Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Komentarze

Komentarze

Wolności obywatelskie

23.09.2024

Anna Łabno: Załamanie systemu sądowego w Polsce. O skutkach działań ministra Adama Bodnara

· Sytuacja, w jakiej znajduje się aktualnie polski wymiar sprawiedliwości, stanowi realne zagrożenie dla stabilizacji państwa i obowiązku wykonywania jednej z jego podstawowych funkcji, jaką jest zapewnienie odpowiedniego działania sądów i w ten sposób ochrony praw i wolności jednostki.

· To sądy przywracają porządek prawny, gdy dochodzi do jego naruszenia. Jednak, aby mogły tę funkcję wykonywać, państwo ma obowiązek zagwarantować zarówno odpowiedni system prawny, jak i warunki w jakich działają.

· Obserwując wydarzenia polityczne i ich prawne konsekwencje w ostatnich kilku miesiącach, można odnieść wrażenie, że ten obowiązek jest polskim władzom rządowym całkowicie nieznany.

· Nie chodzi bowiem o to, by rządzić dla zachowania swojej pozycji, ale, by jego treścią było dążenie do osiągania dobra wspólnego, jak to jednoznacznie stanowi art. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Jest to zasada fundamentalna w polskim ustroju politycznym, która powinna stanowić kryterium interpretowania pozostałych, w różny sposób ujętych w tekście Konstytucji.

· Funkcje te interpretuje się z tekstu naszej ustawy zasadniczej, ponieważ nie zawiera ona żadnego katalogu funkcji państwa.  To bynajmniej nie oznacza, że nie można go ustalić.

 

Funkcje państwa są najczęściej wynikiem interpretacji zasad ustrojowych umieszczonych w rozdziale I zatytułowanym „Rzeczpospolita”, a także katalogu wolności i praw jednostki oraz jej obowiązków, uregulowanych w rozdziale II. Nikt nie ma wątpliwości, że państwo powinno zapewniać bezpieczeństwo obywateli, rozwój gospodarczy, stabilizację finansów publicznych i zestawienie to można wydłużać wskazując wiele celów, które państwo powinno realizować. W ten sposób wprowadza się w życie zasady konstytucyjne i zapewnia wolności i prawa jednostce. Tworzy się dobro wspólne. O tych sprawach się dyskutuje, a na podstawie osiąganych wyników ocenia się działania władzy. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale czy to wyczerpuje konstytucyjne zobowiązania państwa wobec obywateli? W powyższym ujęciu mamy do czynienia z klasycznym podejściem do funkcji państwa, swego rodzaju podręcznikowym. Natomiast nasza Konstytucja zawiera również zupełnie nietypowe unormowanie, do którego warto się odwołać, postrzegając je właśnie z punktu widzenia polityki państwa wobec sądownictwa.

 

Rzetelność i sprawność działania wymiaru sprawiedliwości

 

Chodzi o krótki fragment Wstępu do Konstytucji, w którym ustrojodawca stwierdził, że „działaniu instytucji publicznych [należy] zapewnić rzetelność i sprawność”. Można by uznać, że w świetle wszystkich krytycznych wypowiedzi, w których wskazuje się na łamanie tak elementarnych zasad, jak trójpodział władzy, nieusuwalność oraz niezawisłość sędziów i niezależność sądów, zapewnienie rzetelności i sprawności działania instytucji państwa to nie kwestia fundamentalna. Jednakże działania władzy powodują nie tylko niszczenie aksjologii sędziowskiej poprzez wręcz eliminowanie wspomnianych zasad, ale również anarchizują i dezorganizują sądownictwo powodując, że nie jest ono zdolne do prawidłowego realizowania swoich funkcji.  Przywołanie powyższej frazy Wstępu powoduje konieczność odwołania się do analizy jej skuteczności prawnej. 

 

Dotąd najczęściej przyjmowaliśmy, że wstęp w konstytucji to tekst nawiązujący do szczytnych kart historii, nakazujący uznanie najważniejszych dla narodu wartości jako podstawy aksjologii prawa i działania państwa, napisany szczególnie wyszukanym językiem. Zazwyczaj uważaliśmy, że nie może być źródłem żadnych zobowiązań państwa, w najlepszym wypadku mógłby jedynie wskazywać kierunki wykładni norm konstytucyjnych. Jednakże w ostatnich latach coraz częściej przyjmujemy jego dwojaki charakter, co oznacza, że może to być zarówno tekst upamiętniający najważniejsze wydarzenia w historii narodu, uroczysty w formie, ale jednocześnie może zawierać postanowienia spełniające cechy normy prawnej, czyli mające skuteczność prawną. I do takich postanowień należy zobowiązanie by działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność.

 

Ileż razy czytając Wstęp, nawet dokładnie, nie dostrzegaliśmy potencjalnego znaczenia tych słów. Wydają się oczywiste, czy władza nie ma obowiązku działać rzetelnie i sprawnie? Jednak dopiero po kilku wyrokach Trybunału Konstytucyjnego, który odwołał się do tego fragmentu Konstytucji i uznał, że ustanawia on zasadę, by działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, ta fraza konstytucyjna nabrała jednoznacznie charakteru normatywnego. Nie mamy więc w tym wypadku do czynienia z  postulatem sprawności i skuteczności działania instytucji publicznych, czyli pewnego rodzaju norma programową,  ale z  obowiązkiem podejmowania konkretnych działań, które mają służyć temu celowi. 

 

W świetle powyższych ustaleń nie ulega wątpliwości, że zasada sprawności i skuteczności powinna warunkować również działania podejmowane przez MS w wymiarze sprawiedliwości i stanowić także cel wszelkich reform zapowiadanych aktualnie w sądownictwie. Jednak wydarzenia ostatnich dwóch tygodni temu przeczą, a można to szczegółowo udokumentować, analizując działania podejmowane przez Premiera RP, Donalda Tuska w związku ze zmianami personalnymi w Sądzie Najwyższym, a następnie prezentacją założeń reformy sądowej, a ściślej projektu oceny politycznej sędziów powołanych przez nową Krajową Radę Sądownictwa, poczynając od 2018 r.

 

Całą sekwencję zdarzeń i decyzji zapoczątkowała bardzo spektakularna sprawa kontrasygnaty, której dokonał Premier Donald Tusk, składając podpis na akcie Prezydenta RP związanym z procedurą powołania nowego prezesa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Z analizy tego zagadnienia czuję się zwolniona wobec faktu zamieszczenia na stronie Ordo Iuris bardzo szczegółowego jego omówienia, ale zdarzenie to trzeba odnotować. Zarówno ze względu na skutki polityczne, jak i prawne. W tym drugim przypadku kontekst jego oceny będzie jednak zupełnie inny, niż we wspomnianym omówieniu OI.

