproponował mi, abym był jego zastępcą odpowiedzianym za tematy polityczne.

 

W tym momencie Zaremba był najpoważniejszym komentatorem „Życia Warszawy”, może już wtedy najważniejszym publicystą w kraju (a na pewno zmierzał w tym kierunku), ja w „Rzeczpospolitej” jako polityczny reporter stopniowo zyskiwałem uznanie, ale daleko mi było, jeśli chodzi o zawodową pozycję, do Piotra. Obaj zarabialiśmy w swoich redakcjach bardzo porządnie i byliśmy cenieni. Nasza decyzja o przejściu do pracy w TVP wynikała z motywacji – proszę o wybaczenie patosu – patriotycznych, chcieliśmy zmieniać Polskę, uleczyć jej publiczne media, przysłużyć się demokracji i pluralizmowi.

 

Po zatrudnieniu w TVP oficjalnie otrzymałem stanowisko „redaktora zamawiającego”, żartowaliśmy, że uzyskałem kompetencje do zamawiania pizzy dla redakcji. Piotrek Zaremba szybko – i słusznie – zrozumiał, że nie da się robić prawdziwych zmian w ówczesnym telewizyjnym środowisku, pełnym komuchów udających „fachurków”, nie dających się łatwo wykurzyć, cyników bez poglądów, i karierowiczów gotowych służyć każdej kolejnej władzy. Ówcześni nowi redaktorzy w TVP nieco różnili się od obecnych, tych z sienkiewiczowskiego naboru, więc zamiast zwalniać ludzi zasłużonych dla dawnej władzy, dawali im szansę na odkupienie win.

 

Na miejsce Zaremby przyszedł wtedy Cezary Jęksa, który żadnych wyrazistych poglądów nie wyrażał, ale świetnie znał się na telewizji i motoryzacji i był po prostu uczciwym człowiekiem (co dla obecnej ekipy rządzącej w TVP było bez znaczenia, i tak wyrzucili go z roboty, wystarczyło im, że wciąż funkcjonował tam przez minione 8 lat).

 

Jednym z pracujących wtedy z nami „kompetentnych fachurków” był niejaki Andrzej Kwiatkowski. Niektórzy może jeszcze go pamiętają, bo w czasach PRL i u zarania III RP był telewizyjnym prominentem, celebrytą niemalże. I tu się zaczyna ta anegdota.

 

Kwiatkowski w tamtych czasach w TVP prowadził (i redagował)  w czwartki cotygodniowy program tzw. dużej publicystyki – to była godzinna audycja, zazwyczaj ośmiu gości zgromadzonych w studiu telewizyjnym, którzy spierają się na jakiś temat. Rok 1994 – z czym się to nam kojarzy? Pewnie niektórzy pamiętają, że niedługo wcześniej doszło do uchwalenia ustawy aborcyjnej i toczyły się gorące spory, czy i jak państwo polskie powinno uczestniczyć w ochronie życia dzieci nienarodzonych.

 

NIKT NIE MA TAKICH POGLĄDÓW

 

Miałem wtedy nieprzyjemność nadzorować robiony przez Andrzeja Kwiatkowskiego czwartkowy publicystyczny program o aborcji. Lista gości, którą mi pierwotnie przedstawiono, trochę mnie zaskoczyła. Na osiem osób, których planowano zaprosić, nie było żadnego przeciwnika swobodnego przerywania ciąży. Byli jacyś aktywiści, którzy prezentowali postawę ambiwalentną, ale żadnego zdecydowanego krytyka aborcji. Byli politycy, działacze, lewicowi ideolodzy… zażądałem zrównoważenia tego składu, poprosiłem o „doproszenie” jakiegoś duchownego, jakiegoś lekarza, który rozumie wagę ochrony życia. – Ok – koncyliacyjnie odpowiedział Kwiatkowski – spróbujemy.

 

Po kolejnych godzinach, jednej, dwóch, trzech wciąż otrzymywałem odpowiedź: nie ma w Polsce ludzi, którzy mają takie – antyaborcyjne – poglądy. Nie ma takich medyków, nie ma takich socjologów, nie ma takich filozofów, no i tyle. Znaleźli duchownego, chyba jedynego, jakiego znali, wsławionego ochroną chorych na AIDS – ks. Arkadiusza Nowaka, który tematyką ochrony życia nienarodzonych się nie zajmował, ale zawsze chętnie występował przed kamerami, więc zgodził się przyjść.

 

Nie byłem w stanie nawet sam sobie odpowiedzieć, czy to była klasyczna niekompetencja realizatorów programu, czy ich zamknięcie się w postkomunistycznej bańce społecznej, gdzie wszyscy myślą tak samo i takich kwestii nie rozumieją, czy może obstrukcja, złośliwość, zła wola. Sięgnąłem do własnego notesu (od paru lat byłem wszak dziennikarzem, reporterem), poprosiłem też znajomych, żeby podpowiedzieli jakieś osoby mogące „spluralizować” taką dyskusję. Podałem panu Andrzejowi Kwiatkowskiemu 10 nazwisk, a przy każdym numer telefonu.

 

I co? Niewiele. Z tego co pamiętam doprosili jedną osobę z mojej listy. Debata była marna, właściwie gra do jednej bramki. „Mój” gość był atakowany ze wszystkich stron (no ale przynajmniej był!), ksiądz był koncyliacyjny i neutralny, pozostali grali w orkiestrze, którą dyrygował Andrzej Kwiatkowski. To był dla mnie moment przełomowy: wtedy zdecydowałem, że po przygotowaniu nowej ramówki (to w telewizyjnym terminarzu kluczowa cezura) ja także uciekam, wracam do mediów drukowanych (wtedy jeszcze dość silnych). Ekranowa dominacja czerwonych prostaków unikających realnej dyskusji na najważniejsze tematy, realnego starcia światopoglądów, odmawiających zaaranżowania szermierki na ostre argumenty, mierziła mnie.

 

30 LAT MINĘŁO JAK JEDEN DZIEŃ

 

Co od tego czasu zmieniło się w debacie o aborcji? W czasach poprzedniej władzy temat generalnie nie był nagłaśniany. Oczywiście bywały rozmowy ocierające się o te kwestie, czasem nawet i ciekawe, ale trzeba powiedzieć wprost: generalnie te sprawy nikogo w publicznej telewizji bardzo nie interesowały, dziennikarzy i redaktorów bardziej zaprzątała polityczna „nawalanka”.

 

A dziś trzeba skonstatować, że od trzech dekad w tej sferze nie zmieniło się nic. Ponieważ nowa władza postanowiła obalić istniejące obecnie prawodawstwo w kwestii aborcji, to w ostatnich tygodniach odbyło się kilka programów w TVP na temat tych zmian. W programach zazwyczaj przedstawiciele Trzeciej Drogi, ludzie Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza, spierają się, w ramach jednego obozu politycznego, z politykami z obozu Włodzimierza Czarzastego i Donalda Tuska – dyskutują jak bardzo, i w jaki sposób, przepisy trzeba zmienić, jak ułatwić dostęp do przerywania ciąży, i w jakim zakresie. Politycy i eksperci ze środowisk konserwatywnych do tych debat nie byli dopuszczani niemal wcale, a jeśli już, to jako „paprotki”, stojące z boku na parapecie i dające alibi pluralizmu samą swoją obecnością.

Wspomniana powyżej telewizyjna dyskusja sprzed trzech dziesięcioleci przypomniała mi się, kiedy przysłuchiwałem się niedawnemu programowi w TVP Info na temat aborcji. Przy stole posadzono sześć pań domagających się swobody aborcji (jedna umiarkowana, reszta radykalnych) i jednego mężczyznę mającego odmienne poglądy – na łączach internetowych była jeszcze jedna konserwatystka, oraz dwie entuzjastki dokonywania aborcji. Już sam dobór gości (i „gościń” – co podkreślała prowadząca) pokazywał, o co chodzi.

