Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).
Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.
Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.
Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.
W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]
Data publikacji: 22.02.2023
Antychrześcijańscy radykałowie nie ustają w próbach wdrażania swoich idei. Późną jesienią 2022 roku ] rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją dotyczącą zakazu spowiedzi osób do 16. roku życia. Wówczas inicjatorem akcji był Rafał Betlejewski – aktywista i prowokator znany między innymi z happeningu polegającego na… masturbacji w miejscu zamordowania rosyjskiej, opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej. Teraz jego pomysł podchwycili mainstreamowi politycy. Do wprowadzenia zakazu spowiedzi młodzieży do 18. roku życia wezwał w swoich mediach społecznościowych europoseł Robert Biedroń. Poparła go posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus.
02.04.2025
Senat przyjął bez poprawek cenzorską ustawę o „mowie nienawiści”. Jeśli Prezydent Andrzej Duda podpisze przyjętą nowelizację kodeksu karnego, to za cytowanie fragmentów Biblii, rodzicielski sprzeciw wobec wizyty drag queen oraz genderowych ideologów w szkole, niezgodę na podważanie prawdy o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny, a także kąśliwe, ale pozbawione jakiejkolwiek nienawiści żarty i memy (sic!), każdy z nas będzie mógł trafić na 3 lata do więzienia. To zatem ostatni moment na obronę wolności słowa w Polsce. Zgodnie z Konstytucją, Prezydent RP ma 21 dni na podjęcie decyzji o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy.
Konieczność powszechnego sprzeciwu
Oczywiście, prawnicy Instytutu Ordo Iuris udzielają i będą udzielać pomocy prawnej każdemu, kto padnie ofiarą ideologicznej cenzury. Każdy dziennikarz, nauczyciel, ksiądz czy zwykły internauta będzie mógł liczyć na naszą pomoc. Ale podpisanie ustawy cenzorskiej przez prezydenta istotnie tą pomoc utrudni, uruchamiając proces systemowego tłumienia swobody debaty publicznej.
Dlatego konieczne jest szybkie zmobilizowanie opinii publicznej, by pokazać Prezydentowi Andrzejowi Dudzie szerokie społeczne poparcie dla decyzji o zawetowaniu ustawy. Głos obywateli w tej sprawie powinien być wyraźnie słyszalny.
Zaangażować w tę akcję może się każdy z nas! Co możemy wspólnie zrobić?
Po pierwsze, zachęcamy do podpisania, przygotowanej przez Centrum Życia i Rodziny petycji „Stop dyktaturze”, w której wspólnie wzywamy Prezydenta do zawetowania ustawy.
Petycję przygotowaliśmy dawno przed zaprezentowaniem projektu ustawy – gdy tylko lewicowi politycy zaczęli opowiadać w mediach, jak ważna jest to dla nich sprawa. Przewidzieliśmy wówczas, że konserwatywnym posłom nie uda się przełamać ideologicznego kursu, jaki obrała ekipa rządząca, i że wcześniej czy później wszystko będzie zależało od decyzji Andrzeja Dudy.
Jak dotąd udało nam się zebrać ponad 30 000 podpisów. Choć to znacznie więcej niż niewspółmiernie wyeksponowana w mediach petycja dotycząca zakazu spowiadania dzieci, to doświadczenie uczy nas, że przy odpowiedniej mobilizacji mogłoby być ich więcej.
Czasu mamy niewiele – petycję wraz z podpisami chcemy złożyć w Kancelarii Prezydenta w piątek, 4 kwietnia. Oznacza to, że mamy już tylko kilkadziesiąt godzin na jej promocję i szerokie rozpowszechnienie.
Dlatego bardzo prosimy o podpisanie i rozpowszechnienie nasze petycji!
Apelujmy do Prezydenta
Jednak ze względu na wyjątkową wagę tej sprawy, nie możemy poprzestać na samej petycji. Konieczne są zróżnicowane działania w obronie filaru demokratycznego społeczeństwa, jakim jest wolność słowa.
Dlatego chcemy zachęcić także do tego, by już dziś wziąć do ręki telefon i zadzwonić lub napisać e-maila do Kancelarii Prezydenta RP – niech urzędnicy przekażą Panu Prezydentowi, że presja społeczna w tej sprawie jest ogromna!
Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny wspólnie dociera do ponad miliona Polaków. To wielka siła! Z trwogą dostrzegały to jeszcze niedawno lewicowe media, gdy organizowaliśmy akcję „Zadzwoń do posła”, dzięki której do dziś Sejm nie przyjął żadnego z proaborcyjnych projektów ustaw, uderzających w prawo do życia dzieci nienarodzonych.
Nasz głos i tym razem może mieć newralgiczne znaczenie. Przypomnijmy Prezydentowi Dudzie deklarowane przez niego przywiązanie do wolności słowa. Wyraźmy apel o zawetowanie ustawy.
Z Kancelarią Prezydenta można kontaktować się za pośrednictwem telefonu:
+ 48 22 695 29 00
lub
+ 48 22 695 22 38.
Kontakt telefoniczny jest możliwy w godz. 08.15 – 16.15
Oprócz tego, możemy również wysyłać e-maile na adres:
lub
Dzwoniąc lub pisząc e-maile do Kancelarii Prezydenta RP, warto powoływać się na argumenty z naszej petycji oraz naszej analizy rządowej ustawy.
Ustawa sprzeczna z podstawowymi prawami
Warto podkreślić, że ustawa uderza w wolność słowa zagwarantowaną wprost nie tylko w Konstytucji RP, ale też w licznych aktach prawa międzynarodowego (takich jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Europejska Konwencja Praw Człowieka czy Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej), w których wielokrotnie stwierdzono, że wolność wypowiedzi jest fundamentem społeczeństwa demokratycznego.
