fbpx Wolności obywatelskie | Ordo Iuris

Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.

Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.

Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.

W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej [email protected]

Przejdź do treści
PL | EN
Facebook Twitter Youtube
Wolności obywatelskie

Wolności obywatelskie

Wolności obywatelskie

30.01.2023

Ordo Iuris chroni przedsiębiorców. Postulaty Instytutu uwzględnione w pracach nad ustawą o ochronie ludności

· Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji wycofał z projektu ustawy o ochronie ludności i stanie klęski żywiołowej zapis uniemożliwiający przedsiębiorcom ubieganie się o wyrównanie szkód majątkowych spowodowanych ograniczeniem praw i wolności.

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

26.01.2023

Czy grozi nam inwigilacja?

Rządowy projekt ustawy – Prawo komunikacji elektronicznej ma, w zamiarze wnioskodawcy, wykonywać prawo Unii Europejskiej. Od początku wzbudza on kontrowersje, jednak wniosek o odrzucenie przez sejm w pierwszym czytaniu tego projektu, został, przez sejmową większość, oddalony. Prace nad jego przyjęciem nadal trwają. Poniżej zostaną omówione najważniejsze postanowienia projektowanej ustawy, mającej w kompleksowy sposób regulować relacje między przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi, abonentami i organami państwa.

Projekt ustawy a zasady techniki prawodawczej

Analizując rządowy projekt ustawy – Prawo komunikacji telefonicznej (nr druku 2861) należy na wstępie omówić budowę tego aktu. Zawiera on 445 artykułów oraz załączniki, a zatem jest to bardzo obszerny akt. Posługuje się on pojęciami takimi jak „rezerwacja częstotliwości” i „przydział częstotliwości”, które różnią się tylko nieznacznie (w tym konkretnym przypadku rezerwacji dokonuje Prezes Urzędu Kontroli Elektronicznej (dalej: UKE), na rzecz przedsiębiorców komunikacyjnych, a przydziału częstotliwości może oprócz tego dokonać Minister Obrony Narodowej, na rzecz użytkowników rządowych). O ile „rezerwacja częstotliwości” ma swoją definicję legalną (jest to określenie częstotliwości lub zasobów orbitalnych, które we wskazanym w rezerwacji okresie pozostają w dyspozycji podmiotu na rzecz którego dokonano rezerwacji, przeniesiono uprawnienia do częstotliwości lub uprawnienia do dysponowania częstotliwościami na cele związane z uzyskiwaniem pozwoleń radiowych), to „podział częstotliwości” definicji legalnej nie ma i można ją jedynie wywnioskować przez wykładnię przepisów szczegółowych. Ponieważ tryb nadawania i uprawnienia podmiotu, który „rezerwacji” tudzież „przydziału” dokonał (w przypadku innych podmiotów niż użytkownicy rządowi) są jednakowe. Nie ma zatem potrzeby dublowania przepisów, które będą przewidywały dla przedsiębiorców komunikacyjnych dwa takie same tryby, przyznania takich samych uprawnień. Projekt ten można uprościć likwidując całą instytucję rezerwacji częstotliwości i wszystkie przepisy ją regulujące. Obszerność projektu ustawy powoduje, że adresaci tych norm będą mieli spore problemy z ich stosowaniem, ponieważ przeczytanie ze zrozumieniem tego aktu może stanowić wyzwanie. Ma to negatywny wpływ na świadomość prawną społeczeństwa.

Ustawa zawiera też lukę dotyczącą postępowania konsultacyjnego. Przed podjęciem pewnych decyzji Prezes UKE będzie obowiązany przeprowadzić konsultacje z udziałem zainteresowanych podmiotów. Uzgodnione stanowiska w tym postępowaniu zostaną przekazane Komisji Europejskiej, po czym może zapaść dowolna decyzja, w tym taka, która nie będzie zgodna z uzgodnionym stanowiskiem, które nie jest wiążące dla Prezesa UKE. W takiej sytuacji, kiedy postępowanie konsultacyjne nie ma wpływu na kształt decyzji podważony zostaje jego sens, ponieważ jedyne co zmienia, to wydłuża postępowanie.