 

Ja teraz nie chcę odnosić się do meritum sporu. Nie zamieram pisać, kto miał rację, kto jej nie miał (choć oczywiście mam w tej kwestii swój pogląd), ale – jeśli chodzi o metodę dziennikarską – to jest ona dokładnie taka, jak ta z roku 1994. Ok, godzimy się na obecność kogoś z poza mainstreamu, spoza liberalnego środowiska, ale tylko po to, aby wdeptać go w ziemię, aby go upokorzyć, zarzucać mu kłamstwo i manipulację – bez jakichkolwiek silnych argumentów rzecz jasna.

 

Na temat tak ważnych (być może najważniejszych) kwestii cywilizacyjnych, jak aborcja toczy się debata całkiem nierównoważna. Nierówna od zarania, kiedy po upadku komunizmu, w ustawie z 1993 roku, polskie środowiska „prolife” zgodziły się na uznanie dzieci nienarodzonych za mniej wartościowe niż urodzonych. Ta ustawa to był swego rodzaju grzech pierworodny. No bo skoro w przepisach ustalono, że za dokonanie aborcji obowiązuje kara do 3 lat więzienia, a za mord na noworodku od 6 miesięcy do lat ośmiu (podczas, gdy za zabicie dorosłego kara – słusznie – była znacznie bardziej surowa), to jak tu mówić o realnej ochronie życia małego człowieka?

 

Wobec takiego prawnego fundamentu do debaty trudno się dziwić, że środowiska proaborcyjne dziś tak łatwo relatywizują zabijanie nienarodzonych. Skoro od początku to nienarodzone życie nie było równoprawne do życia dorosłego, to dziś znacznie prostsze jest domaganie się szerokiej legalizacji aborcji.

 

ALE TE METODY…

 

Postarajmy się uporządkować sytuację, przeanalizować, jakiego rodzaju metod zwolennicy aborcji używają w debatach społecznych, medialnych i internetowych. Pomijam tu rolę prezenterów czy dziennikarzy prowadzących programy, bo akurat ich wpływ jest widoczny na pierwszy rzut oka.

  1. Dobór gości

To kluczowy element kształtowania dyskusji. Przede wszystkim większość wypowiedzi „ekspertów” robi wrażenie większego społecznego poparcia dla jakiejś ideologicznej tezy. I łatwo im zakrzyczeć polemistę, szczególnie kiedy jest człowiekiem umiarkowanym i kulturalnym. Dodatkowo, jeśli w kwestii takiej jak przerywania ciąży mamy z jednej strony kilka kobiet, a z drugiej strony jednego mężczyznę, to od razu wiemy, że mamy do czynienia z mizoginem, facetem, który nienawidzi kobiet. Kolejnym pomysłem jest odnalezienie takich ekspertek, które pełniąc role fachowców, profesjonalistów, jednocześnie prezentują wyraziste poglądy proaborcyjne. W tym przypadku prawniczki i lekarki (jawnie i wprost do kamery przyznającej, że „zajmuje się aborcją”) – nawet jeśli w swoich środowiskach są one w mniejszości, to dla widza stają się tych środowisk reprezentantkami.

  1. Nomenklatura, czyli znaczenie słów

To ułatwia poprowadzenie dyskusji. Nie używa się słowa dziecko, ale – w najlepszym przypadku – płód, choć zazwyczaj w ogóle unika się nazywania „tego czegoś”, co rozwija się w brzuchu matki. Zamiast mówić o ochronie życia, a nawet i o aborcji, mówi się o ochronie zdrowia reprodukcyjnego, o zabiegu medycznym, ewentualnie o podstawowym świadczeniu medycznym. Środowiskom pro-life w latach 90. udało na jakiś czas odczarować wyklęte wcześniej pojęcie „ochrony życia poczętego”, ale liberalna propaganda z czasem odwojowała swoją nomenklaturę – taką, która ma oswoić społeczeństwo z tym, że aborcja to coś normalnego, a wręcz potrzebnego. W końcu to jest tylko leczenie kobiety „chorej na ciążę”.

  1. Wsparcie dla kobiet ciężarnych

Jakie tam wsparcie? To jest przekupywanie tych biednych kobiet, będących w dramatycznej sytuacji, samochodami czy mieszkaniami, rozmaitymi społecznymi łapówkami (w typie 500+ czy 800+), aby zmusić je do urodzenia i wychowywania dzieci – wbrew ich woli.

  1. Sondaże

Wszyscy wiedzą, że ich wyniki są różne, bo łatwo nimi manipulować. Jeśli swój sondaż robią oko.press i Tok FM, to dziwnym trafem zawsze będzie on zgodny z poglądami funkcjonariuszy tych mediów, jeśli „Rzeczpospolita”, to może będzie bardziej wyważony. Można mieć wrażenie, że niektóre pracownie badania opinii społecznej dopasowują się do oczekiwań zleceniodawców, i żyją z takiej praktyki. Przy medialnej debacie dla nadania jej odpowiedniego kierunku konieczne jest zacytowanie takiego sondażu, który wesprze narrację, jaką preferują redaktorzy, a pomijanie niewygodnych badań. I często lepiej nie podawać, kto sondaż zamówił, bo być może w oczach niektórych odbiorców tacy ideologicznie radykalni „sponsorzy” jak oko.press i Tok FM, mogliby wzbudzić nieufność do wyników badania.

  1. Uliczne sondy

To najprostsze narzędzie manipulacji dyskusją. Nagrywa się 30 osób na ulicy, najlepiej w centrum wielkiego miasta. W felietonie używa się 14 takich opinii, które mogą potwierdzać tezy twórców audycji, oraz jednej ambiwalentnej i jednej negatywnej. I mamy pluralizm poglądów. Prawda czasu, prawda ekranu.

  1. Scenografia

Last, but not least. W tle za dyskutantami na stałe umieszczony jest czerwony piorun, symbol ruchu proaborcyjnego, tzw. strajku kobiet. Przez cały trwania telewizyjnej debaty w okienku wyświetlają się nagrania z demonstracji wspierających zamierzoną tezę, ani razu nie pokazując akcji strony przeciwnej.

 

BEZ KOMPROMISU

 

Podobne metody są – rzecz jasna – stosowane w medialnych debatach na wiele tematów, choć akurat w sprawie życia nienarodzonego, czy, jak ktoś woli, „podstawowego zabiegu medycznego”, w wyjątkowo pełnym zakresie.

 

Na koniec dodam refleksję, która w żadnym wypadku nie może być usprawiedliwieniem dla realizatorów tego rodzaju „ustawionych” audycji. Prawdopodobnie merytorycznej debaty na temat aborcji w Polsce przeprowadzić się nie da. Założenia obu stron tego sporu opierają się na całkowicie innej aksjologii, na zupełnie innych podstawach, na odmiennych znaczeniach i pojęciach, których przeciwnicy nie zamierzają przyjąć do wiadomości. Dla jednych fundamentem jest prawo kobiety do pełnego decydowania o kształcie jej ciała, niezależnie od wszelkich okoliczności, dla drugich bezwzględna wartością jest ochrona życia każdej ludzkiej istoty.

 

Między takimi poglądami nie można znaleźć pośredniego stanowiska, ono nie istnieje. Kompromis – jak nazwano ustawę z 1993 roku – był oszustwem, oszukiwaliśmy się wszyscy, jedni, zgadzając się na to, co nazywali zniewoleniem kobiecego ciała, inni – przymykając oko na masowe zabijanie dzieci nienarodzonych.

 

To kwestie fundamentalne, od ich rozstrzygnięcia zależą dalsze losy naszej cywilizacji. Nie da się prowadzić na te tematy łagodnej i koncyliacyjnej dyskusji, a na pewno nie da się wypracować wspólnego stanowiska. Ale to nie znaczy, że nie można debatować, dając wszystkim stronom równe szanse.