Również Europejski Trybunał Praw Człowieka jednoznacznie potwierdził, że wolność wypowiedzi, będąca jednym z zasadniczych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jednym z podstawowych warunków jego postępu i rozwoju każdego człowieka, ma zastosowanie nie tylko do „informacji” lub „idei”, które są przyjmowane przychylnie lub uważane za nieobraźliwe czy też obojętne, ale także do tych, które obrażają, szokują lub niepokoją.
Warto także przywołać konkretne przykłady kneblowania chrześcijan, cenzurowania nauki Kościoła i prześladowania krytyków ideologii gender w państwach, które wprowadziły już podobne przepisy.
W Irlandii o „mowę nienawiści” oskarżano biskupa, który w swoim kazaniu odnosił się do rozpowszechniającej się „zsekularyzowanej i bezbożnej kultury”. W Finlandii była minister spraw wewnętrznych Päivi Räsänen stanęła przed sądem za cytowanie Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian, który został uznany za „mowę nienawiści” wobec homoseksualistów. W Anglii doszło już kilkukrotnie do aresztowania osób modlących się w myślach przed klinikami aborcyjnymi.
Ofiarą ideologicznej cenzury padają rodzice sprzeciwiający się indoktrynowaniu dzieci, stacje telewizyjne emitujące spoty broniące rodziny, feministki zauważające, że mężczyzna identyfikujący się jako lesbijka nie może być matką, publicyści sceptyczni wobec postulatów ruchu LGBT, nauczyciele odmawiający nauczania o istnieniu kilkudziesięciu płci, osoby opowiadające o swoim doświadczeniu porzucenia praktyk homoseksualnych czy profesorowie referujący definicję rodziny jako podstawowej i naturalnej komórki społeczeństwa, opartej na związku kobiety i mężczyzny.
To od Prezydenta Andrzeja Dudy zależy dziś, czy Polska podzieli los tych państw. Jeśli przyjęta w parlamencie ustawa wejdzie w życie, już sam strach przed rozpoczęciem postępowania sądowego wykreuje „efekt mrożący” i spowoduje autocenzurę u wielu osób, które zrezygnują z wyrażania własnych opinii, bojąc się reakcji organów ścigania.
Do e-maila do Kancelarii Prezydenta można dołączyć także link do listu otwartego, w którym do zawetowania ustawy wzywają Prezydenta Dudę wybitni filozofowie, dziennikarze, publicyści i przedstawiciele środowisk akademickich. Wśród sygnatariuszy listu są między innymi prof. Ryszard Legutko, prof. Andrzej Nowak, prof. Zdzisław Krasnodębski, prof. Wojciech Roszkowski, Paweł Lisicki, Rafał Ziemkiewicz, Łukasz Warzecha, Bronisław Wildstein czy Tomasz Wróblewski.
List złożyliśmy w Kancelarii Prezydenta wraz z naszą analizą ustawy.
Wspólnie obronimy wolność słowa w Polsce!
Jesteśmy w momencie, w którym decyduje się przyszłość wolności słowa w Polsce.
Od naszego zaangażowania w tę sprawę zależy dziś przyszłość nasza i naszych dzieci. Jeśli pozostaniemy bierni, wkrótce każdy z nas będzie mógł trafić do więzienia za wyrażanie swoich poglądów.
Dlatego jeszcze raz zachęcamy do wzięcia udziału w szerokiej akcji mającej przekonać Prezydenta Andrzeja Dudę do stanięcia po stronie wolności wyrażania poglądów i wolności debaty publicznej.
Adw. Rafał Dorosiński – członek Zarządu Ordo Iuris
Marcin Perłowski – dyrektor Centrum Życia i Rodziny
· W Polsce trwa ożywiona dyskusja na temat standardu opieki nad przewlekle chorymi pacjentami, którzy nie są zdolni do wyrażenia swojej woli.
· W kwietniu 2023 r. Grupa Robocza Towarzystwa Internistów Polskich (TIP) wydała stanowisko dotyczące zapobiegania terapii daremnej u pacjentów nieprzytomnych, przebywających na szpitalnych oddziałach internistycznych.
· Wcześniej, w 2014 r. specjaliści z zakresu anestezjologii wydali podobne wytyczne dotyczące nieprzytomnych pacjentów przebywających na oddziałach intensywnej terapii. Tego rodzaju stanowiska wydawały także inne towarzystwa zrzeszające lekarzy.
· Wobec krytycznych głosów kierowanych pod adresem stanowiska TIP, w mediach pojawiają się wypowiedzi niektórych autorów stanowiska, wyjaśniających jego cel i istotę.
· Temu tematowi poświęcona była rozmowa w Kanale Zero z członkami Grupy Roboczej TIP.
· Instytut Ordo Iuris przygotował analizę w tej sprawie, którą skierował do autorów wytycznych TIP i popierających go innych towarzystw medycznych.
30 marca internetowy Kanał Zero udostępnił wywiad z prof. Wojciechem Szczeklikiem oraz prof. Radosławem Owczukiem, członkami Grupy Roboczej Towarzystwa Internistów Polskich, która opracowała szeroko komentowane w przestrzeni publicznej Stanowisko TIP na temat zapobiegania terapii daremnej u dorosłych chorych umierających na szpitalnych oddziałach internistycznych. Stanowisko TIP nie jest jedynym ani też pierwszym tego rodzaju dokumentem przygotowanym przez środowisko medyczne – podobne zalecenia dotyczące opieki nad chorymi wcześniej wydała np. grupa specjalistów z zakresu anestezjologii, a także specjaliści nefrolodzy i neonatolodzy. Dopiero jednak stanowisko Towarzystwa Internistów Polskich wywołało istotne poruszenie w społeczeństwie, wśród parlamentarzystów, a nawet w samym środowisku lekarskim. Warto przeanalizować, co takiego zawiera stanowisko TIP, że jest tak żywo komentowane, jakie może powodować zagrożenia, a także na jakie ważne problemy zwrócili uwagę goście programu Kanał Zero, będący współautorami stanowiska TIP.