 

Znaczenie kontrasygnaty Premiera i skutki prób jej cofnięcia

 

Wobec frontalnego ataku przede wszystkim środowiska sędziowskiego skupionego wokół Iustititii i Themis, ale nie tylko, Premier Donald Tusk uznał dokonanie kontrasygnaty za błąd (jak to określił) i ogłosił jej wycofanie. I trudno byłoby w tym miejscu nie zakrzyknąć, jak Cyceron, „o tempora, o mores”! W ten sposób złamane zostały bowiem zasady ustroju politycznego. A jest on oparty o klasyczne założenie, zgodnie z którym każde działanie władzy jest poddane odpowiedzialności politycznej, ale jest ona w różny sposób egzekwowana. Prezydent, jako historyczny następca monarchy, podobnie, jak poprzednik nie ponosi odpowiedzialności politycznej, a zatem jego akty urzędowe o szczególnym znaczeniu muszą być kontrasygnowane, gdyż w ten sposób można wyegzekwować ich rozliczenie polityczne. Kontrasygnata służy przejęciu odpowiedzialności politycznej przez wskazany organ władzy, którym w Polsce jest premier. Jest ona środkiem politycznym, który z istoty rzeczy nie może podlegać ocenie sądu, czy to administracyjnego czy powszechnego.  Dla lepszego uzmysłowienia sobie specyfiki tej instytucji, warto spróbować sobie wyobrazić (a nie jest to łatwe), w jaki sposób Premier miałby prowadzić politykę państwa, gdyby każda kontrasygnata dokonywana wobec aktów Prezydenta mogła być zaskarżona do sądu! Jednak najważniejsze jest to, że gdyby  to się zdarzyło (a w naszych czasach nie można wykluczyć, że tak się mogłoby stać), to poddanie kontrasygnaty kontroli sądowej będzie całkowicie sprzeczne z logiką systemu. Każdy ustrój ma bowiem swoją logikę, według której jest ukształtowany i która bardzo często jest uwarunkowana historycznie i nie można jej w sposób dowolny zmieniać. Traci wówczas swój sens.

 

Przedstawiona sprawa ma jeszcze drugi aspekt, gdyż Premier powołał się na błąd, który jakoby spowodował złożenie kontrasygnaty i tym uzasadnił jej wycofanie, które było prawnie i faktycznie nieskuteczne. I w związku z tym pojawia się kwestia, jak zakwalifikować takie działanie w świetle zobowiązania władzy do rzetelnego i sprawnego rządzenia. Na pewno trzeba odrzucić cywilistyczną koncepcję działania pod wpływem błędu. A może jednak w ogóle  błędu nie było?

 

Premier  Donald Tusk nie popełnił błędu, bo urzędnicy KPRM w takich sprawach się  nie mylą. A  nawet gdyby, to osoby odpowiedzialne powinny byłyby ponieść konsekwencje administracyjne, a to oznaczałoby dymisje. O tym jednak, jak dotąd nic się nie mówi. Czy wobec tego nie mamy do czynienia ze swoistym balonem próbnym, jak daleko można posunąć się zmieniając „przepisy sądowe”, czyli, gdzie jest polityczna granica, która dla  środowisk sędziowskich skupionych wokół Iustitii i Themis jest nieprzekraczalna w procesie „reformowania polskiego sądownictwa”. I jakie środki należy zastosować, aby zdusić konserwatywne pomysły i na przyszłość nie dopuścić do ich odrodzenia się.

 

„Przywracanie państwa konstytucyjnego”

 

W piątek 6 września MS przedstawiło zarys koncepcji „przewrócenia państwa konstytucyjnego”, jak to początkowo można było przeczytać na platformie X, zanim poprawiono na „przywrócenie”.

 

Czytając projekt zaprezentowany przez Ministra Adama Bodnara na spotkaniu, w którym uczestniczyli przedstawiciele wyłącznie prorządowych organizacji (a takie działanie narusza art. 2 i zasadę stosowania dialogu społecznego wyrażone we Wstępie do Konstytucji RP), nie można mieć żadnych wątpliwości, że historia się powtarza. Kto pamięta lata budowy socjalistycznej Polski lub dokładnie czytał literaturę drugiego obiegu, ten znajdzie potwierdzenie, że sądy stanowiły (obok aparatu represji) podstawę ugruntowania i zachowania władzy politycznej. To one stoją na straży „sprawiedliwości” i ich zadaniem jest przywracać stan zgodności z prawem. W aktualnej Polsce oznacza to z prawem „tak, jak my je rozumiemy”, według słów Premiera Donalda Tuska. 

 

Jakże charakterystyczna po 1989 r.  była polityka ochrony sędziów okresu PRL-u przed jakąkolwiek próbą weryfikacji. Byli jedynym zawodem prawniczym, który nie przeszedł żadnej tego rodzaju procedury. Hasło „samooczyszczenia” brzmi dziś szczególnie tragicznie.

 

Założenia projektu reformy przedstawił na wspomnianym spotkaniu Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar. Na razie nie zostało one skonfrontowane z propozycjami, które przygotowuje Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, działająca pod przewodnictwem dr hab. SSO Krystiana Markiewicza. Można oczekiwać, że dojdzie do wypracowania wspólnego stanowiska, zanim jednak to nastąpi, warto przyjrzeć się temu, co wyszło spod pióra ministerialnego.

 

Nawet pobieżna analiza pozwala stwierdzić bez żadnych wątpliwości, że przedstawione propozycje w sposób zupełnie jednoznaczny łamią Konstytucję RP i jako takie wykluczają poszukiwanie nawet niewielkiego marginesu porozumienia pomiędzy opozycją a stroną rządową. To próba całkowitego podporządkowania sędziów władzy wykonawczej poprzez z jednej strony zmiany ustrojowe w systemie sądownictwa a z drugiej bezpośrednie oddziaływanie na sędziów poprzez upokorzenie i zastraszenie. Bo czymże innym jest zapowiedź podziału sędziów na trzy grupy, z których każda ma mieć swój specjalny status poddania ocenie władzy politycznej, a warunkiem pełnienia funkcji sędziego jest pełna wobec niej lojalność, którą zapewnić ma wypełnienie warunków zgodnie z przypisanymi przez Ministra dla poszczególnych grup? To są już zapewne środki w ramach zapowiedzianego przez Premiera Donalda Tuska prowadzenia polityki demokracji walczącej, o której, jako koniecznej metodzie działania władzy, mówił w jednym ze swoich wystąpień.

 

W grupie pierwszej znaleźli się asesorzy i młodzi sędziowie, którzy, według słów Ministra Bodnara, nie mieli wyboru innej KRS, niż powołana na mocy ustawy z 2017 r. i byli zmuszeni skorzystać z takiej drogi zawodowej, jaka była w tamtym czasie i jeszcze aktualnie obowiązuje. Druga grupa to sędziowie, których łączy tzw. wspólne przedsięwzięcie polegające na udziale w „budowie porządku niedemokratycznego” w Polsce w ten sposób, że zdecydowali się wykorzystać propozycje awansu w wymiarze sprawiedliwości. Natomiast trzecia obejmuje tych sędziów, którzy, znów, jak ujął to Minister Bodnar mieli „nieprzepartą wolę”, by awansować, ale nie można postawić im zarzutu, że uczestniczyli we wspólnym przedsięwzięciu. W odniesieniu do tych ostatnich ekspiacja ma polegać na wyrażeniu czynnego żalu. Mieliby złożyć oświadczenie o popełnieniu życiowego błędu i w takim przypadku byliby uprawnieni powrócić na poprzednio zajmowane stanowisko a następnie mogliby brać udział w postępowaniach awansowych. Nie będą wobec nich wszczynane postępowania dyscyplinarne. Najbardziej restrykcyjnie Minister Bodnar proponuje potraktować sędziów z grupy drugiej, gdyż wobec nich zostaną przeprowadzone postępowania dyscyplinarne. Funkcja rzecznika dyscyplinarnego zostałaby powierzona specjalnemu organowi tzw. Konsylium Dyscyplinarnemu, które miałoby stosować kryterium naruszenia zasad etyki sędziowskiej.