 

 

 

 

Dominik Zdort 

 

Dziennikarz i publicysta, senior research fellow w projekcie „Ordo Iuris: Cywilizacja” Instytutu Ordo Iuris, pracował m.in. w „Życiu Warszawy”, „Rzeczpospolitej” i „Newsweeku”, był współautorem audycji w RDC i radiowej „Dwójce”, a ostatnio szefem magazynu weekendowego „Rzeczpospolitej” Plus Minus oraz internetowego Tygodnika TVP.

 

Czytaj Więcej
Edukacja

13.03.2024

Strategia oświatowa uchwalona przez Radę Miasta Poznania zagraża prawom nauczycieli i rodziców

Rada Miasta Poznania uchwaliła „Strategię Oświatową Miasta Poznania 2030”. Wcześniej dokument był procedowany pod zbliżoną nazwą – „Polityka Oświatowa Miasta Poznania 2030”. Pomimo wprowadzenia pewnych zmian w finalnej wersji dokumentu, przyjęta strategia w dalszym ciągu nawiązuje do założeń teorii gender, dotykając de facto kwestii światopoglądowych. Może ona także godzić w swobodę sumienia, wolność słowa i swobodę wyrażania przekonań przez nauczycieli i uczniów, a także w prawo rodziców do zapewnienia dzieciom nauczania moralnego i religijnego zgodnego z własnymi przekonaniami. Rada Miasta Poznania, przyjmując tę uchwałę, wykroczyła przy tym poza swoje kompetencje, dotykając materii uregulowanej ustawowo, dotyczącej uprawnień związanych z wpływem na kształt postanowień statutu szkoły, przynależnych nauczycielom (wynikających m.in. z Karty Nauczyciela), rodzicom uczniów oraz samym uczniom.

 

Genderowa strategia

 

Dnia 5 marca 2024 r., podczas sesji Rady Miasta Poznania, przyjęto uchwałę w sprawie procedowanej od dłuższego czasu „strategii oświatowej”. Pierwotnie dokument określany był jako „Polityka Oświatowa Miasta Poznania 2030” (POMP), na temat której Instytut Ordo Iuris opublikował w lutym 2023 r. osobną analizę[1].  Ostatecznie dokument przyjął nazwę „Strategii Oświatowej Miasta Poznania 2030” (dalej: SOMP lub Strategia)[2].

W porównaniu do pierwotnej wersji „Polityki Oświatowej Miasta Poznania 2030”, w Strategii zniknęły pewne sformułowania oraz odniesienia, które krytycznie oceniał Instytut Ordo Iuris w analizie POMP. Wśród nich wymienić można m.in. odniesienie do Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym oraz cytowany w POMP postulat w postaci „konsekwentnego uwzględniania równościowego języka ze względu na płeć oraz wrażliwości na określenia związane z innymi grupami osób narażonych na dyskryminację”, zawarty w dokumencie specjalnego zespołu do spraw wypracowania założeń polityki oświatowej Poznania, powołanego prezydenta Poznania.

Uchwalona Strategia odwołuje się jednak m.in. do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego[3], w ramach którego Komisja Europejska, wśród priorytetów działań w dziedzinie edukacji, przewiduje m.in. „przełamywanie i obalanie stereotypów płci[4] dotyczących wyboru studiów, a także stereotypów przekazywanych w ramach praktyk w zakresie kształcenia i szkolenia oraz w materiałach do nauki” (postulat ten, oparty na założeniach teorii gender, jest wprost przytoczony w uchwalonej Strategii). Strategia nawiązuje też do Agendy ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju do 2030 roku[5], przewidującej m.in. dostęp do edukacji seksualnej[6] (przy czym chodzi o edukację seksualną w ujęciu permisywnym, różną od tej, jaka w ramach podstawy programowej realizowana jest w polskich szkołach na lekcjach biologii oraz wychowania do życia w rodzinie) oraz zapewnienie powszechnego dostępu do „ochrony zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz korzystanie z praw reprodukcyjnych” – przez co należy rozumieć w szczególności powszechny dostęp do tzw. bezpiecznej aborcji, pigułki „dzień po” czy przystępnej cenowo antykoncepcji. Instytut Ordo Iuris ostrzegał przed ideologicznym charakterem Agendy już w lipcu 2018 r.[7]

 

Nieuprawniona ingerencja Rady Miasta

 

Autorzy dokumentu podają, że zaprezentowany w Strategii program „uwzględnia zakres kompetencji samorządu i nie ingeruje w obszary, w których samorząd nie ma władzy decyzyjnej, np. program nauczania”[8]. Należy jednak zaznaczyć, że jednostka samorządu terytorialnego prowadząca szkołę (w tym przypadku – Miasto Poznań) nie może ingerować nie tylko w szkolny program nauczania, ale szerzej: w działalność dydaktyczno-wychowawczą i opiekuńczą szkoły[9]. Taka ingerencja oznaczałaby przekroczenie kompetencji organu jednostki samorządu terytorialnego oraz naruszałaby zasadę praworządności wyrażoną w art. 7 Konstytucji RP, zgodnie z którym „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Dodać należy, że zasada praworządności ustanawia jednocześnie „normę zakazującą domniemywania kompetencji organu władzy publicznej”[10].

Tymczasem uchwalona „Strategia Oświatowa Miasta Poznania 2030” przewiduje m.in.:

  • jako „cel kierunkowy nr 1”: Szkolenia dla nauczycieli oraz działania motywujące nauczycieli i uczniów do aktywności na rzecz klimatu, mające skutkować podwyższeniem poziomu wiedzy uczniów i nauczycieli na temat edukacji klimatycznej[11],
  • w ramach „celu kierunkowego nr 2a” – „zapobieganie wszelkim przejawom dyskryminacji”, a jego ramach: Podniesienie kompetencji nauczycieli i dyrektorów szkół w zakresie nowych metod pracy z uczniem”[12],
  • jako „cel kierunkowy nr 3”: „Zwiększenie stopnia zgodności efektów nauczania z potrzebami pracodawców”, w tym: „dostosowanie oferty szkół do rynku pracy”[13],

a także:

  • koncentrację na „włączeniu społecznym poprzez edukację, która zapewnia wszystkim bezpieczne warunki rozwoju, jest otwarta, doceniająca różnorodność i wzmacniająca dla wszystkich, niezależnie od tożsamości i sytuacji życiowej” [14],
  • koncentrację na „roli edukacji w budowaniu postawy odpowiedzialności za dbanie o zasoby środowiska naturalnego, zrównoważony rozwój i przeciwdziałanie zmianie klimatu”[15].

Powyższe przykłady świadczą o tym, że uchwalona przez Radę Miasta Poznania Strategia ingeruje w działalność dydaktyczno-wychowawczą i opiekuńczą szkoły. Godzi również w gwarantowane, w art. 12 ust. 2 Karty Nauczyciela[16], prawo nauczyciela do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne, jak również może powodować naruszenie konstytucyjnego prawa rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami[17].

Poszczególne postanowienia SOMP dotykają przy tym spraw podlegających uregulowaniu w statucie szkoły. Przepisy prawa oświatowego[18] przewidują, że w statucie tym zawarte są m.in. kwestie dotyczące organizacji dodatkowych zajęć dla uczniów, zwiększających szanse ich zatrudnienia, jeżeli szkoła takie zajęcia prowadzi[19] czy obowiązki uczniów w zakresie właściwego zachowania wobec nauczycieli i innych pracowników szkoły oraz pozostałych uczniów[20], które obejmują m.in. obszar związany z przeciwdziałaniem przemocy rówieśniczej czy przeciwdziałaniem dyskryminacji.