Zaniechanie terapii daremnej to nie eutanazja, ale i nie to samo, co zaniechanie terapii uporczywej
W pierwszej kolejności nie sposób nie zgodzić się z autorami stanowiska TIP, że działanie lekarzy polegające na kontynuowaniu (albo podejmowaniu) za wszelką cenę terapii, która nie może przynieść pacjentowi korzyści, a przysparza mu jedynie cierpień, uznać trzeba za niewłaściwe i nieetyczne. Zaniechanie takich działań (ich niepodjęcie) nie stanowi też eutanazji, rozumianej na gruncie polskiego prawa jako zabicie człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego (art. 150 § 1 Kodeksu karnego). Przypomniał o tym także prowadzący program na Kanale Zero, powołując się dodatkowo na dokument Zespołu ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski o terapii daremnej, w którym zauważono m.in., że „współczesna bioetyka, także z inspiracji katolickiej, uznaje uporczywe podtrzymywanie funkcji narządów, które nie przynosi korzyści pacjentowi, a więc terapię daremną, za błąd postępowania medycznego, o ile pacjent nie domaga się wyraźnie podejmowania dalszych działań ratujących życie”. Zarówno ze stanowiska TIP, jak i dokumentu KEP wynika, że terapia daremna jest określeniem używanym zamiennie z pojęciem terapii uporczywej, co jednak budzi uzasadnione zastrzeżenia. Pojęcie „terapii uporczywej” wypracowano w 2008 r. jako konsensus Polskiej Grupy Roboczej ds. Problemów Etycznych Końca Życia, przyjmując, że oznacza ono „stosowanie procedur medycznych w celu podtrzymywania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego, które przedłuża jego umieranie, wiążąc się z nadmiernym cierpieniem lub naruszeniem godności pacjenta”. Jest to zatem perspektywa zbieżna z tą, którą przedstawił w swoim stanowisku KEP. Co istotne, pojęcie terapii uporczywej łączy w sobie perspektywę lekarzy (terapia nie przynosi korzyści choremu) oraz subiektywne odczucia samego pacjenta (to on bowiem jest w stanie określić, czy dana interwencja medyczna powoduje cierpienie czy nie). Perspektywę pacjenta zdaje się jednak odrzucać coraz szerzej akceptowane w środowisku medycznym pojęcie „terapii daremnej”, przyjmujące, że kryterium pozwalającym zaniechać terapii jest jej daremność medyczna niezależnie od tego, czy terapia wiąże się z cierpieniem po stronie pacjenta czy też nie (w takim przypadku nie będąc uporczywą) - przez co nie do końca pokrywa się z przedstawionym wyżej stanowiskiem KEP. Przyjęcie bowiem koncepcji „terapii daremnej” zasadniczo wiąże się z odrzuceniem prawa pacjenta do uzyskania świadczeń (interwencji medycznych), które w ocenie lekarzy są nieskuteczne (daremne), ale których jednocześnie pacjent nie postrzega jako uporczywe, powodujące dla niego nadmierne cierpienie. Rzecz jasna problem zgody czy woli pacjenta nie dotyczy chorych nieprzytomnych (do których odnosi się stanowisko TIP i wywiad prowadzony na Kanale Zero), jednak zakładać trzeba, że przyjęcie w środowisku medycznym koncepcji tak „okrojonej” autonomii pacjenta, rzutować będzie na kolejne stanowiska medyczne mające już zastosowanie do pacjentów świadomych, będących w stanie wyrazić swoją wolę np. w kwestii kontynuowania terapii. Co więcej, znowelizowany Kodeks Etyki Lekarskiej w art. 33 ust. 3 jednoznacznie zakazuje lekarzom prowadzenia terapii daremnej, co odnosi się nie tylko do leczenia pacjentów nieprzytomnych, ale także tych, którzy świadomie wyrażają wolę kontynuowania terapii. Nadmienić trzeba również, że w przywołanych w wywiadzie Standardach postepowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia opracowanych przez zespół powołany przez Rzecznika Praw Pacjenta, zawarto bardzo istotne zdanie odrębne części autorów tych Standardów, krytykujące negowanie prawa pacjenta do wyrażenia zgody na zaniechanie terapii uznanej przez lekarzy za daremną.
Kryterium niskiej jakości życia
Tym, co wzbudza niepokój w wypowiedziach prof. Owczuka - współautora stanowiska TIP - jest posługiwanie się kryterium „niskiej jakości życia”. Pojęcie to nie pojawia się w stanowisku TIP, ale wyraźnie wybrzmiało w komentowanym wywiadzie i u odbiorców zasadnie może przywodzić na myśl historie nowonarodzonych dzieci w Belgii czy Holandii, którym na podstawie tzw. Protokołu z Groningen odmawia się terapii, przewidując ich bardzo niską jakość życia[1]. Dla uzasadnienia swojego stanowiska wypowiadający się na Kanale Zero prof. Owczuk zaleca, aby osoby zabierające głos w dyskusji na temat terapii daremnej postawiły się w sytuacji pacjenta leżącego i w pełni zależnego od osób trzecich „przy absolutnym braku jakiejkolwiek jakości życia”, które to kryterium jednak nie powinno mieć znaczenia przy podejmowaniu decyzji medycznych - biorąc pod uwagę przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, Kodeksu Etyki Lekarskiej, ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta czy chociażby zaprezentowany przez prowadzącego wywiad fragment dokumentu KEP przypominający, że „niezależnie od okresu i jakości życia człowieka domaga się ono bezwzględnej ochrony od początku procesów życiowych aż do naturalnej śmierci”. Posługiwanie się zatem argumentem o przewidywanej niskiej jakości życia (ocenianej zresztą przez zespół medyczny, a nie samego chorego) jest więc nieakceptowalne z etycznego punktu widzenia i nie może stanowić podstawy decyzji medycznych. Problematykę przewidywanej jakości życia powiązać można także z faktem, że w Polsce za wątpliwe moralnie uznawane są tzw. uprzednie oświadczenia woli pacjenta na wypadek utraty przez niego świadomości - tzw. oświadczenia pro futuro, określające, z których działań ratujących życie w przyszłości pacjent rezygnuje.