 

Podział na trzy grupy sędziowskie jest wprawdzie oparty o zróżnicowaną ocenę „zawinienia” sędziów, ale należałoby przyjąć, że tylko pozornie grupa asesorów i sędziów z krótkim stażem zawodowym została potraktowana z „wyrozumiałością”. Jak to stwierdził Minister Bodnar, ponieważ nie mieli wyboru innej KRS, zostaną uznani za sędziów, którzy spełniają konstytucyjne wymogi powołania. Jednak trzeba wyraźnie stwierdzić, że w ten sposób podlegają ocenie i ma ona charakter polityczny, gdyż aby wykonywać zawód sędziego niezbędne jest wydanie decyzji politycznej wyrażonej w ustawie. To ostatecznie Sejm, a więc większość polityczna uzna uprawnienie, mimo iż wcześniej zostało ono przyznane w obowiązującej procedurze. Pozostaje to w jawnej sprzeczności z art. 178 Konstytucji, który reguluje status sędziego uznając jego niezawisłość i apolityczność. Trudno nie postawić pytania, w jaki sposób ci młodzi sędziowie mają wykonywać funkcję sędziego, skoro będą naznaczeni akceptacją władzy politycznej. Jest to stygmatyzacja polityczna. Może ona istotnie wpływać zarówno na zawodową karierę sędziego, jak też na pewno na społeczny odbiór tej grupy zawodowej.

 

Powracając do pozostałych grup sędziów, to podobnie, jak w przypadku asesorów, propozycje Ministra Bodnara należy ocenić jako niedopuszczalne i godne epoki stalinowskiej. Żądanie złożenia czynnego żalu w sytuacji, gdy sędziowie działali na podstawie obowiązującego prawa, zgodnego z Konstytucją RP i wszelkimi zasadami, które stanowią podstawę prawidłowej organizacji sądownictwa, dowodzi podejmowania działań należących do arsenału środków typowych dla systemów niedemokratycznych. Zgodnie ze słowami Premiera, stosowanych w demokracji walczącej. 

 

A więc dostęp do zawodu sędziego po wypełnieniu lojalki? To pewnie nowy sposób rozumienia apolityczności sędziego, którą gwarantuje art. 178 ust. 3, zakazując mu przynależności do partii politycznej, związku zawodowego i prowadzenia działalności publicznej, której nie da się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Ale, jak można się przekonać na podstawie klasyfikacji na grupy lojalności sędziowskiej, ma być ona w swej istocie apolityczna i wręcz zapewnia sędziom odpowiednie warunki do zachowania niezawisłości. Bo przecież można się oczyścić i z nową kartą przystąpić do wykonywania zawodu!

 

Postępowanie dyscyplinarne prowadzone przez organ powołany politycznie i działający na podstawie kryteriów politycznych, a przecież wobec sądu dyscyplinarnego obowiązują takie same wymogi, które stawia się każdemu sądowi, a które reguluje art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Stanowi on, że są winien być właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły.  W tym wypadku żadna z tych cech nie będzie dochowana.

 

Analiza zasad odpowiedzialności sędziów należących do II grupy wskazuje wyraźnie, że celem władzy jest ich eliminacja z zawodu, praktycznie jednoczesne wykluczenie możliwości wykonywania innych zawodów prawniczych. Ci ludzie mają się znaleźć na marginesie życia społecznego jako wrogi element w demokracji liberalnej.

 

Warunkiem wykonywania funkcji sędziego ma być nie apolityczność, ale bezwzględna lojalność polityczna. To łamie nie tylko art. 173 Konstytucji, ale także art. 30, który ustanawia zasadę godności człowieka uznając jej nienaruszalność, a władzę publiczną czyniąc zobowiązaną do jej poszanowania i ochrony.  O złamaniu takich postanowień Konstytucji, jak zasady podziału władzy (art. 10 ust.1), oraz odrębności i niezależności sądów od innych władz, nie sposób po raz kolejny się wypowiadać. Łamanie tych zasad stało się już swego rodzaju normą działania polskiego rządu. Zasady państwa prawnego (art.2 Konstytucji) oraz zasada legalizmu (art. 7 Konstytucji) również nie mają żadnego znaczenia prawnego, ani politycznego.

 

Projekty zmian w sądownictwie przedstawione przez Ministra Bodnara dotyczą bezpośrednio nie tylko sfery praworządności w ścisłym tego słowa rozumieniu, ale spowodują dezorganizację i anarchizację sądownictwa, tym bardziej, że przewidują one także całkowitą reformę Sądu Najwyższego, w którym mają zostać zlikwidowane dwie Izby.  Dotyczy to Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izby Odpowiedzialności Zawodowej tak, aby można było powrócić do dawnej struktury Sądu Najwyższego. 

 

Podsumowując, trudno nie stwierdzić, że działania rządu, doprowadząjąc do załamania systemu sądowego w Polsce, spowodują daleko idące ograniczenie prawa do sądu, który winien być właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły. Wartości, które sąd ma spełniać, nie będą zachowane w sytuacji, gdy żąda się od sędziów podpisania deklaracji lojalności politycznej, a niepokornych usunie się z zawodu, młodych zaś doceni polityczną w swej istocie ustawą. 

 

Na pewno też władza publiczna nie wykonana swego obowiązku sprawnego i skutecznego działania.

 

 

Prof. Anna Łabno – członek Rady Naukowej Instytutu Ordo Iuris

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

17.09.2024

Konieczność udowadniania własnej niewinności? Nowa definicja zgwałcenia w świetle Konstytucji

· Wiele dyskusji wywołał uchwalony przez Sejm projekt nowelizacji Kodeksu karnego, w którym zaproponowano zmianę definicji przestępstwa zgwałcenia.

· Jak dotąd było ono definiowane jako „doprowadzenie do obcowania płciowego innej osoby w drodze przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu”, natomiast według projektu ma to być także obcowanie płciowe bez zgody którejkolwiek ze stron.

· Proponowana nowelizacja artykułu 197 § 1 Kodeksu karnego, w swojej obecnej formie, wydaje się być niezgodna z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.

· Zmiana definicji zgwałcenia powinna być przeprowadzona w sposób, który nie narusza fundamentalnych zasad demokratycznego państwa prawnego, w tym zasady domniemania niewinności.

· Orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazuje już na konieczność interpretowania przepisu Kodeksu karnego w sposób pojmujący zgwałcenie ponad przełamanie fizycznego oporu pokrzywdzonej, co zgodne jest z orzecznictwem międzynarodowym (np. Trybunału w Strasburgu).

· Krytyczne stanowisko wobec projektu nowelizacji przyjął także Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek.

 

Co z zasadą domniemania niewinności?