Ponadto w opisie badań prowadzonych na potrzeby Strategii wskazano m.in. na podnoszony przez niektórych respondentów problem w postaci „braku szacunku, poszanowania ich indywidualizmu, brak akceptacji i tolerancji ze względu na inną orientację, wygląd czy wyznanie, a także na różny poziom możliwości poznawczych”. Z opinii osób badanych miałaby wynikać „silna potrzeba zmian w tym zakresie”. Jako przykład wypowiedzi jednego z respondentów przytoczono między innymi następującą: „aby szkoła nie zajmowała się tym jaką mamy orientację, jak jesteśmy ubrani, czy mamy makijaż, czy nie”[21].

Powyższe zagadnienia („brak tolerancji ze względu na różny poziom możliwości poznawczych” – który odnosi się do zasad wewnątrzszkolnego systemu oceniania, czy wygląd ucznia – odnoszący się do zasad ubierania się) są również materią podlegającą uregulowaniu w statucie szkoły[22]. Instytut Ordo Iuris wspominał o tym w swojej analizie już w listopadzie 2021 r.[23]

 

Ograniczenie praw nauczycieli, rodziców i uczniów

 

Przypomnieć w tym miejscu wypada, że wpływ na kształt postanowień statutu szkoły mogą mieć m.in. rodzice uczniów oraz sami uczniowie, działający za pośrednictwem rady szkoły[24]. Gdyby w danej szkole nie działała rada szkoły, to wówczas statut uchwala rada pedagogiczna, w skład której wchodzą dyrektor szkoły i wszyscy nauczyciele zatrudnieni w szkole[25].

Próby odgórnego uregulowania poszczególnych kwestii czy wszelkie, w tym pośrednie, formy nacisku na taki bądź inny kształt konkretnych postanowień statutowych, stanowią ograniczenie swobody podmiotów uprawnionych do uchwalania statutu szkoły w kształtowaniu jego postanowień w taki sposób, w jaki uznają one za najbardziej właściwy dla danej społeczności szkolnej.

Należy podkreślić, że w Strategii wprost zapisano, iż „zakres podmiotowy” obowiązywania SOMP obejmuje nie tylko komórki działające w strukturach Urzędu Miasta Poznania oraz jego poszczególne wydziały, ale również kadrę zarządzającą samorządowymi szkołami i placówkami oświatowymi na terenie Poznania oraz nauczycieli zatrudnionych w poznańskich szkołach samorządowych. Obligatoryjny charakter SOMP dla szkół publicznych potwierdza doprecyzowanie, zgodnie z którym fakultatywnie w realizację SOPM mogą włączać się dyrektorzy i nauczyciele szkół niesamorządowych[26].

Powyższe uwagi świadczą o zasadności podjęcia stosownych działań przez wojewodę wielkopolskiego jako organu nadzoru upoważnionego do stwierdzenia nieważności uchwały organu gminy sprzecznej z prawem[27]

 

 

R.pr. Marek Puzio – Starszy Analityk Instytutu Ordo Iuris

 

 

 
Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

13.03.2024

Postępowanie karne za cytowanie Biblii - kolejny esej z cyklu poświęconego mowie nienawiści

Czy za cytowanie Biblii mogą grozić konsekwencje? Okazuje się, że tak, a świadczy o tym głośna sprawa Janusza Komendy – pracownika zwolnionego z krakowskiego sklepu IKEA. Podobna sytuacja spotkała fińską lekarkę i polityk Päivi Räsänen. Przedstawienie tej sprawy to kolejna publikacja z cyklu artykułów poświęconych zagadnieniu ideologicznej walki z „mową nienawiści”. Eseje stanowią zapowiedź książki „«Mowa nienawiści» - koń trojański rewolucji kulturowej” autorstwa Rafała Dorosińskiego z Zarządu Ordo Iuris, która ukaże się w ciągu najbliższych tygodni.

W czerwcu 2019 roku Ewangelicko-Luterański Kościół Finlandii ogłosił rozpoczęcie partnerskiej współpracy z organizowaną przez środowiska LGBT paradą równości (Pride 2019). Decyzja spotkała się z negatywną oceną dr Päivi Räsänen, lekarki, wieloletniej deputowanej do Parlamentu Finlandii (Suomen eduskunta) z ramienia Chrześcijańskich Demokratów (Suomen Kristillisdemokraatit) oraz byłej Minister Spraw Wewnętrznych tego państwa. W swoim wpisie na portalu Twitter (obecnie X) fińska polityk skrytykowała ten fakt, wstawiając werset z Biblii (List do Rzymian), w którym potępia się praktyki homoseksualne, opisując je m.in. jako „grzeszne”. Po opublikowaniu tego postu, Räsänen została przesłuchana przez funkcjonariuszy policji pod zarzutem szerzenia mowy nienawiści.

W efekcie przesłuchania wobec Päivi Räsänen w kwietniu 2021 roku wszczęto śledztwo, oskarżając ją o przestępstwo podżegania przeciwko grupie mniejszościowej, co miało być związane z negatywnymi wypowiedziami fińskiej polityk na temat homoseksualizmu. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, iż przestępstwo, którego popełnienie zarzucono Räsänen, zostało zamieszczone w fińskim Kodeksie karnym  w dziale zatytułowanym „Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości”. W dodatku władze zainteresowały się broszurą przygotowaną przez Räsänen w 2004 roku dla Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego, w której parlamentarzystka przedstawiła poglądy zawarte w Biblii na kwestie seksualności i małżeństwa oraz wypowiedzią w radiu, gdzie określiła homoseksualizm mianem „grzesznego”. Odpowiadając na zarzuty, Päivi Räsänen stwierdziła: „nie mogę się pogodzić z tym, że wyrażanie moich przekonań religijnych może oznaczać więzienie. Nie uważam się za winną grożenia, oczerniania czy obrażania kogokolwiek. Wszystkie moje wypowiedzi opierały się na biblijnych naukach o małżeństwie i seksualności”.

W marcu 2022 roku, wyrokiem Sądu Okręgowego, fińska polityk została uniewinniona, ale orzeczenie zostało zaskarżone przez prokuraturę. Sąd Apelacyjny w Helsinkach, w orzeczeniu wydanym 14 grudnia 2023 roku, utrzymał wyrok uniewinniający, stwierdzając, że „nie ma podstaw, w oparciu o materiał dowodowy uzyskany na rozprawie głównej, do odmiennej od Sądu Okręgowego oceny sprawy w jakimkolwiek zakresie. Nie ma zatem powodu, aby zmieniać ostateczny wynik wyroku Sądu Okręgowego”. Sąd zwrócił również uwagę na istotny aspekt procesu odnoszący się do wolności słowa podkreślając, iż „musi istnieć nadrzędny powód społeczny, aby ingerować w wolność wypowiedzi i ograniczać ją”. Organ ten nakazał również prokuraturze pokryć koszty sądowe, jakie Räsänen poniosła w związku z przedmiotową sprawą. Warto zwrócić uwagę, iż skład orzekający, tak jak w przypadku sądu pierwszej instancji, wydał wyrok uniewinniający jednomyślnie.

Paul Coleman, Dyrektor wykonawczy organizacji ADF International (Alliance Defending Freedom), która wspiera fińską polityk, zwrócił uwagę na formalny aspekt procesu oraz przypomniał znaczenie wolności słowa: „świętując to monumentalne zwycięstwo, pamiętamy również, że nastąpiło ono po czterech latach dochodzeń policyjnych, aktów oskarżenia, postępowań karnych i rozpraw sądowych. Pochwalamy orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Helsinkach w tej sprawie i dążymy do jeszcze większego zwycięstwa, by takie niedorzeczne postępowania nie były już wszczynane. W wolnym i demokratycznym społeczeństwie wszyscy powinni mieć możliwość dzielenia się swoimi przekonaniami, bez obawy przed cenzurą. Kryminalizacja wypowiedzi poprzez przepisy dotyczące tzw. mowy nienawiści zamyka ważne debaty publiczne i stanowi poważne zagrożenie dla naszych demokracji”.