Dodatkowe obciążenia dla przedsiębiorców telekomunikacyjnych

Projekt ustawy nakłada dodatkowe obowiązki na przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Będą one dotyczyły wpisu do rejestru przedsiębiorców telekomunikacyjnych, posiadania rejestru wszystkich informacji na temat współpracy z innymi, w tym zagranicznymi przedsiębiorcami, środków zapewniających poufność, ewidencjonowania rezerw przeznaczonych na czas szczególnego zagrożenia. Koszty tych obowiązków będą obciążać budżety tych przedsiębiorców.

Obawiać mogą się też przedsiębiorcy, którzy chcieliby utworzyć swój komunikator. Będą musieli liczyć się z ogromem biurokracji i opłat od samego początku prowadzenia działalności. Będzie to utrudniało polskim przedsiębiorcom wejście na rynek i tym samym cementowało dominującą pozycję komunikatorów zagranicznych. Zasadne jest też pytanie o efektywność ściągania administracyjnych kar pieniężnych, np. od Telegrama (komunikatora rosyjskiego), w przypadku niezastosowania się do przepisów ustawy. Na wyróżnienie zasługuje art. 300 proponowanej ustawy, który ogranicza możliwość zmiany umowy w trakcie korzystania z komunikatora. Zmiana ta może być jedynie korzystna dla użytkownika, czyli może polegać na obniżeniu ceny lub dodaniu usługi. Może też być to zmiana administracyjna, nakazana przez Prezesa UKE lub przez modyfikację prawa. W razie takiej zmiany, użytkownik, który jej nie akceptuje, będzie mógł od umowy odstąpić i uzyskać odszkodowanie. Może to być istotny krok naprzód w sprawie wprowadzania nielegalnej cenzury wprowadzanej przez portale społecznościowe takie jak Facebook czy Twitter, ale tutaj ponowie należy zadać pytanie o skuteczność egzekwowania tego prawa od podmiotów zagranicznych. Nie jest też jasne, czy zmiany polityki mediów społecznościowych będą przez polskie sądy kwalifikowane jako niekorzystne.

Czy musimy obawiać się inwigilacji?

Na mocy art. 43 projektu ustawy, przedsiębiorca telekomunikacyjny będzie udzielał informacji służbom, którymi są Policja, Biuro Nadzoru Wewnętrznego, Straż Graniczna, Służba Ochrony Państwa, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Żandarmeria Wojskowa, Centralne Biuro Antykorupcyjne i Krajową Administrację Skarbowa. Informacje te obejmują komunikaty elektroniczne (pod tym pojęciem kryją się wszystkie wiadomości jakie wysyłamy za pomocą komunikatorów i mediów społecznościowych), dane nadawców i odbiorców tych komunikatów oraz dane umożliwiające lokalizację nadawcy i odbiorcy. Dane te przedsiębiorca będzie udostępniał na koszt własny.

Technicznie nie ma jednak możliwości wykonywania tego prawa. Nasze wiadomości jakie wysyłamy na Signalu, czy Telegramie i tak są usuwane automatycznie i choć ustawa zobowiązuje właścicieli komunikatorów do ich udostępniania, to nie mają takich technicznych możliwości. Specyfika algorytmu Telegrama i Signala sprawia, że są to obecnie najbezpieczniejsze komunikatory. Aby zdobyć informacje o naszych wiadomościach na tych komunikatorach, ich obsługa musiałaby wejść w posiadanie kluczy publicznych i kluczy prywatnych. O ile wejście w posiadanie kluczy publicznych nie jest dla obsługi żadnym problemem, to klucze prywatne są generowane automatycznie i nikt nie ma nad nimi kontroli. Nie jest możliwe złamanie tych zabezpieczeń, ponieważ klucz prywatny będący iloczynem dwóch ogromnych liczb pierwszych, przy użyciu komputera z największą na świecie mocą obliczeniową, zostanie policzony w czasie przekraczającym długość życia człowieka.