 

Konstytucyjność proponowanej nowelizacji art. 197 §1 Kodeksu karnego zależna będzie od jego interpretacji. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę na ten temat. Nowa wersja art. 197 §1 Kodeksu karnego rozumiana jako wymóg przedstawienia przez oskarżonego dowodów, że odbyty przez niego stosunek seksualny odbył się za dobrowolną zgodą drugiej osoby, będzie niezgodna z zasadą domniemania niewinności zagwarantowaną w art. 42 ust. 3 Konstytucji RP.  Taka konstrukcja prawna budzi poważne wątpliwości co do jej zgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Kluczowym problemem jest potencjalna zmiana ciężaru dowodu. Zasada domniemania niewinności jest jednym z fundamentów demokratycznego państwa prawa. Oznacza to, że każda osoba oskarżona o popełnienie przestępstwa jest uważana za niewinną do czasu prawomocnego skazania. Ciężar udowodnienia winy spoczywa na oskarżycielu. Nowelizacja, rozumiana jako wymóg przedstawienia przez oskarżonego dowodów na uzyskanie zgody na stosunek seksualny, odwróciłaby tę zasadę. Oskarżony znalazłby się w sytuacji, w której musiałby udowodnić swoją niewinność, co jest niezgodne z konstytucyjną zasadą.

 

Istotny dla sprawy jest fakt, że większość aktów seksualnych odbywa się w prywatnej sferze, bez świadków. Udowodnienie uzyskania zgody, a następnie jej utrzymania przez cały czas trwania aktu płciowego, byłoby niezwykle trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe. Nawet zgoda udzielona na piśmie mogłaby zostać łatwo zakwestionowana przez osobę pokrzywdzoną. Konsekwencje takiej zmiany byłyby poważne. 

 

Dowód łatwy do podważenia

 

Choć intencja ustawodawcy jest szlachetna – ochrona ofiar przestępstw seksualnych – proponowane rozwiązania mogą prowadzić do niezamierzonych konsekwencji, które godzą w fundamentalne zasady demokratycznego państwa prawnego. W doktrynie prawa konstytucyjnego wskazuje się, że „konsekwencją tego domniemania w aspekcie proceduralnym jest obowiązek wykazania winy przez oskarżyciela, a w aspekcie materialnym – nakaz rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego”. Tymczasem redefinicja art. 197 §1 Kodeksu karnego w oparciu o brak znamienia zgody rodzi ryzyko interpretacji, wedle której to oskarżony będzie musiał wykazać swoją niewinność, przedstawiając dowody na uzyskanie zgody kobiety na współżycie, wątpliwości będą rozstrzygane na korzyść oskarżyciela, a zeznania pokrzywdzonej będą korzystały ze swoistego domniemania prawdziwości. Problem został dostrzeżony przez niektórych przedstawicieli doktryny. Zwróciło na niego także uwagę Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego, które w opinii wskazało na „szereg trudności dowodowych co do istnienia świadomej zgody i jej dobrowolności”. Zważywszy, że większość stosunków seksualnych odbywa się w miejscach odosobnionych, bez urządzeń nagrywających obraz i dźwięk, wykazanie przez oskarżonego, że uzyskał zgodę na współżycie (oraz że potencjalna ofiara nie wycofała tej zgody w jego trakcie) byłoby niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe. Gdyby nawet – czysto hipotetycznie – oskarżony uzyskał zgodę kobiety na piśmie, to mogłaby ona z łatwością zostać przez nią zakwestionowana przez stwierdzenie, że wycofała tę zgodę ustnie w trakcie stosunku. Udowodnienie przez oskarżonego, że kobieta tej zgody nie wycofała, byłoby praktycznie niemożliwe.

 

Komentatorzy prawni i akademicy, analizując podobne regulacje w innych krajach, zwracają uwagę na szereg potencjalnych problemów. Przede wszystkim, udowodnienie zgody może być niezwykle trudne, zwłaszcza w przypadku, gdy akt seksualny odbywa się w prywatnej sferze, bez świadków. Nawet jeśli oskarżony przedstawi dowody na wyrażenie zgody przez pokrzywdzoną, ta może w każdej chwili zmienić swoje zeznania, twierdząc, że zgoda była wynikiem przymusu, groźby lub podstępu. W takiej sytuacji oskarżony może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji procesowej, ponieważ będzie musiał obalić zeznania pokrzywdzonej, co często jest niezwykle trudne.

 

Wprowadzenie nowego modelu zgody może również prowadzić do wzrostu liczby fałszywych oskarżeń. Takie oskarżenie jest bardzo poważne i może mieć daleko idące konsekwencje dla życia oskarżonego. Dlatego też należy podchodzić do tego typu zarzutów z dużą ostrożnością. Ryzyko fałszywych oskarżeń jest szczególnie duże w sytuacjach, gdy relacje między oskarżonym a pokrzywdzoną były wcześniej napięte lub gdy istnieje motyw do zemsty.

 

Co na to Sąd Najwyższy?

 

Orzeczenie SN I KK 280/23 podejmuje temat definicji przemocy w kontekście przestępstwa zgwałcenia. Sąd Najwyższy dokonał dogłębnej analizy pojęcia przemocy, odchodząc od tradycyjnego pojmowania tego terminu jako konieczności przełamania fizycznego oporu osoby pokrzywdzonej. Sąd podkreśla, że przemoc w rozumieniu art. 197 § 1 kk nie musi wiązać się z koniecznością fizycznego oporu ze strony pokrzywdzonej. Ważniejszy jest brak zgody na kontakt seksualny, który może być wyrażony w różny sposób, także poprzez niewerbalne sygnały. Ocena, czy doszło do przemocy, powinna być dokonana w kontekście konkretnej sytuacji, z uwzględnieniem wszystkich okoliczności sprawy, takich jak relacje między sprawcą a pokrzywdzoną, wiek pokrzywdzonej, czy też ewentualna zależność pokrzywdzonej od sprawcy. Dowód przemocy nie ogranicza się do wykazania fizycznego oporu. Sąd może brać pod uwagę wszelkie dowody, które wskazują na brak zgody pokrzywdzonej, takie jak jej zeznania, zachowanie po zdarzeniu czy relacje świadków.

 

Istotne jest, aby sprawca miał świadomość, że jego zachowanie nie jest akceptowane przez pokrzywdzoną. Nawet jeśli pokrzywdzona nie stawiała zdecydowanego oporu, to jeśli sprawca mógł się domyślić, że jego działania są niepożądane, może to świadczyć o jego umyślności. Ten wyrok wskazuje jasno na fakt, że w polskim orzecznictwie zwraca się uwagę na problematykę szerokiego przeglądu sytuacji, w których dochodzi do gwałtu, nie ma więc konieczności wprowadzania nowelizacji.

 

Krytyka Rzecznika Praw Obywatelskich

 

Opinia Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) dotycząca zmian w definicji zgwałcenia w polskim Kodeksie karnym stanowi próbę analizy zarówno nowych regulacji, jak i ich zgodności z obowiązującą już praktyką orzeczniczą oraz międzynarodowymi standardami. RPO, powołując się na liczne argumenty prawne i doktrynalne, poddaje krytyce wprowadzone zmiany i wskazuje na potencjalne zagrożenia związane z ich interpretacją i stosowaniem.

 

Jednym z kluczowych punktów sporu jest kwestia zgody. RPO podkreśla, że obecne przepisy, w szczególności art. 197 § 1 k.k., już w wystarczający sposób chronią przed sytuacjami, w których osoba jest zmuszana do czynności seksualnych bez swojej zgody. 