Z wyrokiem Sądu Apelacyjnego nie zgodziła się jednak prokuratura. Przedstawicielka tej instytucji, prokurator Anu Mantila argumentowała w trakcie rozprawy w II instancji, iż „można cytować Biblię, ale to interpretacja i opinia Räsänen na temat wersetów biblijnych są przestępstwem”. W styczniu bieżącego roku przedstawiciele fińskiej prokuratury zapowiedzieli, iż złożą kolejne odwołanie od wyroku wydanego przez Sąd Apelacyjny w Helsinkach. Sprawa najprawdopodobniej trafi więc na wokandę Sądu Najwyższego Finlandii. W odpowiedzi na oświadczenie organów ścigania, Räsänen stwierdziła: „po moim uniewinnieniu w dwóch sądach, nie obawiam się rozprawy przed Sądem Najwyższym. Chociaż jestem w pełni świadoma, że każdy proces wiąże się z ryzykiem, uniewinnienie przez Sąd Najwyższy stanowiłoby jeszcze silniejszy pozytywny precedens dla prawa każdej osoby do wolności słowa i religii. A jeśli sąd zdecyduje się obalić wyroki uniewinniające sądów niższej instancji, jestem gotowa bronić wolności słowa i religii przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, jeśli zajdzie taka potrzeba”.

Oceniając tę sprawę, należy zwrócić uwagę na ważny aspekt, dotyczący mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści, który jest często pomijany. Chodzi mianowicie o tzw. efekt mrożący (chilling effect), który w tym przypadku przejawia się w długotrwałych, wieloletnich procesach sądowych, mających na celu zastraszenie osób niepodzielających poglądów środowisk progresywnych. Warto bowiem pamiętać, iż od momentu przesłuchania Päivi Räsänen przez policję w czerwcu 2019 minęło ponad 4,5 roku a fińska prokuratura i tak zapowiedziała zaskarżenie wyroku do Sądu Najwyższego.

Opisując sprawę dr Räsänen, uważniejszym czytelnikom nasuwają się skojarzenia ze sprawą pracownika polskiego oddziału szwedzkiej firmy IKEA, który, tak jak fińska polityk, mierzył się negatywnymi konsekwencjami dotyczącymi cytowania fragmentów Biblii. W tym drugim przypadku Janusz Komenda został zwolniony z pracy za zamieszczenie na wewnętrznym forum internetowym cytatu z Pisma Świętego, dotyczącego homoseksualizmu, co było reakcją na działania firmy związane ze wsparciem ruchu LGBT. W wyniku interwencji Ordo Iuris, Janusz Komenda został przywrócony do pracy.

Opisana powyżej sprawa fińskiej polityk nie jest niestety odosobnionym czy szczególnym przypadkiem naruszania praw człowieka. W ostatnim czasie coraz częściej można usłyszeć o osobach, które realizując swoje podstawowe prawo do wolności słowa spotykają się następnie z negatywnymi konsekwencjami swych działań. Przykładem tego jest opisywany poprzednio proces meksykańskiego polityka, który za stwierdzenie biologicznego faktu został skazany m.in. na karę finansową oraz obowiązkowe uczestnictwo w ideologicznym „kursie”, dotyczącym przemocy wobec kobiet. Tego typu praktyki bardzo często odbywają się pod pozorem walki z mową nienawiści czy przestępstwami z nienawiści. Zdając sobie sprawę z tego zagrożenia, członek zarządu Instytutu Ordo Iuris, mec. Rafał Dorosiński przygotowuje publikację poświęcona temu zagadnieniu. Książka, zatytułowana „«Mowa nienawiści» - koń trojański rewolucji kulturowej” ukaże się w ciągu najbliższych tygodni.

Patryk Ignaszczak – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

 

Czytaj Więcej

Genderowe plany we Wrocławiu. Miasto chce wdrożyć „Równościowy plan działania”

· Władze samorządowe Wrocławia zamierzają wdrożyć „Równościowy plan działania”.

· Projekt oparty jest o założenia Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym – niemającego mocy prawnej względem miasta, za to nacechowanego ideologicznie dokumentu, sformułowanego w duchu teorii gender.

· Instytut Ordo Iuris wskazuje, że wdrożenie planowanych działań może doprowadzić do ograniczenia chronionej konstytucyjnie wolności słowa i wyrażania przekonań oraz prawa rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.

· Najpóźniej dziś mieszkańcy Wrocławia mogą drogą internetową wyrażać swoją opinię do projektu planu. Zebrane opinie mają być pomocne w przygotowaniu Równościowego planu działania Wrocławia.

 

Podstawa sporządzenia planu i obszary planowanych działań

Projekt „Równościowego planu działania miasta Wrocławia 2024–2026[1]” sporządzono na podstawie wytycznych zrzeszenia o nazwie Rada Gmin i Regionów Europy, które, jak wskazał w jednym z wyroków Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu: „nie jest zrzeszeniem państw, a podjęte w jej ramach porozumienia czy wytworzone dokumenty nie stanowią ani quasi wielostronnych umów, ani aktów na podobieństwo prawa wtórnego wytworzonego przez organizacje międzynarodowe”[2].

Wrocławski plan równościowy obejmować ma aspekty związane z tematem równości kobiet i mężczyzn, wśród których wymieniono:

  • „życie publiczne (w tym aktywność polityczna i obywatelska),
  • edukacja antydyskryminacyjna,
  • zarządzanie różnorodnością w miejscu pracy,
  • przeciwdziałanie przemocy ze względu na płeć,
  • uwzględnienie różnorodnych potrzeb kobiet i mężczyzn w różnych obszarach życia,
  • budowanie społeczeństwa otwartego na różnorodność”[3].

Potrzebę wdrożenia planu tłumaczy się faktem podpisania w marcu 2022 roku, przez Prezydenta Wrocławia, Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym, co rzekomo miałoby wiązać się z obowiązkiem opracowania równościowego planu działania, zawierającego priorytety i działania, jakie miasto zamierza podjąć w temacie równości płci[4].

Tymczasem podpisanie Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym (dalej również jako: „Karta”) nie rodzi żadnych konsekwencji prawych po stronie miasta ani nie nakłada na władze samorządowe żadnych obowiązków, co Instytut Ordo Iuris szczegółowo wyjaśnił już w listopadzie 2022 r. w opinii prawnej dotyczącej konsekwencji podpisania Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym przez organ wykonawczy gminy[5]. Jak wskazano w opinii, złożenie podpisu pod Kartą przez prezydenta Wrocławia można traktować raczej jako wyraz subiektywnych poglądów w kwestiach światopoglądowych i obyczajowych, objętych treścią tego nacechowanego ideologicznie dokumentu, będącego emanacją teorii gender[6].

Na temat Karty wypowiedział się Wojewoda Wielkopolski, który w rozstrzygnięciu nadzorczym z dnia 16 marca 2020 r. KN-I.4131.1.148.2020.16[7], stwierdził nieważność uchwały Rady Miasta Poznania z 9 lipca 2019 r. w sprawie ustalenia kierunków działania prezydenta miasta w zakresie przyjęcia przez Miasto Poznań Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym. W uzasadnieniu swojej decyzji wojewoda wskazał, że postanowienia uregulowane Kartą „wykraczają poza zakres kompetencji przypisanych zarówno organowi wykonawczemu, jak i organowi stanowiącemu jednostki samorządu terytorialnego”, a dodatkowo, że Karta, której wypełnienie ma gwarantować równość i demokrację:

  • sama w sobie jest źródłem ograniczania wolności i praw obywateli, które leżą u podstaw demokracji. Powołuje się bowiem na ogólne pojęcie stereotypu i wprowadza programową z nim walkę,
  • ingeruje tym samym w prawa i wolności, których gwarantem jest Konstytucja (art. 47, 48, 53 Konstytucji),
  • wprowadza nowe zasady w doborze pracowników, gdzie już kompetencje i profesjonalizm danej osoby nie mają decydującego znaczenia.