Zakaz stosowania terapii daremnej, nawet gdy nie jest uporczywa
Wspomniane już zmiany w Kodeksie Etyki Lekarskiej wprowadziły zakaz stosowania przez lekarzy terapii daremnej (art. 33 ust. 3 KEL). Tym samym przewinieniem zawodowym lekarza będzie stosowanie przez niego procedur, które z medycznego punktu widzenia nie przyniosą korzyści, ale które wcale nie muszą być uporczywe dla pacjenta. Przytomnemu pacjentowi nie przysługuje też prawo domagania się podjęcia wobec niego terapii uznanej za daremną. Wprawdzie za takim stanowiskiem przemawiać może literalne brzmienie art. 16 ustawy o prawach pacjenta[2], jednak w ramach zdania odrębnego znajdującego się we wspomnianych Standardach Rzecznika Praw Pacjenta zauważono, że „zaproponowane brzmienie może jest prawnie wygodne, bo nie dopuszcza sprzeciwu, ale jest paternalistyczne. Tekst nie jest do pogodzenia z artykułem 13.1. [aktualnie 14.1. – KG] KEL: «Obowiązkiem lekarza jest respektowanie prawa pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia», a tym bardziej życia. Wymowa tego zapisu stoi też w opozycji do art. 15 [aktualnie 16 – KG] KEL z wyeksponowanym w nim wymogiem zgody pacjenta na działania medyczne”. Warto więc postawić pytanie, dlaczego w KEL zdecydowano się na obarczony sankcją odpowiedzialności zawodowej jednoznaczny zakaz stosowania terapii daremnej, zamiast sformułowania łagodniejszego, wyrażającego takie zalecenie, które każdy lekarz mógłby uwzględnić albo nie – zgodnie ze swoim sumieniem (zgodnie z art. 4 KEL w wypełnianiu swoich zadań lekarz zachowuje swobodę działań zawodowych, zgodnie ze swoim sumieniem, aktualną wiedzą medyczną).
Inne wątpliwości, których źródłem jest brak jednoznaczności
Warto podkreślić, że głosy krytyki kierowane pod adresem stanowiska TIP wynikać mogą z faktu, że w dokumencie tym posłużono się niejasnymi pojęciami. Stanowisko obejmować ma chorych określonych jako „umierający”, jednak lektura tego tekstu pozostawia istotną wątpliwość, jaką populację pacjentów autorzy postrzegają jako „umierającą”, a więc wobec której stanowisko może być podstawą działań i decyzji medycznych. Wyjaśnienia tej kwestii niestety nie dostarczyła także rozmowa z gośćmi Kanału Zero. Odwołując się do sytuacji innych państw i przyjętych w nich modeli opieki nad osobami przewlekle chorymi, czy umierającymi, co pojawiło się także w komentowanej rozmowie, warto zwrócić uwagę na funkcjonujący przed laty w Wielkiej Brytanii Liverepool Care Pathway for the Dying Patient, który spotkał się z krytyką podobną do tej kierowanej pod adresem stanowiska TIP i został ostatecznie zaniechany, jako że w wielu przypadkach powodował obniżenie jakości opieki medycznej nad chorymi.
Problemy do rozwiązania
W wywiadzie udostępnionym na Kanale Zero zwrócono uwagę na istotne problemy, z którymi borykają się zespoły medyczne sprawujące opiekę nad przewlekle chorymi i umierającymi pacjentami.
Jako pierwszy wymienić trzeba problem niewystarczającej liczby dziecięcych OIOM-ów w Polsce.
W komentowanej rozmowie podkreślono także godną podziwu postawę rodziców podejmujących decyzję o sprawowaniu opieki nad ciężko chorymi dziećmi w domu, którym państwo nie zapewnia wystarczającej pomocy (także w postaci opieki wytchnieniowej).
Jako inną przeszkodę we właściwym sprawowaniu opieki nad osobami przewlekle chorymi wskazano niedostateczną liczbę miejsc w placówkach świadczących opiekę długoterminową.
Na koniec nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym problemie naświetlonym w wywiadzie przez prof. Radosława Owczuka – ograniczonej do określonych jednostek chorobowych możliwości objęcia pacjentów w końcowej fazie życia opieką hospicyjną, co w praktyce oznacza, że pacjenci cierpiący na choroby spoza tego katalogu do śmierci pozostawać muszą na oddziałach szpitalnych.
Potrzebna debata
Podnoszone w ostatnim czasie rozbieżności w poglądach na temat modelu opieki sprawowanej u schyłku życia pacjentów pokazują, że w Polsce potrzebna jest merytoryczna dyskusja na ten delikatny temat. Warto, aby uwzględniać w niej głos lekarzy specjalizujących się w medycynie paliatywnej, których doświadczenie opieki nad przewlekle chorymi i umierającymi pacjentami może okazać się w tej debacie bezcenne.
R.pr. Katarzyna Gęsiak – dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris
W Dniu Kobiet aktywiści z Aborcyjnego Dream Teamu otworzyli w Warszawie (tuż pod Sejmem!) pierwszą w Polsce „przychodnię” aborcyjną. Pod hasłami: „Abotak!” i „Aborcja jest okej!” zapewniają, że można tam dokonać „grupowej aborcji tabletkami”. Dodają, że „nic tak nie przełamuje wstydu jak zobaczenie na własne oczy, że nie jest się samej z tym doświadczeniem, że to jest po prostu ok”.