 

RPO zwraca również uwagę na problem tzw. paraliżu strachu (ang. frozen fright), czyli stanu, w którym ofiara nie stawia czynnego oporu, ale wewnętrznie nie zgadza się na czynność seksualną. W opinii RPO, takie sytuacje powinny być kwalifikowane jako wykorzystanie bezradności w rozumieniu art. 198 k.k.

 

Rzecznik poddaje krytyce stanowisko projektodawców, którzy podkreślali konieczność zmiany definicji zgwałcenia ze względu na niejednoznaczną interpretację dotychczasowych przepisów. RPO argumentuje, że najnowsze orzecznictwo Sądu Najwyższego dostarcza jasnych wskazówek dotyczących wykładni pojęcia „przemocy” w kontekście zgwałcenia. Zdaniem Rzecznika, wprowadzone zmiany nie rozwiązują istniejących problemów, a wręcz mogą prowadzić do nowych wątpliwości. RPO dokonuje również porównania polskiego systemu prawnego z innymi, w których obowiązuje model zgody. Wskazuje, że takie rozwiązanie wiąże się z koniecznością precyzyjnego określenia okoliczności, które mogą świadczyć o braku zgody, co z kolei może prowadzić do różnorodnych interpretacji i utrudniać dowodzenie winy sprawcy.

 

Podsumowując, proponowana nowelizacja artykułu 197 § 1 Kodeksu karnego, choć zmierza do poprawy ochrony ofiar przestępstw seksualnych, niesie ze sobą szereg poważnych problemów. Zmiana ciężaru dowodu, niejasność definicji zgody oraz ryzyko fałszywych oskarżeń to tylko niektóre z problemów, które należy wziąć pod uwagę. Celem powinno być wypracowanie takich rozwiązań, które zapewnią skuteczną ochronę ofiar, jednocześnie nie naruszając praw oskarżonych.

 

Julia Książek – analityk Instytutu Ordo Iuris

 

 

 

Więcej na ten temat:

 

Nowa definicja przestępstwa zgwałcenia. Co oznacza w praktyce i jakie mogą być jej konsekwencje? - LINK 

Rada Europy nie wymaga zmiany definicji przestępstwa zgwałcenia - LINK 

Rekomendacje ONZ odnośnie definicji zgwałcenia. Czy da się je pogodzić z domniemaniem niewinności - LINK 

Unia nie narzuca definicji zgwałcenia. Błędne argumenty zwolenników nowelizacji Kodeksu karnego - LINK

 

 

Czytaj Więcej

Lewicowy rząd w Wielkiej Brytanii przedłuża oraz rozszerza zakaz „tranzycji” u osób nieletnich

· Brytyjski rząd Partii Pracy przedłużył na kolejne trzy miesiące zakaz sprzedawania „blokerów dojrzewania” osobom nieletnim.

· Wcześniej, w maju tego roku, ówczesny rząd Partii Konserwatywnej wprowadził tymczasowe regulacje prawne, na mocy których od czerwca na obszarze Anglii, Walii i Szkocji ograniczono możliwość sprzedawania „blokerów dojrzewania” osobom niepełnoletnim.

· Zgodność tych przepisów z prawem potwierdził Wysoki Trybunał Sprawiedliwości, jeden z najważniejszych sądów dla Anglii i Walii, który w orzeczeniu z lipca odwołał się m.in. do potrzeby ochrony dzieci i osób małoletnich przed daleko idącymi, negatywnymi skutkami „zabiegów tranzycji”.

· Nowy lewicowy rząd Partii Pracy, powołany po wyborach parlamentarnych przeprowadzonych w lipcu, zapowiedział kontynuowanie dotychczasowej polityki ochrony młodzieży, w efekcie czego pod koniec sierpnia zakaz został przedłużony na kolejne trzy miesiące.

Zakres jego zastosowania rozszerzono także na Irlandię Północną, która dotychczas nie była nim objęta.

· W Polsce podobny projekt ustawy, przygotowany przez Instytut Ordo Iuris, został jednogłośnie przekazany do dalszych prac przez parlamentarną Komisję do Spraw Petycji i jest obecnie procedowany w Sejmie.

 

PODPISZ PETYCJĘ „STOP OKALECZANIU DZIECI" - LINK

 

Wielka Brytania wprowadza zakaz sprzedawania „blokerów dojrzewania” dzieciom

W maju tego roku rząd Wielkie Brytanii zdecydował się wprowadzić uregulowania prawne, ograniczające możliwość przepisywania, sprzedawania oraz dostarczania dzieciom i młodzieży do lat 18 „blokerów dojrzewania”, czyli środków medycznych mających na celu zahamowanie procesu dojrzewania płciowego. Decyzja władz Zjednoczonego Królestwa była podyktowana szeroko wówczas komentowanymi publikacjami naukowymi z dziedziny medycyny, w tym słynnego raportu dr Hilary Cass oraz dokumentami NHS (National Health Service) - brytyjskiej służby zdrowia, w których stwierdzono daleko idące negatywne konsekwencje zabiegów „zmiany płci” u dzieci i osób małoletnich.

Trybunał potwierdza zgodność „zakazu tranzycji” z prawem

W dalszej kolejności zgodność przepisów zarządzenia oraz rozporządzenia z prawem została potwierdzona orzeczeniem Wysokiego Trybunału Sprawiedliwości (High Court of Justice), który, w odpowiedzi na skargę organizacji działającej na rzecz ruchu LGBT oraz mężczyzny identyfikującego się jako kobieta („transseksualna kobieta”), odmówił uchylenia przepisów dwóch wskazanych aktów normatywnych. Warto odnotować, iż Trybunał, utrzymując przepisy prawodawstwa wtórnego w mocy, odwołał się do wielu publikacji naukowych (w tym do raportu dr Cass), potwierdzających tragiczne skutki przeprowadzania zabiegów tranzycji u osób nieletnich. Ponadto, Trybunał uznał za zasadne przyjęcie wskazanych zmian prawnych w trybie procedury specjalnej (emergency procedure) wskazując, że „konieczne jest jak najszybsze wydanie zarządzenia, aby chronić dzieci i młodzież przed nieodpowiedzialnym przepisywaniem środków blokujących dojrzewanie płciowe”.

Lewicowy rząd kontynuuję politykę ochrony dzieci oraz rozszerza zakaz

Polityka ochrony dzieci oraz osób młodocianych przed zgubnymi i nieodwracalnymi skutkami „zabiegów zmiany płci” w Wielkiej Brytanii jest aktualnie kontynuowana przez nowy lewicowy rząd Partii Pracy, która zdobyła władzę w efekcie przedterminowych wyborów parlamentarnych, przeprowadzonych w lipcu tego roku. 22 sierpnia Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (Department of Health and Social Care) Zjednoczonego Królestwa oficjalnie ogłosił, że zakaz zostanie przedłużony, a jego przepisy będą w dodatku stosowane na obszarze Irlandii Północnej, która dotychczas nie była objęta tymi uregulowaniami. Przepisy „odnowionego” zakazu obowiązują od 26 sierpnia (w Irlandii Północnej od 27 sierpnia) i utracą swą moc z dniem 27 listopada tego roku, jakkolwiek niewykluczone, iż rząd zdecyduje się je przedłużyć na kolejny okres. Warto odnotować, iż wskazane uregulowania zostały osobiście poparte przez nowego Sekretarza Stanu ds. Zdrowia i Polityki Społecznej z ramienia Partii Pracy, Wesa Streetinga, który bronił zakazu jeszcze w okresie sprzed lipcowego orzeczenia Wysokiego Trybunału Sprawiedliwości. „Opieka zdrowotna nad dziećmi musi zawsze opierać się na dowodach. Leki podawane dzieciom muszą być zawsze bezpieczne i skuteczne” -podkreślał na portalu X Streeting, broniąc regulacji wprowadzonych przez poprzedników.