Miasto Poznań wniosło skargę na rozstrzygnięcie nadzorcze, jednak WSA w Poznaniu w przywoływanym wyżej wyroku z dnia 27 sierpnia 2020 r. oddalił skargę miasta, a 20 października 2022 r. rozstrzygnięcie wojewody utrzymał w mocy także Naczelny Sąd Administracyjny[8]. Sądy obu instancji uznały, że podejmowanie tego rodzaju uchwał, jak będąca przedmiotem postępowania, nie stanowi zadania publicznego, które zostało przez ustawodawcę przekazane samorządowi terytorialnemu.

Wybrane założenia „Równościowego plan działania miasta Wrocławia 2024–2026”

W projekcie równościowego planu działania miasta Wrocławia czytamy: „Miasto Wrocław zobowiązuje się do zwalczania, tak dalece jak to możliwe, uprzedzeń, praktyk i użycia języka i obrazów, które oparte są na idei wyższości lub niższości jednej z płci. Chcemy promować pozytywny wizerunek płci i eliminować krzywdzący wpływ stereotypów dotyczących kobiet i mężczyzn.”

Powyższe jawi się jako sprzeczne z art. 53 Konstytucji RP, który stanowi, iż każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (ust.1), zaś cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane (ust. 2 zd. 1).

Wrocławski ratusz planuje także „walczyć z dyskryminacją” ze względu na orientację seksualną i „tożsamość płciową”. W ramach realizacji swoich pomysłów przewiduje:

  • „Prowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej skierowanej do dzieci, młodzieży i dorosłych w celu uwrażliwiania na tematykę równego traktowania i różnorodności społecznej oraz przeciwdziałania dyskryminacji.
  • Wspieranie nauczycieli i nauczycielek oraz osób pracujących z dziećmi i młodzieżą w miejskich instytucjach w podnoszeniu kompetencji do nauczania uwzględniającego wrażliwość na różnorodność społeczną i rozumienie potrzeb innych osób.
  • Prowadzenie kampanii społecznej nt. równego traktowania w celu zwalczania stereotypów i promowania równego traktowania.
  • Prowadzenie kampanii edukacyjnych promujących używanie języka włączającego, równościowego”.

Działania te, niezależnie od zagrożenia wolności słowa i wyrażania swoich poglądów (w tym przez nauczycieli) mogą prowadzić także do naruszenia prawa rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami (art. 53 ust. 3 Konstytucji RP).

Władze Wrocławia, choć nie mają prawa ingerować w działalność dydaktyczno-wychowawczą i opiekuńczą szkoły, planują nadto działania w zakresie:

  • realizacji programu z zakresu edukacji o rozwoju psychoseksualnym człowieka we wrocławskich szkołach i edukacji pozaformalnej”,
  • „przygotowania publikacji skierowanej do nauczycielek i nauczycieli i osób pracujących z dziećmi i młodzieżą nt. standardów edukacji włączającej i na rzecz różnorodności”.

Dodatkowo planują „wykorzystanie kultury i sportu jako narzędzi włączania społecznego i promocji różnorodności”.

O tym jakie mogą być dalsze konsekwencje takich działań można przeczytać w tekście na stronie Instytutu Ordo Iuris, poświęconym skutkom permisywnej edukacji seksualnej[9].

Jednym z nielicznych punktów, które należy ocenić pozytywnie jest „zapewnienie ogólnodostępnych pokoi do karmienia piersią i zaopatrzonych w przewijaki do przewijania dzieci w instytucjach publicznych”.

Do 12 marca 2024 r. mieszkańcy Wrocławia mają możliwość zgłoszenia swoich uwag do planu równościowego, którego projekt dostępny jest na stronie internetowej[10].

 

 

 
 

R.pr. Marek Puzio – starszy analityk Instytutu Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

12.03.2024

Trwają pracę nad globalnym zarządzaniem zdrowiem - spotkanie Grupy Roboczej ds. poprawek do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych

· W ostatnich tygodniach miało miejsce kolejne spotkanie WGIHR, czyli grupy roboczej mającej za zadanie opracowanie nowej wersji Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych.

· W trakcie sesji obradowano nad poprawkami do tej części artykułów MPZ, które są na zaawansowanym etapie negocjacji (np. art. 1, zawierający definicje legalne, czy art. 44, normującego kwestie związane ze współpracą i wzajemną pomocą).

· Kolejne spotkanie WGIHR ma mieć miejsce w kwietniu.

· W związku ze zbliżającym się terminem 77. sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia, na której mają być przyjęte zmiany do MPZ, Instytut na bieżąco monitoruje prace prowadzone w Światowej Organizacji Zdrowia.

Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne (International Health Regulations - IHRs lub MPZ) to regulacja Światowej Organizacji Zdrowia, przyjęta w oparciu o art. 19 i art. 21 Konstytucji WHO z 1946 roku. Podstawowym celem MPZ jest zapobieganie, ochrona, kontrola i zapewnienie reakcji w zakresie zdrowia publicznego na międzynarodowe rozprzestrzenianie się chorób w sposób współmierny i ograniczony do zagrożeń dla zdrowia publicznego, przy jednoczesnym uwzględnieniu potrzeby ochrony międzynarodowego handlu i transportu.

MPZ zostały przyjęte przez Światowe Zgromadzenie Zdrowia (WHA) - najwyższy organ WHO, w 1969 roku, a aktualnie obowiązującą wersję uchwalono w 2005 roku, w reakcji na wybuch epidemii wirusa SARS. Obecnie procedowane zmiany stanowią konsekwencję doświadczeń z okresu pandemii COVID-19, kiedy okazało się, że w swej obecnej wersji MPZ nie sprawdziły się jako narzędzie mające na celu zapobieganie i przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych na międzynarodową skalę. Dużym problemem okazały się także skutki społeczne i gospodarcze wynikające z wprowadzonych wówczas restrykcji sanitarnych, które miały negatywny wpływ na handel oraz na transport międzynarodowy.

W ostatnim czasie miało miejsce kolejne, siódme od momentu rozpoczęcia prac, spotkanie WGIHR. Grupa obradowała w formacie hybrydowym (zdalnie i na miejscu), a przewodniczyli jej wspólnie dr Abdullah Assiri z Arabii Saudyjskiej i dr Ashley Bloomfield z Nowej Zelandii. Poinformowali oni m.in., że od czasu ostatniego posiedzenia w grudniu 2023 roku Sekretariat WGIHR otrzymał uwagi ze strony państw członkowskich WHO co do określonych artykułów MPZ oraz o współpracy z Międzyrządowym Ciałem Negocjacyjnym (Intergovernmental Negotiating Body), odpowiedzialnym za przygotowanie tekstu tzw. traktatu antypandemicznego. W tym zakresie wiceprzewodniczący poinformowali o dwóch nieformalnych spotkaniach WGIHR i INB w styczniu, gdzie omówiono kwestie związane z zapobieganiem pandemii, gotowością, nadzorem czy tzw. Stanem zagrożenia zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym (Public Health Emergency of International Concern – PHEIC. Zgodnie z definicją zawartą w art. 1 MPZ, jest to zdarzenie nadzwyczajne, stanowiące zagrożenie w związku z międzynarodowym rozprzestrzenianiem się chorób, potencjalnie wymagające skoordynowanej, międzynarodowej reakcji).

Współprzewodniczący przeprowadzili dyskusje z wnioskodawcami art. 44A w sprawie finansowania, w celu opracowania zaktualizowanej propozycji tekstu, biorąc pod uwagę prace nad tym tematem w INB (ciało odpowiedzialne za opracowanie tzw. traktatu antypandemicznego). W odniesieniu do art. 53A, 53 bis, 54 i 54 bis związanych z zarządzaniem, monitorowaniem i nadzorem, współprzewodniczący przeprowadzili debatę z wnioskodawcami w celu opracowania połączonej propozycji tekstu do rozważenia przez grupę redakcyjną.