Problemy może też sprawić niezgodność projektu ustawy z prawem innych państw. Obowiązek ujawnienia tożsamości użytkowników sieci Tor, stałby w sprzeczności z zasadą anonimowości jej użytkowników, bo wiązałby się z koniecznością ujawnienia tożsamości funkcjonariuszy amerykańskich służb.

Dyskusyjny jest art. 57 proponowanej ustawy, który nakazuje zablokowanie wiadomości, które mogą zagrażać obronności, bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu. Abstrahując od już przytoczonej niemożliwości w egzekwowaniu tego prawa, to należy tutaj rozważyć, gdzie leży granica między naszym prawem do prywatności, do wolności słowa i komunikacji, a obronnością i bezpieczeństwem państwa. Trzeba zatem zastanowić się, czy art. 49 Konstytucji pozwala na takie rozwiązanie i czy art. 5 go wymaga.

Podsumowanie

Ustawa wymaga skrócenia i uproszczenia i zapewne będzie krytykowana z powodu nadmiernej długości. Projekt ten nie jest korzystny dla polskich przedsiębiorców, na których nakłada dodatkowe obowiązki administracyjne i wiąże się też z narastającymi kosztami. Ma on także pewną zaletę, jaką jest poprawa sytuacji użytkownika komunikatorów, w przypadku zmiany regulaminu w trakcie korzystania ze środka komunikacji elektronicznej. Najważniejsza jednak w tej ustawie jest nasza prywatność, a właściwie legalizacja jej naruszania przez służby. Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie, to należy się pogodzić z tym, że cała nasza aktywność w mediach społecznościowych, a także w niedostatecznie zabezpieczonych komunikatorach będzie obserwowana przez służby, a jedynie na komunikatorach takich jak Telegram, Signal, czy sieć Tor, nasze wiadomości pozostaną dla nich niewidoczne.

 

Jan Żurko

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

25.01.2023

Liczne przestępstwa z nienawiści wobec chrześcijan w Polsce. OBWE uwzględnia raport Ordo Iuris

· Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie opublikowała raport dotyczący przestępstw z nienawiści wobec chrześcijan w różnych krajach w 2021 roku.

· W publikacji uwzględniono zgłoszenia przypadków odnotowanych przez Instytut Ordo Iuris.

· Wśród opisanych sytuacji znalazły się m.in. śmiertelne pobicie księdza, atak z bronią w ręku na kapłana odprawiającego Mszę, zniszczenia kościołów i kapliczek, podpalenia czy kradzieże.

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

20.01.2023

Pluralizm niemile widziany. Europosłowie uderzają w przeciwników politycznych

W agendzie styczniowej sesji plenarnej PE znalazła się kolejna już debata, której temat oscyluje wokół rzekomych zagrożeń dla demokracji, praw człowieka i porządku konstytucyjnego ze strony polityków i aktywistów reprezentujących szeroko pojęte poglądy „prawicowe”.

Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

20.01.2023

Pluralizm niemile widziany. Europosłowie uderzają w przeciwników politycznych

W agendzie styczniowej sesji plenarnej PE znalazła się kolejna już debata, której temat oscyluje wokół rzekomych zagrożeń dla demokracji, praw człowieka i porządku konstytucyjnego ze strony polityków i aktywistów reprezentujących szeroko pojęte poglądy „prawicowe”. O domniemanych „Zagrożeniach terrorystycznych ze strony skrajnie prawicowych sieci ekstremistycznych występujących przeciwko demokratycznemu porządkowi konstytucyjnemu” Parlament Europejski dyskutował 18 stycznia. Podczas debaty wiele słów krytyki kierowano wobec środowisk „skrajnej prawicy”, nie definiując jednak dokładnie tego terminu. Niepokojące mogą być za to głosy sugerujące próby wprowadzenia w najbliższym czasie cenzury przeciwników politycznych w internecie.