Ochrona dzieci priorytetem

Decyzja nowego, bo funkcjonującego nieco ponad dwa miesiące lewicowego rządu Wielkiej Brytanii nie powinna budzić większego zdziwienia, jako że już w okresie przedwyborczym pojawiały się wyraźne sygnały, iż w przypadku wygranej Partia Pracy będzie kontynuowała politykę ochrony dzieci i nieletnich przed zgubnymi i tragicznymi konsekwencjami „zabiegów zmiany płci”. Zjednoczone Królestwo jest tutaj przykładem pewnej pozytywnej zmiany w podejściu do problematyki zmiany płci u dzieci i osób nieletnich, którą możemy zaobserwować w wielu krajach Europy, nawet tam, gdzie spektrum polityczno–społeczne jest bardzo mocno przesunięte w lewo. Coraz więcej badań naukowych wskazuje bowiem wyraźnie na daleko idące i nieodwracalne tragiczne skutki takich zabiegów, które przekładają się na problemy natury fizycznej i psychicznej oraz na liczne nadużycia w tym obszarze. Dlatego też kazus Wielkiej Brytanii, gdzie najpierw pod rządami Partii Konserwatywnej wprowadzono zakaz sprzedaży „blokerów dojrzewania” osobom poniżej 18 roku życia, następnie potwierdzono jego zgodność z prawem przez Wysoki Trybunał, powołując się przy tym na potrzebę ochrony nieletnich, by ostatnio przedłużyć i rozszerzyć jego zakres zastosowania pod rządami lewicy, jest pewnym wyraźnym światłem w tunelu.

Także na rodzimym gruncie prowadzone są różne działania, mające na celu ochronę najmłodszych przed nieodwracalnymi skutkami niebezpiecznych zabiegów. W ubiegłym roku Instytut Ordo Iuris opublikował projekt ustawy zakazujący podejmowania interwencji medycznych polegających na podawaniu środków blokujących dojrzewanie płciowe oraz hormonów płci przeciwnej, a także operacji chirurgicznych zmierzających do tzw. zmiany płci u dzieci oraz osób cierpiących na zaburzenia psychiczne. W drugiej połowie lipca projekt został jednogłośnie przekazany do dalszych prac przez parlamentarną Komisję do spraw Petycji i jest obecnie procedowany w Sejmie.

 

Patryk Ignaszczak - Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

16.09.2024

Jerzy Kwaśniewski: Dotrzymaliśmy słowa. Kolejni rolnicy wolni od zarzutów!

Wszyscy pamiętamy wielkie rolnicze protesty przeciwko Zielonemu Ładowi. Brutalne działania Policji i bezwzględna postawa rządu zaszokowały wówczas wielu Polaków. Kilka dni temu zakończyliśmy sukcesem sprawę kolejnego z rolników, który padł ofiarą brutalnego traktowania przez Policję. Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów został bez ostrzeżenia zaatakowany od tyłu przez funkcjonariusza Służby Obrony Państwa. Po naszej interwencji prokuratura umorzyła postępowanie, wskazując, że czyny rolnika nie wyczerpały znamion przestępstwa.

 

Zapewniamy skuteczną pomoc rolnikom protestującym przeciw Zielonemu Ładowi

Zrozpaczeni rolnicy, którzy wyszli na ulice, by bronić siebie i całego kraju przed szkodliwą ideologią, byli zatrzymywani, poddawani przesłuchaniom, ukrywani przed obrońcami... U boku prześladowanych stanęli prawnicy Ordo Iuris. Najpierw powstrzymaliśmy próby osądzenia zatrzymanych w przyspieszonym trybie jak pospolitych chuliganów. To dało nam czas na przeprowadzenie skutecznej obrony. Chociaż opinia publiczna powoli zapomina o tych wydarzeniach, my o nich pamiętamy. I powoli odnosimy sukcesy. Już pod koniec czerwca prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko 22-letniemu Panu Fabianowi z Wielkopolski, któremu postawiono zarzut … „brania czynnego udziału w zbiegowisku, w ten sposób, że przemieszczał się wraz z tłumem”.

Kilka dni temu zakończyliśmy sukcesem sprawę kolejnego z rolników, który padł ofiarą brutalnego traktowania przez Policję. Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów został bez ostrzeżenia zaatakowany od tyłu przez funkcjonariusza Służby Obrony Państwa. Mężczyzna zareagował odruchowo, schylając się, przez co funkcjonariusz stracił równowagę i upadł. Rolnika, który został następnie obezwładniony i potraktowany gazem pieprzowym, oskarżono o „naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza SOP”. Dodatkowo prokurator zarzucał mu „zanieczyszczenie środowiska w znacznych rozmiarach”, ponieważ przyjechał na protest pojazdem ze zbiornikiem na gnojówkę.

Po naszej interwencji prokuratura umorzyła postępowanie, wskazując, że oba czyny nie wyczerpały znamion przestępstwa. Niezależnie od powyższego, nasi prawnicy złożyli zażalenie na zatrzymanie rolnika, kwestionując okoliczności oraz sposób przeprowadzenia czynności. Postanowieniem z 3 września, Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia w Warszawie przyznał nam rację!

65-letni, schorowany rolnik brutalnie potraktowany przez policję

W ubiegłym tygodniu miała się odbyć pierwsza rozprawa w najgłośniejszej z tych spraw, dotyczącej 65-letniego, schorowanego rolnika z Dolnego Śląska, który został wyjątkowo brutalnie zatrzymany przez policję pod zarzutem naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Wszystko to za rzekome rzucenie w nogę policjanta… jajkiem. W rezultacie zajścia, mężczyzna, który cierpi na poważne problemy kardiologiczne, został późnym wieczorem przewieziony z komendy na badania. Ostatecznie – dzięki interwencji naszych adwokatów – Pana Andrzeja wypuszczono z policyjnej izby zatrzymań i z wolnej stopy odpowiada przed sądem.

Rozprawa Pana Andrzeja została przełożona, co ponownie skazuje go na nerwowe oczekiwanie na sprawiedliwość. Jestem jednak przekonany, że także jego obronimy przed zarzutem postawionym za udział w legalnej demonstracji, w której stawał w obronie polskich interesów.

Czym jest Zielony Ład i kto odpowiada za jego przyjęcie?

Zielony Ład uderza jednak nie tylko w interesy polskich rolników, ale będzie miał realne przełożenie na życie każdego z nas. Bruksela zamierza ograniczyć emisję dwutlenku węgla do 2030 roku o co najmniej 55%, co radykalnie podniesie koszty życia w całej Europie. W największym wymiarze dotknie to Polaków, gdyż większość energii elektrycznej w Polsce pochodzi ze spalania węgla. Polityka UE w tej materii jest nieracjonalna, na co zwracają uwagę naukowcy. Były dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego – prof. Leszek Marks – analitycznie dowodził, że wdrożenie celów klimatycznych postulowanych przez Unię Europejską (także ze względu na skalę wielkich trucicieli z Azji) nie będzie miało wpływu na klimat Ziemi.