W dalszej części spotkania skupiono się na dopracowaniu poprawek do artykułów i załączników, które są na zaawansowanym etapie negocjacji (np. art. 1, zawierający definicje legalne MPZ). Dr Ashley Bloomfield podkreślił, iż rozmowy dotyczące zmian w MPZ są procesem kierowanym przez państwa członkowskie WHO a ostateczna wersja tej regulacji będzie zależała od osiągniętego konsensusu.

- Ta grupa robocza zdefiniuje następne 10 lat globalnego nadzoru i zbiorowego bezpieczeństwa, jeśli chodzi o sytuacje zagrożenia zdrowia, a zwłaszcza epidemie o dużym wpływie - powiedział dr Michael Ryan, dyrektor wykonawczy Programu Sytuacji Kryzysowych WHO.

Obecna sesja miała zostać wznowiona 8 marca, w celu omówienia przez przedstawiciele państw członkowskich kwestii dotyczących współpracy, budowania potencjału czy finansowania. Na stronie WGIHR nie ma jednak, jak na razie, dokumentów dotyczących tego spotkania i ustaleń tam poczynionych.

Następne i prawdopodobnie ostatnie spotkanie WGIHR, według informacji dostępnych na stronie internetowej tego gremium, zaplanowane jest na 22-26 kwietnia bieżącego roku. Przyjęcie nowej wersji Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych ma nastąpić, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przedstawicieli WHO, na 77. sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia w maju bieżącego roku.

- Po każdym spotkaniu na stronie internetowej WGIHR pojawia się dokumentacja związana z podejmowanymi tam decyzjami. Niestety, analizując zawarte tam raporty i inne dokumenty trzeba stwierdzić, iż mają one bardzo ogólny charakter, nie zawierając w istocie precyzyjnych informacji. Taka sytuacja budzi liczne wątpliwości, zwłaszcza że prace nad tak ważną regulacją jak MPZ powinny być prowadzone w atmosferze przejrzystości i wzajemnego zaufania. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, iż ta „ogólność” nie odnosi się tylko do omawianego tutaj siódmego spotkania WGIHR, ale do zdecydowanej większości posiedzeń tego gremium. Dlatego też z niecierpliwością oczekujemy na zaprezentowanie tekstu nowej wersji MPZ, który będzie służył za podstawę dla negocjacji podczas 77. sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia w maju bieżącego roku. Tylko ten tekst będzie mógł posłużyć do całościowej merytorycznej oceny zaproponowanych zmian - wskazuje Patryk Ignaszczak z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

Czytaj Więcej
Ochrona życia

11.03.2024

Lewicowe ugniatanie sumień - pierwszy tekst z cyklu "Aborcja - droga do narodowego horroru"

· Według sondaży, większość Polaków popiera większą niż obecnie prawną dostępność zabójstwa prenatalnego, a jednak poparcie to waha się w zależności od tego jak formułowane są pytania sondażowe.

· Zdecydowanie mniej Polaków jest skłonnych do bezwarunkowego poparcia zabijania na życzenie dzieci na prenatalnym etapie życia do 12 tygodnia ciąży niż do ogólnie określonej zmiany na rzecz opcja za zabijaniem.

· Wiele wskazuje, że Polaków udało się przekonać, że napięcie pomiędzy prawem do życia a „wyborem” można rozstrzygnąć tylko poszerzając wolność zabijania.

· Przynajmniej część opinii publicznej wydaje się sądzić, że uległość wobec skrajnych proaborcyjnych propozycji Koalicji Obywatelskiej i Lewicy ostatecznie ustabilizuje problem aborcji w Polsce, a zgoda na prawne rozszerzenie dostępności zabijania dzieci nienarodzonych będzie roztropnym kompromisem pomiędzy prawami dziecka i prawami dorosłych.

· Więcej na ten temat poniżej - w pierwszym tekście z cyklu „Aborcja - droga do narodowego horroru”.

 

Faktyczna świadomość ankietowanych

Nastroje jakie da się zauważyć choćby wśród użytkowników mediów społecznościowych w Polsce prowadzą do wniosku, że część polskiego społeczeństwa jest przekonana, jakoby przegłosowanie przez parlament dostępności zabójstwa prenatalnego na życzenie do 12 tygodnia miało zamknąć kwestię życia nienarodzonych raz a dobrze. Na dziś widać, że radykalne projekty złożone w Sejmie przez Koalicję Obywatelską i Lewicę zyskują w oczach polskiego społeczeństwa. Warto przyjrzeć się temu, jakie mechanizmy tu rzeczywiście działają.

Wydaje się, że Donald Tusk przekonał znaczną część naszego społeczeństwa, że istnieje w Polsce potrzeba „ustalenia na nowo tych fundamentów, które możemy uznać za wspólne” – jak mówił w swoim expose 13 grudnia 2023 roku – także w zakresie ochrony życia nienarodzonych osób lub jej braku. Według opublikowanych 6 marca wyników sondażu IPSOS dla oko.press i TOK.FM, aż 62 proc. respondentów opowiada się za tym, by któryś z radykalnie proaborcyjnych projektów wszedł w życie. Należy od razu dodać, że istnieje w tej sprawie, przynajmniej u części Polaków, zauważalne wahanie nastrojów czy też może raczej niezdecydowanie. W badaniu pracowni IBRIS dla Radia ZET, którego wyniki opublikowano 31 stycznia 2024 roku, gdzie zadano pytanie nie o projekty ustaw, ale o to, czy „aborcja do 12. tygodnia ciąży powinna być dozwolona w każdym przypadku”, ostrożność badanych była znacznie bardziej zauważalna. W przypadku tego sondażu 51 proc. ankietowanych było za pełną akceptacją zabijania osób na prenatalnym etapie życia, a 43 proc. przeciwko.

Wyniki tych sondaży wskazują, że prawdopodobnie część badanych nie jest pewna, w jaki sposób rozstrzygnąć wynikający dla nich z debaty publicznej spór pomiędzy nieredukowalnymi wartości, jakimi wydają się być prawo do życia i “wolny wybór”. Na tym bowiem polega liberalno-lewicowy szantaż wobec ludzkich sumień – kto jest po prostu za ochroną życia jest automatycznie przedstawiany jako przeciwnik wolności. Hasło „wybór, nie zakaz”, które skolonizowało wyobraźnię znacznej części polskiego społeczeństwa, stanowi odwzorowanie fałszywych alternatyw, jakie stawiają przed nami proaborcyjni propagandziści. Do sondaży, także tych przedstawionych powyżej, należy dodać pewne pytanie metodologiczne, np. czy respondenci mieli pełną świadomość, że chodzi o aborcję do 12. tygodnia na życzenie. Bliżej takiej jednoznaczności jest IBRIS, choć i tu należałoby zastanowić się, w jaki sposób respondenci rozumieją „każdy przypadek”. Czy chodzi o każdą jednostkową sytuację ciąży, czy może o przypadki ustawowe, które określały od 1993 roku, w jakich sytuacjach aborcja została dopuszczona przez polskiego ustawodawcę.