 

Cykliczny pręgierz dla prawicy

 

W kwietniu 2022 r. PE próbował oskarżać „skrajną prawicę” o współpracę z reżimem Putina[1]. Nie przyniosło to spodziewanego efektu, jako że w trakcie debaty jej pomysłodawcom skutecznie wytknięto wieloletnią praktykę Niemiec i Francji, które – pomimo embarga – sprzedawały broń Rosji oraz przypomniano nazwiska polityków, którzy znaleźli się na liście polityków otrzymujących finansowanie z Kremla (wśród nich znalazł się m.in. kanclerz Gerhard Schröder i była minister spraw zagranicznych Austrii).

 

Podobna debata, tym razem na temat rzekomego „wybielania antyeuropejskiej skrajnej prawicy w UE” odbyła się w październiku 2022 r.[2]  Wówczas dyskusja w dużej mierze dotyczyła tej części członków Europejskiej Partii Ludowej (EPL), którzy wywodzą się z włoskich partii tworzących w jesiennych wyborach parlamentarnych tzw. blok prawicowy. Eurodeputowanym nie podobało się, że ich włoscy koledzy mogli przyczynić się do wygranej Giorgi Meloni.

 

Zarówno kwietniową, październikową jak i najnowszą debatę o „skrajnej prawicy” łączy kilka wspólnych cech. Przede wszystkim żadnej z nich nie towarzyszył projekt rezolucji, co oznacza, że debaty te są swoistą „sztuką dla sztuki”. Biorąc pod uwagę ich treść i przebieg trudno oprzeć się wrażeniu, że stanowią swoisty pręgież, pod którym przedstawiciele lewicy publicznie próbują dyskredytować swoich politycznych przeciwników.

 

Każda zainicjowana została przez przedstawicieli lewej strony sceny politycznej i opierała się na próbach obarczenia przeciwników politycznych odpowiedzialnością za – można to powiedzieć bez cienia ironii – wszelkie zło tego świata, a już z pewnością za to co jako „złe” postrzega lewica. Sala plenarna PE w czasie rzeczonych debat przekształca się w arenę wolną od wszelkich zahamowań, gdzie z ust mówców padają często nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim obraźliwe komentarze. Trudno się dziwić, że po doświadczeniach kwietniowej debaty, gdzie przedstawiciele prawicy próbowali jeszcze merytorycznie odpowiadać na formułowane wobec nich zarzuty, na październikowej pojawiło się już tylko kilku, którzy mogą dziś szczycić się zachowaniem stoickiego spokoju w jej czasie.

 

Trzecia debata

 

Ostatnią debatę [2022/3016(RSP)] rozpoczęła Jessika Roswall, która w imieniu Rady przypomniała, że terroryzm i ekstremizm powinny być zwalczane niezależnie od tego, czy są lewicowe, prawicowe czy mają podłoże religijne. W jej opinii „prawicowe sieci ekstremistyczne” to ruchy antysemickie, ale też np. sprzeciwiające się postulatom lobby LGBT. Celem tych ruchów ma być „ kreowanie napięcia politycznego, chaosu społecznego i w końcu – podminowywanie naszych systemów demokratycznych”. Roswall wskazała, że w czasie pandemii COVID-19 tendencja do szerzenia się takich szkodliwych idei w internecie bardzo wzrosła – strefa cyfrowa jest bowiem niezwykle podatnym gruntem dla rozwoju „tego rodzaju ideologii”.

 

Następną mówczynią była Ylva Johansson, która w imieniu Komisji Europejskiej wymieniła szereg dramatycznych wydarzeń, które rzeczywiście noszą znamiona terroryzmu. Po tak merytorycznym wstępie można było zakładać, że wypowiedź ta zdoła narzucić późniejszej debacie wyższy poziom niż we wcześniejszych przypadkach. Johansson zdecydowała się jednak pójść w innym kierunku i z pełną powagą oświadczyła, że „widzimy, że skrajni prawicowcy są coraz młodsi – w Estonii siedmioletni chłopiec założył skrajnie prawicowy ruch”. Dalsza wypowiedź była już bardzo chaotyczna: Komisarz mówiła o zagrożeniach płynących z internetu, uleganiu wyczytanym w sieci teoriom spiskowym, jednocześnie płynnie przechodząc do zapewnień o nieustannej walce Komisji Europejskiej z dezinformacją rosyjską i finansowaniem partii politycznych przez Rosję.