Mordują dzieci pod samym Sejmem!
Zapewniając prawną pomoc protestującym organizacjom obrońców życia, Instytut Ordo Iuris przystąpił równolegle do systemowych działań prawnych, które doprowadzą do zamknięcia przestępczego ośrodka i ukarania organizatorów – wbrew ich poczuciu bezkarności i pomimo ogłoszonego oficjalnie rządowego wsparcia dla ich zabójczej działalności.
O kończonym remoncie aborcyjnego przybytku informowano w odrażający sposób: „do grupowych aborcji potrzebowałyśmy kolejnej toalety, więc tu cieszymy się, że będzie kibel”. Obraz dzieci, spuszczanych w czeluść kanalizacji, organizatorzy przedstawiają radośnie i z uśmiechem. Zwieńczeniem diabolicznego entuzjazmu jest formułowane przez aktywistów zaproszenie, aby do „przychodni” przychodzić ze starszymi dziećmi, którym na czas aborcyjnych cierpień i wydalania rodzeństwa zapewnią opiekę – „będzie mini kącik, zabawki i ciocie!”.
W promocję miejsca kaźni włącza się ponadto aborcyjna aktywistka Justyna Wydrzyńska, która dzięki staraniom prawników Ordo Iuris została (nieprawomocnie) skazana za pomocnictwo w aborcji.
Jednocześnie Aborcyjny Dream Team ogłosił, że jeszcze przed otwarciem „przychodni” pomógł w ciągu ostatnich 12-stu miesięcy zabiciu 47 000 nienarodzonych Polaków. To oznacza 128 aborcji każdego dnia. Najmłodsza matka, której pomogli w zabiciu dziecka, miała… 12 lat.
Lewicowy rząd popiera przestępczą działalność aborcjonistów
Lokalizacja aborcyjnej placówki nie jest przypadkowa. Aborcjonistki wybrały ulicę Wiejską, by krwawa ofiara z niewinnych dzieci „wywarła presję na politykach” w pobliskim Sejmie. Cel jest prosty – doprowadzić do gwałtu na Konstytucji i prawach dzieci nienarodzonych, wprowadzając ustawę zezwalającą na masowe zabijanie dzieci „na życzenie”.
Na miejscu nie zapewniają nawet obecności lekarza, a wiadomo przecież, jak liczne powikłania (także śmiertelne) wiążą się z aborcją farmakologiczną. Służby państwowe, tak czujne i biurokratycznie bezwzględne wobec przedsiębiorców, teraz jednak nie reagują na oczywiste przestępstwa – asystę w zabijaniu dzieci i stwarzanie bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiet.
Aktywiści „przychodni” aborcyjnej mają potężnych, politycznych patronów i są pewnie swojej bezkarności. Wiceminister klimatu w rządzie Donalda Tuska Urszula Zielińska na swoim profilu w serwisie X gratulowała organizatorom. Minister ds. równości Katarzyna Kotula zażądała ścigania karnego… działaczy prolife protestujących na Wiejskiej przeciwko bezprawiu.
Policja musi interweniować!
Oczywistą reakcją organów państwa na ogłoszenie o organizacji warunków do wykonania aborcji, zatem przestępczego „pomocnictwa w aborcji”, powinno być natychmiastowe zamknięcie „przychodni” i wszczęcie postępowania karnego. Słyszymy jednak rządowe pochwały, a podległa rządowi Policja ogranicza swe działania do ochrony aborcyjnego przedsięwzięcia. To zwieńczenie wielu lat bezczynności organów ścigania i aparatu państwowego wobec coraz bardziej ostentacyjnie łamiących prawo działań aborcyjnych aktywistów.
Dlatego natychmiast po otwarciu aborcyjnej placówki prawnicy Ordo Iuris przygotowali zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez aborcyjnych aktywistów, które przekazaliśmy Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Wskazujemy w nim, że organizatorzy „przychodni” popełniają przestępstwo pomocnictwa w aborcji. Co więcej, zwracamy uwagę na fakt, iż aborcjoniści naruszają także prawo farmaceutyczne, uczestnicząc w promocji i wprowadzaniu do obrotu środków poronnych, które nie uzyskały wymaganej prawem decyzji administracyjnej.
Aby przerwać gorszący spektakl policyjnej ochrony „przychodni” za pieniądze podatników, skierowaliśmy do Komendy Stołecznej Policji wniosek o udostępnienie informacji publicznej, żądając podania powodów delegowania funkcjonariuszy do ochrony przestępczej placówki, liczby wysłanych do tego funkcjonariuszy oraz związanych z tym kosztów.
W najbliższych dniach opublikujemy instrukcję dla policjantów oddelegowanych do ochrony aborcyjnej „przychodni”, którzy chcieliby legalnie odmówić wykonania polecenia, powołując się na sprzeciw sumienia. Przecież już od czasu Trybunału Norymberskiego wiadomo, że wykonanie rozkazu ochrony miejsca kaźni nie jest wiążące.
Kończymy także opinię prawną, wskazującą w jaki sposób praworządny obywatel, który nie godzi się na mordowanie swoich nienarodzonych współobywateli, może – z zastosowaniem przymusu bezpośredniego – zatrzymać na gorącym uczynku aborcyjnych aktywistów, powołując się na przepisy dotyczące obywatelskiego zatrzymania.
Polskie prawo chroni życie!