Niewątpliwie jednak szczególnie wśród elektoratu koalicji rządzącej, udało się środowiskom feministycznym, przy wsparciu liberałów, upowszechnić fałszywe przekonanie, że kształtująca się w Polsce po roku 1989 tradycja prawnej ochrony życia osób nienarodzonych jest przesadnym radykalizmem. Zapewne „skażonym” oddziaływaniem nauczania katolickiego i jakiegoś rodzaju irracjonalizmem o podłożu religijnym. Równocześnie w sektorze opinii publicznej, pozycjonującej się od politycznego centrum do lewa, uformowało się podobnie fałszywe przekonanie, że projekty dopuszczające bez ograniczeń zabójstwo prenatalne do 12 tygodnia są właśnie jakiegoś rodzaju kompromisem, pomiędzy – używając logiki i języka liberałów – „zakazem” a „wyborem”. W sondażu IPSOS dla „Rzeczpospolitej” z 18 grudnia 2023 r. za bezwarunkowym dopuszczeniem przerwania ciąży do 12. tygodnia opowiedziało się 60 proc. wyborców KO, 50 proc. wyborców Lewicy oraz 44 proc. wyborców Trzeciej Drogi. Rzecz jasna przekonanie, że takie rozwiązanie ma charakter roztropnego kompromisu moralnego jest całkowicie arbitralne, ponieważ do życia człowieka, jak zauważył to kiedyś bardzo trafnie prof. Andrzej Paszewski z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, „od stadium zygoty aż do późnej starości [...] nie dochodzi z zewnątrz nic, co zmieniałoby go jakościowo”.

Rzekome ograniczenia praw w rzeczywistości ochroną praw

Zatem wszystkie propozycje rozwiązań etycznych czy prawnych, które wykraczają poza akceptację zasady podwójnego skutku, kiedy to do śmierci dziecka na prenatalnym etapie życia, dochodzi w związku koniecznością ratowania zdrowia i życia matki, nie spełniają warunku „roztropnego kompromisu” pomiędzy zasada prawa do życia, a wolnością wyboru. W rzeczywistości bowiem mamy tu do czynienia z pomieszaniem różnych porządków. „Roztropny kompromis” oznacza znalezienie trudnego, ale jednocześnie koniecznego rozgraniczenia nie pomiędzy prawem do życia a wolnością, ale pomiędzy prawami dwóch osób wciąż jeszcze organicznie ze sobą złączonych. Tymczasem język proaborcyjny, choć sugeruje nieraz kompromis pomiędzy wolnością i życiem lub wręcz ochronę życia matki za pomocą uśmiercenia dziecka, w rzeczywistości jest tylko negocjowaniem, jak dalece społeczeństwo może uczynić koncesję wobec jednostkowego egoizmu i jego życzenia, by móc bez konsekwencji usunąć innego człowieka ze społeczeństwa. Dlatego istnieje ciągłość pomiędzy postulatami aborcyjnymi, a postulatami dotyczącymi eutanazji – najpierw ludzi w podeszłym wieku, potem nieuleczalnie chorych w każdym wieku, cierpiących psychicznie czy noworodków. Postulatem zarówno dziś, jak i w przeszłości organizuje sterowana przez hedonizm zasada użyteczności. [1, 2, 3

Jaki zatem charakter ma wspomniane powyżej wahanie się sumień? Dość łatwo to opisać. Wciąż znaczna część polskiego społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że w kwestii prawnej ochrony życia nie chodzi o po prostu bezduszny zakaz przeciwko wolności wyboru, ani w buncie wobec takich regulacji o sprzeciw wobec ograniczeń, jakie – rzekomo patriarchalne – społeczeństwo nakłada na swobodę kobiet w zakresie dysponowania swoim ciałem. Chodzi o prawo do życia, którego istnienie rozpoznane zostało nie tylko w perspektywie religijnej, ale także świeckiej. Mówi o nim Powszechna deklaracja praw człowieka w artykule 3, także Europejska konwencja praw człowieka w artykule 2, a nawet Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Zatem to, co lewica i liberałowie próbują nam przedstawić jako zakaz, jest w rzeczywistości ochroną praw, a zasadniczym celem wszelkich praw jest ochrona słabszych – w bardzo różnym zakresie – przed przemocą społeczeństwa. Zatem zniesienie owego „zakazu” oznaczać będzie zgodę na niereglamentowaną przemoc wobec wysegregowanej grupy społecznej, jaką stanowią ludzie na prenatalnym etapie życia. Wielu ludzi, nawet tych tęskniących za mitem kompromisu aborcyjnego, zdaje sobie z tego dość dobrze sprawę.

Aborcjoniści się nie zatrzymają

Można sądzić, że wahająca się w sumieniu grupa Polaków, własne dylematy – może nawet domyślnie – przypisuje również popierającym proaborcyjne projekty ustaw politykom Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy. Jest to jednak błąd poznawczy, na którego trwanie lewica i liberałowie bardzo liczą, ponieważ pozwala on – np. z pomocą retoryki praw człowieka – suflować opinii społecznej coraz bardziej drastycznie nieludzkie oferty swobodnego dostępu do eksterminacji ludzi na prenatalnym etapie rozwoju. Wystarczy spojrzeć na proaborcyjną infografikę, jaką na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikowała Młoda Lewica, czyli młodzieżówka Lewicy parlamentarnej. Można zawarty w niej przekaz, skierowany do młodszego odbiorcy, potraktować jako lewicowy przekaz przyszłości. „Darmowa i bezpieczna aborcja na żądanie” – czytamy na internetowej ulotce. „Legalna aborcja bez kompromisów” – dodają młodzi lewicowcy. Ani słowa o ograniczeniu tej praktyki do 12. Tygodnia czy ratowaniu kobiet, które, rzekomo, mogłyby stracić życie z powodu prawnej ochrony dzieci nienarodzonych. Po prostu „aborcja na żądanie”. Może to oznaczać – biorąc pod uwagę co praktykuje się w różnych krajach, zabijanie dzieci nawet w trakcie porodu czy tzw. „aborcję postnatalną”. To przyszłość, jaką dla Polski widzi Lewica, która dziś po prostu przesuwa okno Overtona, aktualnie ograniczając dostęp opinii publicznej do swoich rzeczywistych przekonań i celów.

Zresztą retoryka polityków koalicji rządzącej już zmieniła się od czasów, gdy byli oni w opozycji za rządów Zjednoczonej Prawicy. Z horyzontu narracji zniknęły nieszczęsne ofiary lekarskich błędów, jak pani Izabela z Pszczyny, za której śmierć lewica fałszywie obwiniała ustawodawcę, Trybunał Konstytucyjny, PiS, prawicę czy wręcz każdego, kto wyraża sprzeciw wobec proaborcyjnego radykalizmu. Próbowano przy okazji takich spraw udowadniać, że prawo w Polsce – chroniące życie dziecka – uniemożliwia ratowanie w razie potrzeby życia matki. Nie dziwne, że te historie przestały być interesujące i użyteczne. Jaki jest bowiem związek, pomiędzy wyjątkowymi sytuacjami krytycznymi, w których naprawdę waży się życie dwojga ludzi, a postulatem aborcji na żądanie do 12. tygodnia i całkowitym poluzowaniem zasad jej stosowania w kolejnych trymestrach ciąży? Przypomnijmy, że w projekcie ustawy zaproponowanym przez Lewicę znajduje się zapis, wedle którego do zabicia dziecka po 12. tygodniu wystarczy przesłanka o „zagrożeniu zdrowia psychicznego osoby w ciąży”. Doświadczenie innych państw pokazuje, że nie jest to zasada ograniczająca zabójstwo prenatalne, ale otwierająca dostępność do niej – w tym przypadku, w sposób ukryty, do 9. miesiąca ciąży. Każdy powinien mieć zatem świadomość, że promotorzy aborcji stale posługą się wobec opinii publicznej zasadą „prawdy etapu”, czyli faktycznie kłamstwem.

 

Tomasz Rowiński - senior research fellow w projekcie „Ordo Iuris: Cywilizacja” Instytutu Ordo Iuris, redaktor „Christianitas", redaktor portalu Afirmacja.info, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in „Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa", „Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych", „Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu", „Anachroniczna nowoczesność. Eseje o cywilizacji przemocy". Mieszka w Książenicach koło Grodziska Mazowieckiego.

Czytaj Więcej