Aby uświadomić naszym rodakom, że implementacja Zielonego Ładu wpłynie negatywnie na poziom życia każdego z nas, opracowujemy raport, w którym omówimy każdy z wielu aktów prawnych i dokumentów strategicznych UE, które składają się na Zielony Ład. Przedstawimy wyliczenia konkretnych kosztów, jakie dla każdej rodziny przyniosą zmiany forsowane przez Brukselę. Wskażemy z imienia i nazwiska, kto odpowiadał za każdy etap przyjmowania poszczególnych części składowych Zielonego Ładu przez Polskę. Już wiosną przygotowaliśmy też apel do szefów państw dotyczący tego zagadnienia.

Jak radzić sobie z aktywistami klimatycznymi, którzy nielegalnie blokują drogi?

Niestety rząd Donalda Tuska pozostaje głuchy na głos naukowców sceptycznych wobec założeń Zielonego Ładu. Natomiast z protestującymi rolnikami premier i ministrowie rozmawiają za pośrednictwem policyjnych pałek, gazu i prokuratorskich zarzutów.

Jednocześnie okazują wiele zrozumienia dla nielegalnych akcji aktywistów klimatycznych, którzy blokują drogi, zakłócają wydarzenia kulturalne i sportowe, dewastują pomniki i zabytki. W ostatnich tygodniach aktywiści „Ostatniego Pokolenia” kilkukrotnie blokowali ulice w centrum Warszawy, a niewiele wcześniej zasłynęli zdewastowaniem centrum handlowego, atakiem na warszawską Syrenkę, którą oblano farbą, zakłóceniem wyścigów konnych na Służewcu oraz przerwaniem koncertu w Filharmonii Narodowej. Państwo i Policja, które z taką determinacją okazywały brutalną siłę wobec emerytowanego rolnika, zdają się bezsilne wobec młodocianych „ekologów”.

Chcąc pomóc każdemu, kto ucierpi wskutek przestępczej działalności aktywistów klimatycznych, opublikowaliśmy poradnik, w którym informujemy, jak zgodnie z prawem można reagować na działania aktywistów. Wyjaśniamy, czy można używać siły fizycznej, co robić, gdy aktywiści przyklejają się do asfaltu, jak utrwalać przebieg zdarzenia, czy można domagać się odszkodowania od osób blokujących przejazd oraz w jakiej sytuacji można dokonać obywatelskiego zatrzymania. Poradnik wskazuje też, jak należy kwalifikować wybryki aktywistów w świetle przepisów prawa karnego. Nasi prawnicy przeprowadzili też otwarte szkolenie online dla kierowców i pieszych, podczas którego szczegółowo omówiliśmy sposoby reakcji na blokowanie dróg przez aktywistów klimatycznych.

W wielu sprawach nasze wysiłki wymagają czasu. O naszej interwencji informują często największe media. Praca prawników trwa jednak długo po tym, gdy gazety i telewizja zapomną o całej sprawie. Podobnie podejmowane przez nas prace analityczne przynoszą często efekty po miesiącach, gdy ich wnioski dotrą do polityków i opinii publicznej, wpływając skutecznie na ich decyzje, poglądy i postawy.

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

13.09.2024

Kapliczki i krzyże jednak nie zostaną opodatkowane? Nowy projekt ustawy

· Trwają prace nad nowelizacją przepisów dotyczących między innymi obiektów objętych podatkiem od nieruchomości.

· Pierwotny projekt budził wątpliwości z uwagi na możliwość opodatkowania obiektów kultu religijnego, obiektów architektury ogrodowej czy tych służących rekreacji i utrzymaniu porządku.

· Autorzy poprawionego projektu wyszczególnili obiekty małej architektury, które nie będą podlegały opodatkowaniu. Nie kończy to jednak wątpliwości interpretacyjnych związanych z projektem.

 

Geneza sporu

W sierpniu informowaliśmy o toczących się pracach nad projektem ustawy o zmianie ustawy o podatku rolnym, ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, ustawy o podatku leśnym oraz ustawy o opłacie skarbowej. Jednym z jej kontrowersyjnych założeń stało się prawdopodobnie nieumyślne objęcie podatkiem od nieruchomości takich obiektów jak: kapliczki, przydrożne krzyże, święte figurki, ogrodowe wodotryski i posągi (np. krasnale ogrodowe), pergole, oczka wodne, kaskady, ogrody skalne, murowane grille ogrodowe, piaskownice, ławki, huśtawki, drabinki, wiaty, słupki czy śmietniki. Oznaczałoby to nałożenie nowego podatku na obiekty małej architektury, bowiem obecnie nie są one objęte podatkiem od nieruchomości.

Co się zmieniło?

Poprzednia wersja projektu ustawy (projektowany art. 1a ust. 1 pkt 2 lit. b) pozwalała na włączenie w definicję budowli także obiektów małej architektury. Natomiast w projekcie z 2 września prawodawca wyraźnie wyłączył spod opodatkowania określone budowle należące do obiektów małej architektury. Zgodnie z projektem (projektowany art. 1a ust. 1 pkt 2a), obiekt budowlany to budynek lub budowla, z wyłączeniem wyrobisk górniczych, a także niewielkich obiektów stanowiących:

a)         obiekty kultu religijnego: kapliczki, krzyże przydrożne i figury,

b)        obiekty architektury ogrodowej: posągi i figurki ogrodowe, wodotryski, mostki i pergole, murowane grille, oczka wodne,

c)         obiekty użytkowe służące rekreacji codziennej i utrzymaniu porządku: piaskownice, huśtawki, drabinki, śmietniki, wiaty na wózki dziecięce i rowery.

Miesiąc temu przedstawiciele Ministerstwa Finansów zapewniali, że opodatkowanie obiektów małej architektury zostanie doprecyzowane w nowym projekcie ustawy tak, aby w przyszłości nie dochodziło do wątpliwości interpretacyjnych. Czy cel został osiągnięty?

Przez dwa słowa upadają rządy

W Polsce doświadczyliśmy już sytuacji, w której projektowane przepisy zawierające o dwa słowa za dużo doprowadzały do upadku rządu. Mam na myśli słynną aferę Rywina, która przyczyniła się do upadku rządu Leszka Millera, a jej istotą od strony legislacyjnej było dodanie do przepisu in fine słów „lub czasopisma”. W tym przypadku nie mamy do czynienia z takiej skali problemem. Jednakże brak dwóch słów może ponownie okazać się przesądzający.

Projektodawca wyłączył w enumeratywny sposób obiekty małej architektury, a zatem stworzył katalog zamknięty. Innymi słowy, sformułowanie przepisu może rodzić wątpliwości, czy umieszczenie przy drodze innego symbolu religijnego niż krzyż nie powinno podlegać opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Podobnych trudności nastręczać może wiata, lecz nie na wózki dziecięce lub rowery, jak przewidział to projektodawca, ale na przykład na sprzęt ogrodowy. Na szczęście z pomocą śpieszy orzecznictwo sądów administracyjnych, które dookreśliło warunki uznania obiektu za obiekt małej architektury.