 

Mowy eurodeputowanych, którzy wzięli udział w debacie w znacznej mierze wpisały się w przewidywany schemat: oskarżenia o skrajność i zagrażanie demokracji szybko zostały skierowane wprost wobec oponentów politycznych.

 

Stygmatyzacją metodą walki politycznej

 

Spośród licznych krótkich przemówień jakie miały miejsce w czasie debaty warto odnotować przynajmniej kilka, które dają wgląd w jej przebieg oraz sposób postrzegania rzeczywistości przez europosłów różnych frakcji politycznych.

 

Eurodeputowana Gabriele Bischoff (Socjaliści i Demokraci – S&D) nie kryła się z faktem utożsamiania poglądów powszechnie określanych jako „prawicowe” z ekstremizmem, a nawet przedstawiania ich jako stwarzające zagrożenie terroryzmu. „Radykalizują się różne grupy, czasami o skrajnych poglądach (…) trzeba wznieść bariery, by nie mogli w naszym społeczeństwie operować. (…) Musimy pamiętać, że to nie są grupy gdzieś na marginesie społeczeństwa, nie, to są ludzie w centrum życia społecznego: czasami naukowcy, środowisko akademickie. Trzeba zrobić więcej, aby uniknąć normalizacji takich ideologii i ruchów, aby nie rosły w siłę. (…). To rola Parlamentu Europejskiego, by położyć kres tej fali ekstremizmu i terroru” – mówiła Bischoff.

 

Valérie Hayer, europosłanka zrzeszona w grupie Renew, rozpoczęła swe wystąpienie od porównania „skrajnej prawicy” do dżihadyzmu. Zwróciła się bezpośrednio do przedstawicieli Europejskiej Partii Ludowej z apelem, by zaprzestali „kokietowania skrajnej prawicy”, co było jasnym nawiązaniem do tematu poruszanego podczas październikowej debaty, czyli pośredniego przyczynienia się EPL do zwycięstwa Giorgi Meloni w wyborach we Włoszech[3].

 

W imieniu Zielonych głos zabrała eurodeputowana Terry Reintke, która podobnie jak jej poprzednicy posłużyła się przykładami brutalnych aktów terroryzmu (m.in. zamachy dokonane w 2011 r. przez Andersa Breivika), aby umotywować nimi próby ograniczenia wolności słowa i wyeliminować z debaty publicznej przeciwników politycznych.

 

Jean-Pau Gerraud, eurodeputowany z grupy Tożsamość i Demokracja (ID) jako pierwszy zwrócił uwagę, że faktem jest, że terroryzm od lat szerzy się w Europie, i że bardzo często finansowany jest przez państwa zewnętrzne. Dodał jednak, że przez zaślepienie ideologiczne Unia Europejska i eurodeputowani nie dostrzegają skali terroryzmu islamistycznego, przy którym akty terroryzmu skrajnej prawicy są jednostkowe.

 

„UE ma obsesję na punkcie skrajnej prawicy, której terroryzm jest mniejszościowy w porównaniu z terroryzmem islamistycznym i skrajnej lewicy” – wskazał eurodeputowany. Dodał także, że termin „skrajna prawica” jest bardzo niejasny, nie wiadomo kogo właściwie ma oznaczać: „może Parlament się pomylił w tytule i chodziło tu o zagrożenia islamistyczne i pochodzące ze skrajnej lewicy?” – pytał retorycznie Gerraud, po czym dodał, że: „Podczas, gdy terroryzm islamistyczny uderza w nasz kontynent, my rozmawiamy o zagrożeniach, które istnieją szczególnie w państwa wyobraźni”.