Niezwłocznie po otwarciu „kliniki” informowaliśmy w opublikowanym szeroko komentarzu, że sam fakt powstania aborcyjnej „przychodni” narusza prawo i ośmiela do łamana prawa pod osłoną protektoratu politycznego. Aborcyjna aktywistka Natalia Broniarczyk wprost stwierdziła, iż „Donald Tusk obiecał, że osoby, które będą pomagać w dostępie do aborcji, nie będą ścigane. Nie interesuje nas prawo z 1993 roku, które i tak nie jest przestrzegane. W tym miejscu nie obowiązuje zakaz aborcji”
Mamy dla nich wiadomość. Prawo chroniące życie obowiązuje wszystkich. Przyznał to nawet minister Adam Bodnar, który w wytycznych dla prokuratury potwierdził, że prokuratura jest zobowiązana do „prowadzenia lub nadzorowania postępowań dotyczących niezgodnego z przepisami przerwania ciąży, udzielenia pomocy lub nakłonienia do tego”.
Organizację aborcyjnej działalności utrudniamy aktywistom już od kilku miesięcy. Gdy media informowały, że klinika aborcyjna ma być zakładana w lokalu należącym do miasta Warszawy, wystąpiliśmy do Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej, żądając podania szczegółów. Przygotowaliśmy także petycję, żądając od Rafała Trzaskowskiego, aby nie udostępniał publicznego lokalu na przestępczy cel. Władze Warszawy ogłosiły wówczas, że działacze aborcyjni zrezygnowali z ubiegania się o dotowany lokal. Presja ma zatem sens.
O tym, że tylko rządowe bezprawie blokuje pociągnięcie do odpowiedzialności aborcjonistów świadczy sprawa Justyny Wydrzyńskiej z Aborcyjnego Dream Teamu. W marcu 2023 r. sąd pierwszej instancji skazał kobietę za pomocnictwo w aborcji, w czym znaczącą rolę odegrali nasi prawnicy. Niestety sąd drugiej instancji pod pretekstem orzekania przez tzw. neosędziego, uchylił wyrok i bez merytorycznego zbadania skierował sprawę do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji. Jedna z sędziów wygłosiła przy tym proaborcyjną tyradę. Dopilnujemy jednak, aby kara nie ominęła aborcjonistki.
Interweniujemy także w procesie lekarza, który miał dokonać nielegalnej aborcji, fałszując przy tym dokumentację medyczną swojej pacjentki. Sąd wymierzył mu (na razie nieprawomocnie) karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Sprawa została wszczęta na skutek determinacji matki dziecka, którą próbowano zmusić do aborcji, a którą miał przeprowadzić ów lekarz. Kobieta nie tylko nie uległa presji i nie zabiła swojego nienarodzonego dziecka, ale wynajęła prywatnego detektywa, który wkroczył do gabinetu, udaremniając dokonanie nielegalnej aborcji. Uczestnicząc w sprawie jako organizacja społeczna, domagaliśmy się utrzymania wyroku skazującego. Ostatecznie Sąd Apelacyjny w Lublinie utrzymał w mocy skazanie ginekologa.
Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris
• Polityka DEI (Diversity, Equity, Inclusion) to strategia polityczna polegająca na promocji różnorodności, sprawiedliwego traktowania i inkluzywności. Jej celem jest zwiększenie udziału osób z mniejszościowych grup społecznych w różnych strukturach organizacyjnych, najczęściej na poziomie zatrudnienia i awansów.
• Mniejszościowe grupy społeczne identyfikowane są głównie na podstawie płci, rasy, pochodzenia etnicznego czy orientacji seksualnej. W praktyce oznacza to faworyzowanie kandydatów na podstawie cech od nich niezależnych, a nie ich kompetencji czy doświadczenia.
• Jest to forma zalegalizowanej dyskryminacji, podważająca zasadę równości szans i prowadzący do selekcji opartej na ideologicznych kryteriach zamiast merytorycznych.
• Zastąpienie równości szans „sprawiedliwym traktowaniem” prowadzi do sytuacji, w której najbardziej kompetentni kandydaci są pomijani na rzecz tych, którzy wpisują się w preferowane kategorie.
• ONZ wprowadziła w szeregu swoich struktur politykę DEI, przez co staje się areną ideologicznych eksperymentów. Jeśli nie zmieni kursu, może utracić autorytet w oczach państw członkowskich i społeczeństw.
Organizacja Narodów Zjednoczonych, powołana w 1945 roku, miała być bastionem międzynarodowej współpracy, dbającym o pokój, prawa człowieka i rozwój gospodarczy na całym świecie. Jej rola w kształtowaniu ładu globalnego przez dekady była niepodważalna, choć często podlegała krytyce za biurokrację, nieskuteczność i zależność od interesów wielkich mocarstw. Jednak w ostatnich latach ONZ zaczęła dryfować w kierunku ideologii, które nie mają związku z jej pierwotnymi założeniami. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych trendów jest wdrażanie polityki Diversity, Equity, Inclusion (DEI), czyli różnorodności, „sprawiedliwości” i inkluzywności.
Czym jest DEI i skąd się wzięła?
Polityka DEI wywodzi się z ruchów akademickich i aktywistycznych, które zyskały popularność na Zachodzie w drugiej połowie XX wieku. Ich celem było zrekompensowanie historycznych niesprawiedliwości poprzez aktywne promowanie grup uznanych za dyskryminowane, np. osób czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych. Jej fundamenty sięgają okresu walki o prawa obywatelskie w Stanach Zjednoczonych, kiedy to ruchy antyrasistowskie i emancypacyjne oraz organizacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych i mniejszości seksualnych dążyły do eliminacji systemowej dyskryminacji i nierówności.