W uzasadnieniu projektu ustawy wskazano, że „w celu uniknięcia wątpliwości co do podlegania bądź niepodlegania opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości przez obiekty małej architektury, proponuje się wyłączenie wprost z zakresu pojęciowego obiektu budowlanego, niewielkich obiektów, stanowiących:

a) obiekty kultu religijnego: kapliczki, krzyże przydrożne, figury,

b) obiekty architektury ogrodowej: posągi i figurki ogrodowe, wodotryski, mostki i pergole, murowane grille, oczka wodne,

c) obiekty użytkowe służące rekreacji codziennej i utrzymaniu porządku: piaskownice, huśtawki, drabinki, śmietniki, wiaty na wózki dziecięce i rowery.

Rozwiązanie to skutkować będzie wyeliminowaniem wątpliwości co do nieopodatkowania wskazanych enumeratywnie wymienionych obiektów”.

Utworzenie zatem zamkniętego katalogu było celowe, choć rozwiązanie to nie musi doprowadzić do skutku w postaci „uniknięcia wątpliwości co do podlegania bądź niepodlegania opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości przez obiekty małej architektury”. Cel zostałby osiągnięty, gdyby właśnie cała kategoria obiektów małej architektury została wprost wymieniona w projekcie ustawy. Skoro zaś zdecydowano się na uszczegółowienie tejże regulacji w oparciu o ogólną definicję z prawa budowlanego, należało przynajmniej pozostawić katalog obiektów zwolnionych od opodatkowania otwartym poprzez użycie słów „w szczególności”.

Tym samym, projektodawca dodatkowo obciążył wymiar sprawiedliwości koniecznością rozstrzygania ewentualnych sporów interpretacyjnych, uznając, że jedynie kontrola sądowa stanowi skuteczne stosowanie prawa zgodnie z wolą prawodawcy w dynamicznie zmieniającym się świecie, za którym ścisła litera prawa, nieinterpretowana przez sędziego, zwykła nie nadążać. Zastosowanie katalogu otwartego, wraz ze wskazówkami płynącymi z orzecznictwa, pozwoliłoby jednak stosować wyłączenia już na poziomie urzędowym, co stanowiłoby rozwiązanie zdecydowanie względniejsze dla obywateli.

 

Dr Łukasz Bernaciński – członek Zarządu Ordo Iuris

 

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

13.09.2024

Bartosz Lewandowski: „Demokracja walcząca” ciosem w demokrację

Szeroko pojętej prawicy w Polsce („wrogom demokracji liberalnej”), należy odebrać prawa obywatelskie, czyli, co wynika z opinii zwolenników realizacji koncepcji „demokracji walczącej”, otwarcie zapowiedzianej przez premiera Donalda Tuska.

Nie powinno nam być do śmiechu. W miniony wtorek premier otwarcie wskazał, że jesteśmy w fazie realizacji „demokracji walczącej”. Niektórzy być może myśleli, że to jakieś określenie wymyślone przez szefa rządu. Otóż nie. Koncepcja ta (niem. streitbare Demokratie) powstała w 1937 r. i popularyzował ją politolog Karl Loewenstein. W absolutnym skrócie, koncepcja „demokracji walczącej” zakłada, że demokracje liberalne powinny podejmować niezbędne kroki każdego rodzaju (nawet niezgodne z konstytucją) wobec tych osób, zrzeszeń czy partii politycznych, które - w ramach dyskursu publicznego - formułują hasła kwestionujące zasady demokracji liberalnej. Kto ocenia, które hasła czy działania podkopują fundamenty demokracji w wersji „liberalnej”? Oczywiście ten, kto ma odpowiednią do tego siłę, czyli rząd. Koncepcja „demokracji walczącej” - obok formułowanej przez H. Marcusego „tolerancji represywnej” - ma na celu - przynajmniej w teorii - zapewnienie wolności i demokracji. Sęk w tym, że szczegóły pokazują coś zupełnie innego - te intelektualne koncepcje uzasadniają przemoc i pozbawianie praw obywatelskich tych obywateli, których poglądy zagrażają rządom „elit liberalnych” czy rewolucyjnej lewicy. Czyli wypaczają istotę demokracji, skoro mają „zabetonować” pewien układ polityczny, nie dając obywatelom możliwości wyboru. Czyli de facto tworzą „obywateli drugiej kategorii”.

To nie jest tak, że premier Donald Tusk nagle sobie w głowie przypomniał starą koncepcję Karla Loewensteina. Pan premier zapewne znał wypowiedzi np. prawników na ten temat. Tych prawników, którzy postulują radykalny kurs w „przywracaniu” praworządności w Polsce. Przykładem jest pan prof. Tadeusz Koncewicz, który jeszcze w lutym 2024 r. na łamach „Rzeczpospolitej” postulował… „wyzerowanie” Trybunału Konstytucyjnego uchwałą Sejmu. Koncepcją „demokracji walczącej” zajmuje się również pani dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias - powołana przez Adama Bodnara w czerwcu na kierownika „Zespołu do spraw przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami”, w skład którego wchodzą również prokuratorzy (w tym prok. Jacek Bilewicz) i sędziowie. O zagrożeniu związanym z tego typu działaniami, już w 2019 r. ostrzegał mec. Jerzy Kwaśniewski w tekście dla „Rzeczpospolitej”.

Co zatem można wyczytać w artykułach nt. „środków prewencji” ze strony demokracji liberalnej wobec zagrażających jej ruchów prawicowych? Cytaty z artykułu prof. Tadeusza Koncewicza „Demokracja walcząca w obronie konstytucji”: „państwo nie może czekać z interwencją obronną do momentu, w którym partia polityczna obejmie władzę i zacznie wprowadzać nowe porządki niezgodne z obowiązującą Konstytucją. Gdy zagrożenie dla demokracji jest w sposób wystarczający udokumentowane i realne, trzeba działać «tu i teraz» (…) Organy państwa III RP mogły bronić demokracji na wiele sposobów. Nie tylko delegalizując anty-demokratyczne partie, ale także odmawiając np. marszów czy zgromadzeń, których jedynym i głównym celem jest kwestionowanie ustroju państwa i jego konstytucyjnych podstaw, czy szerzenie nienawiści. Gdy w końcu polska liberalna zaczyna rozumieć swoje zobowiązanie do działania obronnego, może być już niestety za późno. Moment na zakaz Marszu Niepodległości był kilkanaście lat temu, a nie w listopadzie 2018 r. Wówczas mógłby być czymś więcej niż tylko symbolem (choć ważnym)”.

Skoro zatem rządzący wchodzą w fazę „demokracji walczącej”, nie powinniśmy dziwić się przejmowaniem (przy użyciu siły i ze złamaniem Konstytucji) instytucji państwa. To preludium tego, co jest już postulowane. Wszystko wskazuje na to, że rozprawianie się z ugrupowaniami i organizacjami takimi jak Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Ruch Narodowy, Młodzież Wszechpolska, Prawo i Sprawiedliwość, Suwerenna Polska, Ordo Iuris i innymi wejdzie w decydującą fazę niebawem. Wszelkimi środkami…

 

Adw. dr Bartosz Lewandowski – współpracownik Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris

 

 

Zobacz też: Mec. Lewandowski o deportowaniu polskich dzieci do Szwecji: to powrót do tego, co było przed 2015 r. (rozmowa)

Czytaj Więcej