 

Z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) wypowiedział się eurodeputowany Joachim Brudziński. Poseł z Polski poparł walkę z wszelkiego rodzaju ekstremizmem, zwrócił jednak uwagę, że „pod płaszczem rzekomej walki z ekstremizmem prawicowym próbuje się przypisywać partiom prawicowym ten niejasny termin «ekstremizmu prawicowego»”. Przywołał raport komisji LIBE (Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych) z lipca 2022 r. w którym jako przykłady ekstremizmu prawicowego wskazano m.in. Radio Maryja czy Solidarność. Wskazał także, że zarówno nazizm, jak i faszyzm mają korzenie lewicowe. „Konserwatyzm nie ma nic wspólnego z szaleństwem ekstremizmu lewicowego” – dodał na koniec Brudziński, przypominając jak Parlament Europejski przedstawiał obchody Narodowego Święta Niepodległości w Polsce jako marsz „faszystów”.

 

„Ta debata to kolejny przykład na to, że PE odnotowuje jedynie te okropieństwa, które popełnia skrajna prawica. Wydaje mi się, że są to podwójne standardy (…) W 2006 r. (…) PE nawet nie zastanawiał się nad tym by pomówić o działaniach postkomunistycznego rządu, który użył przemocy wobec pokojowych demonstrantów [na Węgrzech – przyp. AK]. Mam już tego dość. Kiedy lewica i centrum jest «ok», a prawica jest zawsze «skrajna»” – mówił węgierski eurodeputowany Ernő Schaller-Baross. Dodał także, że mając na uwadze niedawny skandal korupcyjny w PE, przedstawiciele lewicy i centrum powinni się bardziej przyjrzeć sobie samym. 

 

W bardzo emocjonalne tony uderzyła eurodeputowana ze Szwecji, Abir Al-Sahlani (Renew): „Ekstremalna prawica, tu, w Parlamencie, przedstawia swoją narrację bez żadnych konsekwencji. A jeśli chodzi o ich propagandę – nie uznają tej radykalizacji, którą sami spowodowali. Chętnie wskazują innych jako terrorystów, ale nie są gotowi spojrzeć na własną sytuację. Jestem szczerze przerażona, że mogłabym spotkać jednego z waszych popleczników wieczorem na ulicy, po ciemku, nie chciałabym takiej sytuacji. A wy macie możliwość istnienia w polityce! Możecie tu przedstawiać swoją narrację, możecie tu przedstawiać swoje rasistowskie poglądy. My, jako Europejczycy, mamy prawo do wolności od rasizmu i terroryzmu na ulicach i placach Unii Europejskiej”.

 

Wypowiedź ta jest już całkowitym zaprzeczeniem próby ukazania przedmiotu debaty przez przedstawicieli Rady i Komisji jako chęci walki z faktycznym ekstremizmem i terroryzmem. Wypowiedź Abir Al-Sahlani, obok wielu innych jakie padły w tej debacie, jasno odnosi się do przeciwników politycznych i nie pozostawia wątpliwości, że debata z 18 stycznia wpisuje się w cykl debat mających na celu dyskredytowanie i stygmatyzowanie szeroko pojętej prawicy.

 

Zwróciła na to uwagę eurodeputowana Laura Huhtasaari (ID), która wprost powiedziała, że brak merytorycznych argumentów po stronie lewicy skutkuje niepoważnym przezywaniem politycznych oponentów i próbą ich stygmatyzowania. Huhtasaari pytała też, dlaczego PE nie interesuje się poczynaniami anarchistów, którzy w Nowy Rok w Berlinie atakowali policję oraz czy KE w ogóle zauważa, że ekstremizm jest nie tylko prawicowy – zwróciła przy tym uwagę, że działania PE podejmowane przeciw ekstremizmowi jak do tej pory skupiają się jedynie na tym, że jest on „prawicowy”. Na tego typu hipokryzję po stronie PE zwróciła uwagę także eurodeputowana Elżbieta Kruk (EKR).

 

„Mowa nienawiści”

 

Jako kulminacyjny moment debaty można wskazać wymianę zdań pomiędzy eurodeputowanymi Miguelem Urban Crespo (Lewica) i Bogdanem Rzońcą (EKR).

 

Urban Crespo w swym wystąpieniu stwierdził, że „skrajna prawica jest dziś największym zagrożeniem dla demokracji w Europie”. Mowę nienawiści stosowaną przez prawicowych polityków określił mianem paliwa dla skrajnie prawicowych terrorystów, zaś receptą na ograniczenie ich wpływu miałoby być „tworzenie połączeń między społecznościami”, czyli migracja ludności.