Jednym z kluczowych impulsów do rozwoju idei DEI były zmiany legislacyjne, takie jak amerykańska Civil Rights Act z 1964 roku, która zakazała dyskryminacji ze względu na rasę, płeć, religię czy pochodzenie. W kolejnych dekadach wprowadzano różne formy „affirmative action” czyli działań mających na celu wyrównanie szans grup historycznie marginalizowanych poprzez „pozytywną” dyskryminację. W kontekście akademickim oraz na rynku pracy zaczęły pojawiać się programy rekrutacyjne preferujące osoby z mniejszości etnicznych i inne grupy uznawane za niedostatecznie reprezentowane. W latach 80. i 90. XX wieku koncepcja różnorodności zaczęła przenikać do zarządzania zasobami ludzkimi w korporacjach, administracji publicznej oraz instytucji edukacyjnych. Organizacje zaczęły stosować strategie mające na celu zwiększenie liczby przedstawicieli różnych grup społecznych w swoich strukturach. W tym czasie pojawiło się również pojęcie „włączania” (inclusion), które zakładało nie tylko obecność, ale także aktywne uczestnictwo i wpływ osób z grup uznanych za niedostatecznie reprezentowane. Na przełomie XX i XXI wieku pojęcie equity (sprawiedliwe traktowanie) stało się coraz bardziej popularne. W przeciwieństwie do tradycyjnego pojęcia równości szans, equity zakłada konieczność uwzględnienia historycznych i strukturalnych nierówności poprzez wprowadzenie specjalnych środków wyrównawczych. Oznaczało to m.in. wdrażanie polityk kwotowych, preferencyjne traktowanie określonych grup społecznych w rekrutacji i awansach oraz dostosowywanie systemów edukacyjnych i zawodowych do założeń ideologii inkluzywnej.
W ostatnich latach koncepcja DEI zaczęła być aktywnie promowana na poziomie międzynarodowym, m.in. przez organizacje takie jak ONZ, Unia Europejska czy korporacje globalne. W wielu instytucjach wdrożono formalne strategie DEI, które obejmują zarówno zmiany w języku i komunikacji (np. stosowanie tzw. neutralnych płciowo określeń), jak i konkretne działania administracyjne, takie jak obowiązkowe szkolenia antydyskryminacyjne czy mechanizmy oceny pod kątem różnorodności. Obecnie DEI stanowi jedno z kluczowych narzędzi polityki społecznej w wielu krajach Zachodu, a jego implementacja obejmuje zarówno sektor publiczny, jak i prywatny. Jednak sposób realizacji tych założeń oraz ich wpływ na społeczeństwo pozostają przedmiotem intensywnych debat, bowiem zamiast koncentrować się na realnym wyrównywaniu szans poprzez edukację czy eliminowanie barier prawnych, DEI wprowadza mechanizmy preferencji, które w rzeczywistości tworzą nową formę dyskryminacji – tym razem wymierzoną w osoby spoza preferowanych grup.
DEI w strukturach ONZ – dokumenty a biurokracja agend
Wdrażanie polityki DEI w strukturach ONZ przebiega dwutorowo – z jednej strony poprzez oficjalne dokumenty organizacji, z drugiej zaś poprzez biurokratyczne mechanizmy agend, gdzie ideologiczny język i nowomowa stają się nieodłącznym elementem działania. Choć dokumenty ONZ określają ogólne ramy polityki równościowej, to właśnie w codziennej pracy agend organizacji dochodzi do faktycznej implementacji tej ideologii, często w sposób, który budzi kontrowersje i odbiega od pierwotnych celów ONZ. W praktyce oznacza to, że np. w rekrutacji do ONZ kluczowe nie są umiejętności czy doświadczenie kandydata, ale jego przynależność do mniejszości rasowej, etnicznej lub seksualnej.
Dokumenty ONZ
ONZ od lat przyjmuje rezolucje, raporty i strategie, które mają na celu „promowanie równości i inkluzywności” na całym świecie. W dokumentach tych coraz częściej pojawiają się zapisy dotyczące płynnej tożsamości płciowej, –equity, czyli „sprawiedliwego” traktowania (zamiast po prostu równości szans) oraz obowiązku uwzględniania „różnorodnych tożsamości” w każdej dziedzinie polityki publicznej. Istotnym przykładem jest Strategia ONZ na rzecz Inkluzji Osób LGBTQIA+, wprowadzona w 2019 roku, której celem jest „zapewnienie pełnej inkluzywności w pracy organizacji”. Strategia zachęca firmy do „tworzenia środowisk pracy sprzyjających inkluzywności oraz rekomenduje, aby organizacje dążyły do reprezentacji osób LGBTQIA+ na wszystkich szczeblach zarządzania”. W niektórych przypadkach wytyczne sugerują, że zarządy firm powinny uwzględniać osoby identyfikujące się z tym środowiskiem, co ma na celu „przełamanie historycznych barier i zapewnienie lepszego zrozumienia problemów tej grupy”.
Biurokracja agend ONZ – nowomowa jako narzędzie ideologii
Podczas gdy oficjalne dokumenty ONZ stanowią ogólną ramę polityki DEI, to w biurokratycznej rzeczywistości agend organizacji mamy do czynienia z jej faktycznym wdrażaniem, często poprzez skomplikowaną i ideologicznie nacechowaną nowomowę. W raportach, wytycznych i publikacjach tworzonych przez WHO, UNFPA, UNICEF czy UN Women pojawia się język, który nie tylko redefiniuje podstawowe pojęcia, ale także narzuca określoną wizję społeczeństwa.
Szczególnie widoczne jest to w dokumentach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), gdzie klasyczne terminy medyczne ustępują miejsca nowym definicjom zgodnym z ideologią DEI. W oficjalnych raportach zamiast pojęcia „kobieta” coraz częściej stosuje się określenia w rodzaju „osoby menstruujące” („kobiety, dziewczęta i inni ludzie, którzy menstruują”) czy „osoby zdolne do zajścia w ciążę”, co budzi kontrowersje wśród ekspertów z dziedziny medycyny. WHO wprowadza terminologię mającą na celu „neutralizację płciową” w języku medycznym, argumentując to dążeniem do inkluzywności.
Podobny mechanizm działa w Funduszu Ludnościowym ONZ (UNFPA), który w swoich raportach używa nowomowy do redefinicji pojęć związanych z rodziną, seksualnością i płcią. W dokumentach tej organizacji coraz częściej można spotkać sformułowania takie jak „reprodukcyjna sprawiedliwość” (reproductive justice), które nie oznaczają jedynie dostępu do antykoncepcji, lecz także aktywną promocję tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych (do których w rozumieniu przeciwników prawa do życia od poczęcia zalicza się aborcję) w kontekście tożsamości płciowej.
Wreszcie UNICEF (organizacja zajmująca się edukacją i ochroną praw dzieci) wdraża DEI poprzez język, który podkreśla płynność tożsamości płciowej i konieczność dostosowywania programów edukacyjnych do „różnorodnych tożsamości uczniów”. W dokumentach tej organizacji można znaleźć określenia takie jak „gender-responsive education”, czyli „edukacja reagująca na płeć”, co w praktyce oznacza wdrażanie programów uczących dzieci, że „płeć jest spektrum” oraz że tożsamość płciowa może być niezależna od biologii.
Ideologia ponad misją?
Zestawienie oficjalnych dokumentów ONZ z praktyką wdrażaną przez jej agendy pokazuje, że polityka DEI wykracza daleko poza neutralne promowanie równości i zaczyna przyjmować charakter ideologiczny. Podczas gdy w głównych rezolucjach ONZ często stosuje się dość ogólnikowe sformułowania, to w biurokratycznej rzeczywistości agend nowomowa staje się narzędziem narzucania określonej wizji społeczeństwa. Terminologia stosowana w raportach WHO, UNFPA czy UNICEF nie tylko redefiniuje klasyczne pojęcia, ale także wpływa na polityki zdrowotne, edukacyjne i demograficzne na całym świecie, często w sposób oderwany od rzeczywistych potrzeb społecznych.
Dlaczego DEI jest polityką niewłaściwą?
Największym problemem DEI jest jej fundamentalna sprzeczność z zasadą równości szans. Zamiast zapewniać każdemu równe możliwości rozwoju, DEI dąży do ”równości” wyrównującej przeszłe krzywdy doznane przez określone grupy, co oznacza, że procesy rekrutacyjne i awansowe muszą skutkować wyborem osób pochodzących z określonych mniejszości społecznych, nawet jeśli wymaga to dyskryminacji bardziej wykwalifikowanych kandydatów.
Konsekwencją takiej polityki jest spadek jakości kadr, gdyż siłą rzeczy wybór musi paść na osoby spełniające wymogi polityki różnorodności, niezależnie od ich merytorycznego zaplecza. W instytucjach takich jak ONZ, gdzie kluczowe decyzje dotyczą globalnych konfliktów, zdrowia publicznego czy pomocy humanitarnej, takie podejście może prowadzić do poważnych konsekwencji, w tym do błędnych decyzji strategicznych.
Dodatkowo polityka DEI prowadzi do coraz większej polaryzacji i konfliktów wewnętrznych. Zamiast budować spójność i współpracę, tworzy atmosferę podejrzliwości, w której decyzje personalne są postrzegane jako wynik politycznych nacisków, a nie rzeczywistej oceny kompetencji. Wiele raportów wskazuje, że pracownicy ONZ skarżą się na wzrost napięć i poczucie niesprawiedliwości wynikające z nowych zasad rekrutacji i awansów.
Podsumowanie – Quo vadis, ONZ?
Polityka DEI, mimo szczytnych haseł o równości i sprawiedliwości społecznej, prowadzi do destrukcji zasad, na których opierały się międzynarodowe instytucje. Wprowadzając preferencje oparte na rasie czy płci, ONZ podważa merytokrację, pogłębia podziały społeczne i traci swoją wiarygodność.
Polityka DEI miała na celu eliminację nierówności, ale w praktyce tworzy nowe formy segregacji:
Jeśli organizacja nie zrewiduje swojego podejścia, może stać się coraz mniej powszechnie respektowanym graczem na arenie międzynarodowej, jako będący stroną w wojnie kulturowej czy ideologicznych sporach, tracąc zdolność do skutecznego działania w kluczowych obszarach, takich jak pokój, prawa człowieka i rozwój gospodarczy. ONZ znajduje się w kluczowym momencie swojej historii. Już teraz wiele państw członkowskich krytykuje ONZ za oderwanie od rzeczywistych problemów świata i skupienie się na agendach ideologicznych, kosztem rozwiązywania globalnych kryzysów.
Państwa finansujące ONZ, w tym Stany Zjednoczone, coraz częściej podważają sens dalszego wspierania organizacji, która zamiast skutecznie działać na arenie międzynarodowej, angażuje się w ideologiczne konflikty. Jeśli ten trend się utrzyma, ONZ może doświadczyć nie tylko kryzysu wizerunkowego, ale także realnego spadku finansowania i wpływu na politykę globalną.
Julia Książek – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
Zasady korzystania z materiałów zamieszczonych na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
Zachęcamy Państwa do korzystania z opracowań i materiałów przygotowanych przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Jednocześnie informujemy, że stosownie z obowiązującym prawem, przedruk treści zamieszczonych na stronie internetowej Instytutu jest możliwy pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła (strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris) (art. 34 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). W przypadku przedrukowywania publikacji Instytutu w zakresie wykraczającym poza sprawozdania o aktualnych wydarzeniach lub dokonywanych poza ramami czasowymi, w jakich materiał zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji, wskazane jest uzyskanie uprzedniej zgody Instytutu pisząc na adres [email protected]
Zapisz się na naszą listę mailingową
Informujemy, że Państwa dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w celu informowania o realizacji działań statutowych, w tym do informowania o organizowanych akcjach społecznych. Podanie danych jest dobrowolne. Informujemy, że przysługuje Państwu prawo dostępu do treści swoich danych i możliwości ich poprawiania.
© 2022 ORDO IURIS - Instytut Na Rzecz Kultury Prawnej