 

W odpowiedzi na to wystąpienie eurodeputowany Bogdan Rzońca wskazał, że do października 2022 r. Frontex (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej) zarejestrował ok. 280 tysięcy nielegalnych wjazdów do Unii Europejskiej, czyli ok. 77 proc. więcej niż w całym 2021 r.

Przypomniał, że nawet premier Szwecji podczas wygłoszonego dzień wcześniej w PE wystąpienia z okazji przejęcia przez Szwecję przywództwa w Radzie UE na najbliższe sześć miesięcy przyznał, że UE musi podjąć walkę z nielegalną imigracją.

 

Zapytany o opinię w tej sprawie Urban Crespo odpowiedział, że wypowiedź Rzońcy jest rzekomo „świetnym przykładem mowy nienawiści, która podsyca terroryzm skrajnie prawicowy”.

 

Pytanie o skutki

 

Może się wydawać, że tego typu debaty, jak opisana powyżej, są stosunków niegroźnym narzędziem potyczek politycznych, przy czym nie da się nie zauważyć, że jedna ze stron sporu ma wyraźną przewagę instytucjonalną.

 

Mimo że, jak do tej pory, żadna z debat piętnujących „skrajną prawicę” nie zakończyła się podjęciem konkretnych działań, ani nawet przyjęciem rezolucji, to należy zwrócić uwagę na postulaty jakie powtarzane są w wystąpieniach lewicowych eurodeputowanych.

 

Podczas dyskusji w kwietniu i październiku 2022 r., z ust wielu uczestników padały deklaracje o tym, że w debacie publicznej, owszem, jest miejsce dla przedstawicieli prawicy – ale nie dla „skrajnych” poglądów. Takie ujęcie tematu jest oczywiście zabiegiem, którego skutkiem może być w przyszłości całkowite wyrugowanie z życia politycznego osób o poglądach innych niż tolerowane przez unijnych decydentów. Jest to mechanizm analogiczny do włączanej już w kolejne systemy prawne zbrodni „mowy nienawiści”, która – nie posiadając jednoznacznej definicji – może być wykorzystywana jako narzędzie cenzury. Zarzut mowy nienawiści został zresztą w niedawnej debacie sformułowany wobec eurodeputowanego Rzońcy, który ośmielił się postawić pytanie o stosunek lewicy do rosnącej nielegalnej imigracji.

 

Zwraca także uwagę fakt powtarzanej wielokrotnie tezy o szkodliwym wpływie internetu i panującej w tej przestrzeni wolności, która przez licznych eurodeputowanych – ale i przedstawiciela Rady, była utożsamiana ze źródłem ekstremizmu (jakże by inaczej) prawicowego. Wprowadzenie takiego ujęcia tematu może oznaczać, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się podjęcia przez UE inicjatywy mającej uregulować, a w praktyce ocenzurować treści i ograniczyć wolność panującą, jak do tej pory, w przestrzeni internetowej.

 

Wreszcie, najbardziej bezpośrednim skutkiem tego typu debat jest wpływ na postrzeganie w przestrzeni publicznej i politycznej wszystkich przedstawicieli szeroko pojętej prawicy. Niewątpliwym efektem ustawicznej stygmatyzacji już dziś jest upowszechnione piętno „skrajności” wobec postaw niezgodnych z opiniami lewicowo-centrowej większości.

 

Anna Kubacka – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

 
 
Czytaj Więcej
Wolności obywatelskie

20.01.2023

Krakowska uchwała ws. Strefy Czystego Transportu wydana z przekroczeniem prawa – opinia Ordo Iuris

· Wojewoda Małopolski nie zdecydował się na stwierdzenie nieważności niezgodnej z prawem uchwały ws. Strefy Czystego Transportu w Krakowie.

· Powołał się przy tym na opinię Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

· Eksperci Ordo Iuris przygotowali opinię prawną uzupełniającą, w której odpierają argumenty ministerstwa.

Czytaj Więcej
Subskrybuj Wolności obywatelskie